|
|
Dzisiaj po południu zrobiłem sobie małą drzemkę (pierwszy raz spałem w dzień od dużego X czasu). Dziwi mnie to że w ogóle zasnąłem, bo mam z tym mały problem ale do rzeczy). Miałem ciekawy, bardzo psychodeliczny sen... Przez jego większą część byłem w pracy, a chwilowo także w pobliżu budynku gdzie pracuję. Sen nie był tak wyraźny (obraz) jak moje normalne sny, ale za to był niesamowicie intensywny jeśli chodzi o myśli i emocje. Nic nie trzymało się kupy - jedna sytuacja zmnieniała się w inną, kompletnie nie mającą z poprzednią nic wspólnego. Myśli były chaotyczne. Raczej brak myśli był chaotyczny jak kolwiek to zabrzmi ;) . Wszystko odbywało się w zajebiście przyspieszonym tępie - tak "myślałem", poruszałem się, odczuwałem emocje. Odczuwałem dezorientaje i tatalne stany lękowe. Całość odczuć przypominała BARDZO ciężkie schizy wywołane przez THC. W pewnym momencie odzyskałem świadomość i po paru sekundach się obudziłem... Przez conajmniej 30 minut po tym śnie bolał mnie łeb, byłem rozkojarzony i ogólnie rzecz biorąc nie mogłem dojść do siebie.
|