g00rmik's Notatnik


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

19 Stron V  « < 15 16 17 18 19 >
entry 09.02.2011 - 07:29
Wczoraj poczytałem sobie o śnie jako takim. Wpadł mi w rękę jakiś artykuł w sieci o fazach REM i NREM. Doczytałem się gdzieś, że powodem nie pamiętania snów może być zaburzenie mechanizm przejścia między tymi fazami, a dokładnie zbyt płytkie wybudzenie w przejściu między stanem Theta i Alfa w mózgu.

I co prawda dzisiejsza próba wyjścia była nieudana, ale uświadomienie sobie powyższej wiedzy sprawiło, że pierwszy raz od lat pamiętam z dzisiejszej nocy 5 snów, jak za starych dobrych czasów. Dodam, że mój wczorajszy dzień zaczał się o 3:30 a skończył się po 22. Więcej się pastwić nad sobą nie dałem rady, ale byłem bardzo zmęczony.

entry 05.02.2011 - 10:44
Czytając dziś suchowiec's Notatnik, wpis o hipnagogach, dopadły mnie wspomnienia sprzed lat. Wróciło pytanie, które wciąż trwa bez odpowiedzi. Jak bardzo istoty z tamtej strony, te mniej dobre, mogą wpływać na nas przez "tunel" częściowo dostrojonych zmysłów. I czy ten wpływ w sumie na jawie, nie jest poważniejszy niż sądzimy?

Środek nocy, spałem w swoim starym rodzinnym domu. Śpię na boku na rozkładanej tapczanopółce, plecami do reszty pokoju. Obudził mnie niepokój, taki przez duże N. Ale byłem chyba jeszcze w paraliżu, bo nie mogłem się ruszyć. Nie pierwszyzna myślę, czekam i obserwuje każdym użytecznym zmysłem. Od wejścia do pokoju słyszę ciężkie powolne kroki, czas zwolnił, a przynajmniej upływu jego subiektywne odczucie. Nie wiem jak rozumiecie "ciężkie kroki", ale te były tak ciężkie, że słyszałem skrzyp ziarenek piasku pod dywanem i linoleum, wbijanych w cementową podłogę.
Pamiętam, że gdy postać zbliżyła się do mojego łóżka, naprawdę się bałem, i choć bardzo chciałem się obrócić, nie mogłem się ruszyć. Istota przysiadła na łóżku za moimi plecami. Myślałem, że tapczanopółka zawali się. Trzeszczenie drewna i sprężyn było masakrycznie realne. Wyłem w umyśle: nie jesteś stąd, nie masz nade mną władzy, nie możesz mnie skrzywdzić, odejdź. K... powiem tak, wtedy w moim postrzeganiu czas się zatrzymał. Po trudnym do okreslenia czasie, postać odeszła. A ja mogłem się ruszyć. Ciało było skołowaciałe, bardziej zdrętwiałe, niż by to wynikało z paraliżu. Całą piżamę miałem mokrą i zimną od potu.
Cały następny dzień, czułem się wypluty i zmęczony, jak by mnie ktoś pobił. Długo później przeczytałem, że są byty, które karmią się, choć nie wiem czy to dobre słowo, energią żywych poprzez ich zastraszenie.
Przez parę tygodni od tego zdarzenia nie pamiętałem snów.

entry 05.02.2011 - 09:50
Mam wrażenie, że w moim przypadku, schodząc coraz głębiej z relaksem, obrazy często nie pojawiają się same. Po tym jak znikają myśli z dnia codziennego, zaczyna się po chwili dość przyjemna "pustka". Mam nadzieję, że nie ma to chorego wydźwięku. Dzieje się tak być może dlatego, że w przeszłości trochę medytowałem i w umyśle pozostały jakieś przyzwyczajenia. U mnie pas niekontrolowanych obrazów musi być poprzedzony silną pierwszą myślą, która wydaje się być pierwszym kamyczkiem zrzucającym lawinę.
Ostatnio bardzo dobre rezultaty obserwuję, skupiając się na świetlistej, białej kuli, zawieszonej w ciemności. Wtedy hipnagogia występuje na drugim planie, a pogłębienie relaksacji następuje samo. Niestety muszę popracować nad koncentracją, bo dotąd nie udało mi się dłużej tego stanu utrzymać pod kontrolą.
Zastanawiam się, czy "jadąc" na mojej świetlnej kuli, przy odpowiednim poziomie koncentracji, można by przelecieć naturalnie na drugą stronę, bez cholernych wibracji.

A co do obecnych prób dalej fiasko, ale jestem optymistą.

entry 03.02.2011 - 10:45
Swego czasu za radą toma, zaczałem medytować za dnia w pozycji w jakiej zasypiam. Co prawda często nie próbowałem, bo to wymaga jednak odrobiny czasu, którego wciąż mi brak, ale pomogło mi na tyle, że zachowuje świadomość, leżąc na brzuchu, przy głębokim poziomie relaksacji.

Dzisiejsza próba była inna. Po niecałej godzince relaksu przeszedłem do pozycji snu. A po jakimś czasie, zaczęło się pasmo przewijających się obrazów. Jeden z nich bardzo mnie zainteresował, był bardzo rzeczywisty i taki żywy. Zainteresowanie sprawiło, że skupiłem uwagę na nim i... znalazłem się tam w ułamek sekundy później.

Stoję na zboczu góry, zalesionej góry, na zniszczonej, krętej, asfaltowej drodze. Wokół drzewa, świat pachnie wiosną, czuć lekki wietrzyk. Naprzeciw mnie, przez prześwit drzew, widać dolinę i następną górę oświetloną przez słońce. Chwila zastanowienia, ha.. czuje wszystkie swoje kończyny tu i teraz, bomba udało się. Bez zarzutu reszta zmysłów. Realizm postrzeganego świata porównywalny z realem jak nie lepiej. Zacząłem biegać w kółko po asfalcie szczęśliwy jak dziecko. Nagle zauważyłem niedaleko postać, ubraną jak średniowieczny wędrowny kupiec/rzemieślnik, ze zdziwioną miną patrzył na mnie jak bym pojawił się znikąd. Byłem tak szczęśliwy, że podbiegłem do gościa i uściskałem go mocno, aż się przewrócił, jak go puściłem. Krzyczałem do całego świata - dziękuję.
Dobra, chwila zastanowienia, przenieśmy się gdzieś, myśl poszła... i tu opis celowo pominę. Sformułowanie gdzieś rzucone podświadomości rzuciło mnie w nieznane miejsce, w mgnieniu oka, gdzie byłem krótko acz treściwie... I znów czuje swoje ciało.

Leżałem jeszcze jakiś czas, próbując powtórzyć proces, jednak nawet sznur obrazów zniknął. Tak jakby się coś rozładowało. A może za bardzo się nakręciłem i umysł nie mógł się uspokoić.
Jak mówią, jutro też jest noc...

Pytanie do Was, jeśli to ktoś czyta, LD czy wyjście? Zero wibracji i innych spraw, a jednak tak odległa świadomość fizycznego ciała. Ja optuje za LD, ale nie mając skali porównania, mam wątpliwość. W każdym wypadku traktuje to jak sukces, mały kroczek na mojej długiej drodze rozwoju.

entry 28.01.2011 - 18:21
Czwartek. Po paru setkach kilometrów, dzień w dzień człowiek dość ma jeżdżenia. W każdym razie przybywam znów zmęczony. Oddałbym wiele za jeden zwykły, piękny sen. Budzik mentalny jest jak szwajcarski zegarek, tym razem 2:07. Cóż z tego przysnąłem i obudziłem się po 4. Schodzimy tym jak zawsze leżąc na plechach. Nieco ponad kwadrans, jestem rzeczywiście głęboko. Sięgam po wibracje, szukam i czekam. Mimowolny oczopląs pod zamkniętymi powiekami rozprzestrzenia się na resztę twarzy. Z tymi wibracjami to się zastanawiam, przecież nie każdy to przechodzi. Ja przynajmniej nie potrafię rozprzestrzenić tych malutkich drgawek dalej niż na twarz. Zresztą nie sądzę, żeby to było to. Po dłuższym czasie przewróciłem się tak jak zasypiam, na brzuch. Pogłębiamy relaks, ciekawego coś zauważyłem, że mam wrażenie jak by mi stopy ze stóp wyłaziły. Ale chwilę później zadzwonił budzik.
Ok jutro też jest noc.

W środę miałem okazję być dłużej na nogach. Po 22 godzinach aktywności położyłem się, no właśnie nie spać. W relaks głęboki wpadłem jak kamień w suchą studnię, od razu wręcz odjęło mi czucie. Ale wychodzenie w zupełnie obcym miejscu, to chyba nie to. Czuje gdzieś w głębi wewnętrzny lęk, trzeba będzie nad tym popracować. Przecież miejsce jak każde inne nie powinno robić różnicy... generalnie fiasko.
Leżąc kołatały mi się obrazy z dnia, najdłużej utkwił mi ten samochód w rowie. Mgła była jak mleko a potem mróz i szklanka. To mogło się mi przydarzyć. Ale wiem, że nie jestem sam i że ktoś czuwa.
To nic, że znów nie wyszło. Wierzę, że każda próba przybliża mnie do sukcesu, czuje to za każdym następnym podejściem.

Wtorek. Dziś musiałem dać na luz. Jak się wstaje o 3:30, to trzeba się wyspać...

19 Stron V  « < 15 16 17 18 19 >  
Mój obraz