Miałem LD'eka.Miałem strój i zdolności wojownika ninja. Byłem w jakimś miejscu wyłożonym kostką i stał tam taki wielki stary dom. Jacyś ludzie (jak z matrixa) się na mnie rzucili. Biłem się z nimi na dachu. Potem pojawił się jakiś pobity kardynał, którego miałem chyba bronić.Ktoś go przewrócił a on złapał się jedną ręką za krawędź dachu. Chciałem pomóc ale ktoś mnie pchnął i zleciałem, chwyciłem się drabiny. Widziałem że kardynał za chwilę spadnie więc puściłem się drabiny, przetoczyłem się w miejsce w które powinien spaść kardynał i złapałem go, a drugi ninja dokończył robotę na górze. Potem schowałem się za ścianą i zauważyłem że na parkingu stało pancerne audii.Zacząłem rozmawiać z kardynałem, ale nic nie pamiętam z tego dialogu. Potem rzuciłem granatem pod samochód, dupło i nic się nie stało. Widziałem kolesia z okularami przeciwsłonecznymi za kierownicą.Popatrzyłem sobie na plecy i zauważyłem katanę. "hmm czegoś mi tu brakuje" pomyślałem i dodałem sobie kałacha xD było już lepiej. Potem się krzątałem bez celu. Mam wrażenie że sen chciał się zmienić ale nie dawałem mu. Odzyskałem panowanie nad snem. Podbiegłem pod ten samochód i przewróciłem go na dach z pomocą mojego sprzymierzeńca i na dachu popchaliśmy go do środka tego domu i odpaliłem jakąś bombę, która zniszczyła cały dom i gruzy przygniotły ten samochód.
Chyba za długo gram w assassin's creed