|
|
Obudziłam się tak jakoś o 7:00. Nie przebudzałam się zanadto. Leże spokojnie, nagle czuję że mam paraliż. Wstaje astralnie. Jak zwykle nic nie widziałam z początku, postanowiłam że poszukam na moim łóżku mojego ciała fizycznego. Nie było go tam. Po chwili zyskałam wzrok. Idę do salonu, nie ma tam nic ciekawego, potem wracam do swojego pokoju i wyskakuje przez okno. Przed moim blokiem jest ciekawie wyglądające drzewo. Widzę przy nim moją koleżankę. Karze mi za sobą biec. Biegnę. Po chwili proponuje mi byśmy się pościgały. Tak się stało, gdy biegłam musiałam unikać przeszkód. Gdy wygrałam bieg OOBE się skończyło. Ostatnio moje wyjścia są coraz mniej magiczne niż kiedyś... nie wiem od czego to zależy ale tak jest :/ Nic specjalnego się nie dzieje :/
No Hej :) Wczoraj zanim poszlam spać, jak zwykle pomyślałam o tym by mieć LDka. Potrzebowałam go, bo chciałam nawiązać kontakt z moim opiekunem i zapytać go o to, kim powinnam zostać w przyszłości, gdyż ostatnio często zastanawiam się nad zawodem A i B. Miałam sen że byłam właścicielką ogromnego hotelu. Była tam moja koleżanka, wlepiła mi gumę do włosów. Wkurzyłam się na nią bo nie mogłam jej wyjąć. Potem mnie przeprosiła a ja wyszłam z hotelu. Patrzę, idzie jakiś chłopak, nie wiem czemu od razu pomyślałam że z nim chodzę. Podchodzę do niego, przytulam się z nim, po chwili on zaczyna mnie łaskotać. Nagle skapnęłam się że to sen, bo przecież ja nie mam chłopaka! Mówię mu by sobie poszedł (bo łaskotanie było irytujące). Tak zrobił. Szybko przypomniało mi się że chciałam pogadać z moim opiekunem. Wyobrażam sobie że wyciągam telefon. Tak się dzieje. Sen zaczął tracić fazę. Ostatkami sił wybrałam kontakt ,,opiekun". Zaczęło łączyć, po chwili cisza, i szum w słuchawce. A więc połączenie zostało dokonane. Pytam go jaki zawód będę wykonywać w przyszłości: A czy B. On odpowiada że nie będzie mi dane wykonywać zawodu A. O B nic nie wspomniał. Nagle zdałam sobie sprawę że sen się przerwał. Leżałam w moim pokoju, miałam paraliż. Ten szum jaki słyszałam były to wibracje. Teraz czułam je bardzo dokładnie. Nie mogłam oddychać, szybko jednak skupiłam się na przepływie energii przez ciało. Nie wiem czemu wywoływało to we mnie lekki strach. Czułam że kontakt z opiekunem nadal jest. Odczuwałam mocną aktywacje 3 oka. Co więcej wibracje były tak silne, że czułam jakby podwyższało mi się ciśnienie w nosie i zaraz miała mi zacząć lecieć krew. Wibracje były coraz szybsze. Nie próbowałam się wyrwać z paraliżu, bo wiedziałam że przez to wyjdę z ciała, a strach spowodowany paraliżem nie był najprzyjemniejszy. Po chwili zaczęłam jakby rozmawiać sama z sobą, lub z opiekunem. Tłumaczyłam tam sobie (lub opiekun tłumaczył) o przepływie energii. Człowiek pobiera energie z matki ziemi, następnie przesyła ją w kosmos, a energia znowu wraca do niego. Faktycznie czułam połączenie jakby z wnętrzem ziemi. Po chwili paraliż ustał a ja dziwnie się czułam... rozmawiałam z opiekunem, ale zawsze rozmowa z tym Bytem jest na tyle dziwna, że aż z deczka przerażająca. Dodam że gdy rozmawiałam z nim przez ,,astralny telefon" nie było to do końca w śnie, bo widziałam dokładnie mój pokój tylko wydawało mi się że stoję tam przed tym hotelem. I to tyle :) PS: Polecam tą metode jeśli chcecie porozmawiać z Opiekunem :)
No Hej :) Dziś obudziłam się tak jakoś o 4. Ledwo otworzyłam oczy, uznałam że nie będę za bardzo się wiercić i spróbuje wyjść. Leże tak sobie, mówie sobie w myślach ,,chce wyjść z ciała". Minęło dosłownie kilka sekund (3-4 sekundy) a zaczęłam zapadać w paraliż senny. Po chwili wyczułam wibracje, jednak tylko przez chwilę. Straciłam świadomość, miałam bardzo mocne hipnagogi lub po prostu sen. Rozmawiałam w nim z moją koleżanką. Zaproponowałam jej że wyjdziemy z ciała. Nie wiem czemu wydawało mi się że jestem w jej śnie albo coś takiego, i rozmawiam z jej świadomością. Po chwili podniosłam się w celu wyjścia z ciała. Nie minęło kilka sekund i się przeteleportowałam. Zaczęłam się dostrajać, niestety nie bardzo mi to wychodziło. Miałam obraz ale bardzo niewyraźny. Byłam w jakieś takiej wiosce, indiańskiej jakby. Nie było tam namiotów, ludzie spali koło siebie w parach, na takich matach. Każda mata przedzielona była materiałem, który miał dać ludziom troche prywatności xD. Nie wiem jak to wytłumaczyć, w każdym razie była to taka dziwna budowla z materiałów, z przodu nie było ściany, w każdym jakby ,,pokoju" była dwójka leżących ludzi. Wszystko tak trochę przypominało namiot. Chodziłam tak do tych ludzi i coś tam z nimi gadali. Zauważyłam że w jednym namiocie leżał gościu, którego kojarzyłam z innego OOBE. Podeszłam do niego, chwile z nim pogadałam. Niestety nie pamiętam o czym. Wyszłam z tych namiotów, skierowałam się na taki jakby targ. Spojrzałam w niebo- pogoda była słaba, tak jakby zaraz miało zacząć lać. Wchodzę na targowisko, widzę że na jednym stoisku są jakieś kosmetyki. Niestety nie mogę odczytać nazw, wszystko było bardzo zamazane. Zaczęłam się dostrajać. Nagle zobaczyłam że koło mnie jest koleżanka, również kazałam się jej dostroić. Niestety nic z tego nie wyszło. Po chwili trochę pogorszyła mi się faza i się przeniosłam do mojego domu. Stałam w salonie, w pokoju babci. Nagle zauważyłam że nie jestem w ,,aktualnej" wersji tego pokoju, tylko tak jakby kilka lat przed. Stare meble, stara ława, stara wykładzina i telewizor którego moja babcia już dawno nie ma. Mimo wszystko przypomniało mi się że to kiedyś tutaj było, mimo iż dawno tego nie widziałam w realu. Była włączona telewizja, babka w wiadomościach zaczęła mówić że zbliża się wichura, koniec świata, nastaje noc i wgl. Faktycznie na dworze zrobiło się ciemno, nagle atmosfera zrobiła się przerażająca. Jako iż myślałam że to sen próbowałam myślami sprowadzić jasność. Niestety nie wychodziło mi to. Nigdy nie mam z tym problemów, chyba że jestem w Poza. Uznałam więc że to musi być OOBE. Przypomniałam sobie że przecież wyszłam z ciała więc jest to całkiem prawdopodobne. Po chwili w telewizji zaczęto pokazywać coś, co już dawno widziałam. Widziałam to w jednym z moich pierwszych OOBE. Mężczyzna o białej twarzy i ciemnych ubraniach, wznoszący się nad ziemie, krzyczący jakieś słowa, z otwartymi ramionami wywoływał burzę, szał zwierząt, wiatr, strach, apokalipsę. To wszystko było pokazywane jakby ktoś go nagrywał na żywo, a ja to widziałam w telewizji. Po chwili zauważyłam że jest tam też moja koleżanka- przerażona tak jak ja wówczas, gdy widziałam go po raz pierwszy. Próbowałam nad tym zapanować, wprowadzić spokój, zabić go. Próbowałam wydobyć ze swojej ręki laser, zatrzymać bieg wydarzeń niestety nie dało rady. Byłam przerażona, zastanawiałam się dlaczego, co robie źle, przecież to tylko sen a ja zawsze umiem nad nim zapanować. Jak to możliwe że w MOJEJ krainie snów ten mężczyzna nad wszystkim panuje. Po chwili dostałam olśnienia- to OOBE! Tak tak przecież, przecież pamiętam jak jeszcze chwilę temu wyszłam z ciała... Boże jak mogłam zapomnieć! Szybko uznałam że wejdę do telewizora by przenieść się do tego miejsca i uratować koleżankę. Weszłam bez większego problemu, ale tylko jakby połową ciała. Widziałam wszystko co działo się po drugiej stronie. Tym razem nie było już tego obrazu, tego mężczyzny. Po drugiej stronie telewizora widziałam coś w rodzaju szarego, smutnego obrazu. Przerażającego pokoju, gdzieś na jakimś odludziu, ze starymi meblami, skrzypiącymi schodami, zniszczonymi drzwiami. Miałam wrażenie że coś mnie obserwuje, bacznie patrzy na to czy zdecyduje się wejść do tego obrazu. Energia jaka tam panowała była okropna, chyba jeszcze gorsza niż ta, którą czułam przed wejściem do telewizora. Szybko cofnęłam ciało astralne, gdy wróciłam na ekranie był ten pokój. Szybko chwyciłam pilot i wyłączyłam telewizor. Momentalnie cofnęłam się do ciała. Okropne wyjście :P
No Hej :) Dziś znowu seria OOBE mnie nastała. Nawet nie do końca pamiętam w którym śnie odzyskałam świadomość, pamiętam tylko sen tuż po tych wszystkich OBE. No ale znowu miałam problem, gdyż wychodząc nic nie widziałam przez kilka minut, i co chwilę się cofałam i próbowałam od początku. Raz niby odzyskałam wzrok ale wszystko było nie wyraźne. W końcu poprosiłam mojego opiekuna o danie mi energii miłości. Poczułam że leżę na łóżku, ktoś położył mi ręce na czubku głowy. Czułam jak właśnie energia przepływa przez całe moje ciało. Towarzyszył temu spokój ale nie było jakiś ,,boskich odczuć" czy coś takiego. Po chwili znowu postanowiłam wyjść, niby odzyskałam wzrok i wszystko. Podchodzę do okna, tam mnóstwo kwiatów (więcej niż w moim pokoju realnym). Po chwili uznałam że odwrócę się do łózka by zobaczyć swoje ciało. Wydałam polecenie w mojej głowie że CHCĘ ZOBACZYĆ MOJE CIAŁO FIZYCZNE. Odwracam się do łóżka, coś tam niby widziałam ale nie było tam mojego ciała, zaczęłam mieć ,,stop klatki" i w końcu urwała mi się faza. Tyle razy wychodziłam ale nigdy nie widziałam swojego ciała, nie wiem w czym jest problem. Po chwili znowu wyszłam, tym razem dostrojenie było przepiękne. Pojawił się jednak inny problem- moja siostra. W moich OBE jest to ,,stwór" który intensywnie próbuje mnie przekonać, że to wcale nie OBE, a wylatywanie przez okno sprawi że umrę. Co więcej, gdy tylko próbuje to robić, istota ta łapie mnie za nogi i ciągnie do siebie, uniemożliwiając lot. Czasem to coś jest w postaci mojej siostry, czasem jakiegoś mężczyzny lub innej osoby. To coś na ogół nie atakuje mnie do czasu gdy nie spróbuje wylecieć przez okno. Tym razem mimo obecności tej istoty spróbowałam wylecieć. Skończyło się tak jak zawsze: chwyciła mnie za nogi i przyciągnęła do siebie, a następnie zaczął się atak. Nie przeszkadzało by mi to bardzo, gdyby nie fakt że ta istota wpływa na mnie tak, że faktycznie ,,czuje" jej walkę. Tzn. albo mnie gryzie, drapie, bije, lub nawet gilgocze. W każdym razie zawsze wywołuje dość nieprzyjemne uczucia. Tak jak to ostatnio może być śmieszne, to jednak w OOBE jest na tyle intensywne i trudne do przerwania że jest wyjątkowo irytujące. Za każdym razem gdy próbuje odesłać tą istotę ,,energią miłości" nigdy na nią nie reaguje. Nie znalazłam jeszcze żadnego dobrego ataku na nią. Obrona nie skutkuje. Czasem mogę ją uspokoić, jeśli np. powiem że w lataniu nie ma nic złego itp. Ale tylko CZASEM. Poza tym to skutkuje tylko na kilka sekund. Spróbowałam wylecieć po raz drugi, istota przyczepiła się do mnie nadal wywołując uczucie łaskotania. Było to bardzo irytujące. W końcu jakby na chwilę mnie puściła, unosiła się w powietrzu, a z nieba wyleciał mężczyzna. Z wielkim impetem ,,wparował" w moją ,,siostrę" (która notabene wygląda troche inaczej niż w realu, więc tym bardziej widać że coś się pod nią podszywa), zaczęła się walka. Trwało to kilka sekund. Nie prosiłam o żadną pomoc, a jednak ją otrzymałam. Po chwili skończyła mi się faza i wróciłam. Jak myślicie, ten twór to strażnik czy jak mu tam było? Jakaś część mojej jaźni? :P Najśmieszniejsze jest to, że to coś jest przy mnie dopiero jakoś tak od kilku miesięcy, nie od początku wychodzenia. I jakoś tak odczepić się nie może. Zauważyłam że ostatnio wychodzenie jest dla mnie coraz łatwiejsze. Po pierwsze w momencie ,,wstawania astralnego ciała" potrafię to zrobić myślami a nie tak bardziej ,,fizycznie" jak na początku mojej przygody. Poza tym jest to bardzo naturalne i łatwe, moje ciało astralne wydaje się być lekkie i łatwo wychodzące z ciała fizycznego. Z jednej strony dzieje się to tak szybko i łatwo, więc to dobrze, ale z drugiej strony nie daje to takich wrażeń jak na początku mojej ,,astralnej drogi" kiedy to wstawanie ciałem astralnym było sporą walką :P
No hej :) Zauważyłam że gdy wieczorem wymówię afirmacje ,,chce wyjść z ciała, chce mieć świadomy sen, chce mieć OOBE" to faktycznie tak się dzieje :) Tak więc polecam tą metodę ludziom którzy mają problem z wychodzeniem. Najlepiej wymówić to w myślach jak czujecie że powoli tracicie przytomność. Zanim opowiem OOBE, wczoraj przed zaśnięciem ,,bawiłam się" wibracjami. Jak wiecie lub nie wiecie, od kilku już dobrych miesięcy ich nie czuje podczas wychodzenia, relaksacji itp. Był to dla mnie dość spory szok gdy podczas zasypiania wyczułam przepływ energii, który był dość szybki. Ogólnie zbyt mocno mnie nie telepało ale wyczuwałam energię. Zauważyłam że w niektórych czakrach energia jest mocniej odczuwalna. U mnie to było mniej więcej w czakrze serca (wyczuwałam takie dziwne drganie na kręgosłupie w tym miejscu i trochę na samym sercu), w czakrze trzeciego oka i trochę w czakrze korony. Również energia była odczuwalna dość silnie w czakrze podstawy ale nie tak jak w pozostałych. Jeśli zaś chodzi o czakrę splotu słonecznego i seksualną, tam energii prawię nie odczuwałam. Nie wiem czy to dobrze czy źle, jak ktoś się zna to może mi powiedzieć co to znaczy :) Ale teraz przejdę do OOBE. Ogólnie kilka razy wychodziłam, bo jakoś tak często nie mogłam złapać dobrego dostrojenia. W końcu wyszłam i po chwili odzyskałam wzrok. Trochę się dostroiłam choć było dziś wyjątkowo ciężko. Po chwili usłyszałam muzykę. Dobrze mi znaną, utwór Avril Lavigne :). Myślę sobie: boże, jaka ta piosenka realna... wszystkie słowa idealnie powiedziane... tak to musi być OOBE! Najlepsze jest to że słysząc to piosenkę zaczęłam tańczyć, choć tańczyć nie lubię :P Po chwili przypomniało mi się jak raz w OOBE gdy pomyślałam o moim zmarłym piesku, on przyszedł do mnie. Znowu o nim pomyślałam, tym razem się nie zjawił. Otworzyłam drzwi by zobaczyć czy go tam nie ma. Nie było, na dodatek odczuwałam jakąś dziwną energię, więc zamknęłam drzwi. Co chwilę niszczyła mi się faza. W końcu poprosiłam opiekuna o pomoc, jak zwykle nie pomógł :P Próbowałam milion metod na dostrojenie. Dotykałam przedmiotów, językiem dotykałam podniebienia, tarłam nogi itp. A jednak wciąż dostrojenie było średnie. W końcu pomyślałam by przejść do salonu. Z szybkością myśli tam się znalazłam. Była tam moja siostra, gadałam z nią chwile że mam OOBE i wgl. Ona chyba mi uwierzyła ale nadal bała się, i nie chciała bym wyskoczyła przez balkon. Wytłumaczyłam jej że umiem latać i wgl. Wyszłam na balkon. Spojrzałam na swoje ręce, były trochę inne niż normalnie- paznokcie niepomalowane i krótkie :P. Niemniej włożyłam rękę w rękę by zobaczyć czy to sen. Przeszła oczywiście. Nie mniej jakoś skakać nie chciałam, bo miałam dziwne wrażenie że lunatykuje (choć nigdy mi się to nie zdarza) i jeśli wyskoczę z balkonu to umrę. Po chwili chwyciła mnie siostra, nie dała mi wyskoczyć. Chwilę z nią walczyłam ale potem na spokojnie wytłumaczyłam, że to nic strasznego. Na balkonie dobrze odczuwałam niską temperaturę. Padał śnieg. Wyskoczyłam z balkonu w ten sposób, by spaść na plecy. Gdy spadłam poczułam zimny, miękki śnieg-taki jak jest w świecie fizycznym. Straciłam nieco fazę i nic nie widziałam ale czułam ten śnieg, był bardzo realny. Po chwili jakby mi się faza polepszyła i cofnęłam się na balkon. Znowu sprawdziłam ręce i wyskoczyłam, tym razem leciałam. Chciałam wlecieć na blok naprzeciwko, lecz po chwili zobaczyłam że w górze, gdzieś bardzo daleko jest taki srebrno złoty krzyż, wielkości (z tej perspektywy wydało mi się) księżyca. Lecę tam lecę. Gdy tam dotarłam okazał się być mniejszy, mniej więcej taki jaki niósł Jezus. Na krzyżu spotkałam małego stworka, takiego śmiesznego, który narzekał coś na dzisiejszych ludzi i ich podejście do Jezusa. Nie za bardzo rozumiałam o co mu chodzi, mówił sprzeczne rzeczy. Gadał tak jakby sam do siebie. Gdy zadawałam mu pytanie on wgl. nie zwracał na mnie uwagi. Zapytałam o jego imię, o to czym jest Bóg itp. Na nic nie odpowiedział. W zamian za to pokazał mi dziwny plan, czym ludzie na przestrzeni wieków walczyli. Ostatnią bronią była broń atomowa. Zapytałam go czy będzie wojna, to odpowiedział że tak. Chciałam zapytać go o Jezusa, i w ostatnim momencie cofnęłam się do ciała. Ogólnie takie dość ciekawe to doświadczenie dziś było, choć z początku myślałam że będzie nudno :P Polecam wylatywanie ze swoich domów, bo w domach w OOBE mało się dzieje :D
No hej :) Dziś w jakimś śnie odzyskałam świadomość. Postanowiłam wyjść oczywiście. O dziwo gdy wyszłam, od razu odzyskałam wzrok i miałam bardzo ładne dostrojenie. To mnie trochę zdziwiło bo najczęściej muszę się dostrajać. To było tak dziwne że nawet wpatrywałam się w przedmioty specjalnie, by znaleźć w nich jakiś defekt. Ale nic, wszystko było bardzo dobrze dostrojone. Wyskakuje przez okno, i lecę w dół. Piękna pogoda i delikatny wiatr! Po jakimś czasie zlatywania usłyszałam coś od opiekuna, niestety nie pamiętam do końca co, ale momentalnie poczułam jakby że się cofam delikatnie, i tak jakby przeniosłam się do drugiego ciała? Z przodu wciąż leciało moje, to było dość śmieszne widzieć siebie w takiej sytuacji :P Po chwili gdy skończyłam zlatywać coś ,,przeskoczyło" i momentalnie się przeniosłam. Byłam w jakimś lesie, pięknym, z intensywnymi kolorami i dużą ilością zwierząt. Przede mną biegł wilk, który się ze mną porozumiewał. Miałam za nim biec, tak też zrobiłam. Co jakiś czas mijałam takie jakby światełka, które zgaszały się gdy przebiegłam jakąś część drogi. Musiałam omijać przeszkody i takie tam. Po jakimś czasie stanęłam na rozdrożu dróg, niestety nie zauważyłam gdzie skręcił wilk więc miałam spory problem. Poszłam w lewo. Idę tak idę, nie widzę jednak żadnego światełka a przede mną były konary na których były pająki i glizdy. Nie chciałam tam iść. Obróciłam się więc, ale za mną stał taki sam konar. Był na nim pająk (okropnie realny), glizda i coś tam jeszcze. W tym momencie zdałam sobie sprawę że od początku biegam na czterech łapach. Spojrzałam się na moją dłoń, która okazała się być łapą białego wilka. Miałam pazury i wszystko. Zapragnęłam zobaczyć się w odbiciu wody ale żadnej nie było, a ja musiałam przejść przez konar. Nie wiedziałam jak to zrobić bo czułam że pająk lub gliza mnie ugryzie (tak glizda mnie ugryzie XD no może nie do końca ale była obrzydliwa). Pazurami przecięłam glizdę. Jedna z jej części spadła a druga przylepiła mi się to łapy (fee). Usilnie chciałam ją zdjąć. Nagle poczułam że się cofam delikatnie, znowu byłam w swoim pokoju, tym razem jako człowiek, nadal na rękach miałam kawałek glizdy. Strzepałam ją na dywan i momentalnie się obudziłam. Ostatnio często w moich wyjściach widzę i obcuje ze zwierzętami. Co więcej ciekawi mnie ten motyw z wilkiem. Już trzykrotnie wilk ukazał mi się jako ktoś w rodzaju strażnika/obrońcy. Trochę kojarzy mi się to ze ,,zwierzętami mocy" w szamaniźmie, ale nie mam pewności czy to to samo. Jak ktoś z Was się na tym zna to może mi napisać, bo jestem ciekawa :P PS: Fajnie być wilkiem, nie powiem że nie :D Ciekawe doświadczenie :D
Hej :) Nie wiem totalnie jak opisać zdarzenia dzisiejszej nocy, bo wiele się działo (hah, jak to brzmi :P), więc nazwałam to ,,astralnym zawirowaniem". Kurcze, chciałam napisać o tym rano, bo więcej bym zapamiętała, niestety czasu nie miałam. Przebudziłam się jakoś o 4:30, ale dosłownie na chwilkę. Spojrzałam na godzinę i leżałam. Po chwili poczułam że nie wyczuwam mojego ciała fizycznego, a mimo wszystko sen nie nadchodzi. Lekko podniosłam ciało astralne, a w zasadzie jedynie jego tułów. Spojrzałam dwa razy na godzinę- dwukrotnie inna. Nie wiem czemu położyłam się z powrotem do ciała. Po chwili zaczął się sen. Śniło mi się że moja babcia umarła. Skapnęłam się jednak że to sen, więc szybko postanowiłam że wyjdę. Wyszłam z ciała, chyba się przeniosłam do jakiegoś dziwnego pomieszczenia. Było ciemno, ja leżałam na łóżku. Nie byłam w swoim pokoju, niby widziałam tam jakieś zarysy mebli ale były bardzo ciężko zauważalne. Po prostu ciemność jak w nocy. Wydawało mi się że okno jest na przeciwko łóżka, w moim normalnym pokoju naprzeciwko łóżka są drzwi. Po chwili jednak zaczęło się dużo dziać, w krótkich chwilach, raz wracałam do ciała a po chwili znowu wychodziłam. Dlatego nie mogę Wam powiedzieć na pewno, czy sytuacja którą opisze działa się Poza czy w LDku (choć dla wielu to to samo). Siedziałam na tym łóżku, było okropnie ciemno. Czułam jakby jakaś kobieta przy mnie stała. Opowiadała o sobie. Robiła to tak płynnie i dokładnie, że czułam jakby czytała to z kartki. Mówiła dość sporo o OOBE, o swoich doświadczeniach, powiedziała że chyba od 3 lat uczy się tego. Coś tam wgl. gadała dużo, niestety już nie pamiętam o czym. Wiem tylko że było to dość sensowne. Mówiła o swoich problemach, o tym ile ma lat jak ma na imie itp. Ja siedziałam na łóżku i po prostu ją słuchałam (choć nie widziałam jej osoby). Ona jakby nie zdawała sobie sprawę że tu jestem, po prostu o sobie opowiadała. Po chwili coś ,,przerwało". Nie wiem czy ona zniknęła czy co, ale jakby znowu położyłam się na tym łóżku a ona już była cicho. Przez chwilę straciłam świadomość i po prostu leżałam. To było dziwne bo widziałam po prostu ciemność i wydawało mi się że usypiam (choć nie byłam zmęczona, ale tak jakby zapomniałam że jestem w astralu i postanowiłam iść spać). Po jakimś czasie poprosiłam opiekuna by pokazał mi moją przyszłość. Wyczułam mocniejsze wibracje, a po chwili zaczęłam mieć jakby hipnagogi. Na środku tej całej ciemności którą widziałam pod astralnymi oczyma, najpierw pojawiła się jakaś jakby biała plama, a potem niedźwiedź, a w zasadzie tylko jego głowa. Po chwili zaczął ryczeć. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Znowu przeszłam do snu bądź OOBE. Wstałam z łóżka, nadal byłam w tym dziwnym pokoju. Zamknęłam oczy i pomyślałam ,,chce zobaczyć na prawdę przepiękne miejsce". Gdy otwarłam oczy, w pokoju było już jasno. Podeszłam do okna, a za nim zobaczyłam miasteczko... przepiękne, domki ustawione symetrycznie, gdzieś z dala widać było jezioro. Może same miasteczko nie byłoby tak piękne, gdyby nie barwy jakie je przedstawiały. Światło było bardzo nienaturalne, kolory ciężkie do opisania. Światło było jakby mocniejsze niż w realu, a kolory ciężko mi jest do jakiś przyrównać. Niemniej od razu poczułam takie dziwne drżenie serca kiedy coś nam się spodoba (miejsce, człowiek czy cokolwiek innego :)). Miałam zamiar wylecieć przez okno, ale miasteczko zaczęło robić się coraz bardziej normalne i zwykłe, barwy zaczęły przypominać te które widzimy na co dzień, a po chwili spadła mi faza i wróciłam do ciała. Potem miałam krótki sen i się obudziłam o 5:55 :)
No hej :) Dziś znowu miałam ciężką noc. Co chwilę świadome usypianie, paraliże, wibracje, fałszywe przebudzenia. Wychodziłam z ciała może nawet z 4 razy, za każdym jednak razem coś mi nie odpowiadało. Na ogół chodziło o dostrojenie- dostrajałam się we wszelaki sposób. Pocierałam dłońmi nogi, dotykałam językiem podniebienia, myślałam ,,ostrość" tudzież ,,polepszenie dostrojenia" i nic. Zapomniałam jeszcze tylko po dotykać mebli. Moim jedynym problemem jest to, że niby mam względne dostrojenie, ale nie widzę np. części otoczenia, albo obraz jest rozmazany czy coś. Jak ktoś zna NA PRAWDĘ DOBRY sposób na dostrojenie to piszcie w komentarzach ;) No ale dobra, w końcu wyszłam i zaczęłam krzyczeć po imieniu do mojego opiekuna, by mi pomógł z tym dostrojeniem bo chcę normalnie mieć OOBE. Notabene zauważyłam że od kiedy mówię do niego po imieniu, to częściej mnie słucha niż gdy krzyczę ,,opiekunie" :P Ciekawa sprawa. W końcu polepszyło mi się dostrojenie, wyskakuje za okno, momentalnie opiekun w myślach powiedział mi bym leciała do góry, bo na dole czeka na mnie niebezpieczeństwo, na dachu mojego bloku też, ale i tak mam tam lecieć. Spojrzałam tylko w dół, jacyś ludzie sobie chodzili. Wleciałam do góry, na dachu od razu wyczułam negatywną energie. Był tam jakiś szatanista, krzyczał że użyje swojego kwasu na ludzi. Nie wiedziałam do końca o co mu chodzi, gdy przystanęłam na dachu zaatakował mnie. Wbijał mi w brzuch takie jakby szpilki naładowane jakąś substancją (wyglądało to trochę jak kredki, ciężko mi to opisać :P), ja automatycznie wyrwałam mu kilka i zaatakowałam go. Tak się szarpaliśmy, aż w końcu mój opiekun dosłownie krzyknął mi w myślach ,,energia miłości!!!", a ja takie ,,hmm no w sumie". Ciężko mi było się przestawić, Udało mi się jednak. Po chwili mężczyzna zrobił się miły, przestał atakować, powiedział że wygrałam a on sobie idzie, ale nic się nie stało. I tak wzniósł się nad blokiem i gdzieś poleciał. Mnie przeteleportowało. Byłam na starówce jakieś. Były tam te dwie dziewczyny które są ze mną praktycznie w każdym OOBE (w sumie niedługo będę musiała nadać im imiona bo są tak często przy mnie). Oraz był ktoś jeszcze- taki murzyn xD. Nie wiem czemu wydawało mi się że to opiekun. Ale pewności nie mam, bo był jakby tak wbity w całą fabułę OOBE że nie wyglądał za bardzo na opiekuna, mimo że czasem dawał mi cenne wskazówki. Na tej starówce było dużo ,,misji" wszelakiego rodzaju. Ogólnie dużo się działo, nie wiem czy będę w stanie wszystko sobie przypomnieć. Nie mniej, kojarzę że był jakiś wrogi klan że tak powiem. Jacyś chłopacy, uwzięli się na nas (na mnie najbardziej xD) nie wiem za bardzo co chcieli, ale byli złośliwi i podejrzani. Jakoś jednak w końcu się ich pozbyliśmy, nie pamiętam do końca jak. Nagle nad jakimś budynkiem rozrosło się jakby jakieś dziwne origami w kształcie gwiazdy. To origami było duże i było zrobione z materiału który powiewał na wietrze. Kurde, wiem że to na pewno nie origami ale nie wiem jak to nazwać :P. Ten murzyn powiedział mi bym po to poszła. No to wzlatuje , w między czasie musiałam łapać mniejsze kawałki materiału. W końcu doleciałam do tej gwiazdy, chwyciłam niebieskie i różowe kawałki materiałów i wyrzuciłam je za siebie. Chwyciły je te dwie dziewczyny co za mną zawsze chodzą, i zaczęły jakby z tymi materiałami tańczyć (??). Po chwili zleciałam na ziemię, pytałam się tego murzyna o kilka ważnych rzeczy. Zapytałam czy jest moim opiekunem- nie odpowiedział, zapytałam więc czy ma na imię [imie mojego opiekuna]- nie odpowiedział. W końcu wkurzyłam się, uznałam że to przewodnik, zapytałam jaka różnica jest między opiekunem a przewodnikiem. Też nie odpowiedział, za to jednak w głowie odpowiedział opiekun ,,nie ma różnicy, to tylko nazwa". Nagle zobaczyłam owieczkę małą. Jako iż mam słabość do zwierząt to chciałam ją pogłaskać (xD). Szłam za nią, ale ten murzyn chwycił mnie w ostatnim momencie gdy miałam już wyjść za róg. Owca podeszła do jakiś drzwi, były tam również kruki, i jacyś chłopacy. Czarnoskóry rzekł, że ta owca to szpieg, miała mnie do nich zaprowadzić. Myślę sobie ,,owca szpieg? serio? XD ". Ale okej, te kruki też się przy nas często pałętały jakby podsłuchiwały informacje. Po jakimś czasie kruk podleciał do tych ludzi i jakby im coś przekazał. Ja schowałam się za ścianą bo troche mnie było widać. Po chwili owca (tym razem już duża), podbiegła do nas. Wydała z siebie jakiś dziwny dźwięk i zaczęła atakować tego czarnoskórego, który nagle zmienił się w wilka (WTF poziom hard). Chciałam mu pomóc więc chwyciłam tą owce za głowę, ona jednak jakoś dziwnie obracała tułowiem, zaniosłam ją do tych dziewczyn i jeszcze jednego chłopaka. Gdy ją położyłam na ziemi była już martwa, miała jakby skręcony kręgosłup (ale w tym OOBE dziwnie to było pokazane). Chyba coś się jeszcze działo ale szybko wróciłam do ciała. Jeszcze zapomniałam- w jednym z OOBE widziałam mojego pieska który zmarł kilka lat temu, był taki sam jak za życia, tylko szczęśliwy- umarł bo musieliśmy go uśpić, gdyż cierpiał na straszną chorobę zwapnienia kręgosłupa :( Ale do tematu głównego OOBE- to OOBE było dziwne, mega niezrozumiałe. Jedyne co zrozumiałam to to, że Opiekun jest w nas, rzadko przyjmuje jakieś postacie. Co do samego tematu OOBE, to nie widzę tam żadnej interpretacji. Co najwyżej z tym lataniem- miało to zaiste pomóc mi w nauce, gdyż często w Poza mam problem z wzlatywaniem w górę. Poza tym, czy macie tak, że w OOBE często spotykacie te same osoby, ale nie są one z waszego życia? Tego czarnoskórego już widziałam w poprzednim OOBE, tak samo dziewczyny. Skoro to nie opiekun to nie rozumiem za bardzo powiązania?? Najgorsze jest to że te osoby mimo pomocnych chęci, nie bardzo chcą odpowiadać na pytania typu ,,kim jesteś, jak masz na imię?"
Niedawno, chyba wczoraj, miałam pewne dziwne OOBE. Było dość długie, na tyle, że nie pamiętam momentu wyjścia, jednak wszystkie cechy tego snu mówiły mi że to właśnie OOBE (pogorszanie fazy, szybszy chodzenie jakby płynięcie itp). Poza tym gdy mówiłam w nim ,,chce wyjść z ciała" nic się nie działo, a zdarza mi się to tylko wtedy gdy już jestem poza ciałem. Ogólnie wyjście bardzo chaotyczne. Przed snem zadałam opiekunowi kilka pytań odnośnie dążenia do celów, miłości itp. Gdy wyszłam, pierwsze co byłam chyba w jakimś lesie. Odczytywałam tam mapę. Ktoś tłumaczył mi gdzie mam iść, a żeby spotkać jakiegoś szamana. Miałam iść w lewo gdy znajdę jakieś wielkie jezioro w stanach zjednoczonych (??!!). W każdym razie po tym przetransportowało mnie do dziwnej jaskini jakby kopalni. Byli tam moi astralni znajomi, jak zwykle dwie dziewczyny i dwóch chłopaków. Niestety rozdzieliliśmy się, a ja miałam problem by ich znaleźć. W tej kopalni było miliony drug, niektóre prowadziły do wnętrza kopalni a inne do wyjścia. Nie było żadnych drogowskazów, map niczego. Chodziłam totalnie na ślepo. Najgorsze było, że gdy już weszłam do jakiegoś tunelu, nie mogłam się cofnąć. Tzn. mogłam ale gdy to robiłam, pomieszczenie z którego wyszłam było już zupełnie inne, i także drogi jakie od niego wychodziły prowadziły gdzie indziej. Idąc przez tunele, czasem trzeba było przechodzić przez różne przeszkody, zawsze jednak dało się przez nie przejść. Zauważyłam także, że z różnych tuneli brzmiały różne dźwięki, czasem muzyka, rozmowy, które zaiste miały mnie odciągnąć od wyjścia z tunelu. Raz szłam przez tunel, na którego końcu było wyjście, a przed wyjściem siedziała dwójka całujących się ludzi. Pomyślałam że tam pójdę i popytam o co właściwie chodzi tutaj, bo zupełnie nie rozumiałam tej całej sytuacji. Szłam prosto ku wyjściu, nagle zauważyłam że z boku jest rozgałęzienie drogi, kolejny tunel. Z tego tunelu słyszałam szepty, jakieś rozmowy. Gdy znów spojrzałam na parę zakochanych byli już znacznie dalej. Poszłam więc w ich stronę nie patrząc już na inne ścieżki. Gdy doszłam do końca tunelu byłam w jakimś ogrodzie. Przy stole siedzieli ludzie. Przedtem wydawało mi się że to para heteroseksualna, tymczasem na miejscu spotkałam dwie lesbijki. Chwile z nimi porozmawiałam, popytałam o tego szamana itp. Po chwili zapytałam się, czym dla nich jest miłość. Na początku nie wiedziały jak to opisać. Poczułam też że pytam o zbyt wiele, zaproponowałam więc by po prostu zaprowadziły mnie do tego szamana. Tak zrobiły, w końcu go spotkałam, był jakby w takim centrum tej kopalni, bardzo dużym pomieszczeniu. (Notabene nie poszłam tam pieszo tylko się przeteleportowałam) Szaman dał mi jakiś talizman w formie nagrody, a mi skończyła się faza i wróciłam do ciała. Ogólnie długo zastanawiałam się nad interpretacją tego OOBE, bo było strasznie pogmatwane i nie wiele z niego pamiętam. Ale ja odczuwam że celem tego oobe było pokazanie mi w jaki sposób działa dążenie do celów. O miłości (takiej prawdziwej) jeszcze nie wiele się dowiedziałam, ale może kiedy indziej. Ta kopalnia była zbiorem różnych rozwiązań. Każdy człowiek ma ich tysiące, mimo iż niektóre drogi są prostsze a inne trudniejsze do pokonania, to wszystko da się przejść. Każda droga dąży to pewnego celu, choć by dojść do czegoś czasem musimy przejść przez kilka takich tuneli. (Tunele to w życiu codziennym różne doświadczenia, sprawdziany, trudności, drogi) Gdy idziemy pewną drogą, i nagle zwrócimy uwagę na inny cel, to ten do którego dążyliśmy oddala się od nas. Często na drodze możemy spotkać ,,rozdroża" które prowadzą nas gdzie indziej, a my często ulegamy zaciekawieniu i zmieniamy kierunek (dlatego nie zawsze dochodzimy do swoich celów). Czasem w takiej wędrówce przez życie możemy ,,zgubić" naszych znajomych, ale zawsze znajdziemy innych ludzi. Bardzo ciekawe było to, że gdy szłam przez tunel ludzie których tam widziałam byli jakby przykryci pewną płachtą (mówię tu o tej parze zakochanych). Gdy już tam doszłam, okazało się że są to dwie kobiety mimo iż wydawało mi się że to kobieta i mężczyzna. Może to świadczyć o tym, że gdy osiągniemy jakiś cel nie zawsze jest tak jak myśleliśmy (choć nie jest też gorzej, jest po prostu inaczej). Ciekawy był też motyw z wracaniem się do pomieszczeń w których byłam. Były one wówczas już inne, i drogi także prowadziły gdzie indziej. Jeśli więc obierzemy jakiś cel, przejdziemy trochę drogi ale jednak wrócimy do punktu wyjścia, to nie będzie to już to samo. Ja gdy wróciłam do tego pomieszczenia, totalnie straciłam ,,obeznanie w terenie" i trudno mi było się przyzwyczaić. Znowu musiałam wybierać którą drogą iść. Co prawda mogłam iść tą drogą którą już szłam, była ona jednak usłana kolejnymi trudnościami i nie wyglądała już tak jak poprzednio. Mogłabym to porównać np. do wyboru zawodu, np. chcesz iść na medycynę, i robisz wszystko by się na nią dostać, ale potem się zniechęcasz i wracasz by wybrać inną drogę. Możesz oczywiście zmienić zdanie i jednak kierować się w stronę medycyny, ale będzie to trudniejsze bo straciłeś nieco czasu na powrót. Albo możesz wybrać inne drogi, nieznane jednak do końca, a cała sytuacja wybierania sobie celu może być dla ciebie bardzo stresująca. Czasem z niektórych tuneli można było słyszeć muzykę, rozmowy, można więc było się domyślić co znajdziemy na samym końcu tunelu. Niektóre jednak były zupełnie ,,głuche" więc cel do którego dążyliśmy był nam do końca nie znany, ale na pewno jakiś był. Tutaj też przykład prosto z życia, staramy się chodzić po tych tunelach których skutków możemy się domyśleć. Czasem jednak nie jest to takie proste, a życie stawia nas przed wieloma niewiadomymi (sytuacja gdy ze wszystkich tuneli dobiega cisza), musimy więc wybrać jakąś drogę ,,idąc ślepo" ale notabene potem już słyszymy jakieś rozmowy, muzykę, i znowu możemy wybrać tym razem bardziej świadomie. Sorki za jakieś błędy ale śpieszę się :P
Hej Wam :) Dzisiaj znowu nie będzie dokładnego opisu ostatnich wyjść. Chciałabym Wam powiedzieć o moich postępach odnośnie zasypiania świadomie. Gdy zaczynałam OOBE bardzo chciałam się tego nauczyć, bo pozwoliłoby mi to wyjść jeszcze w trakcie hipnagogów. Niestety wgl. mi się nie udawało, bo zanim usnął mój organizm świadomość już dawno odlatywała w inne światy :P Czasami nawet myślałam że nauczenie się tej ,,sztuki" będzie niemożliwym. Od kiedy jednak zaczęłam coraz częściej wychodzić, zwiększyła się również liczba LDków (zwłaszcza ostatnio mam ich na prawdę sporo, sama nie wiem czemu!) a także zaczęłam intensywniej odczuwać hipnagogi. Tzn. kiedyś usypiałam, o czymś tam sobie myślałam i nagle film się urywał. Budziłam świadomość po kilku godzinach w śnie albo nad ranem w trakcie pobudki. Świadome zasypianie zaczęło się jednak krok po kroku rozwijać. Najpierw zaczęłam ,,wyłapywać" obrazy które nie tworzy moja świadomość, ale podświadomość. Czyli po prostu myślimy od czymś przed zaśnięciem, a nagle zaczynamy myśleć o czymś zupełnie innym. I mi właśnie udawało się skapnąć że moje myśli nie pochodzą już z mojej świadomości. Od razu się wówczas przebudzałam. Było to trochę męczące, bo zasypianie trwało dłużej niż kiedyś. Potem, zaczęłam odczuwać hipnagogi tak intensywnie, że nie działy się tylko w mojej głowie. Tzn. oczywiście, nie działo się to na prawdę, ale były bardzo realne i często pojawiały się również w halucynacjach które jakby ,,wychodziły" na świat zewnętrzny. Było to jeszcze bardziej irytujące i chwilami straszne. Np. leżałam sobie spokojnie i nagle poczułam jakby ktoś nade mną wisiał i coś szepnął do ucha. Oczywiście gdy tylko coś takiego się stało, człowiek automatycznie przewraca się na drugi bok i sprawdza co się dzieje, co momentalnie rozbudza cały organizm, i w taki sposób halucynacje trwają max. 1-2 sekund. Dziś miałam dość niemiłe halucynacje gdy obudziłam się w nocy. Spałam na boku, minęły jakieś 2 minuty ja byłam w miarę świadoma choć nieco zaspana, i nagle wyczułam jak coś dosłownie ,,dźgnęło" mnie w bok. Tak jakby szpilką albo mocno energicznie ktoś mnie dźgnął palcem. Wywołało to nawet lekki ból. Mimo strachu zaczęłam znowu usypiać, bo przecież to tylko halucynacje. Po chwili zachowywałam tak świadomość (nawet nie z własnej woli, tak jakoś) że zaczęłam mieć mocne hipnagogi w głowie lecz zarazem widziałam co się dzieje u mnie w pokoju (bo miałam lekko otwarte oczy!). Najgorsze było to że wyczułam że łapie mnie paraliż senny, a hipnagogi były bardzo nie miłe (coś że w jakiś domach popełniali morderstwa). Nie chciałam za bardzo usnąć w trakcie takich hipnagogów bo miałabym nie przyjemny sen. W końcu udało mi się przebudzić, po chwili znowu usnęłam tym razem znowu świadomie ale hipnagogi były lepsze więc pozwoliłam sobie ,,ponieść się fabule" i usnęłam. Pewnie zapytacie no okej, ale co to wgl. daje to świadome usypianie? Otóż tak: -Większe prawdopodobieństwo że będziecie mieć LDka -Możecie od razu po uśnięciu mieć LDka (i tutaj trochę łamie się stereotyp że w świadomym śnie odzyskujemy świadomość W TRAKCIE SNU a nie na początku. W końcu jeśli na początku uzyskujemy świadomość to jest to OOBE- czyli dla niektórych lepiej dofazowany sen. Bzdura, bo kiedy odzyskamy świadomość na samym początku to sen wcale nie wygląda jak OOBE mimo wszystko, nadal jak LDek) -Możecie być świadomi zapadnięcia w paraliż, a wtedy z miejsca możecie wyjść do OOBE -Rozwija i polepsza to silną wole i świadomość -To pewna metoda medytacji Takim lekkim off topem: dziś miałam OOBE ale strasznie słaba faza, nie mogłam się dostroić, pamiętam że była zima i wszędzie była mgła. Na dworze zimno że o mój boże... jeszcze latać za bardzo nie umiałam, otwarcie drzwi było dla mnie trudne a co dopiero przejście przez szybę. Ogólnie nic specjalnego się tam nie działo, nawet zbyt dużo ludzi do pogadania nie było. Więc ćwiczcie świadome usypianie bo jest dość ciekawe :) Gdy się nauczycie będziecie robić to automatycznie Pozdrawiam! :) |