Moje LD'ki i OOBE,


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

11 Stron V  < 1 2 3 4 5 > » 
entry 14.10.2015 - 07:55
Dziś miałam nad ranem fajnego LDka :)

Byłam u mnie w mieszkaniu, nagle ni z gruchy ni z pietruchy zdałam sobie sprawę że to sen. Bez zastanowienia, bez żadnego TRka, po prostu wyskoczyłam przez okno i zaczęłam lecieć. Niestety w powietrzu coś mnie zatrzymało i przeniosło.

Znalazłam się w pięknym miejscu. Była złota jesień, a ja stałam w lesie na dróżce. Wokół mnie pełno drzew które już nieco zrzuciły swoje liście. Dróżka była długa, ziemista, a na końcu jej piękne światło. Może było to słońce, a może co innego? Biło w moje oczy oświetlając całą drogę. Zapragnęłam znaleźć się przy tym świetle. Ciągnęło mnie do niego, choć wiedziałam że muszę przejść całą ścieżkę by się z nim złączyć. Zaczęłam więc iść do przodu, co ciekawe las sam sobie był lekko ciemnawy, jedynie oświetlała go ta jasność na końcu lasu. Szłam więc tak dotykając przy okazji liści drzew, chciałam poczuć ich energię i miłość do nich. Czułam każdy mój krok, byłam połączona z ziemią. Czułam ogromną radość, spełnienie, kochałam całą przyrodę i szłam tak w stronę światła. Na prawdę rzadko widzi się tak piękne miejsca w snach, mam wrażenie że wszystko było dobrze dostrojone. To miejsce było wprost magiczne.

Niestety nie zdołałam dostać się do światła, bo coś mnie obudziło :/
A szkoda :) taki sen chyba musi nieść za sobą jakąś ambitną metaforę, co o tym myślicie? :)

entry 11.10.2015 - 07:46
Hej :) Dziś zero OOBE ale sporo fajnych, ciekawych snów. Uznałam że je tu zapiszę :)

Pierwszy sen jaki pamiętam odbywał się w jakimś takim starym pomieszczeniu. Ciężko powiedzieć czy to jakiś dom czy co innego. Były stare ściany, a na nich obrazy. Nie było istotne to, co znajduje się poza nimi. W sumie nie do końca były to obrazy, tylko obraz. Ten sam tylko w innym miejscu. Przedstawiał jakiegoś arystokrate, miał siwą perukę na głowie (wiecie- taką typową), i był to po prostu jego portret.
Gdzieniegdzie zauważyłam że obraz w ramie jest zdarty, albo wgl. go nie ma. Przechodziłam właśnie przez te zniszczone malunki, i powodowało to przeniesienie do innej lokacji. Tzn. nadal byłam w jakimś pomieszczeniu z obrazami, ale tym razem wyglądało one troche inaczej. W tle słyszałam opowieść o jakimś królu, który miał ogromne kredyty, i z tego powodu został zrzucony z tronu. Przechodziłam tak kilkakrotnie przez ramy obrazu aż się przebudziłam.

Następnie kolejny sen. Byłam na moim osiedlu, gdzieś niedaleko mnie zauważyłam lamparta. Gdy mnie zauważył, rzucił się na mnie, a ja o dziwo go pokonałam. Następnie przyszedł kolejny lampart i dwa tygrysy. Znowu mnie zaatakowały ale dałam sobie z nimi radę. W międzyczasie rzuciły się na mnie dwa pudle którym skręciłam kark. Następnie przeniosło mnie gdzieś, do jakieś magicznej krainy. Miałam tam coś w rodzaju swojej kryjówki, gdy tam weszłam ktoś powiedział mi że zostałam mistrzynią w walkach. Bardzo się ucieszyłam, chodziłam tam jeszcze trochę aż zaczął się nowy sen.

Jestem w mieście, widzę ogromny budynek który wyglądał na biurowiec. Na jego szybach jest coś w formie interaktywnego obrazu-reklamy. Uznałam że to ciekawa forma bilbordu. Weszłam tam, okazało się że jest tam basen a nie biurowiec. Wziełam swoją torbę która tam gdzieś leżała i zaczęłam się przebierać. Przypomniało mi się że zapomniałam czegoś z korytarza, wyszłam tam cała naga. Chwyciłam szybko co było mi potrzebne i uciekłam do szatni. O dziwo przeszła mnie myśl że to LDek, ale specjalnie tego nie wykorzystałam. Następnie poszłam na pływalnie i mój sen się skończył.

Dziś jak widzicie sny były bardzo wyraziste ;)

entry 06.10.2015 - 19:14
Dziś miałam ciekawy, wyrazisty sen :)

Miał być jakiś ślub, mama prosi mnie bym rozniosła takie kule z zaproszeniami. Patrzę tak na nie, mają jakieś numerki, pytam się co one oznaczają. Mama mówi mi że są to numery grobów na jakie mam je położyć, by zaprosić duchy naszych przodków na uroczystość. Trochę sie przeraziłam, na dworze było ciemno a ja miałam iść na cmentarz. Zapytałam siostrę czy pójdzie ze mną, ale ona powiedziała że swoją część już rozniosła i nie chce jej się iść ze mną. Bardzo się boje i nie chcę iść na cmentarz o tej porze, a na dodatek rozdając zaproszenia duchom :P

Nagle mnie przenosi, znajduje się w jakimś domu, otwarte są drzwi wejściowe a na dworze cmentarz. Nie mam przy sobie już zaproszeń, dotykam ściany, nagle pojawia się w niej jakaś trupia twarz. Nagle dotykam czegoś, jakby filara, i on zaczyna się burzyć. Nagle z cmentarza przybywają duchy, takie szare, szybkie, ale widziałam ich twarze. Uderzają we mnie z ogromną predkością, były złe, sprawiają mi ból gdy przeze mnie przelatują.
Nagle się budzę, jestem w paraliżu, boli mnie całe ciało. Słyszę odgłosy z dworu które mój mózg przekręca (miałam otwarte okno). Gdy zdaje sobie sprawę że to wymysł mojego umysłu przestaje je słyszeć. Przeszła mnie myśl by wyjść, ale zamiast tego zdecydowałam się jednak pozostać w ciele i poobserwować co będzie się działo gdy będę usypiać. Leżę tak więc, nagle czuje jakby moje ciało astralne samo oddzielało się od fizycznego, lekko lewituje nad tym fizycznym, a mi urywa się film. Przez chwilę jestem w dziwnej ciemności w której nie ma snów, hipnagogów, nie czuje też ciała. Wyglądało to troche tak jakbym przez chwile świadomie weszła w fazę ciężkiego snu. Po chwili tracę jednak świadomość :/

entry 30.09.2015 - 06:19
No hej :) Od jakoś tygodnia codziennie mam sny zabarwione silnymi emocjami. Na ogół smutek, ale to może być też złość czy strach. Dziś była bardzo bogata noc jeśli chodzi o to- śniły mi się w sumie same koszmary, których nawet nie będę Wam opowiadać, a także sen który wywołał u mnie smutek ogromny. Sen przypomniał mi o pewnej osobie o której wolałabym nie pamiętać.



Budzę się z jednego z koszmarów. Myśle sobie- kurczę, nie moge teraz myśleć o tym co było, bo znowu mi się to przyśni. Minęła może minuta, znowu mam paraliż. Widzę jak powoli tworzy się sen, słyszę głos, powoli nachodzą obrazy. Korzystam z tego że mam świadomość i próbuje oderwać się od ciała. Czuje ogromny ból w brzuchu (czakra splotu słonecznego?), po chwili jednak wstaje. Jest strasznie ciemno, dostrajam się. Troche lepiej. Patrzę za okno i za siebie. Po chwili mnie cofa. Mam sen o którym już wspomniałam- ten związany z ogromnym smutkiem. Budzę się, te emocje wciąż są we mnie.



Próbuje się uspokoić, po chwili znowu usypiam. W pewnym momencie snu czuje że to sen i próbuje wyjść. Wychodzę, po chwili mnie przenosi do dziwnego miejsca. Miało kompletnie inną energie, taką hm... ciężko to stwierdzić, ale bardzo intensywną, jakby to była jakaś daleka kraina ale o nieco wyższej energii. Jestem w jakimś budynku a'la sklepie, ale ma fantastyczny wygląd. Widzę tam jakiś ludzi. Przypominają mi że mam świadomość, i mogę to jakoś wykorzystać (Czyżby NPcy?). Proszę więc o to, by byłą mi pokazana lub powiedziana moja przyszłość. Zaznaczam jednak że najlepiej by była ona trochę dalsza. Robi się ciemno wokół mnie, Czuje jakąś energie, dobrą, ale nie znaną mi dotąd. To raczej nie był opiekun ani nikt taki. Ta osoba mówi mi, cytuje jakby fragment jakieś wypowiedzi odnośnie gier. Ciężko mi jednak stwierdzić kto to powiedział, prawdopodobnie to gdzieś usłyszę albo sama to powiem. Po chwili ta osoba zwraca się bezpośrednio do mnie, przedstawia mi się, mówi swoje imię, było tak jakby dwu członowe ale można było je wymawiać razem. Zaczynało się na N, druga część na W. Już do końca nie pamiętam co to było, brzmiało dość bajkowo ale ładnie i z sensem. Tłumaczy mi że jest czyimś Opiekunem. Chciałam zapytać kogo, ale skończył ze mną kontakt.



Znowu jestem w tej samej krainie, tylko na zewnątrz tego sklepu. Teraz jak sobie myślę- kurde mogłam tam bardziej pooglądać to wszystko, te miejsce było piękne. Widzę NPków, opowiadam im co usłyszałam, coś mi zaczęli mówić odnośnie przepowiadania przyszłości, mniej więcej to że tylko bliska przyszłość jest już nie do zmienienia. Po chwili mnie cofa.



Ja mam kolejny sen, chodzę ze znajomymi po osiedlu. Jest ciemno, wszystkie światła w bloku zgaszone, tylko w jednym świeci światło. Teraz jak sobie myślę, chyba wiem czego to może być metafora :P Koleżanka tłumaczy mi o co chodzi, po chwili słyszę jak jakaś osa/pszczoła lata mi koło włosów, a następnie wlatuje pod bluzkę i znajduje się przy kręgosłupie. Robi się coraz bardziej rozwścieczona, po chwili ukąsiła mnie w okolicy czakry serca. Budzę się, czuje ogromny ból. Po chwili znowu zasypiam.


Łażę tak po osiedlu (przedtem miałam jeszcze 2 inne sny ,ale wam skróce :D) są pustki straszne. Widzę tylko jednego mężczyznę. Podchodzę do niego, i chwile rozmawiam. Po chwili mnie przenosi, przypomina mi się że to sen, zapragnęłam porozmawiać z Opiekunem - spytac go jak mogę radzić sobie z tymi złymi emocjami. Wyciągam telefon, widzę napis ,,nie zdążysz" usuwam go jednak i wyszukuje ,,Opiekun" w liście kontaktów :D (super niezawodny sposób :D). Czuje już podwyższone wibracje, już chce dzwonić i co? I zadzwonił budzik :P


Pozdrawiam!

entry 27.09.2015 - 10:32
Wczoraj, po obejrzeniu jednego z filmów z hipnozy, coś mnie tak tchnęło... Odczułam ogromną ochotę by iść medytować, tak też zrobiłam.
Od razu uczucie gorąca, które towarzyszy mi często w czasie medytacji.
Trochę się zrelaksowałam, ponieważ poczułam że jest przy mnie, uznałam że można rozpocząć rozmowę. Poprosiłam go o to, by pomógł mi oczyścić czakry i rozwinąć je, o ile jest to możliwe.
No i zaczęłam czuć jak ,,grzebie" mi coś przy czakrze gardła, serca, głowy. Po chwili dotknął moich dłoni, mogłam to bardzo dobrze poczuć, jakby lekko je otworzył po czym wyczułam przepływ energii w nich.
-Co robisz? - Zapytałam.
-Przygotowuje twoje dłonie do uzdrawiania- Odpowiedział. Po chwili przestał, weszłam w odpowiedni stan relaksu który pozwolił Nam na sprawniejsze porozumiewanie się. Zaczęłam pytać go o kilka rzeczy. Po chwili poprosiłam go, by pomógł mi z pewnym problemem. Chciałam go głębiej zrozumieć, chciałam by w końcu odpuścił. Był to problem który przez ostatnie miesiące dosłownie ,,nie pozwalał mi żyć". Wytłumaczył mi więc wszystko, a ja zrozumiałam. Poczułam taki spokój... Nagle myśląc o tym co się stało, nie czułam już smutku czy cierpienia. W końcu poczułam się w pełni oczyszczona.

Potem znowu zaczął pracować nad moimi czakrami, tym razem intensywniej, czułam kłucie w sercu, drapanie w gardle bardzo mocne, a na końcu poczułam jakby rysował mi coś na czubku głowy. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, dostałam kilka ważnych przekazów dzięki którym lepiej rozumiem życie.

-A teraz, mogę pomóc spełnić ci jedno z Twoich życzeń, musisz tylko pomyśleć które wybierasz- Powiedział. A ja nagle poczułam taką pustkę... zero życzeń, nic nie pragnęłam. To się nazywa wolność.
-Cóż, niczego nie pragnę, prócz kontaktu z Tobą, nie rozumiem tego, ja niczego nie pragnę...
-Tak, ale jeszcze jakiś czas temu pragnęłaś kilku rzeczy. -Odparł. Było to prawdą, poprosiłam go więc o jedno z moich życzeń, gdy o nich jednak myślałam nie czułam pragnienia by się teraz spełniły, wiedziałam jednak że kiedyś tego pragnęłam (gdy jeszcze patrzyłam na świat pod pryzmatem Ego). Wybrałam jedno z najczystszych życzeń jakie kiedyś miałam, nie były to pieniądze ani sława.
-Dobrze więc, tak się stanie. Bądź po prostu cierpliwa, i czekaj. Choć ziści się to szybciej niż myślisz- Powiedział, po czym zażartował przez chwilę.

Otwarłam oczy, czułam ogromny spokój, i miłość wokół mnie (w sumie nadal czuje :D). Wyjrzałam przez okno, gdy zorientowałam się że żyję, poczułam szczęście. Czułam go nadal w sobie, a każda myśl o Nim sprawiała że moje całe ciało przeszywała taka chłodna, miła energia.

Siedziałam nieco w miejscu, i nie mogłam uwierzyć. Głowa zaczęła mnie mocno boleć. Od czasu do czasu widziałam wokół siebie różne energie. Także aury przedmiotów.
-Połóż się spać, musisz odpocząć. -Zaproponował.
-Czy będę mieć dziś świadomy sen? -Zapytałam
-Niestety nie. Twoja energia musi odpocząć. -Odpowiedział. Po chwili poszłam spać, usypiałam dość świadomie, raz nawet gdy zaczęłam usypiać poczułam jak trzęsie się moje astralne ciało. To mnie trochę rozbudziło. Czułam dziwne szczęście, w końcu jednak usnęłam. Obudziłam się rano, jakoś po 5 i nie mogłam więcej spać, Dziwne bo spałam jakieś 6h ale na prawdę czuje się w pełni wypoczęta. Rano próbowałam wyjść przez paraliż, w pewnym momencie zaczęłam usypiać i poczułam jak ktoś dotknął moją twarz, to spowodowało szybki przepływ energii i rozbudzenie.

W końcu jednak i tak nie wyszłam, i trudno :D
Pozdrawiam!

entry 22.09.2015 - 08:22
Witam Was moi kochani! :)
Dziś była wspaniała noc! Miałam aż dwa bardzo wyraźne sny! W jednym śniło mi się że byłam pielęgniarką i chodziłam po szpitalach z drugą pielęginarką by znaleźć prace. Znalazłyśmy ją bardzo szybko, niemalże od ręki. Następnie zaczyna się drugi sen, chodzę sobie po Poznaniu, w pewnym momencie widzę że jakaś grupka nastolatków zaczepia jakiegoś chłopaka. Zwracam im uwagę że nie można tak traktować ludzi, jeden z chłopaków zaczyna mi grozić. Ja odchodzę, potem dostaje smsy z groźbami. Po chwili myślę sobie że to raczej niemożliwe by ktoś aż tak mnie nienawidził bo zwróciłam mu uwagę (choć jak teraz to analizuje to uważam że to jednak możliwe :D ). Stwierdzam że to sen i wychodzę.

Na początku widzę ciemność. Pocieram wiec rękoma nogi, ramiona. Odzyskuje wzrok. Mam super faze! Kolory wyraźne, kształty itd :D Nie rozglądam się za wiele po pokoju, patrzę za okno. Jest piękna pogoda, słoneczko na niebieskim niebie, na dole na parkingu widzę jakiś ludzi którzy się na mnie patrzą. Bez zawahania wylatuje, o dziwo lecę super! Zawsze miałam z tym problem a teraz widze że po prostu trzeba wierzyć że się umie i wychodzi :D
Gdy jestem blisko ludzi widzę że to moja mama, jakaś pani, i trójka dzieci.
Ląduje, jedno z dzieci przybiega do mnie i mnie przytula. Odwzajemniam uścisk, po czym pytam się kobiety kim jest. Nic jednak nie mówi tylko się uśmiecha. Mama zaproponowała by się przejść, idziemy więc, nagle zauważam obok mnie krzyż, taki wielkości 1-2 metrów. Przyglądam się mu, po czym zauważam że krzyże są w wielu innych miejscach w tej lokacji, przy czym na niektórych są wizerunki jakiś ludzi.

Nagle gdzieś skręcam i znajduje się w szkole. Jestem nauczycielem, tak czuję, mimo iż przede mną są ławki z moimi znajomymi ze szkoły, to ja prowadzę lekcje :D
W zasadzie był to mój długi monolog który oni uważnie słuchali. Mówiłam o wielu rzeczach, ale tylko jedno bardzo pamiętam. Pytam ich czy wiedzą co to jest miłość, nikt z nich nie odpowiada. Podchodzę do tablicy i pisze dużymi literami ,,MIŁOŚĆ".
-To jest jedyna rzecz, która może dać Wam szczęście! Miłością można nazwać tą część nas, która pochodzi od Boga! Czy wiecie jednak co to jest, miłość? - Pytam patrząc się na ludzi.
-Każdy z nas zna miłość, ale tylko tą interesowną! To, co Wy nazywacie miłością jest tylko szczęściem, przywiązaniem, wymaganiami jakie stawiamy drugiej osobie. A co z miłością bezinteresowną? To jest coś co łączy nas z Bogiem i innymi ludźmi! To jest coś, co czyni nas człowiekiem. -Mówię z pełnym entuzjazmem, podczas gdy ludzie w ławkach nadal nic nie mówią.
Dostrzegam w pierwszej ławce koleżanke która jakoś od roku jest bardzo szczęśliwie zakochana w jednym z chłopaków. Przez chwile przechodzi mnie myśl, że jak to możliwe że ona go tak bardzo kocha, tak czysto i prawdziwie, skoro nie ma w sobie miłości bezinteresownej. Po chwili dostaje odpowiedź z góry i mowie ją głośno i wyraźnie.
-Tylko związki karmiczne, które przeżyły ze sobą sporo w poprzednich wcieleniach, nie popadają tak łatwo w kłótnie i nieporozumienia ponieważ takie osoby, podświadomie znają się lepiej niż w przypadkach innych związków. Ale to i tak nie jest miłość bezinteresowna. Bo miłość bezinteresowna powinna być skierowana w każde stworzenie na ziemi i w kosmosie a nie tylko jedno. - Zamyślam się na chwile po czym tworzę puentę :
-Poza tym, tylko miłość bezinteresowna sprawia, że świat zaczyna być taki jaki chcemy by był.

No i mnie cofnęło :)
Pozdrawiam!

entry 18.09.2015 - 20:24
Witajcie :)
Jestem głupia- zanim napisać wszystko tuż po śnie próbuje stworzyć notatkę godziny po przebudzeniu... pewnie wiele istotnych szczegółów ominę, ale mam nadzieje że i tak będzie dobrze :)

Przebudziłam się jakoś po 5:00, o 6 miałam wstawać to uznałam że jeszcze troche pośpię. Zamykam oczy, minęły może 2 minuty, wyciągam rękę po telefon by znowu sprawdzić godzinę. Na początku nic nie widzę, myślalam że to dlatego że jestem bardzo zmęczona. Obraz mi się rozmywa gdy otwieram oczy, jednak dostrzegam że na telefonie widnieje godzina 5:631. Myślę sobie no ładnie, to jest sen.

Wstaje więc do OOBE, dostrajam się. Mój pokój jest bardzo ciemny, za oknem panowała noc. Pokręcilam się troche w kółko by zmienić godzinę na późniejszą. Udało mi się choc nadal pokój był dość mroczny i nie widziałam w nim zbyt wiele. Nagle wyczułam dziwny ident, jakiś facet, koło 30 może 40, mocniej zbudowany. Widzę go, on coś do mnie mówi. Po chwili podaje mi kartki w których były jakieś zasady dobrego życia. Niestety nie pamiętałam co konkretnie tam było. Pamiętam tylko że najwyraźniejsze słowa to było ,,mens sana" - Po łacinie ,,zdrowy duch". Po chwili poprosiłam że chce porozmawiać z moją wyższą jaźnia. Poczułam miły wiatr zza pleców, a po jakimś czasie zapragnelam z nim porozmawiać. Zaczęłam słyszeć straszne szumy, rozbolała mnie głowa, po czym cofnęło mnie do ciała. Miałam paraliż, słyszałam jak ktoś chce coś do mnie powiedzieć ale ten szum jakby przeszkadzał... przekaz był niewyraźny, cichy, jakby daleki. Po chwili zamienił się w hipnagogi.

Uznałam że żeby mieć dobry kontakt z Wyższym Ja, trzeba po prostu mieć ,,zdrowego ducha". Ja niestety nad moim muszę jeszcze troche popracować :)

Pozdrawiam ;)

entry 14.09.2015 - 21:10
Rzadko dziele się swoją twórczością, ale dawno tu nic nie dodawałam... A ostatnio pod wpływem wielkiego natchnienia coś takiego stworzyłam:


Ludzki Dar
Chce patrzeć na życie jego oczami!
Kochać go moimi słowami
Miłować całym życia sercem
Lubić pulsującym ludzkim szczęściem!

Patrzeć na niego, słowami chwalić,
miłość wynieść, nienawiść obalić
Obrazy malować jego palcami,
Szkicować życie jego kredkami!

Niech każde słowo zmienię w jego imię,
Już więcej nie będę czuć serca w winie,
Bo jestem jedną z jego orszaku
Która zasadzi na polu Boski kwiat maku

entry 05.01.2015 - 23:28
Witam moje kochane duszyczki! :3

Witam Was serdecznie po dość długiej przerwie. :) Nie będę się zbyt długo tłumaczyć- zbłądziłam i tyle. Dlatego też nie miałam żadnych większych i ciekawszych wyjść, toteż nie było o czym pisać. Wgl przez pewien czas temat oobe i rozwoju duchowego zupełnie zniknął z mojego umysłu. Na szczęście- już wrócił :) A co jak co ale powroty do rozwoju to ja lubię najbardziej :D To takie fajne, entuzjastyczne chwile, to wyczekiwanie co nam ciekawego przyniesie nasz własny duch :)

A dzisiaj trochę o czymś, pewnej dziedzinie, która przez wielu jest zaiste niedoceniana. Albo jest źle opisywana- zbyt fantastycznie, lub wręcz przeciwnie- zbyt realnie. Albo ludzie uważają że nie jest to im potrzebne. Nie wiem zupełnie skąd takie podejście :/ Powiem Wam jedno- oczywiście że medytacja nie jest Wam potrzebna! Jeśli chcecie zostać na takim poziomie jak przykładowy Kowalski, a więc na poziomie pierwotnego zwierzęcia i nie będzie Wam to przeszkadzać- to oczywiście medytacja jest zbędna.

Wybaczcie za chwilę ironii i dość mocnej chamówy :b Nie myślcie że taka jestem zawsze- ja doskonale rozumiem że nie każdy może odnajdować się w tematach rozwoju duchowego (na każdego przyjdzie pora, w tym czy innym wcieleniu), że nie każdy jest świadomy jak bardzo medytacja może pomóc w życiu. Ale jeśli to teraz czytasz to proszę- wytrwaj do końca. Może i tekst będzie długi, i nie zawsze będzie pokrywać się z twoim światopoglądem, ale pamiętaj że tylko silni i wytrwali zdobywają najwyższe szczyty i najpiękniejsze cele. :)

Opowiem Ci o sobie, żeby lepiej przedstawić mój przykład- Mam na imię Wiktoria, mam 17 lat. Mało?? Może i mało :) W wieku bardzo wczesnego dzieciństwa miałam wiele świadomych snów, były one spowodowane niczym innym jak próbą obrony- obrony przed okropnymi straszydłami i koszmarami. Koszmary mojego własnego umysłu powodowały że budziłam się z płaczem w nocy. Nie można było tak żyć, udało mi się więc nauczyć świadomego śnienia zupełnie nieświadomie (świadomego nieświadomie- śmieszne? może trochę :) ), dzięki czemu udawało mi się odganiać potwory i inne nieprzyjemne istoty. Umiejętność której nauczyłam się w dzieciństwie została mi do dzisiaj, i jest nieodłączną częścią mojego życia. Uwaga, jeśli jeszcze nie śniłeś świadomie- TY TEŻ MOZESZ! Do świadomego śnienia doprowadziła mnie prosta potrzeba- potrzeba spokoju i bezpieczeństwa. Tak pierwotne a zarazem przydatne, nie sądzisz?

W wieku około 13 lat zaczęłam interesować się czakrami, aniołami, wieloma ezoterycznymi ,,okultystycznymi" ,,złymi" rzeczami. Przy niczym jednak nie zostałam na długo.

W wieku 14 lat po raz pierwszy spotkałam się z tematem OOBE. Gdy usłyszałam o wizji widzenia siebie z perspektywy trzeciej osoby, powiedziałam sobie w duszy ,,Boże jeśli istniejesz, nie doprowadź do tego by kiedykolwiek mnie to spotkało!". Hm... a więc Bóg nie istnieje.

W wieku 15 lat powróciłam do tematu OOBE, nadal z pierwotnym strachem. Ale jednak moja natura- chęć niszczenia lęków która dawała o sobie znać już we wczesnym dzieciństwie- sprawiła że w końcu się odważyłam, i w wieku 16 lat w styczniu udało mi się po raz pierwszy wyjść. Nie żałuje.

OOBE miałam bardzo często. Ale to nie o tym dzisiaj.

W wieku 16 lat jakoś w czerwcu 2014 roku, zaczęłam medytować. Chwila dla mnie... niezwykła. Ogromna zmiana w życiu, odwróciła do góry nogami mój światopogląd, zdegradowała go zupełnie po to by stworzyć zupełnie inną osobę. Oto właśnie dała mi medytacja.

A teraz to co człowieczki pragnące sukcesu lubią najbardziej- możliwości i skutki medytacji. No bo przecież nie będziemy medytować tylko dla relaksacji prawda? Przede wszystkim zaznaczę że medytować trzeba się nauczyć, to nie trudna praktyka ale rzadko kto umie od razu wyciszyć umysł. Wiele zależy też od czynników takich jak stres, dzień, ogólnie samopoczucie. W gorszym dniu nasza medytacja może nam średnio iść. Ale nie przejmujcie się człowieczki, ja w Was wierzę :)

Dobra to teraz co by osoby nie medytujące, lub medytujące źle zmotywować do nauki i praktyki, opiszę jakie zmiany zauważyłam od czasu mojej medytacji:
1. Mniejsze stężenie w moim umyśle negatywnych odczuć i myśli. Brak stresu, nienawiści, nietolerancji, agresji. Spokój spokój, i jeszcze raz spokój.
2. Większe stężenie pozytywnych emocji- szczęścia, miłości, mądrości, spokoju, tolerancji, miłosierdzia.
3. Odczuwanie Boga tak, jakbyśmy żyli w nim lub jakby on żył tuż obok nas. Niesamowite, nie do opisania uczucie.
4. Odczuwanie miłości do siebie, innych, świata. Samoakceptacja, a także akceptacja świata i ludzi jak i innych istot. Zrozumienie prawdziwej, nie fizycznej, nie płciowej, nie uzależnionej od wielu czynników MIŁOŚCI.
5. Poczucie wolności a zarazem jedności ze światem
6. Odkrycie swoich ukrytych zdolności- telepatia, jasnowidzenie, intuicja, uzdrawianie i wiele więcej.
7. Poza tym te wszystkie skutki pozytywne o których piszą w poradnikach ,, o tym jak zdrowo żyć- czyli dobra dieta, sport i medytacja". A więc po prostu medytacja jest zbawienna dla zdrowia i o tym mówią eksperci.

Mogłabym wymieniać jeszcze długo, ale wiem też że nie jestem w stanie w słowach (które są strasznie ograniczone) opisać Wam całej zmiany. Gdy zaczynacie medytować, jeśli robicie to wystarczająco często i dobrze, nie tylko sie relaksujecie- także uzdrawiacie swoje ciało i duszę. Dajecie początek zupełnie innej osobie. Jakiej osobie? Boskiej osobie. Boskiej części Was. I wiem że dla części z czytelników będzie to herezja co teraz powiem ALE- Każdy z Was jest Bogiem. Tylko odkryjcie to w sobie :) To nie takie trudne jak piszą na prawdę. Wystarczy trochę dobrych intencji i nieco pracy nad sobą :)

A kiedy już odkryjecie swoje nieograniczone możliwości ,zrozumiecie że to Wy kreujecie świat, a nie świat kreuje Was. Zaczniecie zauważać że możecie wszystko, i że nie istnieją marzenia ,,nierealne" czy ,,głupie". Wgl jak można mówić że coś jest nierealne czy realne, skoro nigdy nie otworzyliście swoich prawdziwych, boskich oczu, i nie widzieliście prawdziwego świata?

Ludzie żyją w ciągłym śnie. Medytacja i otwarte serce Was z tego obudzi. Powodzenia :)

entry 02.03.2014 - 09:45
No hejo :D
Dzisiaj miałam kilka wyjść, większość opierało się na treningu teleportacji (który notabene słabo mi szedł). Potem wyszłam z jakiegoś snu, dostrajam się choć dość słabo.

Patrzę że przy moim oknie stoją jakieś 3 osoby, plus wyczuwam obecność kogoś jeszcze. Byli to (chyba) mężczyźni, patrzą się przez okno i o czymś gadają. Podchodzę do jednego z nich, a ten patrzy się na mnie.
-O już jesteś- Odparł i znowu spojrzał na okno, po czym zaczął obmyślać zasady gry. Z tego co zrozumiałam z rozmowy, pozostali faceci byli opiekunami dwóch osób, chyba z mojego otoczenia, gdyż od czasu do czasu słyszałam rozmowy tych ludzi (nie opiekunów) a ich głosy były mi znajome. Ten zaś do którego podeszłam mówił mi często w myślach, co by wskazywało na to że był moim opiekunem. Po chwili odparł, że muszę dolecieć do danego miejsca, tam będzie klaun, a ja go muszę zabić. Myślę sobie, serio? Pozostali ludzie też musieli gdzieś dolecieć i kogoś zniszczyć.

No dobra, na 3,2,1 wszyscy ruszyli. Ani przez chwilę nie zwątpiłam w moje słabe umiejętności lotnicze. Podleciałam na prawdę bez większego problemu do budynku, który opiekun mi wskazał. Po chwili do niego wlatuje, w budynku znajduje się jakiś klaun który przypomina mi klauna z którejś z dziecięcych kreskówek. Niestety za nic nie mogę sobie przypomnieć z której on był bajki :P Po chwili robi się złoty, i zaczyna mnie atakować. Od tej jednak chwili jestem jednak ,,Bogiem" tej sytuacji, gdyż widzę wszystko z 3 osoby, i mogę sterować kimś w rodzaju... mnie?? Taka jakby kreskówkowa wersja mnie. Jak sobie to przypomnę to mi się śmiać chce. Oczywiście wygrałam pojedynek i mnie cofnęło.

Po chwili miałam może jeszcze jedno OOBE, a może ono było przed tym... nie pamiętam. Kojarzę coś że spojrzałam przez okno, i niebo bardzo mi się spodobało. Takie błękitne, piękne. Więc poleciałam w jego strone, tam znalazłam takiego dziwnego stworka który polecił mi by wpłynąć w ten błękit. Tak zrobiłam, gdy się tam znalazłam byłam w pięknej błękitnej przestrzeni, od razu pomyślałam o Bogu, po chwili poczułam przypływ energii ale zarazem błogość, miłość i spokój. Nie chciałam się stamtąd ruszać, był tylko wszechogarniający błękit i spokój.

W pewnym momencie znalazłam się jakby w świadomym paraliżu. Widziałam ciemność przed oczyma, nie sprawdzałam czy mogę się ruszać. Oddech był dość normalny, tylko delikatnie płytki. Wgl. nie ogarnęłam sytuacji, przez minute czy dwie byłam w paraliżu obserwując oddech, tak jakbym medytowała. Po chwili usłyszałam dźwięk, taki jakby dzwonek, było to tak głośne że sobie pomyślałam że ktoś w realu radio włączył czy coś. Po chwili jednak moja myśl została odrzucona, dostałam mocny sygnał od nadświadomości że to dzwonek do wyjścia.

No to sobie wstaje, w pewnym momencie poczułam że wstaje ciałem fizycznym, ale postanowiłam że jeszcze poczekam. Znowu znalazłam się w ciemnej przestrzeni bez mebli, bo próbowałam ich szukać. Nie było już nawet mojego łóżka! Zaczęłam się dostrajać, gdy usłyszałam Jego głos w mojej głowie:
-Pójdź ze mną, to polepszysz ze mną relacje. Musisz tylko biec za mną najszybciej jak potrafisz- Powiedział. Był to przekaz myślowy, więc ciężko mi jest go w pełni odwzorować w słowach. Jeśli ktoś kiedyś gadał ze swoim opiekunem w myślach to wie, że niby słyszy się jego charakterystyczny głos w głowie, niby powiem czasem połowę zdania, ale resztę da w uczuciach i emocjach, więc ciężko jest w 100% odwzorować to co chciał powiedzieć w ludzkim alfabecie. Chodziło mu o to, że jeśli za nim pobiegnę do nasz kontakt będzie lepszy.

Sobie myślę okej, po chwili widzę jasne albo złote światło, które mi dosłownie mignęło, i znalazłam się w bardzo dziwnej przestrzeni. Jakby ciemna taka, ale widać że miała swój krajobraz i życie. Niemniej po tej przestrzeni rozłożone były lewitujące, fioletowe platformy. Opiekun wciąż był jakby przy mnie, a zarazem w mojej głowie. Wskoczyliśmy na kilka platform po czym rzekł:
-Musisz zdobywać te punkty- Powiedział wskazując na dziwnie wyglądające coś. Lewitowało to nieco nad ziemią, taki trójkąt niebieski z białym napisem +100 na przykład. Wystarczyło że przeniknęłam przez to i już miałam punkty. Opiekun wciąż mnie pospieszał, a punkty czasem leżały gdzieś z boku lub na innych, platformach, więc nie mogłam tak sobie po prostu za nim biec. Wgl. biegł najczęściej przede mną, tym razem przybrał postać normalnego chłopaka. Po chwili znalazłam się przy nim, bo on na chwilkę się zatrzymał.

Wskazał na złote tarcze z wykutym lwem, które także delikatnie lewitowały nad ziemią. Powiedział że je też muszę zbierać. Wgl. te tarcze, ja już je gdzieś widziałam. I to było jedno z moich pierwszych OOBE. Chciałam wnieść się na najwyższy budynek świata po to by być bliżej Boga (nie pytajcie mnie czemu, czasem w czasie OOBE mam takie dziwne myśli), i gdy znalazłam się tam, w skrzyni znalazła się taka właśnie tarcza którą mogłam sobie wziąć.

No to zbierałam i tarcze, ale przez to opiekun biegł jeszcze bardziej przede mną, gdyż nie nadążałam. Po chwili opiekun rzekł:
-No szybciej biegnij, inaczej nie wrócisz do ciała!- Po chwili się zaśmiał. Nie wiem, czy to miało mnie nastraszyć? Słaby żart, doprawdy :P
Pobiegłam więc szybciej, po chwili usłyszeliśmy dziwny ryk jakby niedźwiedzia. Opiekun rzekł że ,,jesteśmy blisko" i pobiegł dalej. Biegłam za nim wskakując z platformy na platformę.

Gdy znaleźliśmy się na samej górze tych platform, był tam dziwny budynek do którego weszliśmy. Po chwili wszystko znowu widziałam z perspektywy Boga. Zobaczyłam niedźwiedzia który wpierw zaryczał a potem stanął przy mnie nie robiąc mi żadnej krzywdy. Opiekun gdzieś zniknął. Po chwili przed moimi oczyma ukazał mi się list, który jak mniemam był od mojego opiekuna:

,,Wiktorio!
Udało Nam się polepszyć nasz kontakt! Jestem z Ciebie bardzo zadowolony.
Tak w ogóle, masz pozdrowienia od: Jerzego (w pierwszym momencie myślę sobie, jaki Jerzy? Dopiero po chwili zrozumiałam że to mój dziadek, który umarł), Józefa (!!??), Jana (!!??), Jezusa (!!??) i Maryi (!!??). Poza tym, jak zapewne zauważyłaś ostatnio obficie..."

BUM!
Poczułam jak ktoś klepnął mnie w lewe ramię. Myślę sobie, kurde kto z śmiertelników budzi mnie podczas tak ważnego OOBE?
Otwieram oczy, nikogo w pokoju nie ma, dobry żart Opiekunie, doprawdy :P

11 Stron V  < 1 2 3 4 5 > »