|
|
Odległa przyłość, odległa kraina. Postanowiliśmy z żoną pojechać na "tańsze" wakacje. Skradamy się do małego lotniska pojadów pionowego startu. Lotnisko składa się z dwóch bunynków na górce, otoczonej zielenią, płotem, paroma działkami automatycznymi sprzężonymi z kamerami. Jedna z nich jest przed nami na pagórku. Przecinamy siatkę, ja mam pistolet automatyczny, a żona siekierę ;]. Jesteśmy w środku, celuję i nie ma kamery. Żona załatwia działko siekierą, patrzę chwilę z fascynają jak rąbie jakieś działko w układzie Gatlinga. Do budynku włamujemy się przez okno, nikogo tam nie ma z obsługi, bo pojazdy są bezobsługowe. Niewielki pojazd wielkości małej ciężarówki stoi w hangarze wylotów. Wbijamy do środka, jest tam około 10 osób, nikt nie mówi ani słowa, ale czuć że wszyscy się nas boją. No tak ja mam pistolet a żoną siekierę. Jak tylko usiedliśmy na wolnych miejscach pojazd startuje. Wzbija się w powietrze na jakieś 20m i znika. Pojawiamy się nad skałami, lądujemy pionowo do jakiejś oświetlonej jaskini. Jest tu bardzo ładnie, żadne z nas nie ma już broni. I mam świadomość, że TU nie jest ważne co zrobiliśmy TAM. Wychodzimy na spacer, rozejrzeć się, nikt nas nie zaczepia, wiele ludzi - turyści. I tu długo by pisać, zaczynamy żyć tam, mamy niewielki domek na naszą firmę z TAM. Poznajemy ten świat, atrakcje itd. Wszystko wygląda jak wąwóz Sa Calobra na Majorce z wioską turystyczną, tylko że jest dużo większe. Na którejś z wycieczek po jaskiniach nad wodę trafiamy do końcowej restauracji na tym szlaku. Tam się posilamy i doznaję różnych stanów emocjonalnych, nad którymi nie panuję. Problem w tym, że określonym uczuciom towarzyszą najczęściej zjawiska psychokinetyczne. Czasem jest to wiaterek, czasem coś pęka, albo spada. Ktoś w tej restauracji z tego powodu ucierpiał na zdrowiu. Sprawa była na tyle poważna, że zainteresowała się tym policja. Pamiętam, że z chwili kiedy działy się te dziwne rzeczy, których byłem przyczyną, zrobiłem parę zdjęć dokumentujących to. W pośpiechu opuszczamy restaurację, jak większość gości i udajemy się do swego domku. Policja odwiedza nas dość szybko. Jest ich dwóch, przystojnych dobrze ubranych, wyglądają jak włoska policja. Obaj policjanci są bardzo różni, jeden kulturalny, formalny, spokojny, zadaje pytania i siedzi przy stole, drugi nerwowy, chodzi po pokoju, rozgląda się, zadaje podchwytliwe pytania, wnikliwy ponad miarę. Pytają o restaurację, co się stało, cośmy widzieli itd. Żona odpowiada na pytania, ja dorzucam coś od czasu do czasu, szukając aparatu, w którym są te zdjęcia, czy przypadkiem nie leży na wierzchu. W pewnym momencie zdaje sobię sprawę, że policjanci czytają w myślach, że przesłuchanie przesłuchaniem a oni już wiedzą. I w tym momencie jak sobie uświadomiłem to, zaczyna się sprawdzanie chaty. Obaj panowie wstają i wychodzą na zewnątrz, w znaczeniu to my się rozejrzymy. Wychodzę pierwszy i zaglądam do piwnicy pod schodami. O zgrozo, w ciemności leżą ciała bez głów, które żyją i ganiają się po piwnicy. Wszędzie dookoła rozsypane są karteczki z nazwą naszej firmy. Jak tylko to zobaczyłem, stwierdziłem że pójdę siedzieć. Zaczynam uciekać, jestem już z 50m od domu. Ale wiem, że ucieczka nie ma sensu, więc zatrzymuje się. Dzwoni budzik.
Dwa sny w tym samym temacie. Podejrzewam, że prorocze. W pierwszym dzwoni do mnie kolega z regionu Południe Mariusz. Rozmawiamy o wszystkim, jak tam na sylwka było itd. W pewnym momencie, żartem wtrąca, że gdzieś u nich niedaleko był wybuch gazu. Nic się w sumie nie stało nikomu, ale wszystkie służby awaria postawiła na nogi. Kończąc wypowiedź zreflektował, że kierownik Regionu Jurek będzie miał "robotę" i że marnie mu się nowy rok zaczął. W drugim dzwoni do mnie kierownik Jurek, bardzo zdenerwowany. Ja akurat jestem na szkoleniu na wsi, w starym domu moich zmarłych dawno dziadków. Jestem tam sam bez dostępu do netu i słabym zasięgiem (zdziwiony gdzie ja w ogóle jestem, jak się ogarnąłem gdzie jestem uzyskałem świadomość). Tak więc Jurek dzwoni, zdenerwowany i z pewną pretensą, że nikt mu nie chce pomóc, że był wybuch, ucierpiała jedna kobieta, wszystkie służby są już na obiekcie. I czy może liczyć na moje wsparcie, bo nikt w centrali nie odbiera. Budzik przerywa sen, szkoda. Ale będziemy obserwować. Generalnie obecna sytuacja sprzyjała by takiemu scenariuszowi, cała centrala poza mną i Sebą są na urlopie.
Z tego snu niewiele pamiętam. Oglądałem go jak film w wielkim kinie. Ziemia jako zbiorowość wszystkich istot żywych z jakiegoś zaplanowanego powodu przeżyła ... zmianę praw natury. Gdzieś we Wszechświecie pekł albo utworzył się jakiś bąbel czasoprzestrzenny, który zaczął się rozszerzać. Dotarł do układu słoneczenego i Ziemi, świat zwariował. Ale nie od razu zaczęło się bardzo niewinnie. Najpierw nagłówki gazet, że ten i tamten zakwestionowali jednostkowe wartości wielkości fizycznych. Okazało się, że badania potwierdzajace wcześniej te wielkości nie dają powtarzalnych wyników. Potem była mowa o zmianie właściwości fizycznych metali i innych pierwiastków. Znów fizycy na pierwszych stronach gazet. Zabrakło energii elektrycznej, bo część używanego paliwa jądrowego zaprzestała rozpadu. Coś się zaczęło dziać z czasem. Jego upływ w różnych miejscach planety przestał być stały. Na świecie zapanował chaos, byłem pewien, że wszyscy zginą. Ale głos narratora mówił, że nowa Ziemia będzie lepsza, ale Ci co przeżyją wszystko będą musieli zacząć od nowa. Na końcu powiedziałem głośno: ale złoto pozostanie złotem?" Narrator odpowiedział, że nie, złoto stanie się metalem nie ważnym a srebro zajmie jego miejsce.
To było naprawdę dziwne. Najpierw młody chłopak przedstawia mi się jako Szeol, ja zaś jestem niby jego bratem. Ja jestem tym lepszym bratem, a on tym gorszym. Ja pomagam ludziom a on tylko sobie. Ja jestem dobry a on okrutny i zły. A wszystko to w groteskowej scenerii zabaw małych dzieci czyniących wielkie dzieła. Tak przerysowane, że aż czasem bez sensu. I pewnego dnia dochodzi do konfrontacji między braćmi. Ale ja go nie zabijam. Widzę jak jakiś aspekt mnie wychodzi ze mnie i walczy z nim, poczym go pokonuje i zabija ciosem w serce. Tak upada gorszy brat pod narzędziem rolniczym lub ostrym kamieniem. Ale wiem, że to nie koniec. Wiem, że tak jak ja kiedyś umrę i uzyskam pełnię mocy, tak on oto umarł właśnie by jako nikczemne i okrutne dziecko, powrócić do świata jako potężny i okrutny władca. I tak się dzieje. Jednak tu Rzeczywistość mówi, a głos dobywa się z każdego kamienia, każdej cząstki powietrza, ze wsząd: Czas Twój jeszcze nie nadszedł, będziesz miał swój czas, lecz tak jak zostało to zapisane. Będziesz wiec do tego czasu Otchłanią w Otchłani, jej Strażnikiem i Królem. Tedy stoczysz pierwszą i ostatnią bitwę w wojnie ze swoim bratem. A teraza precz ze swoim gniewem w Otchłań. Potem już z lotu ptaka oglądam jakich niegodziwości dopuścił się Szeol, przez ten krótki czas. A potem widziałem Szeol, tak jak bym Hades oglądał w dobrym flmie fantasy w 2k. I koniec.
Jako że zawsze wierzyłem, że te z wigilii i sylwestra są znaczące, opiszę póki pamiętam. Pierwszy. Towarzyszyłem żonie na zakupach butów. Chodziliśmy od sklepu do sklepu w jakejś dużej galerii. Oglądaliśmy a żona je przymierzała: wysokie jasno brązowe kozaki. Jakiś jednak był z nimi problem, którego nie pamiętam, że ostatecznie ich żeśmy nie kupili. Tak jakby rozmiaru nie było, albo wada ukryta była i nie było innego egzemplarza. Drugi. Jest o moim nowym koledze z pracy - Sebastianie, pracuje w naszym małym zespole od paru miesięcy. Śnił mi się poranek po jakimś wyjeżdzie integracyjnym. Wszyscy spali w jednym wielkim pomieszczeniu. Było tam ze sto łóżek, takich samych z taką samą pościelą (odniesienie do pracy, bo w Warszawie często pracujemy na openspace). Budzę się, a tu obok przy łóżku stoją różni ludzie wskazując palcem właśnie pościel tego łóżka obok. Siadam na swoim, wszyscy mi się przyglądają, jakby z zapytaniem. Mówię, że to nie moje łóżko, tylko kolegi z zespołu - Sebastiana. Przyglądam się dokładniej o co chodzi, a łóżko Seby ma zasikaną pościel. Ale kolegi nie ma w zasięgu wzroku, jednak wiem że na wyjeździe z nami jest. Dochodzi do mnie świadomość, dlaczego mi się pytająco przyglądają: chcą żebym posprzątał po koledze. Gdyby komuś przyszła do głowy interpretacja, taka od serducha, proszę o skrobnijcie dwa słowa, dzięki. |
|