Od rana jak tylko wstałem bolała mnie głowa, po południu więc położyłem się w połowie na łóżku i zacząłem skupiać się na oddechu przeponowym - czasem coś pomaga. Mijały minuty a mój oddech stawał się coraz płytszy, powoli czułem jak moje ciało staje się puste w środku, jak by znajdowało się tam tylko powietrze.
Po chwili przeniosłem się do dużego pokoju, gdzie ni stąd ni zowąd rozmawiam ze swoją mamą. Wyglądała jakoś młodziej. Trwało to jakieś 12 sekund, po czym zapytałem siebie kiedy tutaj przyszedłem. Jak zwykle to samo - rzuciło mną na wyro jak workiem - wprost do ciała rzecz jasna. Irytujące, ale kto wie czy gdybym sobie tego nie uświadomił, zapamiętałbym z tego cokolwiek i po prostu śnił dalej... dziwna sprawa z tymi snami.
Samo wyrzucanie ze snu to chyba z nadmiaru emocji, ponieważ serce mi po tym szybciej biło.
Chwilowe uczucie zimna w górnych partiach ciała, chociaż głowa trochę mniej już boli.