Otóż przebudziłem się, choć jakby niedokońca - moje ciało spało, a ja się obudziłem "jakby" zewnątrz - wiedząc, że śpię, wciąż miałem zamknięte oczy. Automatycznie zaskoczyłem, by wyskoczyć z ciała. Spróbowałem wstać, czy też wypchnąć moje astralne oblicze. Udało się - byłem poza ciałem, czując wielką ulgę, że mi się udało. Jednak wszystko było wokół mnie jakieś takie niedostrojone, tylko wokół własnej osi elementy były przejrzyste, reszta, jakby za mgłą. Często tak miewam, że ledwie widzę w snach i teraz też tak było. Jednak, co najlepsze, przenikałem sobie przez ściany w tym domu/mieszkaniu. Dość ciężko się w nie wnikało, jakby były gęste, co było czuć. Ale przenikałem i to wspaniałe było uczucie. Nie trwało zbyt długo, a jakiekolwiek próby przedłużania snów, poprzez skupienie się na jakimś punkcie, tylko przyśpieszają u mnie pobudkę, co mi się niepodoba...
To jest tak niezwykłe, że nawet jak się miało... to niedokońca wiadomo, co to było :)