Dzisiejsza noc była bardzo specyficzna: pamiętam bardzo dokładnie 3 naprawdę długie sny, które na dodatek były tak realistyczne, że mogłabym fotorealistycznie namalować każdą scenę. Ale zaczynam się przyzwyczajać więc mniejsza o to, dziwny był natomiast krótki moment, kiedy odzyskałam świadomość. Jechałam wtedy pociągiem, który właśnie zatrzymywał się na stacji w Tarragonie, jak zorientowałam się że śpię, postanowiłam wyjść przenikając przez szybę (pierwszy raz coś takiego zrobiłam, już rozumiem o co wszystkim chodzi jak piszą, że to tak jakby się przedzierało przez gumę). Na stacji zaczęłam się zastanawiać co zrobić dalej... mój problem z ld jest taki, że cały czas jestem tak podjarana, żę wiem, że śnię, że mam tysiąc pomysłów na sekundę co z tym zrobić i na nic nie mogę się zdecydować. Ale w końcu padło na to, że sobie polatam. Tutaj już drugi raz ten sam problem - zaczęłam lecieć pionowo do góry i nie mogłam przestać, zero kontroli. Raz się od tego obudziłam, więc postanowiłam, że trzeba postarać się w drugą stronę, tzn trochę "pozapadać" - przypomniało mi się wtedy wszystko co a propos oobe czytałam co do "zapadania się w siebie" i naprawdę coś takiego właśnie czułam. I wtedy nastąpiło właśnie to coś "dziwnego": obudziłam się w czymś co chyba było wibracjami(! ale nie wiem bo pierwszy raz coś takiego miałam), a po chwili do pokoju weszła moja matka i wszystko minęło, ale... Problem w tym, że nie mieszkam z rodzicami i na pewno nie w tym miejscu w którym się "obudziłam", ale już nie zorientowałam się, że coś nie gra i świadomość była zerowa. Dalej sen był jeszcze długi i teraz zastanawia mnie - czy opisane "wybudzenie się do snu" z wibracjami mogło mieć jakiś związek z realnym przeżyciem tego, czy to tylko senne marzenie? Miał ktoś z początkujących podobne przeżycia?