CYTAT(6umerang @ 15.05.2008 - 20:01)

Więc w końcu próbował ktoś? Był? To jak to wygląda?
Proszę bardzo, Fragmenty dwóch podróży (zapiski z dziennika :D)
Najpierw pojawiły się wibracje. Potężne wypełniające całe ciało. Źródłem wibracji było serce. Rozchodziły się po całym ciele i słyszałem dzwonienie w uszach niczym z dzwonka mechanicznego szkole. Oddzielenie jednak okazało się niemożliwe. Po chwili wibracje ustały. Leżałem dalej i czekałem. Po kilku minutach powróciło znajome uczucie jakby napięcia i poczułem że jestem niemalże wydzierany z ciała przez jakąś potężną siłę. Siła ta ciągnęła mnie za ręce. Zacząłem poruszać się z olbrzymią prędkością. Coraz szybciej w górę i na boki gwałtownie zmieniając kierunek. Poddawałem się temu jedynie obserwując i czekając co będzie dalej. Właściwie nie wiem czemu to miało służyć. Pewnie jakiś cel temu przyświecał bo lot był długi i w całkowitej ciemności. Po chwili poczułem że znalazłem się znów w łóżku. Czułem olbrzymią energię zgromadzoną podczas tej podróży. Wystrzeliłem w niebo z olbrzymią prędkością. W czasie lotu pomyślałem ze miałem się udać do dolnego świata a naparzam w niebo. Po chwili poczułem że tracę impet. Wykonałem jeszcze jeden taki skok w górę ale czułem że już daleko nie polecę. Po chwili wytraciłem prędkość. Leciałem wzdłuż jakby jakieś konstrukcji. Była to jakby olbrzymia wysoka dzwonnica. Złapałem się konstrukcji u jej szczytu i chwilę wisiałem na rękach. Wysokość była olbrzymia. Widziałem odległy horyzont i w dole małe domki. Musiałem być na dobrych kilkuset metrach. Pomyślałem że teraz musze skoczyć. Stwierdziłem może wbije się w ziemie i dotrę w ten sposób do dolnego świata. Skoczyłem na szczupaka. Zacząłem napierać oszałamiającej prędkości. Po chwili wpiłem się w ziemie. Zacząłem przez nią przenikać i pomyślałem że brnę dotąd aż się da. Do samego jądra. Czułem że przenikam najpierw piaski, potem jakąś skałę, wodę znów skałę, oleistą warstwę ropy znów skałę i w pewnym momencie gwałtownie zahamowałem. Poruszanie stawało się coraz trudniejsze. Zacząłem odczuwać jakby gigantyczne ciśnienie oddziałujące na moje ciało. Brnąłem dalej. Warstwa twarda się skończyła i znów trochę przyśpieszyłem ale uczucie ciśnienia i zagrożenia zaczęło narastać. Po chwili czułem że jeszcze chwila i dłużej tego nie wytrzymam. Skręciłem i pomknąłem pod kontem 90 stopni. Znów minąłem poprzednie obszary i wyleciałem na powierzchnię....
....Wstałem. Znów czułem znajome uczucie lekkiego mrowienia i mocy. Dom już nie był mój ale zupełnie inny. Wyszedłem przed niego. Uczucie mocy mnie normalnie porażało. Zacząłem siła woli poruszać i przesuwać przedmioty. Coraz większe. Unosić w powietrze i przewracać. Uniosłem się jeszcze powietrze przepełniony tym wspaniałym uczuciem. Po chwili wylądowałem. Pojawił się przewodnik. Nie wiem dlaczego ale nie mogę go dokładnie zaobserwować. Nawija coś szybko czasem telepatycznie. I przebiega gdzieś koło nóg jakby rozmazana smuga. Mówi ze musze iść. Wyrwałem się z tego zatracania i zacząłem znów myśleć logicznie. Poszedłem za nim i znalazłem się w jakimś jakby parku. Były tam drzewa i jakieś domki. Patrzę na około biegają jakby małe koty i próbują się okręcać wokół nóg. W pewnym momencie miałem ich chyba ze 3 owinięte koło nogi. Złapałem jednego za łebek i zacząłem trzymać. Przewodnik do mnie mówi że do podróży „tam” (chodzi o dolny świat) będę potrzebował kość. Ścisnąłem z całej siły. Zwierzak zaczął gryźć i drapać. Bolało niemiłosiernie (Kurde do tej pory czuję takie lekkie mrowienie w ręce gdzie mnie pogryzł) Zacisnąłem dłoń i czułem że kość się poddaje. Ścisnąłem pokładając to całą siłę jaką mam i czaszka pękła. Czuje że w dłoni cos mam. Otwieram i zacząłem się temu przyglądać. Wyglądało to coś jakby breloczek z kości tylko miało nieregularny kształt przypominający głowę kota. Trzymałem to w dłoni i zacząłem iść. Jednak przewodnik nawija do mnie że musze schować do kieszeni. Bo jak nie schowam to w kolejnym wyjściu tego nie będę miał. Zacząłem grzebać w kieszeni i okazało się że mam tam chyba z 3 takie breloczki już ale o innych kształtach. Schowałem i ten i poszedłem. Idę przez park i patzę niemal w każdym drzewie dziupla. Ale czuję że w niemalże każdym ktoś mieszka. Przypominam sobie z drogi szamana że mam się czuć przechodząc przez tunel bezpiecznie. Zbliżam się do jednej z dziupli a tam wysuwa się z niej jakiś robako-waż. Cały zielony. Oddaliłem się i twierdziłem że lepiej poszukam jakiejś dziury. Wszedłem na jakąś uliczkę. Patrzę studzienki kanalizacyjne. Pomyślałem że do kanału to lepiej nie schodzę. Rozglądam się i widzę w załomie krawężnika i jezdni coś w rodzaju spływu na deszówkę. Nie zastanawiając się długo wskoczyłem tam na szczupaka. Poczułem że wciskam się w wąski tunel. Zacząłem się czołgać. Było ciemno. Po chwili zobaczyłem światełko dnia. Pomyślałem jest inaczej bo w poprzednim świecie było ciemno. Wyczołgałem się z tunelu i rozglądam się. Niby w pierwszym momencie pomyślałem że nic z tego nie wyszło bo na pierwszy rzut oka świat wyglądał podobnie i wydawało mi się że doczołgałem się do wyjścia na następnej ulicy. Po chwili zacząłem jednak dostrzegać coś dziwnego. Wszędzie panowała taka dziwna różowawa poświata i do tego co chwilę widziałem siebie. Tylko nie jak teraz ale jakbym miał ok. 10lat. Zacząłem słyszeć urywane strzępki rozmów. Dźwięk był też dziwny bo towarzyszyło mu metaliczne echo. Zacząłem iść wzdłuż drogi. Co chwile widzę siebie. Jakby mamę, ojca jakaś kłótnia. Zaczynam kojarzyć że to strzępki wspomnień z mojej podświadomości. Idę dalej ulicą i jestem tym coraz bardziej zafascynowany. Normalnie niesamowite to było. Przypominam sobie że jak widzę drogę to mam nią iść i nie zbaczać. Idę więc i widzę skrzyżowanie. Znów przypominam sobie z książki że ma iść prosto. Patrze na wprost kościół taki olbrzymi. Schody wysokie a drzwi chyba z 4m.Owieram je. Czuć ich ciężar bo otwierają się powoli. Wchodzę do środka. Kompletna ciemność. Słyszę że drzwi się zamykają. Czuję obecność w środku dużej liczy ludzi. Zaczynam powoli odzyskiwać wizję. Ludzie stoją na około. Znów widzę siebie w tłumie. Po chwili widzę kolegę z podstawówki. Zarówno ja jak i on mamy góra po 10 lat. Widzę że do mnie podchodzi. Przypomina mi się że nie za bardzo za nim przepadałem. Nagle czuję palący ból w nodze. To sygnał z ciała. Czuję że chyba musze wracać i zastanawiam się czy kontynuować z bólem czy jednak wrócić. Po chwili stwierdziłem ze wracam. Wszystko zaczęło się jakby błyskawicznie cofać a ja pokonywać całą drogę w szybkim tempie jakby do tyłu. Szybki ruch przez ulicę. Wejście w dziurę. Wyjście w pierwszym świecie i powrót do ciała.