|
Witajcie, jako nowy gość na tym forum postanowiłem że się przywitam i przy okazji opiszę wam moje pierwsze doświadczenia z OBE (jeśli kogoś to w ogóle interesuje :D).
Trafiłem tu przez Google, szukałem poprostu jakiegoś polskiego forum o OBE, by mieć kontakt z doświadczonymi ludźmi w tej dziedzinie. Moje pierwsze wyjścia miały miejsce dość wcześnie w moim dzieciństwie, chociaż wtedy nie wiedziałem jeszcze co to jest. Nie było to z regóły przyjemne (łącząc siłę tworzenia ze strachliwym umysłem dziecka), działo się to czasem co noc, spontanicznie, przez okres paru tygodni pod rząd, wszystko było tak realne że waliłem w porty na samą myśl pójścia spać. Później po kilku latach miałem jeszcze jedno wyjście, też nie planowane oczywiście, ale wtedy byłem już świadomy tematu. Później jakoś wszystko się urwało, w wieku 20 lat obiłem się o termin 'OBE' na necie gdzieś, dopiero wtedy powiązałem tę nazwę z minionymi zdarzeniami i bardzo mnie to zainteresowało. Znalazłem parę 'sprawdzonych' sposobów na wychodzenia z ciała (typu 'lina') i zabrałem sie fanatycznie za trening. Po około 3 tygodniach prób (dzień w dzień) zacząłem wątpić. Byłem znudzony i olałem, stwierdziłem że mi chyba nie było dane. Trzy dni potem miałem wyjście. Tylko że początek nie przypominał nic co było mi dotąd znane. Obudziłem się o około 5:00 nad ranem, miałem wrażenie że przez zamknięte oczy widze światło, byłem strasznie przyjarany, w takim pół śnie jeszcze. Nagle usłyszałem w uszach pisk, mój umysł skojarzył ten pisk z jastrzębiem i nagle zobaczyłem jastrzębia. Koleś sobie latał chwile w kółko i nagle zanurkował swoimi szponami w moje ramie, przez chwile bolało jak cholera. Poczułem szarpnięcie, na sekunde urwał mi się film i nagle powróciłem znów dryfując powoli po pokoju. Czułem przechodzący przeze mnie powiew powietrza z otwartego okna, słyszałem wiatr. Nie czułem ciała ani go nie widziałem. Wszystko lśniło kolorami, znaczy to były te same kolory tylko jakby troche do przesady nasycone. Widziałem siebie na łóżku z moją dziewczyną. Nie czułem ani strachu, ani zdziwienia, ani fascynacji, nic, poprostu totalny relaks, całkowity spokój, jakby musiało być. Jednak widzenie siebie na łóżku zainteresowalo mnie i postanowilem podleciec blizej. Niestety jak tylko zblizylem sie na odleglosc metra moje cialo wessało mnie do środka, jakby ktoś nagle otworzył luk w samolocie. Znów sekunda black out i znów widze światło przez zamkniete powieki. Powiem wam szczerze że tak jak leżałem, tak się podniosłem, usiadłem na łóżku i aż mi łzy poleciały na myśl o tym cudownym przeżyciu jakie przed chwilą jeszcze miałem. Od tamtego momentu próbowałem wyjść, ale bez skutku. Trzy razy miałem sytuacje gdzie wpadałem w trans ale przeogromny pisk w moich uszach zniechęcał mnie do kontynuacji. Miałem wrażenie że czacha mi pęknie, aż po wybudzeniu pół głowy mnie przez chwile bolało. Teraz w wieku 25 lat powracam do tego, z ciekawości, mam tylko nadzieje że uda mi się pokonać te bariery. Chciałbym raz jeszcze przeżyć to co wtedy. A tak na marginesie, co sie mnie tyczy to żadna 'lina' tu nie pomaga. Najlepiej działa budzenie w środku nocy albo wczesnym ranem budzikiem. Wtedy wystarczy utrzymać świadomość przez około pół minuty i już zaczyna się paraliż. Jaki jest wasz najbardziej sprawdzony sposób? Pozdrawiam.
|