|
|
Zaczął się w: "Gdzieś" (Naprawde nie mam pojęcia gdzie To jest, mimo tego, że było dziwnie znajome. Znałem je, nadal czuję, że kiedyś tam byłem.) w szczerym polu, lecz był tam mały zaniedbany ogródek. Byłem tam z jakąś wycieczką (czuję, że znam tych ludzi mimo tego, że nie mam pojęcia kim oni byli), nie mam pojęcia po co? i dlaczego? się tam znalazłem. W ogródku rosły maliy(piękne, z dużymi owocami) oraz trzy jabłonie również piękne i z dużymi owocami, lecz jedna z nich miała w sobie to "coś" co mnie do niej przyciągneło. Podszedłem do niej z kolegą(tak czuję, że był to mój kolega) alby zerwać owoc. Pojawiła się przed nami kobieta, piękna, młoda(inaczej ubrana, jakby z innej epoki) i dała koledze dwie stare monety. Kobieta znikneła a znajomego jabłoń wciągneła do siebie(złąpała go kożeniami i wciagnęła jak by chciała go zjeść). Nagle zmiana miejsa(te jest już realne): Jestem na podwórku dawnego przyjaciela, stoje obok jego otwartej komórki jazem z nim(lecz nie jest to on) tylko jakiś inny człowiek którego nie znam(lecz czułem że to przyjaciel). Pokazał mi on tesame dwie monety,(które dostał inny znajomy przed pożarcziem przez drzewo) i powiedział, że odkąd je ma dzieją się z nim i obok niego dziwne rzeczy. Powiedziałem żeby mi pokazał. Gdzy dotknołem jedna z nich miałem wizję. Złą wizję nie wiem czego dotyczyła, nie wiem co widziałem, czułem tylko, że było to złe.(W miedzy czasie przez podwórko przechodziła parada( osoby w różnym wieku od dzieci po osoby starsze) i grali na rożnych instrumentach nie wiem co grali, ale jestem prawie pewien, że każdy grał co inego. Wchodzili oni do pomieszczenie które nie ma drugiego wyjścia i wiem, że wszyscy by się w nim nie zmieścili) Po wizjach upuściłem monety albo same mi wypadły , nie wiiem. Wiem, że poczułem coś ala porażenia prądem i pochwili leżały już one na ziemi. Zacząłem biec odrazu do kościoła, ale zaczepił mnie młody chłopiec(z parady) i powiedział:"Ona się Ciebie boi. Wie, że jesteś od niej silniejszy"( wtedy nie wiedziałem o co chodziło). Nie wiem dlaczego wybrałem kościół. Chyba dlatego, żę sądziłem iż jest to jedyne bezpieczne miejsce w którym mogłem się skryć(mimo tego, że do domu miałe taka sama droge). W kościele nie wiem z kąd ale wziąłem laptopa i zacząłem szukać czego o owych monetach. Usiadł obok mnie przyjaciel(czułem przyjaźń do tej osoby mimo tego, że nie byłem wtanie sobie przypomnieć kto to). Opowiedziałem mu całą historię począwszy od ogródka w szczerym polu. Powiedział, że wie gdzie to miejsce się obecnie znajduje. Powiedziałem żeby mnie tam zaprowadził. Pobiegliśmy. Oststnie miejsce akcji: Ogród ten sam co na początku snu lecz piekniejszy dużo piekiejszy. Było tam teraz oczko wodne z małym wodospadem oraz te same jabłonie i maliny tak samo piekne, tak samo rozwinięte tylko że mniejsze.(Pamietam, że był tam jeden człowiek(opiekun tego miejsca?) z którym nawet nie rozmawiałem. On się tylko wszystkiemu z daleka przyglądał.) Była tam dziwna istota jakby z kamienia, rozmawiałą ze mną. Pokazał mi on coś ala ołtaż(w złym tego słowa znaczeniu, wyglądał on na no nie wiem poprostu zły) i powiedział, że jak do niego podejdę pojawi się napis a jak się odwróce i popatrze znowu to napis się zmini(teraz wiem że poddał mnie on TR ale wtedy nie byłem tego świadom). Zostawmy teraz tą istotę przyjdźmy dalej. Był tam stary kruk, który nie wyjawił mi swojego imienia. Opowiedział mi zato historię o tym jak zabił innego ptaka(przeciwnej płci). Nie pamiętam tej opowieści zbyt dobrze, tylko wyrywkami wię jej tutaj nie przytoczę. I został przeklęty. (Depiero po przebudzeniu zrozumiałem, że nie byłą to opowieść o ptakach tylko o ludziach. O tym jak zabił on piękną księżniczkę i został zamieniony w kruka.) Powiedział mi o przeklętym przedmiocie który znajduje się w oczku wodnym(nie wiem czy poprośił mnie o zniszczenie go ale odczułem taką potrzebę). Bez trudu znalazłem ten przedmiot była to ala korona pasująca na głowę ptaka zniszczyłem ją. Pamiętam też drugą rzecz która jak sądzę działą się w tym samym czasie. Dotyczyła ona tej dziwnej istoty jakby z kamienia. Siedziałem na trawie wraz z resztą publiczności(kilka osób, nie wiem z kąd się tam wzieli), a ta istota pokazywałą jak zmnieniają się jej napisy na plecach(zasada działąnie taka sama jak przy wyżej wymienionym ołtarzu. Obracał się on twarzą do nas poźniej plecami a napisy się zmieniały), wskazywał na te napisy kciuami. Tak jak by chciał mi powiedzieć to TR idioto ogarnij się i przebudź. Po krótkim występie istota ta podeszła do mnie i podziękowała mi za zdjęcie klątwy, nagle ta istota jak i wiele innych rzeczy zaczęły zamieniać się w ludzi. Sądzę, że było spowodowane to tym, iż jak czuje w tym samym czasie zniszczyłem ową koronę z oczka wodnego. Na tym sen się kończy nie opisałem tutaj wszystkich mojich odczóć jakie doznałem, ponieważ nie jestem w stanie wyrazić tego słowami. Próbowałem troche to przybliżyć, opisać(zdania w nawiazach) ale pewnie tym którzy to przeczytaja i chcieli by zrozumieć ten sen tylko utrudniłem całą sprawę Zastanawia mnie kim był ten "opiekun ogródka", do reszty jakoś doszedłem ale jego nie moge rozszyfrować. Jeżeli wiecie co ten sen możę oznaczać z chęcią się dowiem, wiem tylko to, że od dłuższego czasu nie miałem tak piękneo snu.
|
|