|
|
Tytuł notki odzwierciedla mniej więcej to, o czym chcę pisać. Mianowicie... jak pewnie wszyscy wiedzą, myśli zajmujące człowieka w ciągu dnia, mogą później powracać w czasie snu. Czasami jest to strasznie irytujące. Szczególnie, jeśli próbuje się wyspać, a tu po kilku godzinach porządnego snu zaczyna się rozbudzać (chociaż chciałoby się jeszcze pospać) i myśli się o forum internetowym, sopranistkach... albo o tym, że miało się zapisywać sny. Spałam trzynaście godzin (i już nie czuję się jak pijana... :] ). W międzyczasie* kilka razy byłam bliska przebudzenia i wiedziałam, że mi się coś śniło... pamiętałam też w tych momentach mniej więcej, co mi się śniło. Ale szybko też stwierdzałam, że jestem jeszcze niewyspana i nie będę wstawać i zapisywać w tej chwili tego, co pamiętam, bo się rozbudzę i się nie wyśpię. Powtarzałam sobie tylko, że muszę zapamiętać ten sen, żeby później go zapisać. I co? Oczywiście, po zupełnym rozbudzeniu (o godzinie 13:30) pamiętałam tylko, że coś mi się śniło i miałam to zapisać... ale co mi się śniło, jest aktualnie dla mnie zagadką. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że w 90% przypadków, kiedy wiem, że coś mi się śniło, jestem w stanie rano zapisać przynajmniej część tego snu... a dzisiaj nic. Ma ktoś może jakiś dobry sposób na zapamiętywanie snów? Dziennik już prowadzę od jakiegoś czasu, ale niewiele daje... ;) *haha, ciekawe, czy istnieje więcej niż jeden wymiar czasowy... pewna teoria mówi, że gdyby tak było, czas liczyłoby się i tak jako wypadkową tych kilku wymiarów czasowych... I skoro może istnieć więcej niż trzy wymiary przestrzenne, to czemu nie np. dwa czasowe? ;)
|