|
|
Jestem w podziemiach. Uciekam przed kimś. Jest nas 4 osoby, ja, Małgosia- moja przyjaciółka, dziecko i ktoś. Pomieszczenie zawalone gratami, stare, rozwalone meble, jakieś dziadostwo. Wchodzi kobieta, nieduża blondynka. Muszę uciekać. Nie może mnie złapać. Dziecko pochyliło się za rupieciami. Przeciskam się przez szparę, równoległą do podłogi. Małgosia zostaje. Zostawiła, jak mówi dokumenty. Wciągam ją. Pyta co wzięłam z bagażu. Mówię, że jedzenie. Mam świeżo upieczone placki, połamane w kawałki. Takie robiło się kiedyś przy pieczeniu chleba na wsi. Ciasto jak na chleb na szybko opiekało się na blasze pieca. Były pyszne. Skąd mi przyszły te placki. Moja nieżyjąca teściowa robiła takie pyszności. Reasumując, zeszłam w podziemie, uciekam, droga nieznana, bałagan, ciągnę przyjaciółkę,pyszne opiekanki mam na drogę. Dalej- zeszłam w podświadomość, boję się, uciekam. Ta blondynka co mnie goni, to chyba ja, jestem do niej podobna. Ciągnę przyjaciółkę, ona nie chce, ja ciągnę, a przecież wiem, że nic na siłę, to jej droga. Moja droga ciemna, kierunek nieznany, ale biegnę, goniona przez samą siebie. Na drogę mam pyszne pożywienie. Będę sobie sama interpretować, może kto pomoże.
|
| ||||||||||||||||||||||