Na początek krótka informacja abyście mogli mnie zrozumieć. Chodzi tu głównie o moje wierzenia. W mojej opinii zwolennika reinkarnacji (rożne czasy, różne światy itp kombinacje) istnieje coś jak linia życia, odgórnie wybrana przez nas droga jaką będziemy podążać w danej inkarnacji. Ma to na celu zbieranie odczuć, informacji, przeżyć itd (o tym kiedy indziej). Owa linia życia nie jest jednak przez nas przestrzegana w 100% (chociaż czasem pewnie zdarzają się wyjątki), mamy wpływ np czy przez nasze decyzje zrujnujemy swoje życie i popełnimy samobójstwo skracając swój żywot lub będziemy żyć dbając o siebie i wydłużymy swoją linie życia. Często dokonujemy też mniej znacznych wyborów. Jednak można być pewnym że jeżeli chodzi o decyzje miłosne to jest to coś ważnego. So far so good, połowa wstępu za nami ;) Kolejna sprawa to kontakt duchowy ze wszystkimi bytami niefizycznymi które nam pomagają trwale (anioł stróż, anioł przemiany) lub w danej chwili (np. ktoś bliski wspierający nas w sytuacji krytycznej). Owy kontakt może odbywać się różnie, jak pewnie się domyślacie wymienię teraz sny, OOBE, medytacje itd.
W końcu mogę przejść do sedna. Ostatniej nocy otrzymałem coś jakby ostrzeżenie, chociaż wygląda to bardziej jak dobra rada w formie snu od któregoś z moich opiekunów. Skąd wiem że to nie był zwykły sen/LD? Po pierwsze takie rzeczy się CZUJE! Po drugie jak często macie LD które w pewnym momencie się całkowicie zmienia bez waszej ingerencji, pomimo waszych prób staje się odporne na wasze "komendy" a wy stajecie się samymi oczami obserwując pewną sytuację? Dobra, drugi argument może i słaby ale pierwszy powinien wam wystarczyć (poza tym ja nie muszę niczego udowadniać ;)). Przekaz był w formie umownej, przenośni którą będzie mi łatwo zrozumieć. I tak się stało, ledwie w kilka minut po przebudzeniu zrozumiałem o co chodzi i w tym momencie poczułem "ciepło" i ulgę na sercu. Niejednokrotnie czułem to wcześniej podczas rozmów z moimi opiekunami, tego uczucia nie da się pomylić z niczym innym. To był znak że dobrze zrozumiałem ich intencje. Tak więc chodzi o moją miłość do pewnej osoby. Zrozumiałem że nic z tego nie będzie, że to nie jest "ta jedyna" lecz także zrozumiałem że mogę przeżyć wiele miłych chwil z tą osobą. Oczywiście dosyć szybko się one skończą a wtedy będzie nieunikniona rozpacz (serce nie sługa...). Każda droga ma swoje plusy i minusy i tylko ode mnie zależy która wybiorę. Musze przyznać że jest to trudny wybór ale czuję iż jestem wspierany przez moich niefizycznych braci. Pamiętam również że zawsze mogę wybrać drogę pomiędzy, rozegrać tą sytuacje tak żeby zachować względną neutralność decyzji. Tu jednak pojawia się chwila na zastanowienia czego tak naprawdę chce? Uczucie do tej osoby rozwinęło się niezależnie od mojej osoby, ba! początkowo nawet go nie chciałem. Mogę je zdusić i postąpić zgodnie z tym co mówi mi w tej chwili rozsądek na podstawie obecnych informacji. Z drugiej strony żecie na ziemi jest przepełnione bólem i chyba warto przeżyć kilka miłych chwil dla kilku chwil bólu. Świat jest zbudowany na zasadzie równowagi więc prędzej czy później będę cierpiał, tu mam chociaż szanse na świadome cierpienie. Co do kurwy nędzy mnie podkusiło żeby zinkarnować się na tak zacofanej planecie przepełnionej bólem?! "Ziemia" to zdecydowanie zła nazwa, "Próba" jest bardziej odpowiednia ;)
Ehh... wyrzuciłem to z siebie, od razu lepiej :D Jeszcze nie wiem jaką decyzje podejmę ale na pewno będzie właściwa (zapamiętajcie, nie ma złych decyzji!).