W zawiązku z obecnym tematem na forum, postanowiłem przeprowadzić eksperyment. Jednak dopiero po paru dniach dostałem się do rzekomej czerni. Nie jest to zwykła ciemność w jakiejś lokacji, a bezgraniczna przestrzeń w której wisimy. Założenie jest proste tworzymy projekcje, z ów niezwykłego miejsca które jak zakładam wcale nim nie jest. Tkwiąc gdzieś w nicości (miejsce wybrałem wcześniej - miejsce pracy) zaczynam sobie wyobrażać to miejsce. Nadaję ruch, wyobrażam sobie sztaplarkę w której własnie jadę oczyma wyobraźni poruszam się po zakładzie. Przejeżdżając przez bramę utwierdzam się w postanowieniu, że zacznę widzieć to miejsce w ciemności i tak się dzieje. Aby dopiąć swego celu zmierzam ku miejscu gdzie włączam światło, zapalając je nadaję intencje, że jak przejdę przez ścianę na zewnątrz budynku odzyskam obraz (wiem to wbrew logice). Obraz powraca, a ja podejmuje lot w stronę domu. Najłatwiej mi się tworzy miejsca nadając pierw ruch, skupiam się jedynie na tym ruchu starając się go odwzorować. Podejmując zakręty i wyobrażeniu sobie znanego mi miejsca wszystko szybko nabiera kształtów.