|
|
Hej :) Jak wiadomo nie do wszystkiego się dochodzi od tak. By dotrzeć do dalekosiężnego celu, potrzeba sporo czasu, i musimy przejść przez kilka testów. Dla mnie kiedyś, takim dalekosiężnym celem było OOBE. Gdy pierwszy raz zetknęłam się z tym zagadnieniem, miałam może 12 lat. Czytałam wówczas coś na jakimś forum ezoterycznym (czytałam chyba o LDkach) i natknęłam się na OOBE. Gdy przeczytałam opis tego zjawiska, a jeszcze dowiedziałam się że często towarzyszy temu paraliż senny- byłam pewna że nigdy tego nie zrobię! Błagałam Boga w myślach bym nigdy nie wyszła z ciała... hah, jak widzicie wyszło inaczej, i wcale nie żałuje :P Potem kilka lat później, tak jakoś we wrześniu tego roku, trafiłam na to forum. Na początku czytałam, starałam się doświadczać ale było to trudne. Nadal OOBE było dla mnie dość niepewne, i w pewnym sensie nie byłam pewna czy chce tego doświadczać. Zanim więc to doświadczyłam, mój opiekun MTJ czy jakkolwiek chcecie go nazwać, zatroszczył się o odpowiednie przygotowanie. Takowe przygotowania były na ogół w LDkach. Dodam również, że czasem opiekun ,,na siłe" próbował wyciągnąć mnie z ciała...a w zasadzie źle to nazwałam. Po prostu starał sie mnie przekonać że to nic złego, szanował moje zdanie, i gdy mówiłam ,,nie" to oczywiście że nie sprzeciwiał mi się, ale często gdy pojawiał się w moich snach, jakoś nakierowywał moje myślenie by wyjść. 1. Śniło mi się że byłam aniołem i mogłam latać. Jednak na początku latanie sprawiało mi trudność. Spotkałam tam drugiego anioła który powiedział mi jak latać. Był dla mnie bardzo miły, i dał mi wiele wskazówek (były również odnośnie latania w OOBE) 2. Byłam w totalnej ciemności. Nagle znalazł się w niej również jakiś chłopak. Był bardzo przystojny, jako iż był to LDek to od razu złe myśli miałam (xD), gdy zaczęłam się do niego ,,dobierać" w bardzo grzeczny sposób mnie odepchnął, a potem spojrzał się na mnie. Ja od razu pomyślałam o wyjściu. On zniknął, wyczułam wibracje. Przestraszyłam się, i powiedziałam że jednak nie chce wychodzić. 3. Często przed snem zadawałam mu pytania odnośnie OOBE. Następnie po przebudzeniu znałam wszystkie odpowiedzi. Cięzko mi było stwierdzić kiedy w śnie mi się pokazał, wiem jednak że rozmawialiśmy o tym. 4. Podczas jednego LDeka zadzwoniłam do niego na komórkę. Wiem jak to brzmi :P Po prostu wziełam telefon i poszukałam kontaktu ,,opiekun". Takie sytuacje miałam 3, ale za każdym razem wiem że takowy kontakt z opiekunem nawiązałam. Za pierwszym razem było strasznie, nieco mnie przestraszył. Nie chcę wnikać w szczegóły, ale następnego dnia okazało się że po prostu ,,wywróżył" mi przyszłość, a ja się piekielnie śmiałam z mojego nieuzasadnionego strachu. Za drugim razem zadzwoniłam, nic nie mówił, wkurzyłam się, ale poprosiłam by przyszedł. Patrze jednak- nikt nie przychodzi. Rozłączam się zdenerwowana. Po chwili do pomieszczenia wchodzi gościu ubrany na biało, spojrzał się na mnie i skręcił. Podchodzę do niego, wciąż się na mnie patrzy. Chciałam zobaczyć czy to bot, dlatego wpatrzylam się w jego niebieskie oczy. Widziałam w nich spokój ale zarazem świadomość i inteligencje. Od razu wiedziałam że to on. Obudziłam się. Trzecim razem kontakt był typowo słowny, zadzwoniłam, zapytałam jak ma na imię. Tutaj padło imię, wpierw wypowiedziane w zupełnie niezrozumiałym, nie do powtórzenia języku (anielskim) a potem ponieważ widział że nawet nie umiem powiedzieć pierwszej litery, podał imię które mogę używać w stosunku do niego. Bardziej ludzkie ale nadal nie spotykane. Rozmawialiśmy chwilkę. I TUTAJ BARDZO CIEKAWA SPRAWA: Zapytałam go czy powinnam iść do szkoły A czy B. Bo między tymi szkołami się zastanawiałam. On odparł że do C. Ja mysle sobie C? A gdzie to wgl. jest? Chyba nie zrozumiałeś mojego pytania, chce iść do A albo B. Ale dobra zmieńmy temat... i rozmowa dalej się potoczyła. Ale uwaga, teraz najważniejsze: Kilka dni przed wyborem szkół, bardzo zawiodłam się na szkole A i B. Zapytałam koleżankę gdzie powinnam iść, zaproponowała C. Dostałam się tam. Wybór był bardzo spontaniczny, a sen przypomniałam sobie kilka dni po dostaniu się do szkoły C, o której przedtem nic nie wiedziałam! Ciekawa sprawa, prawda? :)
No hej :) Dziś miałam dość ciężką noc, sporo wkurzających snów. W końcu jednak w jakimś odzyskałam świadomość i postanowiłam wyjść. To było nad ranem, o godzinie 9, przedtem jeszcze się budziłam więc mój paraliż był dość słaby. Wychodzenie było wobec tego ciężkie, dość ociężałe, ale udało mi się. Szybko się dostrajam, na chwile zobaczyłam mój pokój, potem znowu ciemność i znowu dostrojenie. Tym razem znalazłam się w salonie moim. Patrzę przez okno balkonowe, myślę sobie ,,ładna pogoda, polatamy trochę" Wychodzę przez szybę, patrzę na dół. Było tam kilka ludzi. Krzyknęłam coś w pełni euforii, niektórzy spojrzeli się na mnie. O dziwo nie było tam echa, a powinien być bo ten ,,placyk" otaczają cztery bloki. Niemniej zleciałam, i chyba mnie przetransportowało, nie wiem właśnie. Często mam tak że przez chwilę tracę faze, oczywiście naturalnie się dostrajam, a po chwili jestem w innym miejscu. Tak było i teraz. Znalazłam się na dziwnym placu w jakimś jakby pałacyku. Byli tam różni ludzie, różne statusy społeczne. Krzyknęłam imię mojego opiekuna, uznał że nie będę wzywać go po nazwie ,,Opiekunie!" tylko po imieniu, może to bardziej do niego dotrze (to imię wyznał mi kiedyś w śnie podczas rozmowy telefonicznej, była to dość magiczna rozmowa więc śmiem twierdzić że to faktycznie jego imię). Nagle przez drzwi od tego pałacyku wszedł jakiś gościu, który wyglądał troche jak żebrak. Podchodzę do niego, pytam czy jest ,,tutaj imie opiekuna" uśmiechnął się ale zaczęłam rozglądać się dalej, bo ten żebrak był jakiś taki mało rozmowny (xD). Po chwili znalazłam gościa którego najbardziej osądzam o bycie opiekunem. Zapytałam czy nim jest, odpowiedział że tak, coś tam go wypytywałam. Po chwili chyba faza mi się pogorszyła, dostrojenie znowu. On zniknął. Tym razem w jego miejscu była Pani wyglądająca trochę jak moja chemiczka (!!??). Pytam się jej jak ma na imię ,kim jest. Nie chciała mi na to odpowiedzieć choć ogólnie była rozmowa. Pytam się czy jest moją opiekunką? Odpowiedziała że można tak powiedzieć. Zapytałam czy wie że to jest OOBE, odparła że tak, oczywiście że wie. Po chwili na plac wszedł psychicznie chory chłopak, który chciał mnie zadrapać na śmierć. Chwilę z nim walczyłam, w myślach poprosiłam opiekuna by mi pomógł (nie wiem czemu nie wpadłam na to by dać mu energię miłości, bo czułam że ten gościu jest częścią tego systemu i to go nie odstraszy). Po chwili nauczycielka wzięła go i wyprosiła z placu, posłuchał. Po chwili nauczycielka chwyciła mnie, mówiąc coś tam jeszcze do mnie, i pofrunęliśmy. Zaczęliśmy wzlatywać coraz wyżej, ja wgl. nie obczaiłam momentu kiedy zaczęliśmy lecieć. -O mój boże!- Krzyknęłam gdy wznieśliśmy się w jakąś dziwną, ciemną przestrzeń. Była dość... neutralna, nie miała żadnej negatywnej energii, ale sam fakt że przed chwilą byłam na ,,ziemi astralnej" był dziwny. -Jesteśmy poza systemem przekonań- Powiedziała nauczycielka która już była... chłopakiem którego widziałam przed nią. -Jezu, jak tutaj dziwnie- Odparłam szybko szybując jeszcze dalej. Po chwili się zatrzymaliśmy. On zniknął. Ja trochę się przestraszyłam bo byłam w dziwnej, ciemnej przestrzeni zupełnie sama. Szybko jednak zmieniłam podejście gdy usłyszałam w głowie jego głos. -Jeszcze tego nie zrozumiesz- Powiedział, o dziwo bez żadnego żalu czy coś, to było dla niego oczywiste. Mi jednak zrobiło się trochę głupio. -Przepraszam... -Zrobiło mi się smutno że ,,nie jestem jeszcze gotowa". Po przeczytaniu książki R. Monroe bardzo chciałam się tam dostać, a gdy już jestem poza tym systemem to zaczynam widzieć że to jeszcze nie dla mnie. Muszę jeszcze trochę ,,pobawić się" w astralu zanim to zrozumiem. Momentalnie po powiedzeniu przepraszam, poczułam jak coś ciągnie mnie mocno ku ziemi. Po chwili byłam już w pokoju moich rodziców. Był tam mój opiekun najprawdopodobniej, i siostra ze szczurami. Zapytałam raz jeszcze, co to było. -Byliśmy poza systemem przekonań. -To było... dziwne... dlaczego to wszystko działo się tak szybko, to było jedynie ułamki sekund?Dlaczego po chwili wróciłam? -Wróciłaś, bo przeprosiłaś. -Nie rozumiem... -To był jak rozkaz do odwrotu. Przeprosiłaś, że jesteś tutaj skoro nie jesteś jeszcze gotowa. -Nie.. to nie było tak. Przeprosiłam bo chciałam wyrazić skruchę związaną z brakiem przygotowania na strefę poza systemami przekonań. -Może i tak, ale również i w twojej głowie zabłysnął wyraz ,,chce wrócić". Z tego wszystkiego nawet tego nie zapamiętałaś. Zaczęłam się nad tym zastanawiać, faktycznie może coś takiego miało miejsce. Moja siostra trochę przeszkadzała nam w rozmowie, zachowywała się jak Bot, będący częścią tego systemu. Poprosiła bym wzięła jednego szczura. Wzięłam, pogłaskałam. Był taki jak w realu. Po chwili jej oddałam. Odparła, że nie powinniśmy włączać telewizji (była włączona) bo zaraz ojciec wróci. Mimo iż gadaliśmy przy niej o takich rzeczach, to była zupełnie nieświadoma. Zrozumiałam podczas tego OOBE trzy rzeczy: Po 1. Astral dzieli się na kilka rodzajów istot. Przede wszystkim najczęściej to te, które są nieświadome swojej obecności w astralu. Tak jakby senne? Może to właśnie ta ,,śpiąca część" jakiś ludzi która wkrada się nieświadomie do mojego OOBE? A może to tylko moje wyobrażenia? Kolejną grupką istot są to takie, które są świadome obecności w innym wymiarze, ale ten astral jest dla nich domem. Większości przypadków, takie istoty zachowują się jak ludzie, nie chcą z nami rozmawiać, bo przyszliśmy sobie z jakiegoś fizycznego wymiaru, i jesteśmy ,,dziwakami". Takie istoty unikają rozmów (zanim znalazłam nauczycielkę, żebraka i chłopaka musiałam spróbować rozmowy także z takimi typami). Kolejny typ również z tych które uważają astral za dom, to bardziej przyjazne i otwarte istoty. (Choć nie zawsze są przyjazne, to jednak w większości przypadków) Nazwałabym ich ,,niefizycznymi przyjaciółmi" o których czasem się pisze. Nie są to opiekunowie, zarazem nie część nas bo wiedzą często więcej. Wiedzą że nie jesteśmy z tego wymiaru, ale szanują nas i chcą oprowadzić. Tutaj trochę rzuca mi się przykład nauczycielki, która powiedziała że nie jest moim opiekunem ale czymś podobnym. Co więcej różne istoty mogą przybierać postacie z naszego życia, żeby odbiór był lepszy. Kolejną częścią istot to Opiekun, czy też opiekunowie. Cały pic polega na tym, że to jakby jedna istota, która jednak lubi wkradać się do naszego OOBE tudzież snów w różnych postaciach. Czasem nawet udaje transwestyte (mój opiekun ma męskie imię, a czasem jest w postaci kobiety), żebraka, gadającą lalkę. Ogólnie wiele ciekawych czasem wręcz niedorzecznych postaci, dlatego trudno nam go zobaczyć. Jednak! Bardzo często opiekun nam mówi w myślach, i to najczęściej właśnie podczas OOBE. To takie ,,niepozorne myśli" często wymawiane innym głosem niż nasz. Tak samo mówi do nas w życiu fizycznym, ale w OOBE lepiej to słychać (głośniej, przede wszystkim :P). Po 2. W astralu przekaz słowny jest mniej dokładny niż myślowy. Ta rozmowa z opiekunem na samym końcu była raczej myślowa. Dlatego słowa jakie wypisuje w tym poście nie były dokładne. To raczej myśli, pewne odczucia, trochę ,,namalowane" słowami ale definitywnie nie była to rozmowa w której ruszaliśmy ustami. Gdy mówię z różnymi istotami słowami, często mówią głupoty, choć widać że nie są takie głupie, możliwe dlatego że właśnie przekaz słowny jest im ciężko wyrazić. Po 3. NAJWAŻNIEJSZE. Ten pałac był jakby naszym codziennym życiem. Żebrak, chłopak, nauczycielka, psychicznie chory- oni wszyscy są częścią społeczeństwa i systemu. W tym miejscu miałam aż zanadto dużo różnych grup społecznych. A jednak wszyscy żyli z sobą w harmonii. (przynajmniej względnej) Ja np. nie umiałam przegonić psychicznie chorego, ale nauczycielka zrobiła to bez problemu. Żebrak nikomu nie przeszkadzał, mimo iż wszedł do pałacu. Czy gdyby jakiś żebrak wszedł do fizycznego pałacu, to nikt by go nie wypieprzył? Szczerze mówiąc wątpie. Ten pałac był jakby idealnym systemem, czymś do czego musimy dążyć, lecz zarazem przez to możemy się uwolnić. W życiu systemy przekonań sprawiają że żebrak nas odrzuca, nauczyciel może być irytujący ale trzeba mieć do niego szacunek, chłopak może być dobrym kumplem (żebrak już na przykład nie), a z psychicznymi chorobami trzeba walczyć. W tym OOBE widziałam coś zupełnie innego, ludzie żyli w zupełnej symbiozie. Wobec tego trzeba dążyć do harmonii ludzkiej, i wtedy uwolnimy się od tych wszystkich zbędnych systemów przekonań. Ja jeszcze nie byłam gotowa wzlecieć tak daleko, bo nadal oceniam ludzi jako ,,żebraka", ,,nauczyciela", ,,chłopaka", ,,psychicznie chorego", a przecież tak na prawdę liczy się jedno- TO PO PROSTU JEST CZŁOWIEK!
Hej Wam :) Dziś słabo spałam, co chwilę się budziłam z nieznanych mi do końca powodów. Gdy za często się budzę, to i często mam fałszywe przebudzenia (nie cierpię tego). Najgorsze jest to że w tych fałszywych przebudzeniach miałam świadomość, chciałam się obudzić w sumie nie wiem czemu, otwierałam lekko oczy, wydawało mi się że już się obudziłam- a tu kolejne fałszywe. Pamiętam że raz jednak się uspokoiłam i poczekałam by fabuła się rozwinęła. Wydaje mi się że z powodu świadomości robiłam w tym śnie, coś bardziej ambitnego niż ,,pójście z fabułą". Niestety nie pamiętam co dokładnie. Zawsze mnie zastanawia czemu fałszywe przebudzenia tak bardzo mnie denerwują, i dodatkowo chce się z nich obudzić (gdy zdam sobie sprawę że to sen). Może dlatego bo realność tych zdarzeń a zarazem świadomość że to się nie dzieje na prawdę mnie przytłacza? A może dlatego że boję się że jak zwykle ,,utknę" w astralu? Potem miałam sen, śniło mi się że byłam nad morzem i mój młodszy kuzyn się zgubił. Wszyscy się o niego zamartwiali, ze starszym kuzynem w końcu postanowiliśmy że go poszukamy. Weszliśmy na kajaki nad jakimś jeziorem, i płynęliśmy. Po chwili zobaczyliśmy tonącego młodszego kuzyna, wzięliśmy go więc i uratowaliśmy. Wszyscy byli happy a ja zdałam sobie sprawę że to sen i wyszłam. O dziwo znalazłam się w dziwnym miejscu, takim jakby domku w lesie? Cała akcja działa się na ganku. Acha, to było chyba tak że na początku byłam w moim pokoju, ale zanim jeszcze się dostroiłam poczułam teleportacje do tego miejsca. Przed domem stał stolik, a tam dwie rodziny. Moja i druga, która była mi jakoś dziwnie znana. Niestety nie wydaje mi się bym ich gdziekolwiek spotkała. Moja rodzina czasem znikała i zostawałam tylko z tą drugą. Była tam mama, tata, i ich córka. Córka sprawiała sporo problemów, była typową histeryczką. Po jakimś czasie poprosiłam opiekuna by pokazał mi swoje poprzednie wcielenie. Poczułam lekkie drgawki w okolicy trzeciego oka i zaczęłam miewać szybkie wizje. Widziałam żołnierza który zginął przez strzał w głowę. Biegł gdzieś przez jakieś wielkie pole, i nagle ktoś mu strzelił w głowę. Przedtem widziałam jak z kimś rozmawia, a potem ta nagła wizja śmierci. Gdy te wszystkie wizje się skończyły, podeszła do mnie tamta rodzina i powiedziała że pokaże mi swój grób (!!??). Nagle obok tego domu pojawił się cmentarz, pokazali mi swój nagrobek. Nie mogłam niestety zbyt wiele z niego odczytać, tylko data śmierci 1916. A więc pierwsza wojna światowa... hm... co prawda nie podchodzę do tego zbyt emocjonalnie, bo mogłam być w fazie bliskiej snu, ale jednak wizja była dziwna (i sprawiła że trzecie oko weszło w większą aktywność, co może być w sumie argumentem na prawdziwość tej wizji). Mimo wszystko zawsze jak wyobrażałam sobie siebie w poprzednim życiu, to czułam że byłam żołnierzem (jak pewno większość z nas). Więc ta wizja nie była dla mnie jakimś zaskoczeniem. Mimo wszystko jednak, możliwe że wizja wyglądała tak a nie inaczej właśnie z powodu tych moich wyobrażeń. Przed tą wizją starałam się o niczym nie myśleć i mieć otwarty umysł, by niczego sobie nie zmyślić. No cóż, niemniej tak to wyglądało. :P
No Hej :D Dziś miałam bardzo fajną serie OOBE i fałszywych przebudzeń. Niestety wyjść miałam tak wiele, że nie pamiętam do końca kolejności. Cieszę się jednak bo w każdym z tych wyjść zrobiłam coś co chciałam zrobić, i zostały mi w zasadzie jeszcze tylko 2-3 misje które mam spełnić, a potem to już nic w OOBE ,,mnie nie zaskoczy" (choć pewnie teraz tak gadam xD) Wiem jednak że zaczęło się około godziny 6:30. OOBE/Medytacja nr. 1-Rozmowa z Buddą: Przebudziłam się nad ranem o 6:30 i postanowiłam że spróbuje wyjść z paraliżu. No to tak czekam, myślałam przy okazji o moim poprzednim śnie (którego teraz nie pamiętam). Nagle miałam jakiś bardzo krótki sen, przebudziłam się w paraliżu (totalnie bezbolesnym, był to raczej rodzaj transu) i rozmawiałam z kimś. Wydawało mi się wówczas że to jakiś mnich, on jednak przedstawił mi się jako Budda tudzież jego potomek. Cała rozmowa odbywała się za pomocą obrazów i tylko kilku słów. Wytłumaczył mi pewny rodzaj medytacji. Chodziło o to, że medytujący (najlepiej na dworze) wyobraża sobie ruch księżyca. Bardzo stopniowy i spokojny. Zaczęłam też tak robić, i zauważyłam że odniosło to swoje rezultaty, gdyż wypchnęło mi ciało astralne (a w zasadzie tułów). Nogi nie chciały przejść. Walczyłam, próbowałam dostroić się rękoma, tak czy tak nie dało rady. Postanowiłam że wrócę i tak się stało. OOBE nr. 2- Wyciągamy przyjaciółkę: I teraz to tak sobie myślę o czym napisać, bo nie pamiętam które OOBE było kolejne. A już wiem! Wyszłam, nie wiem czy ze snu czy co. Przez jakiś czas miałam ciemność przed oczyma. Pomyślałam o powrocie (ach głupia ja) i zaczęło mnie cofać, a ja z tym walczyłam. Trzymałam się kurczowo różnych przedmiotów, i nagle chwyciłam się czyjeś ręki. Od razu cofanie ustało. Pytam się ,,kim jesteś?" niestety nie pamiętam odpowiedzi, bo chyba została mi ukazana w emocjach tudzież obrazach. Gdy odzyskałam wzrok istoty już nie było. Nie pamiętam co się działo dalej. Ach tak! Postanowiłam że przejdę do mojej przyjaciółki XY i pomogę jej wyjść (chciała tego). No to tak myślę ,,chce przejść do XY" i zaczęłam tworzyć sobie jej ident. Tak jak się spodziewałam jedynie odrobinka emocji sprawiła że poczułam dosłownie burzę uczuć jaka łączy naszą przyjaźń. Wszystko zaczęło się robić czarne, jakieś obrazy bardzo chaotyczne, czułam coś jakbym się rozszczepiała. Słyszałam tam czyiś głos, miałam wrażenie że opiekuna. Acha, bo ja mówiąc do kogo chce przejść użyłam przezwiska, powiedział mi że lepiej będzie gdy powiem imię i nazwisko. Tak też zrobiłam w tym że imię powiedziałam zdrobniale. Gdy poczułam że jestem w tym jej pokoju, poczułam się jakoś dziwnie. Po pierwsze taki jakby lekki strach. Wydawało mi się że coś stoi przy jej łóżku. Wszystko było bardzo niewyraźne. Powiedziałam opiekunowi by przejął kontrolę nad moim ciałem astralnym i ją wyciągnął. Miałam wrażenie że ją chwyta i pociąga, niestety natychmiastowo wróciłam do ciała. Potem miałam jakiś sen, fałszywe przebudzenie. W między czasie budziłam się normalnie i próbowałam wyjść z paraliżu, więc było to strasznie pogmatwane. OOBE nr. 3- Spotkanie z wokalistą: Jakoś udało mi się wyjść, nie pamiętam nawet do końca jak. Znalazłam się w nie w pokoju ale w jakimś mieście. Nieco bajkowym. Były tam takie dziwne ławki, byliśmy na jakimś przystanku tudzież dworcu. Dwa budynki koło nas, i długa droga ciągnąca się przed nami. Po bokach tej drogi stały domki. Była tam ja, dwie dziewczyny, chyba jeden chłopak. Ale wgl. było tam mnóstwo ludzi. Nie jestem pewna co to mógł być za wymiar, bo miałam wrażenie że nie zdają sobie sprawy że ja wyszłam do OOBE. Traktowali mnie jak przyjaciółkę, ale chyba nie zdawali sobie sprawy z OOBE. Wtem zauważyłam gościa, który bardzo przypominał jednego wokalistę. Nie powiem który, bo i tak zaiste mało kto go kojarzy (gościu robi muzyke i wstawia na youtube). Pogadałam z nim, z czegoś się śmialiśmy, i on tak jakby bardziej zdawał sobie sprawę z tego że jest w ,,innym świecie", choć nadal nie był tego 100% świadomy. Chwycił mnie za rękę i zaczęliśmy biec bardzo szybko tą drogą koło której stały domki. W końcu weszliśmy do jednego z domów, był bardzo ładny, w progu stała kobieta w średnim wieku która jak się skapnęłam była jego mamą. Na początku się cieszyła że wpadłam. Zaczęliśmy iść w górę po schodach chyba do jego pokoju. Aż nagle jego mama wpadła w jakąś furie i chwyciła mnie za stopę krzycząc coś w gniewie. Zaczęło mi spadać dostrojenie, i wróciłam. Ale o dziwo do miejsca z którego przyszłam. OOBE nr. 3: Wisielec: No to wróciłam do tego dworca. Nadal byli tam moi przyjaciele. Wtedy dopiero zaczęłam z nimi intensywnie rozmawiać. Po chwili powiedziałam że oni wszyscy śnią, ale jeśli chcą możemy wspólnie przejść do OOBE. Powiedziałam im jak mają to zrobić, zaczęli tak robić. Ja zrozumiałam po chwili że skoro mimo chęci wyjścia nadal jestem w tym miejscu, to to musi nadal być OOBE. Spojrzałam na drogę obok której kiedyś stały domki. Teraz była długa, prosta, i na końcu polna. Zaczęliśmy tam biec. Wybiegliśmy na pole, powiedziałam w myślach że chce pomóc jakieś zagubionej duszy. Biegliśmy dalej, w końcu na polu zauważyliśmy drzewo. Ja poczułam jakiś strach, zrozumiałam że tam ktoś musiał umrzeć. Poczułam tak jakby wszystkie emocje które towarzyszyły tej śmierci, słyszałam jakieś nie do końca zrozumiałe słowa. Zrozumiałam jednak że ktoś tam umarł poprzez głupi wpadek, upadek z drzewa lub zawiśnięcie na sznurze. No właśnie, wypadek a wisielec? Podeszliśmy tam, na jednej gałęzi siedziała zapłakana dziewczynka. Miała maksymalnie 10 lat. Pytam się jej jak ma na imię, i sama jej się przedstawiłam. Zapytałam po chwili co się tu stało. Mówiła dość chaotycznie. Zrozumiałam jednak że (chyba) bawiła się w coś ze swoimi kolegami, obwiązali jej sznur wokół gardła i popchnęli w formie ,,zabawy". Zapytałam się czy jest sposób jakiś by jej pomóc. Powiedziała ze nie wie. Zaproponowałam by zaczęła szukać miejsca które będzie od teraz dla niej domem, albo by poszukała gdzieś tutaj światła. Dodałam że nie jestem pewna czy niebo istnieje, więc nie musi szukać akurat jego, ale jest mnóstwo fajnych miejsc w których może zostać. Zrozumiała, uśmiechnęła się, i zniknęła. I to chyba tyle jeśli chodzi o OOBE. W między czasie miałam mnóstwo fałszywych przebudzeń i nie wiem które to było OOBE a które sen. Ciekawi mnie tylko czemu dwa razy byłam w jednym miejscu (na tym dworcu), a poza tym kim byli ludzie którzy wciąż mi towarzyszyli? Tak jak powiedziałam, nie byli zbyt świadomi tego że są w innym świecie, to bardziej wyglądało na to jakby tam mieszkali i byli przyzwyczajeni do tego typu spraw. Gdy rozmawiałam z dziewczynką bardzo mnie wspierali i czasem dodawali coś od siebie. Zdałam sobie sprawę że chyba pomaganie zagubionym duszom to nie dla mnie. Nie że coś, bardzo ciekawe doświadczenie, ale ja sama nie wiem w sumie jak mogłam jej pomóc. A po tym co powiedziałam czuje pewien niedosyt. Potem miałam jednego LDka ale już z niego nie wychodziłam bo miałam dość. Pozdrawiam :)
Dziś miałam sporo LDków, chyba z 2 lub 3, ale większość z nich zużyłam na ,,bawienie się" w snach. Jeśli nie chcecie czytac jednego z LDków to omińcie poniższy długi fragment tekstu, i przejdźcie do OOBE. Może opowiem Wam ekstra sen zanim się przebudziłam: Śniło mi się że jestem takim jakby ochroniarzem królowej (wyglądała i zachowywała się troche jak królowa Elżbieta), wydaje mi się że w tym śnie miałam role mężczyzny ale pewności nie mam. Aż w zamku zaczęli zabijać ludzi, wszystko wskazywało na to że wkrótce zabiją tą królowe. Wgl. wszystko zaczęło się mieszać. Nagle tak jakby przenieśliśmy się fabułą kilka miesięcy później. Królowa, ja, i parę innych ludzi (jej doradców itp) zostało zamkniętych w takim wielkim budynku przez wroga. Wszędzie chodzili żołnierze i spr. czy nie chcemy uciec. Królowa jednak z jakiś powodów nie mogła tam zostać. Postanowiłam że poprowadzę ucieczkę. Wydostaliśmy się z cel, i nagle przybyli żołnierze. Nie miałam żadnego noża, broni nic. Tak więc głównie biłam i skręcałam karki lub dusiłam xD. Kule które mnie raniły bolały. Bo żołnierze oczywiście mieli karabiny, ale ja byłam jakby niezniszczalna. W normalnym życiu już dawno bym padła, a tutaj proszę :D. Za każdym razem gdy przez chwilę było pusto, po kilku sekundach przybywali nowi strażnicy. W końcu przybyła też inna organizacja, wyglądali trochę jak lekarze/podróżnicy. Też mieli karabiny i strzelali w nas. Udało mi się jednemu wziąć sztylet i dźgałam każdego na drodze xD. Wzięłam też jednego i był moją ,,żywą tarczą" przeciw żołnierzom. Uznaliśmy się wydostaniemy się przez okno. Rozbiliśmy szybę, tego gościa co był tarczą wywaliliśmy i ten umarł. Byliśmy na sporej wysokości, widziałam cały budynek, otoczony był drutem kolczastym, a za nim były lasy i jeziora. Zrozumiałam że to sen, i powiedziałam do królowej i całej reszty że mimo wszystko skaczemy, bo umiemy latać. Tak się stało, zaczęliśmy szybować, odczucia były piękne, czułam wiatr i to wszystko. Wylądowaliśmy gdzieś niedaleko lasu, szybowaliśmy sporo czasu. Uznaliśmy że musimy się cofnąć i iść drogą koło budynku bo prowadzi do miasta. Tak zrobiliśmy. Żołnierze nasz szukali ale nie po tej drodze gdzie my szliśmy. Uznaliśmy że pójdziemy do sklepu i coś kupimy do jedzenia a potem wylecimy do innych krajów. Przy zakupie jako iż byłam świadoma, spróbowałam kiwi, było nie dobre. I jakoś tak po wyjściu ze sklepu się obudziłam. TUTAJ OOBE: Zanim jednak to się stało, miałam OOBE. Miałam LDka, myślę sobie ,,chce wyjść z ciała" i wtem oczywiście ciemność i cała reszta atrakcji. Byłam tak jakby trochę śpiąca, i nie chciało mi się podnieść ciała astralnego (ach to lenistwo). Ale po chwili samo z siebie ciało zaczęło się podnosić. Ja w myślach ,,o jak miło, nie muszę sama wstawać". I nagle poczułam to coś, o czym mówił DS. Jakbym leciała przez tunel, ciemny, szybki. To chyba znaczy, że przechodziłam do innego wymiaru? Sam tunel nie był niczym strasznym, wiedziałam o czym świadczy. Spokojnie czekałam aż przelecę do samego końca. Na końcu poczułam tak jakby mocne wybicie w przód. Po czym wszystko się uspokoiło. Nadal niedostrojony wzrok. Postanowiłam że zacznę trzeć ręce o nogi, bo to najlepszy sposób na dostrojenie. Zaczęłam w tym czasie lekko otwierać astralne oczy. Po chwili byłam już bardzo dostrojona. Jednak z przejściem przez okno miałam problem, jakoś tak wydawało mi się być zbyt ,,twarde i realne" by przez nie przejść. Utknęłam jakby w środku niego. Pomyślałam ,,chce przejść przez okno", i tak się stało. :D Za oknem było mnóstwo ludzi, głównie facetów. Szybowali tak sobie i latali. Mi też wychodziło to z łatwością. Niektórzy byli na dole i szli normalnie, ale nie było dla nich dziwne że inni latają. Podleciałam do jednego chłopaka by zapytać, o co właściwie chodzi. Niestety odpowiedział mi dość nieświadomie. Podleciałam więc do drugiego który nieco przypominał chłopaka z poprzedniego OOBE. Ten odpowiadał już świadomie, co ciekawe wydaje mi się że jego ident był taki sam albo bardzo podobny. Chwyciłam się jego ręki, nie za bardzo pamiętam dlaczego, ale przeteleportowało nas. Byliśmy na takim jakby safari. Ogólnie taka wiocha w środku pustyni. Ktoś coś mówił że tu jest trochę niebezpiecznie. Ja się pytam czemu. Wskazał mi na bok. Spojrzałam, a tam gigantyczny lew (większy niż realny) w klatce, który ryczy. Wciąż był przy mnie ten chłopak. Potem mam taką stop klatkę, wiem że tam coś robiliśmy, spotkałam kogoś, ale do końca nie pamiętam o co chodziło. I dopiero po chwili odzyskałam świadomość. Jakiś koleś miał tego lwa na smyczy, i wszystkich nim straszył. Lew rzucał się na prawo i lewo, i był bardzo zdenerwowany. Na początku się przestraszyłam, ale potem trochę uspokoiłam, i ten lew jakby też zrobił się milszy. Nawet do mnie podszedł i go pogłaskałam (xD). Po chwili ktoś wziął geparda, z tym niestety poradzić sobie nie mogłam. Gdy się do niego odwracałam, on przybierał pozycję jakby się skradał i szedł za mną. Potem ktoś go opieprzył i przestał. I nagle, bardzo świadomie ,,pociągnęło " mnie do ciała. Pierwszy raz nie z uczucia zmęczenia, ale po prostu od tak :)
No hej :D Muszę Wam powiedzieć że miałam dziś ciężką noc :P Sny były jakieś takie nieprzyjemne, a poza tym miałam co chwilę OOBE które trochę mnie męczyło. Już opowiadam o co chodzi :D Otóz miałam dzisiaj chyba z 6 snów, z czego ten ostatni był mega denerwujący. Trochę fantastyczny ale to pewno z powodu filmów i książek xD. W skrócie śniło mi się że należe do takiej tajnej organizacji, ale w niej był taki gościu który lubił się razić prądem xD Ogólnie bylo to coś takiego że klikało się coś na komórce czy coś takiego i jak przez dany okres czasu zdołałeś przetrwać te porażenie to coś tam wygrywałeś. Postanowiłam że też spróbuje, choć to raczej było tak że ten gościu mnie przymusił. U mnie to jednak nie było tak, że musiałam coś wybrać na komórce, tylko po prostu myślałam w myślach by mnie poraził prąd i tak się działo. Muszę Wam powiedzieć że pierwsze porażenie było okropne. Na prawdę jakby prąd mnie raził, i na dodatek to się działo przez jakieś 5 sekund. Nawet serce zaczęło mnie boleć. Później miałam takie niespokojne przez to myśli, i znowu pomyślałam że chce by mnie poraził prąd (cięzko mi było o tym zapomnieć) tym razem było słabiej ale dłużej, poza tym nie mogłam przez to oddychać. Wtedy pomyślałam że porazi mnie prąd tylko wtedy gdy będę liczyć od 1-5, i tak się stało. Nie raził mnie już gdy po prostu chciałam tego, dzięki czemu nie miałam już z nim problemu. Wyszłam bo odzyskałam świadomość, wstaje tułowiem i słyszę przy mnie ciepły, kobiecy głos -Teraz nie wychodź- postanowiłam że się posłucham i wróciłam do ciała. Kolejny sen, znowu świadomy, postanowiłam że jednak spróbuje. Wychodzę, ale miałam jakieś dziwne hipnagogi czy coś. Słyszałam jakiegoś gościa który mi groził, wgl. taka nie fajna atmosfera się zrobiła. Wróciłam do ciała. Znowu świadomość i wyjście. Znowu ten gościu. Nie chciałam wychodzić gdy on przy mnie będzie. Powrót i znowu sen. Wyszłam, kolejny raz ta niepozytywna istota. Wkurzyłam się. Wyszłam, zaczęłam się dostrajać, nie zważając na tą istotę. Postanowiłam że się uspokoję i wybudzę z siebie trochę ,,energii miłości". Gdy tak się stało, słowa istoty zaczęły cichnąć a ona zniknęła. Miałam okropne dostrojenie. Chciałam wylecieć przez okno ale skończyła mi się faza i wróciłam. Miałam kolejny sen, świadomy. Miałam już tego dosyć, bo wciąż to były fałszywe przebudzenia. Nie wiem czy też tak macie, ale takie sny są po prostu męczące i irytujące. Chciałam się obudzić. Za każdym razem gdy rozumiałam że to sen chciałam się obudzić. Miałam tak z 3 razy pod rząd. Wydawało mi się że się budzę a tu kolejny sen. Jeden raz utknęłam jakby w ciele. Nie wiem czy to było związane z brakiem energii czy czym, ale to nie był taki typowy paraliż. Nie czułam bólu, nie miałam hipnagogów, może to był tylko głupi sen. Miałam ciemność przed oczyma, wydawało mi się że mogę poruszać ciałem fizycznym. Także zaczęłam się wiercić by się obudzić, próbowałam otworzyć sobie oczy, krzyczałam. Trwało to jakąś minute czy dwie. Wiem że to może wydawać się głupie, ale byłam dosłownie zamknięta w astralu. Chciałam ,,wrócić" na ziemie by poczuć fizyczność. Nie ruszałam ciałem fizycznym tylko astralnym, mogłam spokojnie z tego stanu wyjść ale ja chciałam się obudzić. Po chwili kolejne fałszywe przebudzenie, wkurzyłam się ale uznałam że może to jakoś wykorzystam. Chciałam wylecieć przez okno, ale moja podświadomość mi mówiła że to jednak nie sen. Tak więc zaczęłam robić TR, niby wychodziło że sen, więc postanowiłam że przejdę przez okno i wylecę. Przechodzę przez to okno i nareszcie- pobudka! Nie wiem czy też tak macie, ale ten stan który opisałam jest okropny. Osoby które mają rzadko LDki pewnie pomyślą że to było świetne, ale osobiście jak mam takie coś, to czuje się taka bezradna i bezsilna. Jakbym utknęła w astralu i za żadne skarby nie mogła z niego wyjść. Ciągłe fałszywe przebudzenia pomieszane z wyjściami do OOBE są bardzo męczące :/
Cześć Wam :) Miałam to napisać w dzień kiedy ten sen mi się przyśnił, bo od początku odbierałam go bardzo emocjonalnie, jednak uznałam że poczekam, zobaczę czy ten sen faktycznie mnie jakoś otworzył na OOBE. Może przedstawię w skrócie sytuacje przed snem: jakoś tak OOBE mi się ,,znudziło". Nie bez powodu: po pierwsze było bardzo krótkie, po drugie fazy często słabe, po trzecie rzadko kiedy miewałam fantastyczne historie godne zapamiętania, po czwarte często w tych OOBE nawet polatać nie miałam czasu bo było bardzo krótkie. Poza tym, wgl. jakoś tak się rozleniwiłam, zaczęłam wchodzić rzadziej na forum, troszkę pogorszyły mi się kontakty z ludźmi których tu poznałam, toteż nikt nie mógł mnie w żaden sposób wspierać. Ogólnie zostałam zupełnie sama, znudzona, a zarazem rozżalona że OOBE to już kompletnie mi nie idzie, bo zdarzały mi się pojedyncze próby by upewnić się czy ,,nadal to umiem". Niestety próby te mi nie wychodziły, co dodatkowo doprowadzało mnie do depresyjnych nastrojów. Po jakimś miesiącu czy dwóch bez OOBE, przyśnił mi się dziwny lecz zarazem piękny sen. Szłam niedaleko kościoła, drzwi do niego były otwarte, w budynku mnóstwo osób. Była chyba jakaś uroczystość. Obok znajdowały się drzwiczki do takiego jakby dziedzińca. Obok nich znajdował się jakiś ksiądz, zaczęłam z nim rozmawiać. Weszliśmy na ten plac, tłumaczył mi że podczas tej uroczystości ludzie muszą pisać swoje grzechy na kartkach, w formie jakby listu, i wtedy ten list dojdzie do Boga. Nagle z wielkim hukiem otwarło się okno, bo ten plac był otoczony takim jakby murem z oknami. Z okna zaczęły wylatywać te kartki z grzechami, które w locie zamieniły się w białe gołębie, a gdy upadły na ziemie zaczęły tak jakby się stapiać i wtedy na ziemi te gołębie były jakby takimi spłaszczonymi znakami. Znaki te wskazywały drogę. Ja nagle przestałam być zauważana przez księdza, doszedł jakiś drugi, gadali o tym, postanowili że pójdą drogą tych znaków. Znaki te doprowadziły ich pod mój dom. Zdałam sobie sprawę że to sen, acz piękny i bardzo dostrojony. Coś mi powiedziało by wrócić na ten dziedziniec. Tak zrobiłam. Znalazłam się przed nim. Już na placu czekali księża. Podeszłam do nich. Z nieba zaczął zlatywać anioł. Co ciekawe, anioł ten prezentował się wręcz genialnie, pięknie, był dosłownym uosobieniem piękna i miłości. Biła od niego taka niewyobrażalna energia. Tak jak każda istota w śnie jest trochę jakby ,,pusta" on miał wnętrze. Był raczej młody, rzekłabym nawet że lekko przypominał dziecko. Miał blond włosy, takie lokowane, typowe dla aniołów. Ubrany był w białą szatę, nosił przy sobie miecz, a jego skrzydła nie miały wyraźnej struktury, były raczej połyskującym światłem. Cały emanował takim błyskiem. Zaczął coś do mnie mówić, niestety nie do końca pamiętam co. Ci księża próbowali zrobić z nim coś złego, ale on się nimi nie przejmował. Oni mnie nie widzieli, jednak On wyczuwał moją obecność. Wzniósł się ku górze, księża chwycili go za stopy i nie chcieli puścić. Powiedział -Nie poddawaj się- i wyrwał się z ich uścisku, zniknął przy tym stapiając się w jasności nieba. Było mi smutno że mnie opuścił, chciałam by wziął mnie ze sobą, ale on odszedł zostawiając pocieszające ,,nie poddawaj się". Od razu dodam że nie doszukuje się tu jakiś bardzo religijnych kontekstów, choć sam sen był bardzo religijny, wyjątkowy, piękny, niesamowity, uczuciowy. Nawet jak teraz o nim myślę to zdaje się że był MAGICZNY. A najlepsze jest to, że po tym wszystkimi ja nagle dostałam takiej energii, tyle siły, i już po tygodniu miałam OOBE. Niezbyt rewelacyjne, ale kolejne było znacznie lepsze. LDki pojawiają się coraz częściej, więcej mi się śni, ogólnie trzymam poziom :) I kto by pomyślał że jeden sen mógł tyle zmienić w ludzkiej psychice. A jednak :)
Witam Was po krótkiej przerwie :D Ostatni dzień mojego wyjazdu, a ja oczywiście mam LDka i OOBE :P Przejdźmy do OOBE. Wstałam z łóżka, przez długi czas nic nie widziałam, dostrajałam się poprzez tarcie nóg. Coś tam zaczęłam widzieć, ale zdawało mi się że w OOBE jest noc, gdyż widziałam jedynie kontury mebli. Coś mi powiedziało by się położyć na takim wielkim łóżku z baldachimem. Co ciekawe wyszłam nie do swojego pokoju, był on raczej starszy ale bardziej bogaty niż mój aktualny. Często mi się zdarza że wychodzę do dziwnych miejsc, nie wiem skąd to się bierze. W każdym razie położyłam się na tym łóżku, i tak jakby na górze tego łóżka była jakaś płachta, czy coś takiego. Na nim odbijała się jakaś ludzka twarz. Na początku się przestraszyłam, ale po chwili ten ktoś zaczął wymawiać moje imię, a ja jakoś tak zyskałam do niego zaufanie. Chciał by mu pomóc. Rozdarłam płachtę paznokciami a ten gościu spadł na mnie, nie sprawiając przy tym bólu. Coś tam do mnie mówił, nie pamiętam co. Podeszłam do okna, z całych sił starałam się nie myśleć o powrocie ale oczywiście pomyślałam. Zamiast jednak wracać do ciała, cofnęłam się nieco i chwyciłam się poręczy łóżka, dzięki temu chyba nie wróciłam. Przeteleportowało mnie do jakiegoś samochodu, chyba karetki. Był tam laptop, a obok mnie siedział ten gościu. Zaczęłam z nim rozmawiać, był istotą inteligentną. Zadawałam mu pytania, w głowie wymyślałam sobie odpowiedzi a on odpowiadał co innego (a więc nie był zależny od mojego umysłu). Zrozumiałam że może to być jakaś postać mojego opiekuna. Zapytałam czemu rzadko mi się pokazuje. Odpowiedział że wcale nie rzadko, tylko nie potrafię go dostrzec w niektórych postaciach. Zapytałam czy zawsze jest przy mnie. Odparł że tak, tylko czasem na krótki moment gdy wie że jestem bezpieczna, opuszcza mnie na chwilę jednak już za kilka sekund wraca. Niestety nie zapytałam go o imię, ani nic takiego. Pytałam go jednak o wiele rzeczy, OOBE było długie. Dostrzegłam także że czyta w moich myślach, ale zachowywał się tak, jakby tego nie chciał pokazać. Był dla mnie miły, ale nie odczułam od niego aury mega dobroci i miłości. Nie wiem, spotkaliście kiedyś opiekuna w OOBE? Bo dużo osób mówi że musi posiadać swoistą aure bezinteresownej miłości, ten jej nie posiadał więc może to nie był opiekun? Choć podświadomość mówiła mi że to On. Raczej nie gadał bezsensownie, chociaż OOBE miało pewnego rodzaju fabułę, i czasem jakby żył nią. Boże, zadawałam mu milion pytań a pamiętam jedynie niektóre. Co więcej, nie był jakimś tam kanonem piękna niczym anioł, pokazał się w postaci normalnego chłopaka. A wiem! Zapytałam go, czy może jakoś oddziałowywać na świat fizyczny, odpowiedział że tak ale tylko w małym stopniu. Zapytałam także czy znaki jakie mi dawał faktycznie były od niego, odpowiedział że w większości tak. Już nie pamiętam do końca wszystkiego. Nie wiem, był miły, ale nie czułam od niego aury miłości. Jak myślicie, czy to był on czy atrapa? Acha, jeszcze powiedziałam mu żeby w kolejnym OOBE nie pokazywał się nade mną tylko koło mnie, bo bym zawału dostała. Zaśmiał się ale odpowiedział że ok. Co o tym myślicie?
No hej, dzisiaj taki wpis typowo pytaniowy :D Śpię sobie dzisiaj smacznie, aż się przebudziłam, nie otwieram oczu słyszę tylko domowników którzy już nie śpią. Nie miałam zbytniego zamiaru wychodzić, leże tak w jednej pozycji i po chwili wyczułam bardzo silne hipnagogi, i obudziłam jakby świadomość podczas zasypiania. Wyczułam mocne wibracje, i poczułam takie ,,dziwne coś na mózgu" (XD) jakby mi coś tam się przestawiło/przeskoczyło? I momentalnie moje postrzeganie było inne, jakby takie senne. Nie nadchodził żaden sen, a ja uznałam że to idealny pomysł by spróbować wyjść. Powiedziałam ,,chce wyjść z ciała" i podniosłam się. Leżałam na brzuchu i ciężko mi było z tej pozycji wstać. Zabolał mnie dziwnie kręgosłup astralny (xD) że aż pomyślałam że wstaje w realu. Położyłam się bo mnie w nogach blokowało. Odwróciłam ciało astralne na plecy, poczułam oddzielanie, ale tylko częściowe i jakby po chwili znowu wróciłam do ciała. Postanowiłam jednak że się nie poddam. Uznałam że wstanę normalnie, najwyżej podniosę się ciałem fizycznym. No to wstaje, miałam wrażenie że wstałam fizycznie, zaczęłam przecierać oczy i po chwili zyskałam wzrok, ale słabo dostrojony. Usłyszałam jakiś dziwny dźwięk który mnie wystraszył i wróciłam. Potem miałam dziwny stan, bo byłam nadal ciałem astralnym w fizycznym i czułam jak zapadam w paraliż. Zaczęłam ruszać ciałem fizycznym (a tak przynajmniej mi się wydawało) i myślałam że przez to się obudzę. Po chwili paraliż jakby ustał, ja wstałam trochę jak do OOBE, ale nie świadomie. Myślałam że to real, zaczęłam ścielić łóżko, przyszła do mnie babcia i coś tam gadała. Udało mi się przytomnie odpowiedzieć na jej pytanie ale jakoś nie obczaiłam że to sen. Po chwili dopiero obudziłam się na serio. I mam kilka pytań: po 1. Czy pierwsze wyjście jakie miałam, było to wyjście ze snu czy z głębokiej relaksacji?? Skoro jako tako nie usnęłam głęboko, tylko wyszłam bo przy zasypianiu wyczułam wibracje, był to stan głębokiej relaksacji czy co? Acha dodam jeszcze, że nie wiem czemu w tym stanie trochę się bałam, nie wiem dlaczego. po 2. Czemu często gdy wychodzę do OOBE kilka sekund po wyjściu słyszę okropne dźwięki, przez które często wracam? To hipnagogi są? Tylko dziwne, bo myślałam że w OOBE ich nie ma. po 3. Czemu często w snach nie można oddychać albo jest to ciężkie? Jak w śnie można temu zaradzić? I to tyle :D
Witajcie :D Od pewnego czasu zaczęłam się zastanawiać, jakie czynniki mogą wpływać na jak największą ilość snów, i jak największą ilość LDków. Eksperyment z piramidką nie podziałał: odnotowałam dużą ilość płytkich, nieświadomych snów, oraz częste pobudki które sprawiały że rano byłam zmęczona. Postanowiłam więc że przeprowadzę pewne ,,mini badanie" odnośnie długości snu, ilości spożywanej kofeiny za dnia, oraz jakości i ilości snów. Postaram się pokazać przykład ilości snów i ldków podczas: a.) Dużej ilości wypitej kofeiny +małej długości snu b.) dużej ilości wypitej kofeiny +dużej długości snu c.) Średniej ilości wypitej kofeiny +małej długości snu d.) średniej ilości wypitej kofeiny +dużej długości snu e.) Małej (wręcz zerowej) ilości wypitej kofeiny +małej długości snu f.) Małej (wręcz zerowej) ilości wypitej kofeiny +dużej długości snu Oczywiście do każdego z tych przykładów wykonam po dwie próby, a następnie ustalę średnią arytmetyczną. Jeśli wyniki z obu prób będą dość zróżnicowane wykonam jeszcze trzecią lub nawet czwartą próbę, a to wszystko by wyniki były jak najbardziej dokładne. Dzisiaj zaczynam z podpunktem a lub b, zobaczymy jak długo pośpię. Wypiłam dziś 1 duży energetyk, plus dwie (średnie) kawy. To raczej spora ilość kofeiny przynajmniej jak dla mnie, bo jest godzina 1:33 a ja nawet nie jestem odrobinkę zmęczona (wstałam dziś o 7, więc raczej o 1 powinnam być co najmniej zamulona?). To ,,badanie" ma za zadanie określić, jakie warunki należy spełnić by ilość snów oraz (co najważniejsze) ilość LDków była jak najlepsza. Oczywistym jest że przy dużej długości snu, snów będzie więcej, ale możliwe że kofeina jakoś to zmieni. Życzcie mi powodzenia, bym wytrwała, zwłaszcza z podpunktem e, bo muszę przyznać że jestem nieco ,,uzależniona" od kofeiny :P No niestety dzień bez kawy to dzień trudny do przeżycia, ale dla Was się postaram. Wyniki testu postaram się podać w najbliższej przysżłości. |