Dziś pierwszy raz opisuję swój sen, nie miałem LD ani OOBE, ale sen zalicza się do jednego z najlepszych:P dużo pamiętam szczegółów dlatego wszystkie wypiszę...
Poszedłem spać ok 22, na początku byłem na jakiejś polance, nie mam pojęcia gdzie, pamiętam że ćwiczyłem swoje zdolności w lataniu. Wcześniej miałem już takie sny i kompletnie sobie z tą umiejętnością nie radziłem, to już mój piąty sen o lataniu i z każdym kolejnym potrafię lepiej nad tym zapanować. (jakbym w każdym śnie trenował jak mam się skoncentrować itd) Wczoraj wzbiłem się w górę niemal bez problemu. Wiem ze muszę się wtedy skoncentrować i skumulować jakąś energię w okol płuc. (Pewnie to wytwór mojej wyobraźni, a mam bardzo bujną, ponieważ oglądałem kiedyś dużo takich filmów)
Następnie na tej polance przypomniało mi się żeby zastosować technikę TR o której mi wczoraj koledzy na chacie pisali, postanowiłem znaleźć strumyk i spróbować oddychać pod wodą (miałem wcześniej sny że tak potrafię stąd ten pomysł) strumyk od razu się znalazł obok polanki:P niestety nie mogłem oddychać, brakowało mi powietrza, nie wiem dlaczego (prosiłbym o komentarze w tej kwestii) Urywa mi się film.
Pamiętam, że jeszcze byłem w powietrzu, wokół jakiegoś budynku, jest wieczorek. W śnie dobrze znałem ten budynek ok 10 piętrowy, tak jakby to było moje wcześniejsze miejsce pracy, albo coś takiego. Na którymś piętrze był mój kolega (z snu, nie znam go w rzeczywistości) podleciałem z zewnątrz do okna ale mnie nie widział, chciałem wejść do środka ale nie wiem czemu ale nie mogłem, jakieś panie mnie gdzieś chciały wziąć ale im uciekłem.
Tu następna przygoda której nie rozumiem. uciekałem i była taka brama wejściowa chyba do parku, przeleciałem nad nią, i dołączyłem do jakiejś grupy ludzi. (chyba mi byli znajomi) Nie pamiętam o czym rozmawialiśmy ale była jakaś sprzeczka i coś nie tak. Uciekłem od nich, coś potem robiłem, nie pamiętam ale wróciłem się do tego momentu kiedy chciałem przelecieć nad tą bramą, jakbym cofnął się w czasie, znów przeleciałem nad bramą i czułem to de ja vu, rozmawiałem z tymi ludźmi ale już nie było sprzeczki, jeden z nich chciał mi pokazać że też umie latać, wzbił się na wys ok 60 m i stracił kontrole nad ciałem i spadał a ja byłem w powietrzu ok 10 m od niego i byłem bezradny (bo nie umiem szybko jeszcze latać) wpadł do jeziora ale nic mu się nie stało. Obudziłem o godzinie 5 50 i wstałem o godz 6 10 do pracy:P
Dużo szczegółów pamiętam ale to tylko sen, nic kontrolowanego, ale bd zapisywał tutaj takie sny jak ten, ponieważ to uczucie... ... to nawet nie mogę opisać, bezcenne, pewnie dlatego je tak pamiętam.