|
Byłam ostatni miesiąc poza domem. Inne środowisko, pomieszczenie, nie moje łóżko... Pierwsze 2 noce spokój, może była to taka "aklimatyzacja" albo odpreżenie się po 8 miesięcznej charówce. Jednak już trzeciej nocy pełny odlot. A potem zero oporów. Nawet z "eksperymentami" - burza, deszcz a ja samiusieńka pod namiotem ,ale bez przesady, na podwórku 5 metrów od chałupy, aż taka odważna nie jestem. Więc nie miejsce w którym się legło jest decydujące, bardziej wewnętrzny spokój, relaks...
|