Robilem dzisiaj 4+1 ale chyba zasnalem, na szczescie pobudka odbila sie na pozniejszym stanie swiadomosci.
Jestem sobie gdzies w okolicach mojego liceum. Ktos mnie wola i cos mowi z prawej, ale z przodu widze Draq'a we wlasnej osobie. Krzycze do niego i macham mu, zauwaza mnie po chwili i czeka az do niego podejde. Robimy niedzwiedzia... Draq mowi do mnie "Na zawsze?" nie wiedzialem za bardzo o co chodzi, ale jak takiemu obemaniakowi nie ufac "Na zawsze" odpowiedzialem. I co sie dzieje? Scalilismy sie swoimi cialami! Stalismy sie jednoscia! Wszystko dookola stanelo w miejscu: lecacy ptak, szum samochodow na ulicy. Cisza podkreslala to niespotykane zjawisko. Zaczelismy sie wznosic jakos samoistnie. Teraz nie wiem czy to byly obrazy czy bylismy w tych miejscach, moze lepiej tego nie kwestionowac. Widze morze, ogromne fale... wyduszam z siebie tylko "Łaaał!!!". Nastepna - pustynia, pozniej jakies miasto... zapadamy sie pod ziemie by za chwile wzbic sie i zobaczyc wulkaniczna lawe na niej (tak jakby poczatki Ziemi). Wszystkie te obrazy byly proste ale przytlaczajace swoim ogromem. Ostatnie co pamietam to jakis budynek w Krakowie zwiazany ze sztuka, gdzie ogladalismy pomieszczenia i obrazy w nich umieszczone. Teraz sprawdzilem w necie, ze w Krakowie mamy Muzeum Narodowe.
Nie wiem czy to byl rzeczywiscie Draq... nie bede niczego kwestionowal bo to bylo samo w sobie niesamowite, pierwsze moje takie doswiadczenie. Dodam, ze nie czulem mysli czy wspomnien Draq'a, bylismy tylko (az) jedna prosta malutka swiadomoscia.