|
Pewnego razu miałem sen, w którym przeszedłem przez przejście na jakimś osiedlu, które odczuwałem jakby było jakąś granicą, a za nią kryło się coś niezwykłego, tajemniczego, jakby przejście do innego świata. Gdy przeszedłem przez te drzwi to znalazłem się nagle w innym miejscu, wszystko było przejrzyste, bardziej jaskrawe i o niezwykle żywych, intensywnych, barwach. Stałem na trawniku, a przede mną widniał budynek przypominający ogromną świątynię o różnorodnych kształtach i budowie, którego nie jestem w stanie konkretnie ująć i opisać. Zbudowany był z materiału przypominającego czerwoną cegłę, dach o nieco ciemniejszej barwie. Dookoła po alejce chodzili ludzie, część ludzi wchodziła do wewnątrz. Wszedłem do środka świątyni, nie jestem w stanie opisać wnętrza bo zbyt bardzo wszystko się mieniło. Było zarazem ciemno jak w wieczór, a zarazem jasno jakby miejsce to oświetlał złoty blask słońca. Czułem się tam tak wspaniale, spokojnie, bezpiecznie i błogo, czułem przyjemne ciepło i spokój. Siadłem jednej z ławek, uklęknąłem i zacząłem się modlić, bo poczułem taka chęć, co mnie niezwykle wyciszyło i oczyściło umysł. Poczułem się czystszy, mniej rozproszony, uważniejszy. Wstałem i poszedłem dalej wzdłuż ołtarza. Na samym końcu nie siedział żaden ksiądz, nie było tabernakulum, ani ambony. Nie był to zwyczajny kościół, gdzie prowadzi się mszę. Na końcu ołtarza po lewej stronie ujrzałem coś niezwykłego, coś co przykuło moją uwagę i wprawiło w wzruszenie, stałem jak oczarowany tym widokiem. Był to mnich, lub jakiś mistrz w żółtej, lub pomarańczowej szacie skąpany w złotym świetlistym blasku. Siedział spokojnie, skupiony, nieporuszony i medytował. Złoty blask, niezmącony spokój i mądrość biły z niego dookoła jak promienie słońca. Czułem się wspaniale przed jego obliczem, biło od niego błogie ciepło. Skierował w moją stronę jakiś gest unosząc rękę i dalej nierozproszony i w pełni spokoju oddał się błogiej medytacji. Patrzyłem jeszcze chwilę na niego wzruszony, wpatrzony jak święty obraz czując to niezwykłe uczucie i blask bijący z jego wnętrza. Po chwili odwróciłem się i zobaczyłem, że na środku ołtarza ludzie podchodzą i z jakiegoś stoliczka coś biorą. Podszedłem i zobaczyłem, że na tym stoliczku leżą kulki, które przypominają landrynki o różnych kolorach. Wziąłem jedna z nich do ust i zacząłem się rozpływać, po czym się obudziłem.
Jak zacząłem rozmyślać nad tym tematem to przypomniał mi się ten sen, który tu opisałem i ten mnich, mistrz, który tak silnie mnie oczarował swym blaskiem. Niestety było to kilka lat temu, nigdzie tego nie zapisałem (głupi byłem) i opisałem to tu tak jak najbardziej pamiętam. Gdy to sobie przypomniałem to poczułem to cudowne uczucie ze snu.. to ciepło :) Czasami nie dowierzam, czy to zwykły sen, czy coś głębszego.. wiem, że to było coś cudownego :)
|