|
Wstępem. Zawsze myślę, muszę mieć paraliż aby wyjść. Muszę mieć wibrację. A następnie opuszczać ciało, tylko tak będę poza nim.
Marzenia, wspomnienia, obrazy. To wszystko wydaje się takie zwykłe, takie codzienne. Ale jak często zdarza się zamyślić niekontaktując przez chwilkę. Wtedy także jesteśmy poza, jednak w innym stopniu świadomości.
Tutaj pojawia się mój problem.
Przybieram jakąś pozycję, zamykam oczy. I wyobrażam sobie, że wychodzę z ciała. <potwierdzeniem tego o czym wspomniałem jest fakt że w wyobraźni zawsze obracam się jedną stroną>
Nie powiem, jest mi ciężko utrzymać ten stan wyobrażenia. Często się rozmywa. Często go tracę. Tym samym mając wrażenie jakbym wrócił znów do ciała. <chodzi o otwartość na bycie poza>
Jest także w tym taki jeden moment, w którym niezauważalnie wszystko staje się rzeczywiste. Tak jakbym przy świadomości rzeczywistości tu i teraz, był jednocześnie gdzie indziej. Trwa to ułamek sekundy bo gdy tylko to się stanie, zaraz z dziwnym poczuciem w żołądku tracę to.
Czy to jest tzw wtopienie? Może już wtedy na ułamek jestem w poza całym sobą lecz gdy tylko logika łapie ten fakt odrzuca go?
Raz leżąc tak zobaczyłem swoje ręce. Jakbym patrzył przez swoje oczy. Obraz się rozwalił, gdy tlyko zdałem sobie sprawę.
Raz zobaczyłem obraz jakiegoś miejsca. Zdałem sobie sprawę i obraz się rozmył.
Chodzi o tą różnicę miedzy Wyobrażeniem , gdzie coś jest niedokładne. Nagle zmienia się w coś jak Wizja , gdzie obraz jest idealny, cudowny, aż żałuję że sie rozmywa.
Czy utrzymywanie tej owej wizji to byłby krok do znalezienia się w rzeczywistości tu i teraz poza?
|