|
|
Jestem w grupie osób nieznanych mi. Ktoś został zamordowany, widzę na ziemi przykryte szarym kocem zwłoki. Nie wiadomo kto to zrobił. przyglądam się tym ludziom, ale nie umiem ustalić, kto by to mógł zrobić. Kilka osób schodzi do piwnicy, szukać mordercy. Ja się boję. Po krótkiej przerwie jednak idę. Ciemno, wszyscy przeszli dalej. Schodzę po schodach, widzę ciemne pomieszczenia połączone otworami bez drzwi. Zaglądam, i wycofuję się. Śpimy, musimy uważać. Śpię z drugą osobą, ona schowana pod kołdrą, nie widzę jej. Łóżko podwójne, zamknięte ze wszystkich stron firankami, parę prętów. Sufit też zamknięty. Budzę się, usłyszałam, poczułam ruch na kołdrze. Ciemno, macam rękami po kołdrze i wymacałam ludzką rękę, obciętą. W panice odrzuciłam ją, odbiła się od ścianki w nogach. Leżę cicho, wystraszona. Nic się nie dzieje, wymyśliłam, że na dzisiaj ten morderca nie uderzy. Nie będę przecież spać z ludzką ręką. Wzięłam ją i wyrzuciłam za łóżko. Zasnęłam. W dzień postanowiono, że schodzimy do podziemi. Ja boję się, ale nie zostanę sama, wolę być z ludźmi. Schodzimy, dość ciemno. Zejście głębokie, wielkie piwnice tworzące labirynt. Widzę parę osób ubierających ciemne kostiumy, jakby nurków. Służą do chodzenia po tym labiryncie. Scena przed zejściem- rozstawione stoły, białe obrusy, dużo jedzenia. Mamy się najeść. Widzę talerze z gorącą kaszanką i inne mięsa. Przychodzą 4 osoby, które wyszły z podziemi. Przemarznięte, na dole jest bardzo zimno. 1 kobieta jest prawie niebieska. Patrzą na stoły. Pozwalam im zjeść, ale z niechęcią. Ma starczyć dla nas. Przed zejściem mamy się wyspać. Znowu jestem za wszystkimi. Jestem na zboczu góry, trawa, kamyki, głazy. Ludzie śpią w śpiworach. Zostaje mi wskazane moje miejsce. Mój śpiwór, taki mam w realu. Poniżej mnie śpi młody chłopiec, 12 lat? Wysunął się ze śpiwora, sika przez ubranie, widzę małą fontannę, obsikany do stóp. Śpi dalej. Nie wiem, czy go budzić. Postanawiam go nie budzić.
|
|