BożenaMaria's Notatnik


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

7 Stron V  « < 3 4 5 6 7 >
entry 06.02.2016 - 19:07
Sen sprzed ok. 2 lat.
Jestem w kościele dawno temu. Mury walą się. Ja zaglądam do środka. Boczną nawą idą mnisi jeden za drugim, w ciemnych habitach, zakapturzeni. Twarz nie widać. W rękach mają płonące świece. Płomienie migocą. Jakby nie byli żywymi ludźmi. Nie powinnam tam być. Jest to niebezpieczne. Cofam się do krypty, gdzie są 2 sarkofagi.
Ten po prawej to grób Romea Monteki. Kładę się na sarkofagu, jestem przykryta czarną peleryną z kapturem. Kocham Romea i bez niego nie chcę żyć. Zasypiam szczęśliwa, w końcu umieram. Patrzę na to z góry, spod sufitu. Dalej widzę jak moje ciało wysycha, zostaje sam szkielet.
Sen pamiętałam dość długo. Przyczepił się do mnie wtedy wiersz Norwida Nad grobem Julii Capuletti w Weronie w wykonaniu Wandy Warskiej.

entry 06.02.2016 - 17:48
Taka sobie opowiastka.
Była sobie dziewczyna. 18 lat, blond loki, zielone, wesołe oczy. Chciała lecieć wysoko. Ponad rzeczywistość, którą miała dookoła siebie. Ciężko pracowała. Książki były jej przyjaciółmi.
Zjawił się chłopiec, który dużo mówił o miłości. Pokochała go. Na skrzydłach miłości leciała do słońca, i spadała w otchłań rozpaczy. Przyszedł ten dzień, ktoś powiedział- on chodzi do innej. Serce dziewczyny zamarło, zapytała go, czy to prawda. Nie, kocham tylko ciebie. Uwierzyła. Może chciała uwierzyć.Leciała, ale nie tak wysoko. Zakradła się niepewność. A serce mówiło- kłamie, to nie ten.
Znowu to samo- on chodzi do innej.
Dziewczyna płakała, i postanowiła- koniec tej miłości. On błagał i prosił, długo walczył. Za późno. Była twarda jak głaz.
Rzuciła się w ramiona innego. Powiedział, że będzie kochał i nie opuści aż do śmierci. Potem już nie mówił o miłości. Dziewczyna dalej płakała i biła go pięściami. A on brał ją w ramiona. I tak trzyma do dzisiaj.
Serce ucichło
i znowu śpiewa.

entry 04.02.2016 - 17:13
Sen sprzed 2 lat.
Idę przez las. Las czarny, ciemno. Czarne drzewa, powykręcane gałęzie jak macki. Na ziemi czarność, krzaki, próchniejące pnie. Boję się, w powietrzu wisi niebezpieczeństwo. Idę ścieżką, powoli, rozglądam się dookoła.
W poprzek leży potężny próchniejący pień i wzdłuż niego pełznie olbrzymi wąż. Zielony, wręcz seledynowy, cudny kolor. Pełznie powoli, rozwiera paszczę, widzę kły, wąski język. złowrogie oczy patrzą bezlitośnie. Zbliża się. Ja stoję skamieniała. Groza.
I koniec. Nie wiem co było dalej.....

entry 02.02.2016 - 19:07
4+1.Późno poszłam spać. 4 pobudka, z myślą, iż gdy nie dobudzę się to odkładam. Leżę, ciemno, jednak zbudziłam się. Wstaję, czytam, oczywiście literatura oobe. Wybudzona całkiem, godzina minęła błyskawicznie. Nie wydłużam, kładę się. Relax szybki, patrzę pod powieki. A tam cuda.
Najpierw jasno, potem bardzo czarno. Potem jak w kalejdoskopie, pełno obrazów, co chwilę zmiana. Zanim się przyjrzę, znowu coś innego.
Widzę niewyraźnie, obraz rozmyty.
Pojawia się obraz Chełmońskiego Babie lato. Dziewczyna w bieli leży na trawie, ręce ma w górze, zamyślona, obraz robi się wyraźniejszy, ale jeszcze zamazany. Pojawia się myśl- a co będę tak leżeć (ja nie byłam tą dziewczyną, patrzyłam na nią).
Polatam sobie. Położyłam się na ziemi, macham rękami, w dzieciństwie latałam i tak się wzbijałam w powietrze. Macham, macham, widzę jakby z góry, niewyraźnie. I nagle- klik- normalnie klik słyszę i inny obraz, całkowicie coś innego, wszystko rozmazane i ciągłe zmiany. Proszę o prowadzenie i ochronę Siły Wyższe, wtedy spłyca się nie wiem co- faza? I tak w kółko. Nie panuję nad obrazami, dzieje się co chce.
O 6 mąż przechodzi cichutko, a ja podskoczyłam do góry, aż mnie podniosło. Potem znowu odpłynęłam, ale już nie wiem co się działo.
Nadmieniam, że wczoraj czytałam Castanedy Sztukę śnienia.
Ludzie, trochę sobie polatałam.

entry 01.02.2016 - 20:33
Ćwiczę wizualizację z cytryną. Widzę ją szybko. Czarne tło, głęboka, aksamitna czerń, Po środku cytryna żółtowoskowa, bokiem. Przestawiam ją czubkiem w moją stronę. Przecinam na pół, nie wiem czym, bez narzędzi. Wyciekają krople soku. Widzę ją od strony przecięcia. Oczywiście sama się ślinię.

Wcześniej zrobiłam medytację. Serce wyobraziłam sobie jako słońce, coraz szerzej obejmujące klatkę piersiową, szeroko. Jeden promień wysyłam do góry aż do Boga. Tworzy się kanał coraz szerszy pulsujący w górę. Drugi wysyłam w dół, do Matki Ziemi, ukorzeniam się. Tu gorzej, połączenie dość marne. Krąży energia z góry w dół, od dołu do góry. Coraz większa, coraz mocniejsza. Super energia we mnie.

W snach zaczynam odczuwać bardziej zmysłami. Kolory- głęboka czerń, aksamitny łeb lwa płowy, czerwień materiału, czarny las i zielony wąż. Przestrzeń- widzę przestrzennie. Temperatura- chłodna woda, przejrzysta, mętna, błotnista. Gorące powietrze, para jak w saunie. Też dotyk. Dotyka mnie taki jeden, co do niego nic nie mam, a ja w 7 niebie. Nie ma słów, aby to opisać.

Też na jawie bardziej czuję

7 Stron V  « < 3 4 5 6 7 >  
Mój obraz