|
|
Środa wieczór (a może to był już czwartek...?) rządna snu Avlime kładzie się spać, aby następnego dnia myśleć na kartkówce z matematyki (której to kartkówki jednak nie było...) Ćwiczy wizualizację jabłka, które w swoich marzeniach zjada, bo jest takie ładne, soczyste i pyszne, później zaś myśli o niedojrzałej cytrynie, której zapachu nie może sobie z pamięci przywołać. Zaczyna się rozluźniać i ćwiczyć utrzymywanie się na granicy snu. Na plecach niewygodnie... trzebaby się przewrócić na bok... Pięc minut później leży już rozluźniona na prawym boku i przysypia. W umyśle pojawiają się obrazy miast, które widzi jakby unosząc się nad nimi. W pewnym momencie, gdy (będąc w ciele fizycznym) szybowała w swoim umyśle nad uliczką osiedlową z blokami i drzewami przy chodniku... obraz zaczyna uciekać, jakby ktoś wyrywał sprzed oczu zdjęcie, w które się akurat wpatruje. Zaskoczenie. Co to było?! Próbuje utrzymać ten obraz, ale szarpnięcie się powtarza. Nadal walczy o pozostanie tej ulicy w umyśle, gdy z kierunku odwrotnego do szarpania obrazu nadchodzi mężczyzna w średnim wieku, z krótkimi ciemnymi włosami, ubrany w jeansy i t-shirt... i zaczyna kopać w ulicę i zwijać ją wraz z drzewami, jak dywan! Obraz znika, pozostaje uczucie zaskoczenia i pytanie: co do cholery...? O_o
|