|
|
Coraz lepiej z tymi wynalazkami. Bardzo żałuję, że się dziś budzik zadzwonik akurat kiedy zadzwonił. Ktoś zabrał mnie do miejsca, w którym pokazał, że wszystko jest powiązane i że wszystko już było. Widziałem matrycę ikon (jakby wiszących starych telewizorów) zawieszoną na przestrzeni kilometrów. Ostatnich ikon nie widziałem, ale wiem że to ciągnęło się dalej. Tych ikon w uporządkowanych przenikających się rzędach były miliony. Epicki widok, coś jak widok ludzkich hodowli z Matrixa, ale o niebo fajniejszy. Ikony symbolizowały ludzkie odkrycia i wynalazki. Wszystko widziałem za pomocą istoty, której niestety nie pamiętam, a która otwarła wielki ekran i pozwoliła weń wsadzić głowę. W sumie to miałem wrażenie, że cały przeszedłem, ale tak jaby cały czas mnie trzymała.
Co jakiś czas zdarza się, że widzę różne wynalazki, nie wiem czy one są prawdziwe czy wymyślone. Ale może kiedyś sobie to przeczytam i się chociaż serdecznie pośmieję. Widziałem polski procesor, chyba na grafenie. Był niesamowity, prosty, tani i niewiarygodnie szybki. Zmniejszyłem się i przelatywałem nad jego pracującą architekturą. Widok zapierał dech w piersi i pewnie można by o tym długo pisać. Na zachód i wschód od naszego kraju coś się stało, z jednej strony wojna, jakby domowa, chaos z drugiej katastrofa naturalna, typu trzęsienie ziemi. Wszędzie było skażenie radioaktywne, a naszemu krajowi się udało. Nie wiem co się stało, ale tak jakby po wielu kataklizmach, nasz biedny, zacofany w wielu obszarach kraj, nagle stał się ważny. I ten procesor. Dziwne.
Co się zmieniło od dwóch tygodni? Motywacja. Jak to kiedyś DS napisał, to wszystko kwestia motywacji. Szkoda, że dopiero życie musi tak przycisnąć, żeby człowiek mógł to sobie uświadomić. Dziś 5+1, dwie godziny walki od 3 i po 3 zmianie pozycji przysnąłem chwilę na boku. Myślałem, że to koniec, ale obudziłem się wpatrzony w plecy swego ciała. Był piękny, słoneczny dzień, słońce wpadało przez rozsunięte zasłony oświetlając łóżko i cały pokój. Dostojenie fajne, a ja odpływałem do tyłu z myślą, żeby tylko nie wrócić z powrotem do tego leżącego ciała ;] Myślę sobie, że się odturlam, najwyżej spadnę z łóżka, ale jak to zrobiłem okazało się, że można przecież obrócić sie w miejscu. Dobra odwracam się i leże twarzą w twarz z wielkim gołym, owłosionym facetem, który wygląda jak All Bundy 20 lat później z BMI 40+. Wtf! A ten wyciąga ręce normalnie mnie miażdżąc, wtacza się na mnie próbując wcisnąć mnie w ciało z powrotem. Słyszę i czuje trzeszczenie czyichś kości, rzucam wściekły w przestrzeń: Dam radę tłusta k..... Tysiąc myśli i jedna złota, a może ktoś mi to szepnął - sprawdź ident. Sprawdzam ... ten olbrzym to ja. Do tego stopnia ja, że przez moje zdrętwiałe wysiłkiem i uściskiem ciało czuje jednocześnie część jego, które jest również zdrętwiałe. Z identem odczytałem intencję, że chciał się do mnie(siebie) przytulić, jak dziecko z niedorozwojem psychicznym, nie potrafił poprawnie wyrazić emocji. Były bardzo "surowe". I znów byłem w ciele. Edit:Odczuwam pewien dyskomfort, bolą mnie od rana plecy i ramiona, coś jak zakwasy ale słabsze.
Z jednej strony cieszę się, że śni mi się coraz więcej, i że coraz więcej pamiętam. Z drugiej strony jakość mogła by być lepsza i nad tym muszę popracować, czasem zdarza się perełka, która daje do myślenia z dostrojeniem jak brzytwa, ale tylko czasem. Dziś była mieszanina pierwszych miłości z dzieciństwa, pogrzebanych przeszłością przyjaciół, ubrana w starosłowiańskie obrzęty, o których nie mam pojęcia, w jakości zdartej taśmy magnetowidowej. Wiem, że nic nie wiem, ale podejrzewam, że parę tematów z dzieciństwa chyba również mam nie załatwionych do końca.
Miałem dziś baaardzo długi sen, ale ani świadomy ani bardzo zaje.... Wspominam go tylko z uwagi na dość ciekawą tematykę. Bowiem traktował o obcej cywilizjacji, która żyje wśród nas cały czas towarzysząc nam od bardzo dawna. Jest to bardzo zaawansowana cywilizjacja istot wyglądających jak ludzie (w sumie to chyba są ludzie). Są dużo bardziej zaawansowaniu technicznie od nas, ale fascynacje technikaliami mają już za sobą. Na płaszczyźnie duchowości też wyprzedzają nas o milenia, ale to właśnie rozwój duchowy traktują, za ważniejszy. Wywnioskowałem, że nawet posuwają się dalej, że rozwój duchowy w tej formie w jakiej egzystują, to tylko początek dłuższej drogi. Wywnioskowełem również, że gardzą połączeniem człowieka i maszyny, twierdząc że to niebezpieczna droga rozwoju, która można nas jako ludzkość unicestwić i że raczej na pewno tak będzie. Istoty te porozumiewają się ciągiem myśli, co jest bardzo wygodne jak się jest słuchaczem, gorzej jak się chce coś powiedzieć. Ich pojazdy/miasta są pod jeziorami, w górach, w kurchanach w wielu miejscach ziemi. Czytają przyszłość patrząc na osobę. Na mnie spojrzeli i mnie nie zabili, co nie znaczy że przyjęli ciepło. Nikt mi nic nie powiedział, ale widziałem w obrazach przeszłość tych, którzy chyba nie byli zbyt pokojowo nastawieni, albo nie przeszli testu. Długo by o nich pisać... naprawdę. Zawsze ilekroć doznaję tak spójnej logicznej wizji jakiegoś obszaru świata zastanawiam się, czy możliwe jest, że sam sobie to wymyśliłem, czy taki scenariusz jest możliwy w jakiejść alternatywnej rzeczywistości. A może królicza nora jest naprawdę głębsza niż piszą naukowcy ;] |
|