|
|
Taka sobie opowiastka. Była sobie dziewczyna. 18 lat, blond loki, zielone, wesołe oczy. Chciała lecieć wysoko. Ponad rzeczywistość, którą miała dookoła siebie. Ciężko pracowała. Książki były jej przyjaciółmi. Zjawił się chłopiec, który dużo mówił o miłości. Pokochała go. Na skrzydłach miłości leciała do słońca, i spadała w otchłań rozpaczy. Przyszedł ten dzień, ktoś powiedział- on chodzi do innej. Serce dziewczyny zamarło, zapytała go, czy to prawda. Nie, kocham tylko ciebie. Uwierzyła. Może chciała uwierzyć.Leciała, ale nie tak wysoko. Zakradła się niepewność. A serce mówiło- kłamie, to nie ten. Znowu to samo- on chodzi do innej. Dziewczyna płakała, i postanowiła- koniec tej miłości. On błagał i prosił, długo walczył. Za późno. Była twarda jak głaz. Rzuciła się w ramiona innego. Powiedział, że będzie kochał i nie opuści aż do śmierci. Potem już nie mówił o miłości. Dziewczyna dalej płakała i biła go pięściami. A on brał ją w ramiona. I tak trzyma do dzisiaj. Serce ucichło i znowu śpiewa.
|
|