Sen sprzed 2 lat.
Idę przez las. Las czarny, ciemno. Czarne drzewa, powykręcane gałęzie jak macki. Na ziemi czarność, krzaki, próchniejące pnie. Boję się, w powietrzu wisi niebezpieczeństwo. Idę ścieżką, powoli, rozglądam się dookoła.
W poprzek leży potężny próchniejący pień i wzdłuż niego pełznie olbrzymi wąż. Zielony, wręcz seledynowy, cudny kolor. Pełznie powoli, rozwiera paszczę, widzę kły, wąski język. złowrogie oczy patrzą bezlitośnie. Zbliża się. Ja stoję skamieniała. Groza.
I koniec. Nie wiem co było dalej.....