|
|
4+1.Późno poszłam spać. 4 pobudka, z myślą, iż gdy nie dobudzę się to odkładam. Leżę, ciemno, jednak zbudziłam się. Wstaję, czytam, oczywiście literatura oobe. Wybudzona całkiem, godzina minęła błyskawicznie. Nie wydłużam, kładę się. Relax szybki, patrzę pod powieki. A tam cuda. Najpierw jasno, potem bardzo czarno. Potem jak w kalejdoskopie, pełno obrazów, co chwilę zmiana. Zanim się przyjrzę, znowu coś innego. Widzę niewyraźnie, obraz rozmyty. Pojawia się obraz Chełmońskiego Babie lato. Dziewczyna w bieli leży na trawie, ręce ma w górze, zamyślona, obraz robi się wyraźniejszy, ale jeszcze zamazany. Pojawia się myśl- a co będę tak leżeć (ja nie byłam tą dziewczyną, patrzyłam na nią). Polatam sobie. Położyłam się na ziemi, macham rękami, w dzieciństwie latałam i tak się wzbijałam w powietrze. Macham, macham, widzę jakby z góry, niewyraźnie. I nagle- klik- normalnie klik słyszę i inny obraz, całkowicie coś innego, wszystko rozmazane i ciągłe zmiany. Proszę o prowadzenie i ochronę Siły Wyższe, wtedy spłyca się nie wiem co- faza? I tak w kółko. Nie panuję nad obrazami, dzieje się co chce. O 6 mąż przechodzi cichutko, a ja podskoczyłam do góry, aż mnie podniosło. Potem znowu odpłynęłam, ale już nie wiem co się działo. Nadmieniam, że wczoraj czytałam Castanedy Sztukę śnienia. Ludzie, trochę sobie polatałam.
|
| ||||||||||||||||||||||