g00rmik's Notatnik


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

19 Stron V  < 1 2 3 4 5 > » 
entry 10.04.2017 - 07:15
Od jakiegoś czasu śni mi się, że uczęszczam na zajęcia sztuk walki. W sumie to być może od czasu, kiedy zapisałem syna na aikido, czyli już pewnie dwa lata. Kiedyś sam trenowałem dwie szkoły sztuk walki, ale było to wiele lat temu.
Nie bardzo pamiętam tych snów, są bardzo monotematyczne, jak treningi... Jednak coś się w tym zmienia. Większość prowadzi sensei Rafał, ten sam gość, co szkoli mego syna. Wcześniej byłem osobą anonimową, ciekawe że w treningach uczestniczą różne istoty, w różnym wieku. Ale każdy się stara i angażuje.
W realu ostatnio bardzo zdziwiłem się jak sensei Rafał sam z siebie przywitał mnie podając dłoń, czego nigdy wcześniej nie robił. Nawet zastanawiałem dla jakiej przyczyny tak się stało, ale nie doszedłem do jakiś wiążących wniosków.

Wracając do dzisiejszej sennej przygody. Jesteśmy w jakimś obiekcie zamkniętym, trochę jak szkoła, tam gdzie zwykle odbywają się treningi, nie jest to jednak miejsce znane mi w realu. Sensei Rafał zauważa że mam przepasany łuk i dzieli się refleksją, że to bardzo ładny łuk. Pyta mnie w końcu, czy mógłby go wypróbować. Odpowiadam, że w porządku, choć i tak nie mam strzał ze sobą. Ten odpowiada, trochę żartem, że on ma strzały i że możemy mieszkać w jednym pokoju. Wyjaśnię bez podtekstów, że ma to znaczenie w tamtej scenerii, podwyższenia mojego statusu, niejako uczeń może być w pokoju z senseiem. Podaję mu łuk, on prosi o rozsunięcie się uczniów, żeby mieć wolną drogę do celu. Celu nie widzę, ale chyba jest to coś na ścianie, podejrzewam że tarcza. Strzela, po pomruku zadowolenia kojarzę, że to bardzo dobry strzał. Zwraca się do mnie czy go może pożyczyć, przećwiczyć na zewnątrz odpowiadam że tak, choć już mam takie wrażenie, że jak robiłem ten łuk to nie miał być do tak mocnych naciągów.

Jest pauza, wszyscy mają zebrać się na zewnątrz szkoły. Szukam syna w budynku przed wyjściem, żeby upewnić się że wszystko w porządku. Trochę pozwiedzałem szkołę, ale znalazłem go z kolegami, zauważył mnie, ale udawał że mnie nie widzi. No tak... koledzy, dobra nie będę robił mu obciachu, to zamknięty budynek sami swoi, przecież nie zginie. Podejmuję decyzje o wyjściu z budynku, klik.

Zmiana scenerii. Wszyscy są na zewnątrz, jest letni poranek, słońce wysoko. Jesteśmy nad stawem obrośniętym z jednej strony drzewami. Staw dość duży ze 150 na 75 metrów elipsa, bez trzcin, z pozostałych stron otoczony polaną. Po jednej stronie stawu są wszyscy uczniowie, po drugiej sensei, ja i ktoś kto mnie pilnuje (jakaś kobieta nie rzuca się w oczy stoi z tyłu). Sensei najpierw napina łuk normalnie, ale zaraz rezygnuje, kładzie się na plecach i napina go za pomocą rąk i nóg. Myślę sobie to mi na pewno zniszczy łuk, ale jakoś bardzo mi go nie żal. Strzała szybuje daleko na drugi brzeg stawu. Słychać oklaski, wiwaty. Wszyscy wchodzimy do stawu, tu jest jakaś symbolika, której nie ogarniam, ale czuję to. Płynę pomimo tego, że głębokość jest może do uda. Ręce trafiają pod wodą na jakieś obiekty, wstaje i wyciągam je - to maski pływackie albo do nurkowania, są w mule, ale mam refleksję że należały kiedyś do dzieci. Wszyscy są już w stawie. Uświadamiam sobie, że syn dawno zniknął mi z oczu. Zaczynam go szukać, lecz przestaje... klik.

Widzę przed sobą mój łuk, niby nic mu nie brak, ale jak go próbuje naciągnąć, to stracił swoją sprężystość. Nie pękł, ale odkształca się plastycznie... Trochę żal, a z drugiej strony to tylko łuk, zrobię sobie nowy, mocniejszy.

entry 29.03.2017 - 11:54
Piszę dla siebie, żeby nie zapomnieć. Szczegółów nie rozwinę, bo nie chcę. Czuję, że jest to znaczący sen dotyczący mojej pracy.
Widzę ostrą dyskusję pomiędzy prominentnymi urzędnikami a osobami z mojej pracy. Kłócą się o coś, mówią o zmianie prawa, ustawa?
A potem widzę stację paliw z lotu ptaka i widzę zbiorniki zakopane pod ziemią, widzę wszystkie szczegóły techniczne z nimi związane. Stacja ma w swoim numerze 6.
A potem widzę mojego obecnego dyrektora, przy pięknym wiśniowym biurku, w zacisznym biurze w wystroju old house. Ma przed sobą kolorowe kartki papieru zadrukowane tekstem, kałamarz i wielkie pióro w nim zanurzone. Mówi, a jednak się stało... wyciąga pióro i podpisuje każdą kartę z osobna. To zlecenia dla serwisu na legalizację zbiorników. Widzę zasychający tusz, który najpierw jest błyszczący, potem wsiąka i staje się matowy.

entry 27.01.2017 - 10:28
Jestem szefem programistów albo kimś podobnym agencji podległej FSB Rosji. Nie wiem jak to jest być geniuszem, ale czuję się wspaniale (umysłowo). To trochę tak jak by zapytać siebie jakie jest rozwiązane danego problemu i już mieć gotową odpowiedź bez świadomej pracy umysłowej. Mega, tylko ta ilość myśli do ogarnięcia ;)
Na monitorze komputera wizualizuje się proces testu przenikania nowego kodu wirusa. Prostota jest genialna, ale jest coś jeszcze. Są tam jeszcze jakieś specjalne alorytmy, których nawet ja nie rozumiem. Najlepsi nasi matematycy opracowali algorytmy "morfujące", które same mogą zmienić kod. Ja to składam do kupy jako całość. Oczywiście nie sam, mam zespół ludzi pod sobą. Ale oni wiedzą tylko tyle ile im trzeba do wykonania zadań. To nasi najlepsi hakerzy, zresztą ja też byłem hakerem. Ja muszę wiedzieć więcej, ale mam świadomość, że nie wszystko.
Ale kod algorytmów z moim kodem jest najważniejszy, widzę jak penetruje system i pozostaje niewidoczny. Kod wirusa składa się z trzech warstw, które same nie są odbierane jak wirus, dopiero czynna część wirusa jest generowana przez kod z pomocą algorytmów, jako efekt relacji tych warstw, na zawołanie.
Znaczące są skróty w kodzie S-M-1-2-3 dla warstw nieaktywnych i S-M-1-3-5 po przekształceniu w aktywną formę wirusa. Biorąc pod uwagę, że powtarzam to wielokrotnie, nad czymś się zastanawiam (ale nie ogarniam jego myśli, jestem zbyt niedoskonały, żeby ogarnąć ilość wątków tego kolesia).
Próbuje to wytłumaczyć tak jak to widziałem i czułem. Jeśli by mnie ktoś zapytał, do czego to przyrównać to jest to taka superselektywna "atomica" w sieci. Z drugiej wiem, że gość ma świadomość tego, że właśnie zapisuje strony historii i że jest to superprzełomowe.

Dwa dni temu dowiedziałem się o czymś niefajnym w pracy w realu. Bardzo się zmartwiłem. Odpowiedź przyszła we śnie. Byłem oblężonym na skale wodzem w przytłaczającej przewadze przeciwnika, zamartwiałem się jak z życiem wyjść z tej beznadziejnej sytuacji. Nagle pojawia się (materializuje się) przyjaciel/rywal z dalekiej przeszłości - Andrzej. Uśmiecha się do mnie, klepie po ramieniu, jak by nic się nie stało. Mówi mi, że nie z takich sytuacji wyciągamy dobrych ludzi :) Wiem, że to nie on tylko forma, jest kimś więcej, ale nie oponuje, choć gębę mam jeszcze otwartą ze zdziwienia. Andrzej na szczycie skały rozkłada niewielkie urządzenie. Włącza je, ustawia i uśmiecha się. Czuję, że zamieniam się w światło i wystrzelam w niebo. To był niespodziewany, efektywny i efektowny ratunek, tam gdzie bym się go nie spodziewał.

entry 22.01.2017 - 10:44
Pamiętam fragmenty, ale były bardzo rzeczywiste, szkoda że pamiętam znów końcówkę. Ale to u mnie częste przy dużych ciągnących się fabularnie snach, gdzie niewiele się dzieje.

Wiem, że zbliża się inwazja, wojna hybrydowa jest niedaleko nas. Ale nie czuję, że jestem w Polsce, choć nie wiem gdzie. Niskie domy jednorodzinne są zniszczone - drzwi są częściowo wyłamane, brakuje szyb w oknach, czasem całych okien. Ale nie jest to ruina. Widmo zbliżających się zielonych ludzików gdzieś tam wciąż towarzyszy z tyłu głowy. Nie mam broni, nie wiem gdzie jestem i jestem sam... koszmar. Ale dobra, rozejrzałem się, przeczesałem parę domów, wszędzie pusto, znaczy się nie ma ludzi ani zwierząt. Ale wiele rzeczy wskazuje, że poprzedni właściciele opuścili swoje domostwa w wielkim pośpiechu nie zabierając wiele. Gdzieniegdzie widać nawet ślady walki, jak się przyjrzałem to nawet dziury po kulach znalazłem z broni automatycznej. Znalazłem broń przy zwłokach ciemno ubranego żołnierza - jakaś dziwna, nie nasza, dwa magazynki, niewiele.
Wychodząc z budynku wpadam na przyjaciela Macieja z jeszcze innym gościem. Nie znam go jak i on nie rozmawia po naszemu, słabo zna angielski. Nie wiem skąd się wzięli, ale dobrze, jak ktoś ma przyjść to parę luf więcej.
Pocieszamy się z Maciejem, że może jakoś przetrwamy, że w sumie jest się gdzie schować.

Dobra idą. Nie widzę, nie słyszę, ale wiem. Pierwszego zabiłem w takim amoku, że nie wiem jak to się stało. Obaj mieliśmy zabezpieczoną broń, ale że on otwierał drzwi w korytarzu przede mną, ja miałem więcej czasu. Trochę wygląda to jak strzelanka FPP. Amunicji zabrakło po pierwszych spotkaniach, pewnie zwiadowcy. Przeraża mnie ilość nachodzących wojsk, mają ciemne mundury i są ich setki, przeczesują każdy dom, na zasadzie sprawdzenia czy kogoś tam nie ma. Między domami idą tyralierą, w budynkach w zepołach trzyosobowych przeczesują budynek. Jest ich tylu, że wiem, że nie mamy żadnych szans. Mówię chłopakom, że to może połóżmy się w tej wysokiej trawie przy siatce, jest na tyle wysoka że może nas nie zauważą. Bo w domach się nie ukryjemy.
Budzę się.

entry 17.01.2017 - 08:49
Śniło mi się, że byłem w jakichś siłach specjalnych. Nie wiem dokładnie jak się nazywały ale robiliśmy robotę wywiadowczą. Nagle wybrali dwóch z nas do misji specjalnej. Nie powiedzieli o co chodzi, miał być trening na symulatorze. Trzeba było tylko wypełniać instrukcje, które będą wyświetlane na monitorze. Komputer miał nas prowadzić. Wlazłem do tego symulatora i wykonywałem rozkazy. Rzeczywiście lecieliśmy dość długo na północny zachód i nie musiałem zajmować się nawigacją, chyba robił ją komputer symulatora. Widzę na mapie Paryż z oznaczonym miejscem zrzutu, nadlatujemy od południowego wschodu wzdłuż rzeki. Cel zrzutu jest blisko rzeki po prawej stronie, niedaleko wysp na rzece, celuję zrzucam, komputer mówi że wiatr trochę zniesie. Przeklinam w myśli bo nie wziąłem poprawki na wiatr, nie było tego w rozkazach. Zrzut dociera na ziemię. Czujniki informują mnie o wielkiej detonacji w tym miejscu, naprawdę ogromnej. Kółko na radarze migiem rozrasta się na ćwierć miasta. Nie wiem co oznacza to kółko, ale czuję narastające przerażenie. Zaskoczenie miesza się ze strachem, ale przecież to tylko symulator. Tak sobie myślę. Misja się kończy, wychodzę z symulatora. Nikt nic nie mówi, ale wszyscy patrzą na mnie dziwnie. Wiem że ten drugi dostał inny cel, wydaje mi się że Włochy może Rzym. Ale nie widzę go, wiem jednak skądś że również to zrobił. Więcej nie pamiętam.

19 Stron V  < 1 2 3 4 5 > »   
Mój obraz