|
|
Zacznę od tego, że od jakiegoś miesiąca żona poróżniła się ze szwagierką (siostrą) i nie gadają ze sobą. Śniło mi się, że byliśmy na zakupach w nieznanej mi galerii. Był tam duży sklep z pierzynami i poduszkami ;]. Syn wyrwał do tego sklepu tak, że musiałem za nim gonić. Pytam go gdzie tak pędzi, odpowiedział krzykiem - do cioci!. Po wejściu do sklepu widzę wielkie łóżko na środku, gdzie leży w poduszkach i kołdrach zagrzebana osoba. Mały bezceremonialnie wpada na te łóżko. Obok sprzedawczyni w średnim wieku uważnie się nam przygląda zza lady. Zwróciłem uwagę, że w sprzedawczyni siedzi obca inteligencja, myślę znowu test. Podchodzę do łóżka i siadam rozgarniając poduchy i widzę szwagierkę. Jest jakaś otępiała, jakby chora, ale nie fizycznie. Zamieniliśmy parę nie znaczących słów. Do sklepu wchodzi żona. Podchodzi bliżej, ale się nie odzywa. Sprzedawczyni wyszła zza lady, widzę że skupia na nas całą uwagę, ale nie mam pojęcia po co. Irytujące milczenie trwa parę chwil, po czym chwaląc kołdrę (coś trzeba było powiedzieć), wstaję i wychodzę. Jak jechałem do pracy przypomniało mi się parę snów z dziś, ale tylko migawki, nie tyle żeby móc to opisać.
Tak, chemia działa, jadę na piracetamie od miesiąca (1200mg/dobę). Efekty naprawdę odczuwalne, co prawda musiałem dokupić dużo lecytyny i omega3, ale teraz jest dobrze i głowa mnie już nie boli. Ale niestety moja senna aktywność jeszcze się skurczyła. Co prawda jak już coś pamiętam to dostrojenie jest dużo lepsze niż wcześniej, ale dużo mniej pamiętam. Rzadko się trafia cokolwiek. Co innego, że teraz pracuje dużo więcej i dużo dłużej niż dotąd i pewnie tak jest, że za bardzo poświęcam się codziennemu życiu. Zobaczymy co czas przyniesie.
Wczoraj pierwszy raz od wielu lat śniła mi się moja cioteczna siostra Kasia - bratnia dusza, dużo by mówić. Pisze o tym dlatego, że całe lata mi się nie śniła, mimo dość bliskiego kontaktu między nami, utrzymywanemu w miarę systematycznie. Ciekawe jest, że ciężko wyobrazić mi w tej chwili jej twarz, mimo że z wyobraźnią problemu nie mam. We śnie przyszła do mnie jakby wbijając się w moją "rzeczywistość". Np. jadę motorem, zwalniam bo dzwoni telefon, odbieram słyszę, że ktoś dzwoni w ogóle wyrwany z kontekstu (jakieś usługi pralnicze) i nagle, trzaski w telefonie, klik, już siedzi przytulona z tyłu i mówi mi do ucha (telefon gdzieś zniknął), że musi ze mną pogadać i w ogóle to się stęskniła. Wyglądała dużo inaczej niż w rzeczywistości, ale wiedziałem, że to Ona. Jednak gdy pojawia się scena jak ze stypy, bądź innego smutnego spotkania rodzinnego, rozmawiać już nie może, choć czuje, że chce. A gdy wreszcie udało się nam wyjść pogadać, nawsadzała mi jakim to jestem egoistą. Że wydaje mi się, że liczą się tylko moje uczucia i że tylko ja cierpiałem i że nie mogę sobie uzurpować prawa do jedynego pokrzywdzonego w tej sytuacji. I ma poniekąd trochę racji, za co już ją przeprosiłem. Parę lat temu zabiłem miłość do mojej siostrzyczki, bo mi przeszkadzała w życiu, zbyt zaprzątając myśli. Zaczynała stawać się obsesją, szczerze mówiąc nie wiem z jakiego powodu, ale faktem jest że jesteśmy jeśli nie dwoma połowami tego samego jabłka, to przynajmniej z tej samej gałęzi, tej samej jabłoni. Powiązanie jest tak ścisłe, że nawet rzadkie/nietypowe choroby przeżywamy w podobnym okresie. Np. moja czasowa utrata słuchu z listopada 2012, u niej również czasowa utrata słuchu w styczniu 2013. A dzieli nas min. 300km, osiem lat, a widzimy się raz na pół roku. To nic, pożyjemy zobaczymy.
Przedwczoraj medytowałem sobie przed snem. Noc jak co dzień, człek trochę zmęczony, trochę się nie chce, ale patrzę relaksacja ciałka gładko wchodzi, a nóż będzie coś więcej. Zapadam się w głąb siebie analizując przebieg dzisiejszego dnia i zastanawiając się nad koncepcją nowej mojej postaci w CP2020. Szaleństwo myśli powoli mija i uspokaja się dając miejsce pustce. Nagle ni stąd ni zowąd odczuwam silny chwyt na lewym ramieniu od góry. Tak jakby ktoś chciał mnie złapać za ramię i posadzić na łóżku. Jednakże wzbudzenie świadomości zaskoczonej takim stanem, sprawia że odczucie mija. Dziwne, że nie czułem strachu, w sumie to nic nie czułem. Miałem próbować tej nocy wyjścia, ale w tamtej chwili stwierdziłem, że mam czas, jutro też jest dzień. Po tym poście Rafaela198 byłem pewny, że ktoś przyjdzie. Tej nocy śniło mi się, że leżałem z moim podrośniętym synem (ma 5 lat a we śnie miał z 15) na kanapie w domu moich rodziców i gadaliśmy o czymś. A w tym czasie tłum koleżanek żony zaglądał do nas wchodząc i wychodząc z mieszkania. Taka myśl mnie naszła, że człowiek nie może być sam nawet we własnym domu. Odnośnie poprzedniego wpisu, po powrocie z urlopu, znalazłem malutkie wgniecenie na masce z przodu. Tak jak by mi ktoś z buta przywalił. Albo jak bym oberwał czymś podczas jazdy. Ciekawe czy ma to związek z moim snem sprzed urlopu, szkoda że nie potrafię stwierdzić, kiedy dokładnie ono powstało. Na pewno nie dawno.
Urlop dostałem, chwila wyjazdu zbliża się wielkimi krokami. Tak wiele jest do zrobienia a czasu tak mało. Ale do rzeczy. Z ostatnich dwóch dni sny zwykłe. Mój Dyrektor zaczyna urlop parę dni przede mną. W dzień przed naszym ostatnim przed jego wolnym spotkaniem śniło mi się, że bolał go żąb i przyszedł do mnie z pytaniem czy bym mu nie pomógł, albo nie dał tabletki. W realu powiedziałem mu ten sen w ramach żartu i powiedziałem, że jak będzie miał chwilę to niech zaczepi o dentystę, a jak będzie miał problem to niech do mnie na urlopie nie dzwoni. Zobaczymy... będzie dobrze. Drugie dwa sny są o parkowaniu samochodu. Generalnie sny prowadzały się do tego, że zaparkowałem nierozważnie w miejscu do tego nie przeznaczonym. Dwa sny z rozczłonkowną fabułą dotyczącą tego samego, albo jeden dłuższy, z którego tyle zdołełem zapamiętać. Zaś po powrocie zastałem auto z przewróconym na nie drzewem, zdemolowane w każdy możliwy sposób, nie nadające się do jazdy. Trzeba będzie ostrożnie jechać i patrzeć gdzie się parkuje. |
|