|
|
No dobra, godzina 4 w nocy to kiepski czas na pisanie tej notki, ale i tak nie śpię, bo kilka godzin temu doznałam czegoś dziwnego. Zacznijmy od snu. Śniło mi się coś, że byłam na jakimś zlocie obenautów, i tam wybierano ,,najlepszego" obenauta z forum. Trochę się wkurzyłam bo miał zostać wybrany jakiś ktoś, kto wyszedł z dwa razy, a miał dostać takie wyróżnienie. Nie zależało mi na tej całej nagrodzie, ale wiedziałam że jest wielu bardziej doświadczonych obenautów. Ten sen był dziwny, bo był nieświadomy, budziłam się w nim na ok. 1 sekunde i zasypiałam. Potem sen się jakby przerwał (?) chyba, a ja obudziłam się w paraliżu. Na początku wgl. się nie bałam, bo paraliż miałam już 3 raz w życiu, nawet hipnagogów nie miałam. Czułam wibracje ale były dość liche. Zaczęłam się ruszać ciałem astralnym (chciałam fizycznym) i dopiero wtedy zrozumiałam że to jest paraliż, bo nie miałam duszności, ucisku na klatce, tylko się ruszać nie mogłam, i czułam jakby mi się oddzielało ciało astralne od fizycznego kiedy się tak ruszałam. Ale to trwało sekundę. Nie chciałam wyjść bo jak wiadomo trochę się bałam, bo mimo wszystko paraliż to paraliż. Wtem poczułam jak coś chwyta mnie za plecy, i zaczyna ciągnąć do góry. To coś nie robiło tego z ciałem fizycznym tylko astralnym. Zrozumiałam że chce mnie wyciągnąć z ciała. To tak trochę wyglądało jakby to coś oplątało mi ręce wokół pleców no i po prostu wyciągało. Na początku myślałam że moja dusza sama się ,,wyrywa" ale czułam totalnie czyjeś ręce. Poza tym podniosła mi się tylko klatka piersiowa i brzuch, gdy wyrywa się dusza/świadomość, to wydaje mi się że po prostu zaczynasz się unosić w całości od razu, a nie tylko brzuchem. Myślę sobie: może to opiekun? Ale po chwili przypomniało mi się że mi powiedział kiedyś że nie pomoże mi w wyjściu bo już sama umiem to robić. Bałam się ze jak to coś mnie wyciągnie to będzie chciało mi coś zrobić, albo że będzie jakiś straszny i wgl... Zaczęłam panikować, to działo się przez kilka sekund. Zaczęłam się wyrywać ciałem astralnym, ale zrozumiałam że tylko mu pomagam. Nie mógł tak jakby rąk i nóg oderwać, bo nie były do końca uśpione, ale o tym zaraz. Po chwili pomyślałam że muszę przejść myślami do ciała fizycznego i spróbować się poruszać. Bo słowa ,,nie nie nie, nie chce wychodzić, chce wrócić" które powtarzałam z 5 razy nic nie dawały. Raz nawet poprosiłam by to coś mnie puściło ale nie słuchało. Tym bardziej zwątpiłam w to iż jest to opiekun albo jakiś dobry byt. Udało mi się poruszyć ręką fizyczną która nie była uśpiona, tzn. nie była w paraliżu (nie wiem czemu, może dlatego że ten sen był płytki?), i mnie cofnęło do ciała. Gdy przestałam ruszać ręką to coś znowu zaczęło mnie wyciągać, tym razem szybciej i z większym ,,impetem". Ja znowu ruszałam ręką. Po chwili paraliż ustał a ta postać... zniknęła? No właśnie nie wiem, bo ja jej nie widziałam, nawet nic nie mówiła, tylko ją czułam. Próbowałam potem usnąć ale się bałam. Gdy już ten pierwszy strach minął nie mogłam usnąć, ale nie wiem czemu, po prostu nie mogę. Wiem tylko że jak usypiałam to czułam na sobie czyjeś łapy. Ale to samo było wczoraj wieczorem. Czasem tak mam, ale zawsze sobie tłumacze że to może opiekun. No właśnie, poprosiłam w myślach opiekuna by wygonił ten byt. Nie wiem czy zadziałało miejmy nadzieje że tak. Mieliście coś takiego, słyszeliście o czymś takim? Co to mogło być, co mogło się stać gdybym jednak z tego ciała wyszła i tak dalej?
|