oobe.pl

Start Porady Roberta Monroe Porady Brucea Moena Porady Darka Sugiera Forum
hitmack47's Notatnik

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

 

2 Stron V   1 2 >
entry 27.03.2011 - 14:38
Powitać!

Poza tamtym dziwnym zdarzeniem, które opisałem w poprzednim wpisie, właściwie nic specjalnego się nie wydarzyło. Mimo tego nie bardzo mam też na co narzekać =D. Było kilka "przebłysków". Poza tym pamięć snów wróciła do przyzwoitego poziomu (średnio pamiętam 2-3 sny z samego rana, nie licząc tych po pobudkach w środku nocy). Także jest nieźle, chociaż może być jeszcze lepiej... W tym tygodniu odpuściłem sobie nieco metodę 6+1, ale teraz mam zamiar to nadrobić. Poza tym natrafiłem na jeszcze inną ciekawą technikę powrotu do snu a'la Void [TU], którą będę robił przy okazji, wykorzystując swoje spontaniczne pobudki. To troszkę metoda dla leniuszków, którym nie chcę się wstawać z łóżka (to dla mnie ;), a także dla ludzi którym nie jest łatwo ponownie zapaść w sen, po dłuższym rozbudzaniu (to też dla mnie :] ). Najtrudniej jednak będzie opanować odruch otwierania oczu i poruszania ciałem... Jednak zawsze mogę sobie zapuścić autosugestię, przed snem i po pewnym czasie leżenie w bezruchu wejdzie mi w nawyk - mam nadzieje. Jeśli ktoś próbował tej metody, to proszę śmiało opowiadajcie o swoich doświadczeniach, wrażeniach.

A teraz ld'ek, chyba najlepszy jaki miałem do tej pory. Szkoda, że taki krótki (10.01.2011):

Ten ld'ek przyszedł zupełnie niespodziewanie. Nawet nie pamiętam, abym się obudził w środku nocy. To było tak: Chodziłem sobie po moim osiedlu miedzy blokami, coś mi tu jednak nie pasowało. Było lato! Drzewa z zielonymi liśćmi szumiały na wietrze. Zacząłem podziwiać ten przepiękny widok. Po chwili skapnąłem się, że przecież teraz mamy zimę, więc to sen! Ale się ucieszyłem! Nie zastanawiając się długo postanowiłem polecieć do góry. Z początku nic się nie wydarzyło, ale po chwili wystrzeliłem jak korek od szampana.W parę sekund byłem co najmniej 100 m nad ziemią!!! "Za szybko" - pomyślałem. Nie bałem się wysokości (chociaż mam lęk wysokości), tylko tego, ze od nadmiaru wrażeń zaraz się obudzę. Wtedy zacząłem mimowolnie opadać w dół. O dziwo, wcale się nie obudziłem. Przez chwilę zrobiło się ciemno. A potem to już miałem pokręcony, nieświadomy sen. Hmm, dobrze, że pamiętam tyle snów, bo mógłbym tego lucida po prostu nie zapamiętać :D


Postanowiłem, że na razie kończę z tą forma "telenoweli" i następny wpis będzie dopiero wtedy, jak się coś wydarzy. Może za tydzień, dwa, albo miesiąc, a kto wie, być może jutro? :D. Tak, czy inaczej do następnego!

entry 23.03.2011 - 16:47
Miałem strasznie dziwny sen tej nocy ,w sumie to żaden cud świata. Jednak uznałem, że go zamieszczę, bo na bezrybiu i rak ryba :D.

Śniła mi się, hmm, nazwijmy "bakaliowa bitwa". Ciężko opisać słowami co tam się wyrabiało i treść snu jest naprawdę szurnięta... Otóż, oddział suszonych moreli (sic!) zaatakował oddział rodzynek, które okopały się, zrobiły zasieki, wieżyczki strażnicze, takie tam. Pamiętam, że te suszone owoce śmiesznie się przemieszczały. Podskakiwały i bujały się na boki. Najlepsza akcja była wtedy, jak jedna z tych agresywnych moreli wlazła na jedną z wieżyczek strażniczych (nie wiem, jak to się jej udało bez nóg i rąk). Wtedy dzielna rodzynka przecięła tą morele centralnie na pół. Ale znowu nie widziałem, aby rodzynka trzymała miecz, katanę, czy cokolwiek.... Ech, chyba czas zmienić dealera, albo już całkiem iść na odwyk :D.

Ale to jeszcze nie koniec. Potem sen się z lekka zmienił. Widziałem jak na podłodze biegnie cała armia małych ludzików, rycerzyków! Pobiegłem za nimi do swojego pokoju. Słyszałem odgłosy średniowiecznej bitwy zgrzyt zbroi, uderzania żelastwa, odgłos końskich kopyt, krzyki rannych). Tutaj najdziwniejsze: Przystanąłem na moment, rozejrzałem się i powiedziałem : BĘDĘ PAMIĘTAŁ DOKŁADNIE SEN PO PRZEBUDZENIU*. Wtedy obraz ściemnił się, widziałem jedynie obrys mebli, cienie. W końcu sen się zmienił całkowicie i tyle.

*Trochę dziwna sytuacja z tym "przebłyskiem". Niby przez chwilę wiedziałem, że to sen. Ale te zdanie powiedziałem takim spokojnym, nawet znużonym tonem. Słowem, nie było tego uderzenia, pieprznięcia świadomości, typu: O w mordę, ja śnie, to sen!!! Idę polatać... Albo nie, poskaczę z jednego wieżowca na drugi jak w Matrixie i powalczę z setką agentów - czy coś w tym stylu. Tym razem nie było czegoś takiego. Nie bardzo wiem jak to potraktować. Czy to był faktycznie słaby i krótki - ale jednak - przebłysk świadomości, czy tylko bezrefleksyjny odruch?

Ostatecznie może to nie takie ważne? Dobrze, że nareszcie coś się dzieje po długich miesiącach posuchy. No i słoneczko coraz mocniej grzeje. Czego chcieć więcej od życia? :D

entry 20.03.2011 - 15:13
Hello!

Hmm, od czego by tu zacząć? Chyba najlepiej będzie jak zacznę od początku :D. Miałem kilka prób WILD'a z kotwicą, niestety bezskutecznych. Nadal obstaje przy tym, że technika jest dobra i warta grzechu, jednak mam wrażenie, że za bardzo wypadłem z obiegu. Być może trzeba być nieco bardziej obytym ze zjawiskiem świadomego śnienia? To już prawie dwa miesiące bez ld :/. Całkiem sporo, ale się nie łamie... Postanowiłem, że wrócę do podstaw, tzn. najzwyklejsze 6+1 z autosugestią, ewentualnie wzmocnioną wizualizacją. Podziałało na mnie kiedyś, to czemu miałoby się nie udać teraz? Zresztą z tego co zauważyłem jestem w miarę podatny na afirmacje. A tu eldek, który "urodził się" właśnie z poprawnie zastosowanego 6+1 (22.01.2011):


Wychodzę z bloku, w który mieszka kumpel. Przystaje na schodkach. Przychodzi myśl. 11:15 [miało to związek z wcześniejszym, nieświadomym snem]. TO SEN! - pomyślałem uradowany. Nie czekałem długo. Postanowiłem polatać. Odbiłem się od ziemi. Poszybowałem na parę metrów, ale niestety zacząłem powoli opadać. Spojrzałem na ziemie. Jakiś gościu zaczepił mnie podczas lądowania. Prosił, żebym mu oddał jego słuchawki do empe3. Wdałem się z nim w rozmowę i niestety straciłem świadomość :/

Odnośnie tytułu dzisiejszego wpisu, wpadłem na dodatkowy sposób motywacji w prowadzeniu dziennika snów, który prowadzę już niemal pół roku. Otóż ostatnimi czasy pamiętałem mniej snów. Prawdopodobnie dlatego, że nie chciało mi się zbytnio ich spisywać :/ Wpadłem na ten genialny pomysł trzy dni temu. Mianowicie - nie ukrywam- lubię sobie pograć na kompie. Dlatego wprowadziłem swoisty system nagród typu:
1 zapamiętany i spisany sen = 15-30min* grania.
*w zależności od długości snu

Wczoraj pamiętałem 5, dzisiaj 4 sny (powyżej ostatniej średniej). Co ważne niektóre trwały całkiem długo, a te ostatnio nie zdarzały się często. Nie wiem jak dla Was, ale ja tam wolę pamiętać jeden długi sen z fajną fabułą, niż 10 króciutkich i marnych. System zapowiada się całkiem nieźle, jednak najsłabszym ogniwem jest jak zwykle człowiek :D.

Miłych sennych wojaży i do następnego!

entry 13.03.2011 - 16:36
Powitać!

W tym tygodniu skupiłem się na wild'zie z kotwicą. Tu opis tej techniki, jeśli ktoś jeszcze nie zapoznał się:
wild z kotwicą

Prawda, że proste :) ? Niestety najtrudniej jest dla mnie wykonać właśnie pkt.4 - użycie kotwicy (lekki ból w moim przypadku). Przez 3 pierwsze dni zasypiałem bardzo szybko, właściwie nie zauważając bólu, chociaż nie był wcale taki symboliczny. Może mam za dużą tolerancję na ból? Nie wiem... Zawziąłem się w czwartek i piątek, skoncentrowałem całą uwagę na bólu, niestety miałem przez to trudności z zaśnięciem. Cóż, trzeba jakoś wychwycić ten punkt równowagi, metodą prób i błędów, jak w każdej metodzie. Dobrze, że przynajmniej nie mam kłopotów z samodzielnym budzeniem się. Przez pięć nocek wybudzałem się nawet po dwa razy, co w teorii zwiększa moje szanse. Poza tym miałem we śnie dwa "przebłyski" (tzn. reagowałem szczerym zdziwieniem na dziwaczne sytuacje w marzeniach sennych, ale tylko na chwilkę) - dobre i to.

Jednak wild, to nie tak prosta sprawa, być może jestem za mało doświadczony z ld? Być może... Jednak nie zniechęcam się. Będę próbował dalej, przynajmniej przez ten tydzień, albo dwa. Zresztą, czymże jest tydzień wobec wieczności? :D.

Na zakończenie i poprawę nieciekawej sytuacji mój wygrzebany z mojej "spiżarni" ld'ek - pierwszy od bodajże dwóch lat. (02.01.2011):

Byłem sobie w mieszkaniu. Poruszałem się po nim w bardzo dziwny sposób. Cały czas robiłem przewroty w przód. Zupełnie jak w grze Prince of Persia. W końcu wylądowałem w dużym pokoju. Siedziałem przykucnięty gdzieś pod łóżkiem. Wtedy zrozumiałem, że śnie!!! Ta myśl była taka, hmm, tak niezbyt nachalna. Czułem się nieźle "zmulony". Chciałem się jedynie upewnić, że to faktycznie sen. Postanowiłem podlecieć do żyrandola. Nie udało mi się to. Zamiast tego "wsiąknąłem" w podłogę do połowy. Takie wrażenie opadania.

Wtedy się obudziłem. Ciało nie było niestety pogrążone w paraliżu, czym prędzej wstałem i zapisałem eldeka, żeby nie zasnąć i go nie zapomnieć.

Do następnego, trzymajcie się!

entry 06.03.2011 - 17:54
Ach, nie ma to jak błogi odpoczynek. Wprawdzie przespałem nieprzerwanie od wieczora do rana tylko dwa dni, w pozostałych mimowolnie się budziłem, jednak nie miało to żadnych negatywnych skutków. Zapisywałem sny nie wstając z łóżka i już po paru minutach spałem jak niemowlę. Teraz jestem pełen energii do dalszych ćwiczeń. Przyznam się, miałem nadzieję, że przydarzy mi się spontaniczne ld. Nie, nie tylko z powodu mojej wrodzonej naiwności :D. Otóż w styczniu także zrobiłem sobie kilkudniową przerwę i dziwnym trafem miałem aż dwa ld'eki. Nawet się wtedy w nocy nie zbudziłem. Tamte ld opiszę prawdopodobnie za tydzień, jeśli nic nie wyskoczy. Dzisiaj mam coś równie fajnego.

W poprzednim odcinku napisałem, że nie próbowałem niczego z WILD'em. To nie do końca prawda. Trochę przez przypadek spróbowałem wizualizować sobie cały sen od podstaw. Nie miałem wprawdzie ld, jednak wyszła z tego naprawdę niezła faza. Wpis z 09.12.2010:

Obudziłem się w środku nocy, gdzieś o 4:40, bez budzika. Tak w skrócie. Zapisałem swoje sny. Rozbudzałem się w sumie jakieś paręnaście minut. Zacząłem używać MILD'a, jak to zwykle. Przypominałem sobie sen i wyobrażałem sobie, że odzyskuję w nim świadomość. Szło mi całkiem nieźle, nie gubiłem wątku - do czasu niestety. Usłyszałem jakiś hałas na zewnątrz. Tak mnie to rozbudziło i wkurzyło, że nie mogłem zasnąć przez ponad pół godziny. Chciałem już się poddać i po prostu jeszcze zasnąć na trochę, ale postanowiłem, ze spróbuję raz jeszcze, ale inaczej. Wizualizowałem zupełnie nową sytuację, nie związaną ze snem (łażenie po szkole). Wyobrażenia z czasem nabierały coraz większej siły. W końcu niemal odpłynąłem. Niemal, bo jednak coś przerwało moją wizualizację. Poczułem swoje ciało pogrążone w bardzo mocnym paraliżu. Co więcej słyszałem pisk, jednostajny trzask, nigdy czegoś takiego nie słyszałem. Słyszałem go tylko w prawym uchu, które stykało się z poduszką., w lewym nic). Wiedziałem, że zaraz mogę opuścić ciało. Niestety za bardzo się ucieszyłem i straciłem koncentracje. Paraliż zdawał się słabnąć, pisk zanikł. No i pozamiatane. Wątpię aby to był sen, percepcję miałem normalną, taką jak na co dzień.

Nosiłem się z zamiarem opisania tego doświadczenia na forum. Zdziwił mnie najbardziej pisk w uchu, czemu słyszałem go tylko w jednym? No nic, uznałem, że to nie takie istotne. W końcu każdy jest inny i ma różne dziwne fazy i doświadczenia. Próbowałem przez parę nocy powtórzyć tą przypadkową metodę, jednak bezskutecznie :/ . Być może wrócę kiedyś do wizualizacji. Na razie skupię się na WILD'zie z kotwicą. Przynajmniej na 2-3 tygodnie. W teorii bardzo podoba mi się ta metoda. Jest zrozumiała i w miarę prosta. Czytałem o niej sporo dobrego. Jeżeli ktoś już miał z nią do czynienia, to jak zwykle proszę o podzielenie się wrażeniami, wskazówkami. Tak, czy owak trzymajcie za mnie kciuki - nie zaszkodzi :D.
Do następnego!

entry 27.02.2011 - 15:42
Witajcie Bracia Ziemianie ;P.

Przez ostatnie 1,5 tygodnia próbowałem techniki z otwieraniem oczu. Niestety bezskutecznie. No miałem ze dwa fajniejsze sny, ale nie wiem, czy dzięki tej metodzie. Próbowałem różnie. Otwierałem oczy co paręnaście sek - rozbudzałem się za bardzo. Otwierałem co 1-2 min to powieki były już lekko sklejone, ich rozwarcie nie było łatwe i powodowało pewien dyskomfort ;>. Nie wiem, chyba to nie jest technika dla mnie - mówi się trudno. Od miesiąca nie miałem żadnego lucida. Postanowiłem w końcu rzucić się na głęboką wodę i popracować nad WILD'em, którego do tej pory omijałem zazwyczaj szerokim łukiem. Co mam do stracenia? Musze jednak odpocząć przynajmniej parę dni, wyspać się porządnie. Inaczej mogę być na to zbyt zmęczony, zniechęcony. Plan na ten tydzień to medytacja, medytacja i jeszcze raz medytacja. Poza tym popracowanie nad jeszcze lepszą pamięcią snów. Dobrze by mi zrobiło także popracowanie nad świadomością świadka, czy jakoś tak. Jeśli ktoś jest w tym biegły, to proszę o cenne wskazówki/rady, stawiam duże piwo, jakby co ;P.

Ach, dzisiaj wygrzebałem naprawdę świetny sen z mojego dziennika (28.12.2010). Wersja skrócona dla niecierpliwych - OBCY mnie zabili (i parędziesiąt innych osób). Ale dłuższa wersja lepsza:

Byłem gdzieś na jakiejś uczelni Wychodzę na dwór, bo ludzie mówili, ze coś tam ciekawego się dzieje. Dwóch łebków śmiało się ze mnie, że ja nic nie wiem, a wszyscy już to widzieli.
- Patrz na horyzont. Jeden metr na prawo, od Białegostoku - powiedzieli.
Że co - pomyślałem, jaki jeden metr - o co chodzi?

Stanąłem na wielkich, szerokich schodach. Stałem tak otoczony przez wysokie, szare budynki.
Nagle zza jednego z nich nadleciał wielki statek obcych!
Czułem, ze zaraz nas zniszczą
I w tym momencie załatwili mnie i innych ludzi oślepiającym promieniem białego lasera.
Nic nie widziałem, tylko te białe światło
-Więc tak to jest, jak się umiera - pomyślałem
Bałem się, że zaraz osunę się w nicość, niebyt. Nie chciałem tego. Walczyłem, żeby utrzymać świadomość za wszelką cenę, nie stracić jej.


Wywaliło mnie ze snu.
Ciało było w lekkim paraliżu, ale nic nie kombinowałem dalej. Byłem tak przejęty i przestraszony całym tym zajściem. Usiadłem na łóżku i parę minut próbowałem się uspokoić. Zapisałem sen. Chociaż jestem już dużym chłopcem, to możecie mi wierzyć - bałem się zasnąć przez jakieś pół godziny.
To był taki szczegółowy sen. Taki realny (mimo dziwnej sytuacji), a emocje odczuwałem nawet silniej niż w rzeczywistość.


Do poczytania za tydzień. Trzymajcie się!

entry 20.02.2011 - 16:44
Kolejny tydzień zleciał. Uczyniłem spore postępy w żonglowaniu. Udało mi się dobić do 4min. ! Dla urozmaicenia zacząłem się obracać powoli dookoła własnej osi. Nawet fajne uczucie , ale chyba już czas na naukę jakichś trików. Albo zacznę się uczyć żonglować czterema piłkami.

Fałszywe przebudzenie (01.12.2010)

Obudziłem się we śnie. Próbowałem przypomnieć sobie co mi się śniło. Niestety niczego nie zdołałem sobie przypomnieć. Wkurzałem się na wszystkich wokół i obwiniałem ich za to.

Back to school (02.12.2010)

Często śnią mi się stare dobre czasy w liceum. O dziwo tym razem pamiętałem że skończyłem już tam edukację. Niestety nie pokapowałem się, że to sen. Podświadomość wymyśliła sobie, że chcę jeszcze raz zdać maturę, czy coś. Dlatego postanowiłem wykupić z tydzień nauki w szkole (jakbym wykupywał godziny w szkole jazdy, albo co). Zaczyna się lekcja. Jakichś dwóch frędzli siedziało z tyłu i podśmiewało się ze mnie. Że to nie tak, to źle, tego nie zrozumiem, czy coś w tym stylu. Trochę mnie to deprymowało. W końcu zapytali się wprost, czemu nie zrezygnuję? Nie mam już dość? W końcu nie wytrzymałem. Rzuciłem się na nich. Siłowałem się na założenie dźwigni z jednym łebkiem, a potem z drugim. Z początku szło mi nieciekawie, ale zaczynałem przeważać. Sam zdziwiłem się swoją siłą. Czułem podświadomie, że nic mi nie będzie. W końcu mój kolega Marek przyszedł mi z pomocą. Obezwładniliśmy tych dwóch dupków. Mogłem zostać w szkole. Jupi! :)

III Wojna Światowa (06.12.2010)

Stałem sobie na podwórku o 6:00 rano. Świat pogrążony był w szarości. Matka powiedział, że wybuchła wojna. - "Trochę ruchu dobrze ci zrobi" - mówi do mnie. Nie chciałem iść do woja. Z moim szczęściem jeszcze ktoś mnie postrzeli w koszarach, przy czyszczeniu broni, czy coś. Nagle z naszego garażu wybiegł pluton Wojska Polskiego. Zauważyłem, że mają trochę niedzisiejsze mundury. A broń to w ogóle wytrzasnęli chyba z czasów I wojny światowej. I jak tu mamy zwyciężyć?

Zamieszki (08.12.2010)
Stałem gdzieś na polnej drodze. Widziałem wiejską chatkę w oddali. Stałem w sporym tłumie. Jacyś manifestanci. Chyba lewicowcy i antyfaszyści. Przed nami stał kordon policji z pałkami i tarczami. Kazali nam rozejść się. Tłum rozchodził się powoli, niechętnie. Nie dałem za wygraną Rzuciłem się w pojedynkę na policjantów. Krzyczałem jak opętany, alby poderwać ludzi do walki. Podziałało! Wszyscy jak jeden mąż rzucili się z pięściami na niebieskich. W tym momencie komendant policji wydał rozkaz:
- Strzelać! - Przestraszyłem się nienażarty. Czułem, że to tylko gumowa, a nie ostra amunicja. Ale i tak nie chciałem oberwać. Uskoczyłem w bok. Upadłem szybko na glebę. Reszta manifestantów również padłą, ale od gradu strzałów. Zostaliśmy pokonani. To koniec. Siedzieliśmy potulnie na ziemi. Dowódca podszedł do nas. Powiedział nie kryjąc zadowolenia:
- Podżegacze trafią do pierdla, resztę wypuścimy.
Przestraszyłem się nie na żarty. Nie chciałem iść do wiezienia, całe życie przede mną. Potem sytuacja lekko się zmienia. Idziemy w stronę wiejskiej chaty. Mamy siłować się na ręce z policją, jeżeli chcemy być wolni. Niestety tylko na prawą (jestem leworęczny więc mam ją silniejszą). Trochę sie bałem, że przegram. Trafił mi się jakiś młody przeciwnik. Wyglądał na silnego i sprawnego. Położyliśmy się na ziemi (nie było stołu). Pomyślałem, że to głupota, będzie niewygodnie tak, no ale trudno. Złączyliśmy ręce. Szybko wyczułem przeciwnika. Faktycznie był silny, ale ja także trenuję z podnoszeniem żelastwa. Facet zrobił się cały czerwony na twarzy. W końcu go dokończyłem. Zażartowałem sobie z niego. Dostałem następnego. Ten był potężnej budowy. Udało mi się go pokonać, ale z wielkim trudem. Ręka zaczęła mnie boleć. Trzeci pod rząd był jakiś dziwny. Miał szpetną twarz. Pełną blizn, od poparzeń. Siłowaliśmy się. Powiedział do mnie, że się przecież znamy. Nie mogłem go sobie skojarzyć, ale dla świętego spokoju przytaknąłem. Pokonałem i jego. Ręka bolała, jakby miała zaraz odpaść.

entry 13.02.2011 - 18:28
Powitać. To już ostatnia partia snów z listopada 2010r.

Szkieletor(12.11.2010):
Stałem przed jakimś blokiem. Załadowywałem kije, deski (?) do czarnego dostawczaka. Mój sąsiad wiecznie "zawiany" przechodził obok i zaczął się pienić, abym szybciej sprzątnął ten bałagan. Uderzyłem go kijem w pierś Padł na ziemię martwy, zmieniając się przy okazji w sam szkielet! Miał silnie brązową ze starości barwę. Wyglądał paskudnie. Niestety to coś żyło. Zaczęło pełznąc w moim kierunku. Bałem się. Uderzyłem ponownie. Czaszka odleciał z trzaskiem, potoczyła się na bok. Postanowiłem schować szkielet pod kupkę liści, która była obok. Miałem nadzieję, że nikt inny tego nie widział.

Dark Messiah(22.11.2010)
Zajebisty sen. Epicki, można powiedzieć. Jestem w świecie gry Dark Messiah (gatunek gry: napadalsko-zbójecka -wg. obrońców moralności). Znalazłem się w swoich włościach opanowanych przez nekromantów. Pewien sprzedawca artefaktów opylił mi głaz magiczny do grobu przodka, czy coś. Natomiast piękna diablica-sukkub Xana dała mi dziwny klucz-świecznik, do tajnego przejścia. Dobra. Schodzę przez klapę w dachu. Wspinałem sie po belkach nad powałą wielkiej sali jadalnej. Pode mną kłębiła się setka rycerzy (black knight). Zacząłem szyć do nich z łuku. Ubiłem kilku. Niestety oni też odpowiedzieli ostrzałem. Skryłem się za belką. Przygotowałem czar 'fala płomieni'. Wskakuję w sam środek. Odpaliłem zaklęcie. Wybijam połowę z tej ponurej bandy. Wyjmuję dwa miecze. Siecze na lewo i prawo, niestety dostaję baty. Za dużo ich. Wycofuję się do mniejszej sali. Rzucam czar 'mgła', żeby mnie nie widzieli. Korzystając z chwili oddechu, odnawiam manę i zdrowie miksturami. Rzucam się dalej w wir walki. Zabijam kolejnych rycerzy. Niedobitki postanowili uciec. Wykorzystuję wolny czas i posilam się. Od ciast i potraw ugina się stół. Tego mi było trzeba. Biegnę przez ogród. Przechodzę przez żelazną bramę. Za nią jakaś para staruszków rzuca toporkami. Siekierki przelatują przez szczeliny w płocie. Niektóre wbijają się w tarcze. Inne odpadają, ale wszystko jakoś tak miękko, w zwolnionym tempie leci. COŚ TU NIE TAK - myślę. Jak oni tak mogą być celni? Idę dalej. Ciemno. Skradam się do domu. Tam jakiś blackguard wychodzi na zewnątrz. Zachodzę go po cichu od tyłu. Wbijam mu sztylet w szyję. DOBRZE! -krzyczy zadowolona Xana w mojej głowie. Rozwalam z kopa drzwi do strażnicy. Zabijam resztę rycerzy. Wbiegam szybko do drugiego, niestrzeżonego domu. Tam Xana leży w sypialni całkiem goła. Niestety ktoś zabił ją z łuku. Strzała utkwiła w lewym boku. Krew spływała na prześcieradło.

GP F1 w Strasburgu (24.11.2010)
Oglądałem wyścig F1, ostatni w sezonie, który odbywał się na torze ulicznym w Strasburgu. W tym śnie wyglądało to jakby GP odbywało się na jakiejś zapadłej wiejsce. Kubica na trzecim miejscu. Ostatnie okrążenia. Kamera pokazuję sytuacje z bolidu Webbera, na 5-tym miejscu. Wściekle atakuję Alonso przed nim. Zakręt jeden, drugi. Prosta startowa. Cholera, gdzie Kubica? Nie widać go. Na powtórce widać jak w Kubice uderza z tyłu Luzzi, a może Senna? Kubica stracił panowanie nad bolidem i uderzył w jednego z mechaników, który pchał poboczem zepsuty bolid (sic!). Potem Kubica zderzył się z bandą. Wyleciał jak szmaciana laleczka na tor. Przekoziołkował w powietrzu parę razy. Bałem się o niego ,a komentatorzy w studiu jakby się tym nie przejmowali, albo nie zauważyli tego. Liuzzi wygrał wyścig.[...] Studio po wyścigu. Maurycy Kochański narzeka, że to kolejny wypadek koło alei serwisowej (ta akcja z Kubicą), to niedługo zabronią wjazdu do niej podczas wyścigu ;/.Jeden z komentatorów dodał, że to źle przygotowane GP, bo trzeba było uważać na cywilne samochody i pieszych na poboczach. Pokazali na powtórce, jak młoda blondynka szła w samej koszuli nocnej(!), boso środkiem drogi. Za nią, jak za samochodem bezpieczeństwa wlekły się bolidy F1, wężykiem, ok. 5 km/h (sic!). Potem dziewczyna zaczęła biec truchcikiem. Komedia. Komentator w studiu stwierdził, że to nie załatwia problemu. Bo przy tak niskich prędkościach i wąskiej wiejskiej dróżce nie da się wyprzedzać. "Żeby jechali chociaż 500, 1000 km/h." - powiedziała gadająca głowa z TV - Że co? - zdziwiłem się (przebłysk świadomości). Niestety obudziłem.

entry 06.02.2011 - 16:00
Siemano! Tydzień szybko zleciał. Dziś trochę nietypowo, poza snami także o moich początkach w żonglowaniu.

Żonglerka:

Idąc za radę doświadczonych oobemianików postanowiłem wreszcie nauczyć się żonglerki, nigdy wcześniej tego nie próbowałem. Wszedłem na pierwszą lepszą stronę (http://kuglarstwo.pl/dropsy/3pnauka.php) o tym i już więcej nie szukałem :). Teraz sam przekonałem się, że to dobry trening dla synchronizacji półkul mózgowych, koncentracji, ale przede wszystkim fajna zabawa! Oto jak wyglądają moje postępy, jak na razie (ćwiczę 15-30min dziennie):
Dzień:
I. Pierwsze ćwiczenie z jedną piłką. Trochę bardziej skomplikowane (tyko trochę) od podrapania się po nosie. Nudy, robię to tylko po to, aby "odfajkować" i przejść do dwóch piłek.

II. Biorę się za dwie piłki. Dopiero po 10-15 rzutach udaję mi się złapać obie. Pod koniec dnia mam 40-50% skuteczności, muszę jedynie się skupić i "naładować" kolejny rzut przez parę sek. O dziwo łatwo zwalczyłem ten głupi nawyk u początkujących. Spoko

III. Dalej ćwiczę z dwiema piłkami. Wzrasta moja skuteczność. Mogę rzucać z coraz mniejszymi przerwami.

IV. Znowu dwie piłki. Potrafię rzucać pod koniec dnia bez przerwy. Trochę zaczynam sie nudzić. Próbuję nieśmiało z trzema piłkami. Katastrofa! Oberwało się mojej pamiątce z wakacji nad morzem, na szczęście przetrwała w jednym kawałku.

V. Po przeniesieniu się w bezpieczniejsze miejsce rzucam przez parę minut dwiema piłkami (teraz to pestka). W końcu zabieram się na poważnie za trzy piłki. Koncentruję się, wyrzucam piłki. Wszystkie wylądowały na podłodze. Po jakichś 35-50 razach (straciłem rachubę) w końcu się udało! Trzecią piłkę musiałem wprawdzie ratować przytulając do siebie, ale jednak. Pod koniec dnia mam skuteczność 20-30%

VI. Moja skuteczność wzrosła chyba podwójnie. Już wiem z czym to się je. Postanowiłem sprawdzić ile zrobię cykli bez pauzy. Chyba udało mi sie zrobić dwie-trzy "salwy" pod rząd. Wszystko działo się tak szybko.

VII. Potrafię już robić 2-3 serie bez przerwy. Mógłbym więcej, jednak mam problem z wyrzucaniem piłek za bardzo do przodu. Gonię piłki, ale pokój nie jest z gumy, ściana i od początku :/. Teraz już rozumiem o co chodzi z tym nadgarstkiem, o którym pisali na stronce przy okazji rzucania jednej piłki. Muszę nad tym popracować.

VIII. Powoli opanowuję ten nawyk rzucania do przodu. Mogę już zrobić z 5-8 serii, ciężko to policzyć, ale żongluję wyraźnie dłużej. Jestem leworęczny i zaczynanie z prawej ręki wychodzi mi o połowę gorzej i jest mniej pewne.

IX. Prawa ręka już zaczyna się wyrabiać, ale to nadal nie to co z lewą. Pobiłem swój rekord i żonglowałem przez 15-20 sek. Coraz lepiej panuję nad piłkami, potrafię skorygować drobne błędy.

Tak to u mnie wygląda. Mam nadzieję, że za dwa - trzy tygodnie będę mógł obracać piłkami ok. minuty. A potem to już z górki - żonglerka piłami łańcuchowymi, jadąc na rowerku z jednym kołem ;D Teraz trochę szybko się męczę. Może trzeba dłuższej rozgrzewki? W każdym razie polecam każdemu żonglerkę, naprawdę super sprawa. Jeśli macie doświadczenia z żonglerką, jakieś spostrzeżenia, dobre rady, to zapraszam do komentowania.

Żeby nie było, parę snów na koniec:
1. Po raz drugi fałszywe przebudzenie. Budzę się (we śnie). Jest ciemno. Sięgam po komórkę aby zapisać sny. Komórka jest dziwna. Ma dotykowy wyświetlacz i klawiaturę qwerty na dodatek (moja nie ma). Zapisuję i idę spać we śnię, film się urywa.

2. Znowu byłem Hitmanem. Tym razem znajdowałem się w dokach. Noc, padał rzęsisty deszcz. Walczyłem z ochroniarzami hrabiego, (z tej misji z dworem i polowaniem). Strzelałem z dubeltówki do nich. Biegałem, chowałem się. Początkowo widok na wszystko miałem w TPP. Dostałem strzał bliska. Straciłem prawie cale "zdrowie". Od tej pory pilnowałęm się bardziej. Widok przeszedł na pierwszoosobowy. Schowałem się za jakimś barakiem, czy szopą. Na miejsce przybył SWAT. Tego tylko brakowało. Wychylam się ostrożnie zza węgła. Strzeliłem do jednego. Rana wlotowa zdarła z niego kawałek ubrania i skóry.Pod spodem zamiast tkanek miał, hmm metal jakieś kable. Co to terminator do cholery? - pomyślałem. Poprawiłem drugim strzałem. SWAT-robot nie reagował już, chyba się zawiesił (pewnie miał wgrany windows :). Zabrałem od niego broń (po co się ma marnować), strzelbę automatyczną SPAS12. Biegnę. Sceneria sie zmienia. Jestem w jakimś garażu.
Podjeżdża tam ciężarówka. Prowadzi ją Chińczyk. Ten gość co kontaktował się ze zmarłymi w LOST (Zagubieni scenarzyści ;). Mierzę do niego ze strzelby. Powiedziałem mu, że może iść wolno, ale zabieram jego cargo. Poszedł wzdłuż ciemnego korytarza, gdzie ciągnęły się jakieś rury ciepłownicze. Mówił że nie ma nic do stracenia. Potem widziałem na monitoringu, że złapało go dwóch bandytów. Chińczyk rozbił słój z oliwą i rzucił zapalniczkę. Ogień zaczął trawić bandytów. Przewinąłem do tylu, jakbym oglądał filmik na YouTube
Potem ten Chińczyk spytał sie na naszym forum, czy to było oobe. Chciałem mu już odpowiedzieć, ale sen się skończył. O_o

entry 30.01.2011 - 16:08
Powitać! Sny z początku listopada były odlotowe - dosłowne, bo trochę sobie polatałem.

Piękne, jesienne popołudnie. Słońce świeciło zza chmur. Wyszedłem na ulicę. Miałem ze sobą wielki latawiec, a może nawet lotnie. Rozłożyłem to, to. Ustawiłem się od zawietrznej, lotnie zarzucając na plecach. Czekałem na wiatr. Nagle silny podmuch powietrza momentalnie pociągnął do tyłu i uniósł w górę na jakieś dziesięć metrów. Ale zaj*biście. Niestety dosyć szybko zacząłem tracić wysokość. Podrywałem się co jakiś czas i opadałem. Kiedy byłem w górze, pomyślałem, że wczoraj był silniejszy wiatr, niż dzisiaj, i że na pewno zaleciałbym dalej niż teraz (faktyczne silnie wiało wtedy). Zamieniłem sie w małego ptaszka, a może tyko za nim leciałem? Widziałem go z tyłu, chociaż czułem się , jakbym to ja nim sterował. Ptaszek zaczął się szybko obracać wokół własne osi. Walczył z wiatrem, który dla niego był silny. Podążyłem za nim nad wioską.
Potem sceneria zmienia się. Jestem w szkolę, i już idę normalnie, ale przede mną nadal wiruję ten wróbelek. Wchodzę za nim do klasy. Ptaszek ląduję na biurku. Baba siedząca za biurkiem mówi do nas, że ten wróbel poprowadzi dziś zajęcia (sic!). Uroczo było patrzeć, jak ptaszek wkłada do dzióbka długopis i stara się nim coś napisać :D [...].

Kolejny sen z motywem latania parę dni później.
Wyszedłem na podwórko. Była ładna pogoda, ale wiał silny wiatr. W jednej ręce miałem plecak, a w drugim jakąś dużą ścierkę. Rozłożyłem ręce. Zaczynam się unosić nad ziemią zaledwie 1m. Jakbym leżał na brzuchu na poduszce powietrznej, czy coś. Czasem nogi opadały mi na ziemię, gdy wiatr słabnął na moment. W końcu wiatr uspokoił się na dobre. Poszedłem dalej. Po paru krokach postanawiam zrobić RT! Zatkałem nos, ale nie mogłem nabrać powietrza! Nagle za plecami pojawił się mój sąsiad. Zadał mi pytanie. Przerwałem test, aby nie wyjść na idiotę. :/

(skaczemy do góry ludzie):
Byłem na jakiejś uczelni. Robiłem tam niezłe zamieszanie. Znajdowało się w tym budynku mnóstwo schodów, z których skakałem z niemałą radością. Czułem się taki lekki i beztroski.Starałem się ,aby oddać jeszcze dalsze i lepsze skok. Wcale się nie bałem, że coś mi sie stanie. Byłem w lekkiej euforii. Po korytarzach kręciło się mnóstwo studentów. Pod koniec tak się "rozhulałem", że udało mi się przeskoczyć nad głowami dwóch dziewczyn. Cały dystans schodów miał ponad 15 metrów! Coraz bardziej zaczęło to przypominać kontrolowane szybowanie (kiedyś miałem sporo takich snów, gdy interesowałem się ld) Przerwa dobiegała końca. Szedłem przez jakąś salę wykładową, ale prowadząca zajęcia, chyba mnie tam nie chciała. Opuściłem chyłkiem salę. Idę. Przed sobą mam największe i najdłuższe, stromo opadające schody. Z prawej jest barierka i ściana. Ktoś z tyłu siedzący w ławce (na korytarzu), powiedział, że nieźle skaczę, ale teraz nie dam rady. Podrażniło to nieco moje ambicje. Odbiłem się jedną nogą od ściany. Skręciłem w powietrzu ostro w lewo. Wylądowałem 10 metrów niżej (!) na schodkach, miękko jak kot, idealnie pomiędzy ludzi tam stojących. To mi się podoba :P

Do poczytania za tydzień

2 Stron V   1 2 >  
Mój obraz