Wczoraj poczytałem sobie o śnie jako takim. Wpadł mi w rękę jakiś artykuł w sieci o fazach REM i NREM. Doczytałem się gdzieś, że powodem nie pamiętania snów może być zaburzenie mechanizm przejścia między tymi fazami, a dokładnie zbyt płytkie wybudzenie w przejściu między stanem Theta i Alfa w mózgu.
I co prawda dzisiejsza próba wyjścia była nieudana, ale uświadomienie sobie powyższej wiedzy sprawiło, że pierwszy raz od lat pamiętam z dzisiejszej nocy 5 snów, jak za starych dobrych czasów. Dodam, że mój wczorajszy dzień zaczał się o 3:30 a skończył się po 22. Więcej się pastwić nad sobą nie dałem rady, ale byłem bardzo zmęczony.