|
|
I przypomniał mi się drugi sen, chyba starszy, ale nie wiem. Miałem trzy nowe wiadomości wiadomości od was, co mi się rzadko zdarza, a mój stary stwierdził że ta strona jest zła i żeby mnie wypłoszyć założył sobie konto Ojciec Basisty. Mniej więcej tyle, pomijając to uczucie strachu przed nieuniknionym. Zycie prześladuje mnie nawet w snach.
Dzisiaj śniła mi się dość długa historia. Zaczęło się od tego, że przyszedłem na grupę Pomostu i gdzieś wyszliśmy. Tam była jakaś jakby sucha łąka (nie sawanna) i tam pasały się gnu. Weszliśmy w jakiś tunel i doszliśmy gdzieś gdzie pewna dziewczyna usiłowała obebrać swoim zacofanym rodzicom coś, na czym mi też zależało, ale ją popierałem. Urządziła sobie pracownię w zegarze (to był taki stojący, wysoki zegar (a teraz właśnie mnie naszło, że "zegar" to dziwne słowo pochodzące zapewne z arabskiego), ale w miejscu tarczy było kwadratowe okienko do jakiegoś pokoju) i ten pokoik cały obwiesiła złotem. Potem jakiś facet jej szukał, patrzył w ten zegar, ale jej nie wypatrzył, bo schowała się pod biurkiem. Wróciliśmy przez tunel do gnu, zaatakowały nas a ja musałem ratować jakieś dziecko (bobasa) bo stał im na drodze. Usiedliśmy na trawie blisko siebie, a one tak hasały. Potem poszliśmy chyba do rodziców tej dziewczyny od zegara i na obiad zjedliśmy kolację. Wtedy się obudziłem. Przewija mi się jeszcze parę obrazów z tego snu, ale nie wiem, gdzie je wsadzić: Ta dziewczyna, w ładnej złotej sukience i targowisko (z lekka średniowieczne), być może równocześnie. Co ciekawe, cały ten sen śnił mi się w czasie mniejszym niż trzy godziny (od 1 do 4), normalnie śpię dłużej i mam krótsze sny.
Nie wiem co napisać, LD ciągle mi nie idzie, może zrobię tak jak trzeba i będę pisał co mi się śni. No więc dziś śniła mi się prezerwatywa (nie jestem zboczony, to z powodu tego co sądzę o czymś tam), wczoraj że matka czesze chomika a przedwczoraj, no myśl człowieku... Chuj, nie pamiętam.
|