|
|
Dziś miałam sporo LDków, chyba z 2 lub 3, ale większość z nich zużyłam na ,,bawienie się" w snach. Jeśli nie chcecie czytac jednego z LDków to omińcie poniższy długi fragment tekstu, i przejdźcie do OOBE. Może opowiem Wam ekstra sen zanim się przebudziłam: Śniło mi się że jestem takim jakby ochroniarzem królowej (wyglądała i zachowywała się troche jak królowa Elżbieta), wydaje mi się że w tym śnie miałam role mężczyzny ale pewności nie mam. Aż w zamku zaczęli zabijać ludzi, wszystko wskazywało na to że wkrótce zabiją tą królowe. Wgl. wszystko zaczęło się mieszać. Nagle tak jakby przenieśliśmy się fabułą kilka miesięcy później. Królowa, ja, i parę innych ludzi (jej doradców itp) zostało zamkniętych w takim wielkim budynku przez wroga. Wszędzie chodzili żołnierze i spr. czy nie chcemy uciec. Królowa jednak z jakiś powodów nie mogła tam zostać. Postanowiłam że poprowadzę ucieczkę. Wydostaliśmy się z cel, i nagle przybyli żołnierze. Nie miałam żadnego noża, broni nic. Tak więc głównie biłam i skręcałam karki lub dusiłam xD. Kule które mnie raniły bolały. Bo żołnierze oczywiście mieli karabiny, ale ja byłam jakby niezniszczalna. W normalnym życiu już dawno bym padła, a tutaj proszę :D. Za każdym razem gdy przez chwilę było pusto, po kilku sekundach przybywali nowi strażnicy. W końcu przybyła też inna organizacja, wyglądali trochę jak lekarze/podróżnicy. Też mieli karabiny i strzelali w nas. Udało mi się jednemu wziąć sztylet i dźgałam każdego na drodze xD. Wzięłam też jednego i był moją ,,żywą tarczą" przeciw żołnierzom. Uznaliśmy się wydostaniemy się przez okno. Rozbiliśmy szybę, tego gościa co był tarczą wywaliliśmy i ten umarł. Byliśmy na sporej wysokości, widziałam cały budynek, otoczony był drutem kolczastym, a za nim były lasy i jeziora. Zrozumiałam że to sen, i powiedziałam do królowej i całej reszty że mimo wszystko skaczemy, bo umiemy latać. Tak się stało, zaczęliśmy szybować, odczucia były piękne, czułam wiatr i to wszystko. Wylądowaliśmy gdzieś niedaleko lasu, szybowaliśmy sporo czasu. Uznaliśmy że musimy się cofnąć i iść drogą koło budynku bo prowadzi do miasta. Tak zrobiliśmy. Żołnierze nasz szukali ale nie po tej drodze gdzie my szliśmy. Uznaliśmy że pójdziemy do sklepu i coś kupimy do jedzenia a potem wylecimy do innych krajów. Przy zakupie jako iż byłam świadoma, spróbowałam kiwi, było nie dobre. I jakoś tak po wyjściu ze sklepu się obudziłam. TUTAJ OOBE: Zanim jednak to się stało, miałam OOBE. Miałam LDka, myślę sobie ,,chce wyjść z ciała" i wtem oczywiście ciemność i cała reszta atrakcji. Byłam tak jakby trochę śpiąca, i nie chciało mi się podnieść ciała astralnego (ach to lenistwo). Ale po chwili samo z siebie ciało zaczęło się podnosić. Ja w myślach ,,o jak miło, nie muszę sama wstawać". I nagle poczułam to coś, o czym mówił DS. Jakbym leciała przez tunel, ciemny, szybki. To chyba znaczy, że przechodziłam do innego wymiaru? Sam tunel nie był niczym strasznym, wiedziałam o czym świadczy. Spokojnie czekałam aż przelecę do samego końca. Na końcu poczułam tak jakby mocne wybicie w przód. Po czym wszystko się uspokoiło. Nadal niedostrojony wzrok. Postanowiłam że zacznę trzeć ręce o nogi, bo to najlepszy sposób na dostrojenie. Zaczęłam w tym czasie lekko otwierać astralne oczy. Po chwili byłam już bardzo dostrojona. Jednak z przejściem przez okno miałam problem, jakoś tak wydawało mi się być zbyt ,,twarde i realne" by przez nie przejść. Utknęłam jakby w środku niego. Pomyślałam ,,chce przejść przez okno", i tak się stało. :D Za oknem było mnóstwo ludzi, głównie facetów. Szybowali tak sobie i latali. Mi też wychodziło to z łatwością. Niektórzy byli na dole i szli normalnie, ale nie było dla nich dziwne że inni latają. Podleciałam do jednego chłopaka by zapytać, o co właściwie chodzi. Niestety odpowiedział mi dość nieświadomie. Podleciałam więc do drugiego który nieco przypominał chłopaka z poprzedniego OOBE. Ten odpowiadał już świadomie, co ciekawe wydaje mi się że jego ident był taki sam albo bardzo podobny. Chwyciłam się jego ręki, nie za bardzo pamiętam dlaczego, ale przeteleportowało nas. Byliśmy na takim jakby safari. Ogólnie taka wiocha w środku pustyni. Ktoś coś mówił że tu jest trochę niebezpiecznie. Ja się pytam czemu. Wskazał mi na bok. Spojrzałam, a tam gigantyczny lew (większy niż realny) w klatce, który ryczy. Wciąż był przy mnie ten chłopak. Potem mam taką stop klatkę, wiem że tam coś robiliśmy, spotkałam kogoś, ale do końca nie pamiętam o co chodziło. I dopiero po chwili odzyskałam świadomość. Jakiś koleś miał tego lwa na smyczy, i wszystkich nim straszył. Lew rzucał się na prawo i lewo, i był bardzo zdenerwowany. Na początku się przestraszyłam, ale potem trochę uspokoiłam, i ten lew jakby też zrobił się milszy. Nawet do mnie podszedł i go pogłaskałam (xD). Po chwili ktoś wziął geparda, z tym niestety poradzić sobie nie mogłam. Gdy się do niego odwracałam, on przybierał pozycję jakby się skradał i szedł za mną. Potem ktoś go opieprzył i przestał. I nagle, bardzo świadomie ,,pociągnęło " mnie do ciała. Pierwszy raz nie z uczucia zmęczenia, ale po prostu od tak :)
| ||||||||||||||