|
|
Co się dzieje gdy braknie "komputera pokładowego" czyli naszego ciała opatrzonego w mózg i rozum, gdy nie nabierzemy odpowiedniej ilości świadomości, rozczłonujemy się, wchodząc w zbiorowy umysł popłyniemy z prądem naszych pragnień i manifestacji do których tak bardzo przylgneliśmy i tak uporczywie ich się trzymamy, ze względu na brak organu fizycznego (mózgu) nie będziemy potrafili zracjonalizować naszego działania, krótko mówiąc popłyniemy z nurtem rzeki na dodatek w kawałkach, jak już zaprowadzi nas on w tereny zgodne z naszymi przekonaniami-wierzeniami, wyciągniemy rękę w kierunku źródła "nie-wiedzy" i wejdziemy znów w 3-wymiarową powłokę (4 jeśli zaliczymy czas), na dodatek zostawiając za sobą hologramy nie przepracowanych emocji. Czy można tego uniknąć? Lub czy jest w ogóle potrzeba aby czegokolwiek unikać? Źródłem "cierpienia" jest ciągły konflikt między duchem a popędami, trzeba nauczyć się stałości i wytrwałości w znoszeniu tego konfliktu. "Nie spełnienie" nie istnieje na pewnym poziomie, a sama dusza żąda szaleństwa, lecz z całą pewnością trzeba przekroczyć także próg mądrości (wiedzy). Nie ma żadnych pośredników, między tobą a Bogiem, absolutem, wszechświatem. Ciało opierające się na węglu to tyllko antena i to nie najlepiej ustawiona, wszystkich kanałów nie odbierze zanim jej nie dostroisz. Światło w oddali to także ty, i pamiętać trzeba, że wszystko co manifestuje się przed tobą to także część jednego wielkiego umysłu. Bez percepcji jednostki nie było by reszty. Obserwacja siebie i nasłuchiwanie bez opinii to najkorzystniejsza droga. Lecz jest także coś takiego jak "zew duszy" jeśli go poczujesz popłyń razem z nim, bez lęku, bo lęk to tylko samozachowawczy instynkt wbudowany w nasze ciała fizyczne. W oddali go nie ma.
|
|