hehe....i jest kolejny wpis... działo się....do rzeczy. Dwa browarki, basenik i obiad, ok. 15 wzieło mnie na drzemke, no to ok. Spałem do 18. Pierwszy raz podczas drzemki, tzn w koncowej jej fazie, miałem wibracje. Bedąc juz prawie obudzonym zaczałem sobie wyobrazać twarz pewnej osoby, której nigdy nie widziałem. Odrazu zaczeło się coś zmieniać i mnie przenosić....wibracje i cyk...juz jest inaczej jest ciemno nic nie widze, ale juz poza ciałem. ok. nie czaje o co chodzi, gdy tu nagle, wibracje przechodza na moje usta, mam je spraralizowane i ktoś próbuje nimi mówić, no i mówi....rusza nimi, mowiąc swoim troche zniekształconym gołosem (jak ci świadkowie policyjni co nie chcą byc rozpoznani...czaicie). Zanim zaczaiłem co sie dzieje i jak ta istota próbuje się kontaktować skonczył się przekaz. Potem wiedząc juz o co chodzi, zadałem pytanie...i znów po chwili przeszedł strumieniami paraliż wzdłuż, policzków szczeki przeszedł na moje usta i dostałem tym razem wolną, krótką wyraźną wiadomość.... i to tyle :)
nastepnego dnia....jak nigdy łatwo wchodzilem w obrazy...wydaje mi się, że były to sny....ale stan w którym rozpoznawałem, że moge w nie wejść był dość świadomy jak w stanie hipnagogicznym.....w kazdym razie...co obraz się pojawiał....intencja...i juz byłem i mogłem w dadnym środowisku funckojonować...i tak pare razy...az skończyła się enegria i traciłem kontakt z otoczeniem sennym. :)
pozdro poszukiwacze