|
|
Niedawno, widząc kumulację 13000000, poprosiłem o "cynk" odnośnie tego, kiedy mam zagrać. Dzisiaj przyśnił mi się mecz Lech - Legia. Wg snu Legia w końcówce meczu wyrówna fuksiarskim strzałem Żyro na 2:2. Z doświadczenia wiem, że przebieg meczu może być inny, ale wynik ten sam. Piszę to, by zostawić ślad, a nie mądrzyć się po fakcie. W tym sezonie Lech zagra z Legią jeszcze dwa razy.
Obudziła się, ale nadal była w śnie, bo zobaczyła ducha. Duch był zielony półprzeźroczysty, taki "pacmanistyczny". Dlatego obudziła się jeszcze raz. :-)
Dawno nic nie pisałem, choć miałem wiele ciekawych prsygód. Opiszę je kiedy indziej. Teraz mam ochotę krzyczeć. Dość! Mam już dość relacji międzyludzkich. Nie rozumiemy się, nie słuchamy się nawzajem, mamy tylko wzajemne pretensje. Dość! Zaczynam rozumieć pustelników. Sam zaczynam szukać sobie pustelni. Też tak macie? Może w obe znajdę jakąś pustelnię?
Wczoraj w nocy oglądałem film. Taki sobie horror o parze, która utknęła samochodem w zaspie śnieżnej. W momentach przysypiania, parę nawiedza duch policjanta... Chciałem obejrzeć cały ten film, ale sam zacząłem przysypiać. U mnie przebiega to tak. Najpierw jedno oko. Potem drugie. Na końcu wyłącza mi się fonia... Po chwili zacząłem widzieć pokój i telewizor przez zamknięte oczy. Było to na zasadzie migotania. Dziwne. Raz - zapalone światło w pokoju i włączony telewizor, raz - zgaszone światło i TV. Na przemian. Aż wreszcie zwyciężyła ta druga wersja otoczenia. Zauważyłem jeszcze jakby coś weszło z sąsiedniego pokoju. Niestety po chwili się obudziłem. W pokoju było nadal jasno a w TV leciał film, którego akcja przesunęła się o pół godziny. Pamiętam, że w czasie mojego przeżycia chciałem wyjść, ale nie mogłem. Moje aktywność ograniczyła się tym razem do obserwowania otoczenia. Przysypianie przy filmie może być ciekawym sposobem na wychodzenie...
Dawno niczego ciekawego nie doświadczyłem, więc postanowiłem się nieco przyłożyć. Chciałem spotkać Jezusa. Za dnia mi się to nie udało. W nocy natomiast postanowiłem zasnąć przy muzyce. W pewnym momencie poczułem, że jestem bliski wyjścia. Nie przeszkadzała mi przy tym słyszana muzyka. Wyszedłem zwyczajnie wstając z łóżka. Obraz delikatnie zafalował i już byłem poza. Niestety znowu nie mogłem zrealizować swoich planów, bo ledwie znalazłem się w Astralu, to już ktoś się zjawił. Niefizyczny gość wykazał się dużym poczuciem humoru. Nie dając dojść mi do słowa chwycił mnie za dłonie i zaczął ze mną tańczyć do słyszanej muzyki. Przerwałem taniec i dałem znać, że chcę porozmawiać. Opowiedziałem mu o mych planach spotkania Jezusa i ... straciłem świadomość. Chyba zasnąłem, bo od tego momentu pamiętam tylko fragmenty. edit. Muszę dodać, że "tancerz" udaremnił mi próbę dotknięcia leżącej obok mnie żony. Ciekawe co by się stało jakbym ją dotknął? |
Moje Albumy
|