Sen sprzed ok. 2 lat.
Jestem w kościele dawno temu. Mury walą się. Ja zaglądam do środka. Boczną nawą idą mnisi jeden za drugim, w ciemnych habitach, zakapturzeni. Twarz nie widać. W rękach mają płonące świece. Płomienie migocą. Jakby nie byli żywymi ludźmi. Nie powinnam tam być. Jest to niebezpieczne. Cofam się do krypty, gdzie są 2 sarkofagi.
Ten po prawej to grób Romea Monteki. Kładę się na sarkofagu, jestem przykryta czarną peleryną z kapturem. Kocham Romea i bez niego nie chcę żyć. Zasypiam szczęśliwa, w końcu umieram. Patrzę na to z góry, spod sufitu. Dalej widzę jak moje ciało wysycha, zostaje sam szkielet.
Sen pamiętałam dość długo. Przyczepił się do mnie wtedy wiersz Norwida Nad grobem Julii Capuletti w Weronie w wykonaniu Wandy Warskiej.