|
|
Od jakiegoś już czasu wykonuję sporadyczne TR. Wczoraj nie robiłem nic specjalnego przed zaśnięciem. Po prostu zasnąłem późno jak zwykle. Po dwóch godzinach przebudzenie - współlokatorzy zbierają się do pracy. Potem 3,5h dalszego spania. Budzi mnie telefon. Coś mi się śniło, ale stwierdziłem że spiszę później - no i zapomniałem co to było :/ . Idę spać dalej - kolejne 3,5h i dzwoni telefon. Jest 14:30. Myślę sobie: jak się opierdalać to się opierdalać, a poza tym jeszcze LD nie było. No i zasypiam na kolejne niecałe 90 minut. Chyba miałem kilka snów w jednej fazie REM, bo wszystko co jakiś czas ulegało zmianie (czas, miejsce, osoby). Pamiętam ostatnie dwa "sny": Śniło mi się, że próbuję zasnąć - leżę na swoim łóżku, ale przeszkadzają mi jacyś ludzie, którzy są w moim pokoju. Niektórzy coś ode mnie chcą. Już mi się udaję coś wizualizować, już prawie zasypiam, już zaczynam coś widzieć ze świadomością że to sen - już prawie wchodzę w LD, a tu nagle te osoby mnie budzą :/. Ale byłem wkurwiony. Szkoda, że nie skapnąłem się, że ja cały czas śnię... Potem chyba już drugi sen - pamiętam, że jadę do urzędu - nie mam samochodu, więc podjeżdża po mnie ojciec. Nie pamiętam skąd mnie odbiera. Dojeżdżamy do jakiegoś dużego budynku. To chyba kino. Wchodzimy i pytamy ludzi jak dojechać tam gdzie chcemy. Martwię się trochę, że chyba mi odbiło - myślę i postrzegam w dziwny sposób - "jak we śnie" :> . Ktoś odpowiedział w końcu, no więc ruszamy. W tym momencie odzyskałem świadomość. Wsiadłem za kółko i ruszyłem. Myślę sobie można się zabawić. Dałem wsteczny i przywaliłem w siatkę (ogrodzenie) za mną. Ogrodzenie opada na samochód. Trochę się przestraszyłem, gdy w niego uderzyło - zdarzenia gwałtowne niby we śnie powinny dziać się z oporem, lub w zwolnionym tempie, a siatka normalnie opadła na samochód, zostawiając nawet wgniecenie w jednym miejscu. No ale upewniłem się dość szybko że śnię, więc nie trzeba się martwić. Mniej więcej w tym momencie nadbiega mój ojciec i wsiada za kierownicę. Ja wsiadam do tyłu. Ojciec rusza i jedziemy dość szybko przez jakąś drogę. Nie wiem gdzie ta droga prowadzi, ale wiedziałem że znajdujemy się w Polsce. Potem otworzyłem tylne drzwi (te które jeszcze były), oparłem ręce o dach, nogi cały czas były tam gdzie powinny być w trakcie jazdy i sobie jadę. Myślę co by tu porobić... Wiem. Zobaczymy jak szybko biegam. Zeskoczyłem z samochodu i biegnę obok niego. Samochód jechał naprawdę szybko, ale bez problemu go doganiam. Zaglądam przez szybę kierowcy, aby spojrzeć na licznik, ale samochód przyśpiesza. Ja też przyśpieszam ale nie mogę go dogonić. Zaczyna padać lekki deszczyk. Czuję każdą kroplę spadającą na moje ciało. Wspaniałe i zarazem niewiarygodne uczucie - lekki chłodny deszcz w ciepłą noc w LD po prostu wygrywa. Uświadamiam sobie, że nie wiem gdzie jestem. Coś mi mówi, że jeśli przyśpieszę i dalej pobiegnę prosto, dobiegnę do swojej chaty, a że mam zamiar zrobić tam jakiś eksperyment (sprawdzić czy wszystko się zgadza), właśnie to robię. Biegnę bardzo szybko. Zaczynam czuć ruchy jakby w ciele fizycznym, odczuwam przyśpieszony puls i chyba nawet zmęczenie. Zwalniam aby się nie obudzić, lecz jest już za późno. Tracę obraz, po czym otwieram oczy. Sen był bardzo realistyczny (8,5/10) - nawet się zastanawiałem czy to na pewno sen. Świadomość również na dobrym poziomie (7/10). Czyli zła passa naprawdę została przerwana. Dwa LD w ciągu trzech dni to niezły wynik jak dla mnie. Pokuszę sie nawet o pewne spostrzeżenia: 1. Bardzo dobre LD wychodzą po ok 8 godzinach snu. 2. Nie należy biegać podczas LD - wystarczająco długi bieg czy to w przód, czy w tył, kończy się przebudzeniem (jeszcze do sprawdzenia). 3. Wikipedia kłamie ;] : "Istnieją pewne szczególne cechy, które występują w snach wszystkich ludzi. ... Zdarzenia, które normalnie dzieją się nagle (strzał z broni, włączenie światła, upadek), odbywają się z oporem, opóźnieniem lub nie mają związku z przyczyną."
| ||||||||||||||