Człowiek w swoim życiu różnych rzeczy próbował (bardziej eksperymentalnie, niż rekreacyjnie).
W „MiWPC” opisuję pewne doznanie jakie miało miejsce po zażyciu marihuany.
Owszem, było to wyjście i to konkretne, wywaliło mnie na daleką fazę, ale na ów stan, miały wówczas wpływ również inne czynniki.
Pamiętam, że byłem wtedy mocno przetrenowany, coś mnie brało przeziębienie. Z tego co pamiętam wziąłem, chyba dwie tabletki 0,5g aspiryny i popiłem kawą siekierą. I dopiero wypaliłem trawkę.
Zero kontroli. Wywaliło mnie prawie że natychmiast.
Preludium było dość nie ciekawe, bo silnego ataku lęku wówczas dostałem. Myślałem, że zaraz umrę. Na dobrą sprawę, z perspektywy czasu na to spojrzeć, to było umieranie. Bo czym jest wyjście z ciała i to tak gwałtowne.
Nie udało mi się w tamtym czasie tego drugi raz powtórzyć. To był jednorazowy incydent. Jakiś fuks.
Oj dawno nie paliłem trawy. Nie wiem chyba 10 lat. I jakoś mnie nie ciągnie specjalnie. Raz, że może dlatego, że nigdy jej nie jarałem nałogowo, dwa, że mam teraz i tak dość wrażeń z poza. Na palcach obu rąk można policzyć eksperymenty z panią maryśką w latach młodości. I to też po parę buchów było.
Mój dobry kumpel jarał zielsko dłuższy czas, to w końcu zespołu amotywacyjnego się nabawił. Nic mu się nie chciało. A po zadaniu mu nawet najprostszego pytania odpowiadała „nie wiem” i to nie od razu, tylko po dobrej chwili, jakby był no stop zawieszony. Lipa trochę.
Wszystko jest dla ludzi. Ale z narkotykami jest tak, że ich branie przypomina chodzenie po bardzo cienkiej linie. Cholernie łatwo się z niej spieprzyć. Może Ci się uda, może nie. Najlepiej w ogóle nie brać.
Próbowałem też parę razy LSD, haszysz z raz, amfetaminę ze trzy razy, no i salvię divinorum ekstrakt x30. Tyle mojej przygody z narkotykami.
Salvia jest cholernie mocna jeśli chodzi o siłę wywalania z ciała. Nie polecam jej nikomu. Nie-lotnik, początkujący obenauta, może nawet wystraszyć się i zablokować na tamten świat, bo Duch-Opiekun Fazy Salvi niekiedy przychodzi. Do mnie przyszedł.
Dość neutralna Postać, ale początkującego może wystraszyć. Ja nie lubię jak ktoś w poza mnie obcy chwyta i proponuje oprowadzkę po swojej fazie. No chyba, że jest to Anioł, a nie jakaś Pani Salwia. Normalnie na siłę mnie zaczęła ciągnąć „no chodź, chodź, chodź… już, już, już…” Nie lubię takiej kontroli. Powiedziałem jej trochę do słuchu i przerwałem salwią fazę.
Najwyraźniej ten narkotyk ma soją częstotliwość w poza i swojego Opiekuna. Kto wejdzie w tą częstotliwość, innymi słowy: kto się zbucha salvią, jest bardzo prawdopodobne że na tą istotę trafi.
Co tam jeszcze z czasów młodości pamiętam?
LSD, cholernie mocne, ale to nie wychodzi się stricte po tym, tylko bardziej sam mental przesuwa do poza. Na zasadzie „Gdzie pomyślisz tam jesteś.” Jak nie kontrolujesz myśli, to zero kontroli nad LSD, kwas tylko Cię wymęczy, będziesz latał jak on chce a nie jak Ty.
Albo jeszcze co gorsza, coś Ci otworzy kwas, z podświadomości przywlecze i będziesz chodził miesiąc po tym przestraszony. Bo i takie przypadki pamiętam. Ja wróciłem do siebie, a kumpel po miesiącu. No lipa tak chodzić po ulicy z wytrzeszczem w oczach i bać się własnego cienia.
Także nie polecam narkotyków. Najlepiej na sucho, z pełną świadomością i kontrolą, bez wspomagaczy, no chyba, że to yerba :)
DSDarek Sugier "Dzienniki Jessego" 2011-2012 e-book drukarskiDarek Sugier "Reportaże św. Piotra" 2011 e-book drukarskiDarek Sugier "MIŁOŚĆ i WOLNOŚĆ Poza Ciałem"
2002 e-book drukarskiarchiwalna strona Darka Sugiera 2007-2009porady Darka Sugiera na oobe.pl 2002