|
|
Idę po plaży, po piasku. Widzę lagunę, otoczoną palmami? Zieleń. Woda turkusowo-błękitna. Piękny, słoneczny dzień. Wchodzę do wody, same stopy. Woda przyjemnie chłodna. Wchodzę głębiej, kolana, biodra. A niech tam, zanurzam się cała. Płynę, rozgarniam ramionami wodę. Błogość. Wodę uwielbiam od zawsze. Pusto dookoła. Może by tak delfiny? Pojawia się rekin. Większy ode mnie, ciemny grzbiet, jasny spód, pionowa płetwa grzbietowa. Trochę strachu, ale tak trochę. Płyniemy, on obok mnie. Pomyślałam, po co się męczyć, machać rekami. Wyciągnęłam ręce wzdłuż ciała, płynę jak ryba. Może by tak coś pooglądać. Może rafa. Płynę w dól, jest rafa. Szary kolor koralowców, kolorowe ryby, ukwiały. Dalej nie wiem.
|
|