Witajcie Bracia Ziemianie ;P.
Przez ostatnie 1,5 tygodnia próbowałem techniki z otwieraniem oczu. Niestety bezskutecznie. No miałem ze dwa fajniejsze sny, ale nie wiem, czy dzięki tej metodzie. Próbowałem różnie. Otwierałem oczy co paręnaście sek - rozbudzałem się za bardzo. Otwierałem co 1-2 min to powieki były już lekko sklejone, ich rozwarcie nie było łatwe i powodowało pewien dyskomfort ;>. Nie wiem, chyba to nie jest technika dla mnie - mówi się trudno. Od miesiąca nie miałem żadnego lucida. Postanowiłem w końcu rzucić się na głęboką wodę i popracować nad WILD'em, którego do tej pory omijałem zazwyczaj szerokim łukiem. Co mam do stracenia? Musze jednak odpocząć przynajmniej parę dni, wyspać się porządnie. Inaczej mogę być na to zbyt zmęczony, zniechęcony. Plan na ten tydzień to medytacja, medytacja i jeszcze raz medytacja. Poza tym popracowanie nad jeszcze lepszą pamięcią snów. Dobrze by mi zrobiło także popracowanie nad świadomością świadka, czy jakoś tak. Jeśli ktoś jest w tym biegły, to proszę o cenne wskazówki/rady, stawiam duże piwo, jakby co ;P.
Ach, dzisiaj wygrzebałem naprawdę świetny sen z mojego dziennika (28.12.2010). Wersja skrócona dla niecierpliwych - OBCY mnie zabili (i parędziesiąt innych osób). Ale dłuższa wersja lepsza:
Byłem gdzieś na jakiejś uczelni Wychodzę na dwór, bo ludzie mówili, ze coś tam ciekawego się dzieje. Dwóch łebków śmiało się ze mnie, że ja nic nie wiem, a wszyscy już to widzieli.
- Patrz na horyzont. Jeden metr na prawo, od Białegostoku - powiedzieli.
Że co - pomyślałem, jaki jeden metr - o co chodzi?
Stanąłem na wielkich, szerokich schodach. Stałem tak otoczony przez wysokie, szare budynki.
Nagle zza jednego z nich nadleciał wielki statek obcych!
Czułem, ze zaraz nas zniszczą
I w tym momencie załatwili mnie i innych ludzi oślepiającym promieniem białego lasera.
Nic nie widziałem, tylko te białe światło
-Więc tak to jest, jak się umiera - pomyślałem
Bałem się, że zaraz osunę się w nicość, niebyt. Nie chciałem tego. Walczyłem, żeby utrzymać świadomość za wszelką cenę, nie stracić jej.
Wywaliło mnie ze snu.
Ciało było w lekkim paraliżu, ale nic nie kombinowałem dalej. Byłem tak przejęty i przestraszony całym tym zajściem. Usiadłem na łóżku i parę minut próbowałem się uspokoić. Zapisałem sen. Chociaż jestem już dużym chłopcem, to możecie mi wierzyć - bałem się zasnąć przez jakieś pół godziny.
To był taki szczegółowy sen. Taki realny (mimo dziwnej sytuacji), a emocje odczuwałem nawet silniej niż w rzeczywistość.
Do poczytania za tydzień. Trzymajcie się!