Siemano! Tydzień szybko zleciał. Dziś trochę nietypowo, poza snami także o moich początkach w żonglowaniu.
Żonglerka:
Idąc za radę doświadczonych oobemianików postanowiłem wreszcie nauczyć się żonglerki, nigdy wcześniej tego nie próbowałem. Wszedłem na pierwszą lepszą stronę (http://kuglarstwo.pl/dropsy/3pnauka.php) o tym i już więcej nie szukałem :). Teraz sam przekonałem się, że to dobry trening dla synchronizacji półkul mózgowych, koncentracji, ale przede wszystkim fajna zabawa! Oto jak wyglądają moje postępy, jak na razie (ćwiczę 15-30min dziennie):
Dzień:
I. Pierwsze ćwiczenie z jedną piłką. Trochę bardziej skomplikowane (tyko trochę) od podrapania się po nosie. Nudy, robię to tylko po to, aby "odfajkować" i przejść do dwóch piłek.
II. Biorę się za dwie piłki. Dopiero po 10-15 rzutach udaję mi się złapać obie. Pod koniec dnia mam 40-50% skuteczności, muszę jedynie się skupić i "naładować" kolejny rzut przez parę sek. O dziwo łatwo zwalczyłem ten głupi nawyk u początkujących. Spoko
III. Dalej ćwiczę z dwiema piłkami. Wzrasta moja skuteczność. Mogę rzucać z coraz mniejszymi przerwami.
IV. Znowu dwie piłki. Potrafię rzucać pod koniec dnia bez przerwy. Trochę zaczynam sie nudzić. Próbuję nieśmiało z trzema piłkami. Katastrofa! Oberwało się mojej pamiątce z wakacji nad morzem, na szczęście przetrwała w jednym kawałku.
V. Po przeniesieniu się w bezpieczniejsze miejsce rzucam przez parę minut dwiema piłkami (teraz to pestka). W końcu zabieram się na poważnie za trzy piłki. Koncentruję się, wyrzucam piłki. Wszystkie wylądowały na podłodze. Po jakichś 35-50 razach (straciłem rachubę) w końcu się udało! Trzecią piłkę musiałem wprawdzie ratować przytulając do siebie, ale jednak. Pod koniec dnia mam skuteczność 20-30%
VI. Moja skuteczność wzrosła chyba podwójnie. Już wiem z czym to się je. Postanowiłem sprawdzić ile zrobię cykli bez pauzy. Chyba udało mi sie zrobić dwie-trzy "salwy" pod rząd. Wszystko działo się tak szybko.
VII. Potrafię już robić 2-3 serie bez przerwy. Mógłbym więcej, jednak mam problem z wyrzucaniem piłek za bardzo do przodu. Gonię piłki, ale pokój nie jest z gumy, ściana i od początku :/. Teraz już rozumiem o co chodzi z tym nadgarstkiem, o którym pisali na stronce przy okazji rzucania jednej piłki. Muszę nad tym popracować.
VIII. Powoli opanowuję ten nawyk rzucania do przodu. Mogę już zrobić z 5-8 serii, ciężko to policzyć, ale żongluję wyraźnie dłużej. Jestem leworęczny i zaczynanie z prawej ręki wychodzi mi o połowę gorzej i jest mniej pewne.
IX. Prawa ręka już zaczyna się wyrabiać, ale to nadal nie to co z lewą. Pobiłem swój rekord i żonglowałem przez 15-20 sek. Coraz lepiej panuję nad piłkami, potrafię skorygować drobne błędy.
Tak to u mnie wygląda. Mam nadzieję, że za dwa - trzy tygodnie będę mógł obracać piłkami ok. minuty. A potem to już z górki - żonglerka piłami łańcuchowymi, jadąc na rowerku z jednym kołem ;D Teraz trochę szybko się męczę. Może trzeba dłuższej rozgrzewki? W każdym razie polecam każdemu żonglerkę, naprawdę super sprawa. Jeśli macie doświadczenia z żonglerką, jakieś spostrzeżenia, dobre rady, to zapraszam do komentowania.
Żeby nie było, parę snów na koniec:
1. Po raz drugi fałszywe przebudzenie. Budzę się (we śnie). Jest ciemno. Sięgam po komórkę aby zapisać sny. Komórka jest dziwna. Ma dotykowy wyświetlacz i klawiaturę qwerty na dodatek (moja nie ma). Zapisuję i idę spać we śnię, film się urywa.
2. Znowu byłem Hitmanem. Tym razem znajdowałem się w dokach. Noc, padał rzęsisty deszcz. Walczyłem z ochroniarzami hrabiego, (z tej misji z dworem i polowaniem). Strzelałem z dubeltówki do nich. Biegałem, chowałem się. Początkowo widok na wszystko miałem w TPP. Dostałem strzał bliska. Straciłem prawie cale "zdrowie". Od tej pory pilnowałęm się bardziej. Widok przeszedł na pierwszoosobowy. Schowałem się za jakimś barakiem, czy szopą. Na miejsce przybył SWAT. Tego tylko brakowało. Wychylam się ostrożnie zza węgła. Strzeliłem do jednego. Rana wlotowa zdarła z niego kawałek ubrania i skóry.Pod spodem zamiast tkanek miał, hmm metal jakieś kable. Co to terminator do cholery? - pomyślałem. Poprawiłem drugim strzałem. SWAT-robot nie reagował już, chyba się zawiesił (pewnie miał wgrany windows :). Zabrałem od niego broń (po co się ma marnować), strzelbę automatyczną SPAS12. Biegnę. Sceneria sie zmienia. Jestem w jakimś garażu.
Podjeżdża tam ciężarówka. Prowadzi ją Chińczyk. Ten gość co kontaktował się ze zmarłymi w LOST (Zagubieni scenarzyści ;). Mierzę do niego ze strzelby. Powiedziałem mu, że może iść wolno, ale zabieram jego cargo. Poszedł wzdłuż ciemnego korytarza, gdzie ciągnęły się jakieś rury ciepłownicze. Mówił że nie ma nic do stracenia. Potem widziałem na monitoringu, że złapało go dwóch bandytów. Chińczyk rozbił słój z oliwą i rzucił zapalniczkę. Ogień zaczął trawić bandytów. Przewinąłem do tylu, jakbym oglądał filmik na YouTube
Potem ten Chińczyk spytał sie na naszym forum, czy to było oobe. Chciałem mu już odpowiedzieć, ale sen się skończył. O_o