Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

oobe.pl

 
Start Porady Roberta
Monroe
Porady Brucea
Moena
Porady Darka
Sugiera
Park Forum
Notatki
Arty
> 2) Wyprawa Na Wawel., -integracja roznych forow.
Zbyszek
post 26.01.2009 - 14:09
Post #1

cialka.net
Grupa: OOBE VIP
Ikona Grupy
Postów: 2874
Dołączył: 22.09.2006
Skąd: cialka.net
Nr użytkownika: 99




2) WYPRAWA NA WAWEL.
*
Jolanta:
W ten pt, sob. i niedz. o 21:30 staramy się swoimi sposobami wyjść w astral i udać się w ściśle określone miejsce na Wawelu.
Jak tylko możliwe, umawiamy się wcześniej z innymi, by dobrać się w pary, trojki, grupę.
Zaczynając nasza indywidualna procedurę, najpierw mentalnie łączymy się z omówionymi osobami np. w miejscu TAM Bruce`a, pod jego kryształem.
o 20:15, gdy poczujemy cokolwiek co daje nadzieje, ze ktoś do nas dołączył, bierzemy namiar na ustalone miejsce na Wawelu. Spotykamy się w kaplicy św.Gereona.
Następnie odwiedzamy rożne zakamarki wnikając w ich historie. Nie przeszkadzając fizycznym turystom na podłodze, unosimy się delikatnie przy suficie☺.
Potem, najpierw podsumowujemy wyniki grupowe i w tej formie przekazujemy na forum. Jeśli w całości materiału wyjdą ominięte w naszych podsumowaniach zbliżone szczegóły, dorzucamy je na forum, by uzupełnić obraz doznań.
Na koniec robimy listę poprawek na przyszłość, jeśli takie nam się nasunęły.
*
Zbyszek:
Pięknie sformułowane przez Jole cele wyprawy w zupełności wystarcza na rozpoczęcie kolejnej integrującej nas eksploracji niefizycznej.
Obserwujemy również przez 3 noce nasze sny, doszukując się ich związku z wieczornymi eksploracjami.
Drapiąc wawelskiego smoka nie zapomnijmy o higienie.
*
Przypominam sobie moja pierwszą wizytę pod kryształem Brucea. Stercząc w jakiejś białawej pustce, usiadłem na okrągłym podeście z czarno biała szachownica.
Zobaczyłem ja w warstwie astralne,j odzyskując na chwilkę świadomość. Kafelki ceramiczne wydawały mi się wielkim absurdem. Miał być przecież kryształ a ja jak rzemieślnik przyglądam się kafelkom na podłodze. Wstyd mi się zrobiło i zacząłem szukać kryształu. Nie widziałem go. Jakieś rozmyte, białe jajo, pojawiło mi się przed nosem.
Szukając ostrych kantów na jego powierzchni, wpadłem w jeszcze większe rozczarowanie. Jeśli to jego kryształ to muszę coś zrobić, może wtedy Bruce mnie postrzeże. Chciałem koniecznie dać mu znać, by nie było wstydu za nieudana wycieczek. Nikogo nie postrzegałem przecież.. Pusto w kolo. To niby podróżowanie było jakoś strasznie wymuszane prze zemnie. Siedziałem sobie przecież na krześle i niby miałem być gdzieś indziej. Uśmiechnąłem się sam do siebie i wskoczyłem na górę jaja.
Jajo dawało się w wyobraźni łatwo odkształcać. A teraz zrobię z niego banana z otwarta skórka. Uf wyszło to trochę jak kabiny w statku kosmicznym. Chwytając rozbawiony za pile zacząłem ciąć jajo od góry. Gry gry , wyobrażałem sobie jak ciacham pila jajo energetycznie. Może coś ktoś postrzeże.
A jak by je przestawić albo zwędzić, przestawić je do mojego pałacu, który sobie wybudowałem na poprzednim ćwiczeniu. Ktoś łapie mnie za kolniesz i czuje jak pędzę wyrzucony w przestrzeni astralnej, pozbawiony wzroku. Nic nie widzę ale czuje jak się przesuwam z zawrotna prędkością. Ha ha, dobre pomyślałem sobie, ale ślizgawka.
Beztrosko otworzyłem oczy i się uśmiechnąłem z przekąsem.
Bruce opowiadał potem o podeście jaki zbudował z czarno białych kafelek przy krysztale.
Gdy opowiadałem mu o piłowaniu, odrzekł. No tak. Gdy ludzie widza coś cennego to chcą zaraz zabrać. Ktoś z widowni dorzucił.
Witamy w Polsce.
Brus potwierdził dziwne błyski na krysztale.
Ktoś jeszcze wspominał o rozłupującym się krysztale, przypominając mi moje dziwne kabiny kosmiczne, powstałe z szali mojego, pękającego i rozmazanego jaka choć banana..

Trochę o kaplicy i czakramie wawelskim, -sporo napisane. Jeśli znajdziecie coś ciekawego to wklejcie. Może ma ktoś fajne prywatne fotki. Wszyscy chętni mile widziani. Godzina może ulec jeszcze zmianie. Może ktoś zna jeszcze inne fora, chętne do wspólnego wypadu?
GODZINA ODLOTU 21;30


http://wapedia.mobi/pl/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5...eona_w_Krakowie
*
http://www.ndw.v.pl/art.php?nr=494&kom=1
*
http://www.um.oswiecim.pl/pl_chemik/13_200...es/czakram.html
Profile CardPM
+Quote Post
 
Start new topic
Odpowiedzi (1 - 4)
Zbyszek
post 31.01.2009 - 20:30
Post #2

cialka.net
Grupa: OOBE VIP
Ikona Grupy
Postów: 2874
Dołączył: 22.09.2006
Skąd: cialka.net
Nr użytkownika: 99




1) PIĄTEK 21:30:

Piątkowe sprawozdanie:

Przed ćwiczeniem przygotowałem sobie na podłodze kamień, wyglądający trochę jak czarna cegła- niby kamień węgielny pod czakrę wawelska.
Dobrze go ważyłem w ręce, by zapamiętać jego ciężar i formę. Miało to mi utrwalić w pamięci historykę czakramu,
Czytając o Wawelu, zrobiłem sobie mała wyprawę na Wawel. Powspominałem Brusa pod kryształem. Szlo mi wyśmienicie, odczułem silne podłączenie do wielu osób.. Opowiadałem mu o warsztatach. O 23;20 zrobiłem przerwę na papierosa.

Gdy wróciłem do jednego z wolnych pomieszczeń na budowie, odechciało mi się mentalki.
MOGŁEŚ ZOSTAĆ: TERAZ NIC Z TEGO NIE BĘDZIE - MIAŁEŚ NIE PALIĆ!!!- komentuje z wyrzutami sam do siebie.
Cos w tym było. Wpadłem w panikę, już za późni, nie zdążę, wszyscy czekają, nie wyjdzie.
UUUU, Siedziałem na skrzynce koli całkiem rozbudzony 10 minut, bardziej chcąc biegać niż medytować.
Wymuszając akcje w mentalce, usiadłem naburmuszony na podeście pod kryształem brusa.
BĘDZIESZ SAM-rozlega się głos zza pleców. Wyobraziłem sobie kryształ. Wtłoczony w akcje rzuciłem w niego kamieniem. Odbił się jak od gumy, trafiając we mnie.
Przewracając się jak gumowa kukła, zobaczyłem w moim pobliżu Brucea. Cos wskoczyło z kryształu, przywierając do mojej twarzy.<!--more--> Zdjąłem to coś odruchowo, podziwiając delikatność odczuć. Istota tego tworu była dla mnie nierozpoznawalna, zawierała w sobie zapewne jakieś symboliczne znaczenie. Ah embrion z kryształu, fragmenty filmu....
No dobrze pomyślałem, trzeba grzecznie, bo mnie znowu ktos chwyci za fraki i wyrzuci gdzieś w kosmos.
Pojawiło się kuleczko z ludzi, trzymających się za ręce. Trochę nas było mało.
POMYŚL O INNYCH; głos z ciemności.
Krąg się nagle poszerzył. Wpuściliśmy wielu ludzi. W którymś momencie , wyobrażałem sobie , żółta substancje u podnóża mlecznego kryształu. Założyłem śmieszne mokasyny, dostrajając się do astrala. Z kryształu zaczęła się wyłaniać wielka dłoń. Na początku wyglądało to jak coś żółtego bez formy, jak podsiniaczony rozwijający się kwiat, lub grzyb., wydostający się z kryształu.
Gdy się temu przyglądałem zamieniła się ta forma twarda rękę. Ta zmiana była już moim tworem, gdyż zmieniło mi się otoczenie i odczułem lekkie zawirowania przestrzeni astralnej.

A teraz na Wawel, pomyślałem. Zapomniałem o uczestnikach wyprawy, gnany ciekawością.. Pochodziłem po wnętrzu, zaglądając w zakamarki. Było pusto. Przypomniałem sobie opowieści o czakramie i przykucnąłem do medytujących na kucaka. W międzyczasie przyciągnąłem kabel pod napięciem, i poprażyłem nim płytę kamienna z napisami. O wyskoczył mi mały murek, powstał mi przed oczami.
W którymś momencie wskoczyłem pod podłogę i znalazłem się w pustce. Srebrzysta posadzka odgradzała ciemne wnętrze ciągnące się do wnętrza ziemi. NIE MA CZAKRAMU, pomyślałem , szukając wszędzie wzrokiem. (uaktywniły się przeczytane wyniki z badan czakramu).
Trochę mnie dziwnie pokręciło pod podgala, czego nie potrafię opisać. Jakieś ruchy wielkich form w szarości. Jak pletwa wieloryba wprawiła szara substancje w delikatne drgania( moze smok:)Brak jakichkolwiek korytarzy wydawał mi się trochę dziwny. Przyglądałem się z niedowierzaniem tej szarości, ciągnącej się wręcz w nieskończoność.

EH A TERAZ NA KOLUMNĘ KRĘCONĄ. pojawia się w myślach uwaga NP-ka.
O,- je- dobrze pamiętam. Zacząłem na jednej z nich tańczyć jak .dziewczyna na dróżko, stajać się częścią wykonująca dynamiczne ruchy. Z mentalnego obserwatora, stałem się ruchomym w astralu. Zamieram w bezruchu, postrzegając stojąca naprzeciw mnie śmiejącą się niemiłosiernie Conti. Stoi naprzeciw mnie , widzę ja trochę nieostro ale wiem , ze to ona. O mam cie!! Kolejne niefizyczne spotkanie się powiodło. W którymś momencie coś wydźwignęło mnie pod sufit, -dużo światła.
W międzyczasie ( utraciłem chronologie zdarzeń) robiłem sobie bulwę na głowie, wyciągając ja w gore i formując ja w długie sznurki. Odczułem czyjeś ręce na mojej głowie, czochrały mnie czegoś tam szukając . Nie rozpoznałem czego, bo skoncentrowany bylem na silnym doznaniu ruchu astralnego.
Przyjeżdżając do domu, zobaczyłem żonę czyszcząca parę godzin lodówkę w gumowych rękawiczkach. Z wypiekami opisała przebieg walki z pleśniejącym serkiem pod plasterkami kiełbaski.
*
NOCNE SNY:
W nocy śniła mi się moja przyszła książka- (ciałkofreniczny poradnik śniącego malarza), przypominając trochę kamień węgielny, rzucony w kryształ. Na twardej okładce widniał spis treści, wydrukowany wielgaśnymi literami.
Rozumiejąc polowe treści książki, roześmiałem się siarczyście, gdyż jej odmienność od wszystkiego co mi znane, była ogromna. Dwa ostatnie rozdziały odsunęły się w ciemność, nie wpuszczając mnie w jej treść.
Ach tak, pomyślałem jeszcze jej nie stworzyłem i nie chcesz mój rozmówco zepsuć mi przed czasem zabawy!!!
Wylądowałem również w czerwonej krainie, ludzi ubierających się na czerwono. Po ostatnich ćwiczeniach z czerwona farba, otworzyłem świadomie oczy we śnie na oścież, dziwiąc się wszędzie widocznej czerwieni. Ludzie ubierali się na czerwono. Czerwone kurtki, czerwone szaliki . haha
Pytając NP-ka co ma oznaczać ta maskarada,- usłyszałem wykład o zaangażowaniu emocjonalnym, -nawiązanie do wysłuchanej opery AIDY.
Parę ćwiczeń na patrzenie, przeprowadzonych dzień wcześniej, zaowocowało wielka poprawa dynamiki snów i bogactwem wieloplanowych obrazów, serwując mi dobra widoczność w czasie śnienia.
Profile CardPM
+Quote Post
Zbyszek
post 02.02.2009 - 08:37
Post #3

cialka.net
Grupa: OOBE VIP
Ikona Grupy
Postów: 2874
Dołączył: 22.09.2006
Skąd: cialka.net
Nr użytkownika: 99





2) SOBOTA:

Siadając na fotelu w zaciemnionym pokoju, zastanawiałem się co będzie się dzisiaj działo .
Ukończyłem rano malarstwo ścienne w klubie gier i zadowolony z siebie, postanowiłem dzisiejszego wieczoru przetestować odmienna postawę w czasie eksploracji.
Zawsze, gdy się do niej zabierałem, zamierałem w bezruchu na parę minut, obserwując zwalniający się rytm oddechu. Gdy przyglądałem się mu zanadto, odnosiłem wrażenie, ze przestaje wręcz oddychać, zakłócając naturalny jego przebieg. Po chwili koncentracji, wzmacniając wole gromadzącą się samoczynnie energia, ruszałem w akcje, wyobrażając sobie w ciele mentalnym przestrzeń, w której się ruszałem w rożnych kierunkach. Wymuszałem powstawanie wrażeń , naciskając w ciemności na nieistniejące przedmioty. Pojawiały się one opornie. Bez widocznej formy, będąc jedynie tworem myślowym, którymi się na codzien ciągle otaczam. Przyzwyczajony do nich, nie przypisuje im zbyt wielkiego znaczenia. Przestrzeń w której się one pojawiają zdaje się być wewnętrznym planem w umyśle mnie samego, kojarząc się raczej z czymś nierealnym, nie istniejącym, a wręcz zmyślonym w marzeniach, nie mającym żadnego znaczenia. Ignorowane prze ze mnie wielokrotnie , również dzisiaj nie wydawały mi się godne dokładnemu przyjrzeniu się.
GDZIE JESTEŚ STACHU!! – wołam niefizycznego przyjaciela.
Pusto, żadnej odpowiedzi, w zamian utknąłem w jeszcze większym bezruchu. Nic mi się nie chciało, było bez znaczenia czy do was dolecę na Wawel, czy będę siedzieć tak pól wieku na fotelu.
Tym razem działo się coś inaczej.
Zamarłem w bezruch, nie mając ochoty na naciskanie akcji. Co za lenistwo!!
Starając się wyrwać z tego stanu, poddałem się po chwili szarpaniny. Nie miałem wsparcia. Ten aktywny element woli, został czymś zamrożony. Cos go wchłonęło, unieruchomiło, pozostawiając jedynie leniwy bezruch. Przy kolejnym proteście, wystrzeliło mi coś z głowy w bardzo subtelnym planie, coś się dzieje w ciele mentalnym i przyczynowym. Nie miałem w to wglądu, zbyt będąc zajętym uwaga dolnymi ciałkami. Świadomością tkwiłem gdzieś w dolnych planach, odbierając jedynie intensywne doznania.

Trwając w tym stanie, słyszę Staszka, JEST DOBRZE, OBSERWUJ.......
Ach to ten stan bezruchu ,o który zabiegają podróżnicy przed wyprawa astralna.
Należy w nim trwać, aż pojawi się paraliż , trans się pogłębi i zmieniający się pryzmat energetyczny, doładuje ciałko astralne, nowy pojazd kosmiczny.

Starając się rozpoznać różnice miedzy tym całkowitym bezruchem a oczekującym i pełnym zaciekawienia stanem, poprzedzającym podroż mentalna, zrozumiałem znaczenie kreacji, to nastawienie na przygodę, wypychające mnie z ciała w przestrzeń niefizyczna.

W przypadku pierwszego, pojawiały się we mnie obrazy bez żywej głębi astralnej, zgromadzone w mojej pamięci. Znajdowałem się ponownie w rożnych znanych mi miejscach, spoglądając na nie z tej samej perspektywy w jakich postrzegałem je wcześniej. Obrazy te były realistyczne, zachowujące zasady perspektywy, nie mające jednak tej rozedrganej, pełnej doznań, żywej głębi astralnej, jaka wyczuwam poza ciałem. Zamieniać się one mogły w sekwencje filmowe, wzbogacone doklejanymi prze zemnie postaciami. Cale takie scenki były bardzo wyraziste, niczym się nie różniące od tych postrzeganych w świecie fizycznym. Były jednak zawsze zapisem stanu swiadomosci z danej chwili. Choć ćwiczyłem przez parę dni postrzeganie planów jak reżyser, oceniając odcienie, układ form czy nawet uświadamiając sobie co rusz perspektywy, to były one ciągle takie same, opierając się nowemu doświadczeniu. Nie dawały się łatwo przekształcić i wzbogacić nowym spojrzeniem.

Za to te świeżo zapisane w pamięci, przywoływane powtórnie, już po tym wzbogaceniu sztuki podglądania, zawierały w sobie cały, nowo zdobyty kunszt inscenizacji, nowej umiejętności jaka w sobie rozbudziłem.
Te obrazy wydobywane ze wcześniejszych doświadczeń , ograniczone były starym stanem wiedzy, z momentu jej zapisu. Było to dla mnie wystarczającym dowodem ,ze odczytuje w bezruchu jedynie obrazy z pamięci, mysloksztalty z płaszcza mentalnego i ożywiam je na nowoje przezywając powtórnie przeszłość.
*
W czasie eksperymentu postrzegłem siebie w paru miejscach budowy.
Pojawiłem się przy suficie malując niebo, przy barku i na stacji metra. Scenki te stanowiły dokładna kopie widzianych wcześniej planów w przestrzeni fizycznej, zawierając w sobie jej właściwości i charakterystyczne cechy.. Perspektywa widzenia i znaczenie widzianych przedmiotów było takie sama jaka miałem w momencie ich zapisu. To co mnie wtedy najbardziej intrygowało zostało zapisane. To co wtedy widziałem, a nawet czułem, było teraz dla mnie również widoczne.
W przypadku kreowania mentalnego w czasie eksploracji, nie mam do czynienia z zapisem a wytwarzaniem nowych obrazów. Wspieram się tylko nimi na początku, w chwilach, gdy nie mogę wytworzyć w sobie wrażenia przestrzeni mentalnej. Stanowią one dla mnie jedynie wsparcie, by nie zawisnąć w niewyobrażonym.
Gdy wzmacniam jakimś starszym doświadczeniem kreatora, to uwalniam się wkrótce od niego, bez trudu przezywając podroż mentalna. Nie potrzebuje wtedy już zgromadzonej pamięci, wytwarzam akcje z substancji mysloczującej.
Wpuszcza mnie ona w siebie, swoja żywa przestrzeń, dostarczając bodźców z zewnatrz mnie, nie będąc moim osobistym tworem. Biorę wtedy odział w kreowaniu substancji astralnomentalnej, stajać się jednym z miliardów jej artystów.
*
Oczekiwanie w absolutnym bezruchu wydawało mi się trochę nudne. Pierwszy raz siedziałem tak długo oczekując czegoś.
Najczęściej chwytam za pędzel mentalny i maluje zabawne historyjki, pozwalam sobie na coś czego nie mogę uczynić w świecie fizycznym.
Ogarnia mnie wtedy wesołość i figlarność błazna..
Tym razem, nie wydarzyło się nic szczególnego w czasie wyprawy na Wawel. Zajęty bylem obserwowaniem swoich doznań i postrzeganiem różnicy miedzy dwoma odmiennymi postawami - stanami, trwaniu w bezruchu i kreowania.
Budząc się nad ranem, wygrzebałem z trudem nocne sny. Budowałem wielkie rzeźby, spotykałem mnóstwo ludzi i brałem udział w wielu przygodach. Odzyskiwałem w nich dziwiąca się świadomość, zdeterminowany fabula snu, plątając śmieszne figle współtowarzyszom przygód..
W czasie wyprawy na Wawel, postrzegłem parę nieznanych mi osób. Miedzy innymi Conti, przedzierająca się miedzy ciasno pookładanymi krzesłami. Szla za kimś z rozwianymi rudymi włosami. Krzesła były pookładane regularnie w rzędach- jakieś spotkanie, wykłady. Przyglądając sie jedynie Conti nie zwróciłem uwagę na przeznaczenie pomieszczenia. Cos świeciło się bez znaczenia dla mnie po lewej stronie, w centralnym miejscu pomieszczenia, wskazanym układem krzeseł.
Przy moim barku ,w klubie gier, stało parę nieznanych mi osób i podglądali mnie jak stałem na drabinie malując niebo. ( Tak wygląda Paul?) Nie odczuwając ciała miałem wrażenie, ze się unoszę przy suficie.
Spotkałem na schodach, w kaplicy tuz przy drzwiach, stojącego, bardzo przystojnego,wysokiego mężczyznę. Przyglądałem się mu dosyć długo, dziwiąc dobremu dostrojeniu, uśmiechał się życzliwie. Był on świadomą istota. Świadome osoby opierają się wymuszanej fabule, najczęściej się uśmiechają i przyglądają z wesoła iskra w oczach. Dostrzegam w nich wtedy pulsujący żar energie ich ducha. Jest to coś mżącego i pulsującego w ich oczach, coś się z nich wydobywa, rozbudzając moja czujność i przyciągając na dłużej do nich moja uwagę.

***
3) NIEDZIELA:

ZAMROŻONE SERCE.

Wieczorem słuchałem Vangelisa, wyobrażając sobie Kolumba podbijającego Ameryce.
Kilkanaście razy ta sama piosenkę, huśtając się w jej rytm przy krysztale.
Gdy tak bujałem się blogu, kryształ złapany został w siatkę i podniesiony do góry.
Mnóstwo rak wychylonych w rozpaczliwym geście starało się go dotknąć. W tym momencie kryształ pękł na kawałki , rozsypując się na śnieżne drobinki, przeciskając przez masywne sznury.
Zakończyło się wesołym rzucaniem śnieżek.
Na Wawelu graliśmy w siatkówkę. Rozgrywkę rozpocząłem z Herbina. Wspaniała zabawa, piłka wznosi się wielokrotnie pod sufit (ślad po mistrzostwach piłki ręcznej)
Przywołałem Herbine. Stanęła przy mnie. Przytroczyłem jej do szyi CD, obiecana już od dawna.
Z prawej strony pojawiła się Conti, przyglądając jak zwykle z uśmiechem. Wyglądało to trochę jak bym dusił Herbine. Zakłopotany starałem się załagodzić to niezręczne wrażenie, cd wymyka mi się z reki i mknie w stronę ołtarza. Wyklikniecie.

O czwartej obudził mnie zegarek. Uświadomiłem sobie, ze nie śpię a tylko marze, wspominając wczorajszy dzień. Po godzinie słuchania muzyki, zdecydowałem się na przegląd moich obrazów.
Oglądając je przy świetle migoczącej żarówki, przypomniałem sobie proces ich powstawania.
Przesuwając uwagę po namalowanych kształtach, oceniałem wynik swojej pracy. Nie dostrzegłem, mżących emocji, towarzyszących mi przy tej czynności. Delikatne doznania towarzyszyły moim wyobrażeniom, wzmacniając przemykające się myśli w umyśle. Oh jak fajnie.
Dostrzegłem odchodzącego Staszka i jego uwagę na pożegnanie.
ZAMROŻONE SERCE.
To twoja sprawka!!!
Siadając szybko przypominam sobie szczegóły kolejnego spotkania. Na początku surowo oceniałem swoja prace. Były to analityczne wnioski, suche w doznaniach z ukryta pogarda do owoców mojej pracy. Gdzieś na dnie skrywała się rozpacz, nie udały się. Widziałem przecież tysiące lepszych.
W którymś momencie, nastrój mi wypogodniał i te same nieudolnie namalowane przedmioty, wydały mi się teraz wesołe i promieniujące wewnętrznym pięknem. Surfując po nich wzrokiem, odczuwałem emocjonalne dopełnienie myśli.
Czynności mentalne dopełnione zostały wrażeniami astralnymi.
Rozmyślając w astralu, odczuwam zawsze ciągnące się za myślą emocje. Każdej myśli towarzyszy odczucie łaskoczącej, ciągnącej się we mnie masy czuciowej.
To samo zdarzyło mi się teraz przy oglądaniu moich obrazów.
Nie lękając się porażki, otworzyłem w sobie plan astralny, umożliwiający mi przezywanie silnych emocji. Zrozumiałem wtedy , ze w momentach wielkiej pasji, moja astralna płaszczyzna była bardziej aktywna aktywna niż zwykle. Stawało się to przyczyna przezywanej satysfakcji. Ten techniczny trik, umożliwił mi nawet przezywanie euforii twórczej.
W momencie destrukcyjnych myśli, bolących doznań, zamykałem astralną furtkę, stajać się wyłącznie myślącym umysłem.
Tak zabezpieczony przed bólem, moglem borykać się z trudnościami, nie odczuwając bolesnych śladów konfrontacji. Czułem się pewnie i bezpiecznie tyle, ze nie potrafiłem wskrzesić w sobie tej twórczej energii, motywującej do działania.
Wewnętrzne napięcia są przyczyn....... , przypominam sobie fragmenty tekstów Oshy.
A wiec to miał on na myśli piszac to zdanie.

DLA PRZYPOMNIENIA OSHA:
http://avariat.webpark.pl/site/osho/psycho/212-08.htm

P.s.
Dziewczyny szykują ciekawe teksty.
Profile CardPM
+Quote Post
Korna
post 02.02.2009 - 12:48
Post #4

Przyjaciel Rodziny
Grupa: Podróżnicy
*****
Postów: 40
Dołączył: 07.01.2008
Nr użytkownika: 3140




Piątek

Spóźniłam się tym razem niecałe pół godziny. Dostrajam się do miejsca Bruce’a Tam. Widzę przed sobą wielkie złote jajo i kamienna posadzkę przemieniająca się w biało czarne kafle. Jest narazie około 5-6 osób. Wyczuwam Zbyszka ,Conchitę, kogoś z długimi czarnymi włosami i jeszcze jakiegoś mężczyznę. Kręcimy się w kole ,wirujemy. Jesteśmy już na Wawelu. P odchodzę do drzwi kaplicy św.Gereona , tam gdzie powinien znajdować się Czakram wawelski. Postanawiam wyczulić się na jego energię. W ciele fizycznym czuje lekkie mrowienie w prawej dłoni. Nagle ktoś, chyba Herbinka siada koło mnie i pyta się co robię. Otwieram oczy i dziedziniec robi się zielony, aż oczy bolą. Cały chodnik zamienia się w trawę. Niebo staje się błękitno niebieskie z kilkoma chmurkami,tak jakby to ktoś przed chwilą ją namalował. Tutaj znajduje się już więcej osób Zaczynam wirować wokół własnej osi, postanawiam zrobić wir który wciągnie tez i innych. Nagle czuję ogromna radość. Wyobrażam sobie, że jestem jakimś rabinem z turbanem na głowie i kamieniem do niego przyczepionym. Coraz więcej ludzi zaczyna dołączać do kółka. Wyczuwam jakieś energie przelewające się wkoło. ktoś kreuje wodę i wielki statek przepływa kolo nas. Pod koniec widziałam jeszcze grupke piramid z Egiptu.To tyle co pamiętam.

Sobota

W sobotę niestety nie mogłam być obecna o tej porze.Całą noć oglądałam wraz z moja siostrą cioteczna filmy.

Niedziele

Tym razem jestem punktualnie. Troche czasu mija zanim się dostroję. ląduję w tej samej grocie co poprzednio. Czekam na kilka osób. Próbuję ściągnąć kogoś do siebie. Łapię za rękę Zbyszka i staram się go dociągnąć na miejsce. Nie wiem za bardzo czy mi się udało. Do kółka dochodzi więcej osób widzę wyraźnie Conchitę i Herbinkę. Znowu wirujemy unosząc się nad skalnym sufitem. Ląduje delikatnie na ziemi. Dostrojenie jest niezbyt dobre. Kręcę się trochę koło czakramu ale postanawiam pozwiedzać Wawel dokładniej. Coś mnie ciągnie koło wartowni. Wbijam się w przestrzeń i lecę ku górze.

Rozkręcam trochę ta wyprawę w myśli domagając się jakiejś akcji. Chcę aby coś się zaczęło dziać.

W pewnym momencie ciągnie mnie na sam początek Wawelu przy wejściu, dostrzegam grupkę kilku osób. Jestem teraz przy smoku Wawelskim. Mam okazje przyjrzeć się mu bliżej. Czarno miedziana figura nie robi na mnie piorunującego wrażenia dopóki nie wyczuwam z tego miejsca jakiejś prastarej madrości. Tak jakby ktoś chciałby powiedzieć ,że trzeba się wsłuchać w samą siebie. Wracam znowu na Wawel tym razem przerażona, że znowu się odłączyłam od grupy. Wołam Conchitę ale nic mi nie odpowiada.I tak kilka razy. Wreszcie udaje mi się ja znaleźć stoi uśmiechnięta i chyba z kimś rozmawia. Udaje mi się ja zaczepić ale kontakt jest słaby. Zamiast słów z jej ust wydobywa się tylko jakieś bulgotanie. Co jest? -myślę-albo szwankuje mi percepcja albo…To Atrapa- słyszę zza moich pleców jakiś głos. Acha myślę i wzbijam się ponownie w przestrzeń. Ląduję nad sufitem w kosciele. Ktoś maluje piękne kwiaty zamieniając je w przesliczną mozaikę. Ja onieśmielona, chlapię tylko kilka barwnych plam-nie wiedząc jak zwykle co w takiej sytuacji zrobić. Ciągnie mnie znowu z powrotem.

Tym razem na dziedzińcu są widoczne świetliste i fioletowawe postacie. Zmęczona siadam nie wiedząc co dalej ze soba zrobić. Siedzę tak na tej ławce kilka minut, gdy nagle zmienia mi się percepcja. Widze wokoło siebie jakąś energię otaczjącą cały plac przygladam się bliżej;piękna tęczowa siatka otacza cały dziedziniec. Chcę podejść i zbadać to zjawisko gdy nagle za moimi plecami wynurza się zakapturzona postac. Stój –mówi i patrzy się na mnie. Nie dotykaj. Czemu?-pytam zdziwiona. Nagle dostaję przekaz mentalny że to siatka energetyczna :bardzo silna. Acha przytakuje i percepcja znowu ulega zmianie. Znad chodnika widać wydobywające się fioletowe wyładowania elektryczne wokoło dużo ludzi, którzy medytują .Przyglądam się temu zjawisku i dotykam jeden promyczek. W ciele fizycznym znowu czuję delikatne mrowienie. Odłączam się mentalnie od grupy i postanawiam zakończyć wyprawę, nie mając siły na dalszą eksplorację.

Jak coś sobie przypomne to jeszcze dopiszę
Profile CardPM
+Quote Post
Zbyszek
post 04.02.2009 - 09:45
Post #5

cialka.net
Grupa: OOBE VIP
Ikona Grupy
Postów: 2874
Dołączył: 22.09.2006
Skąd: cialka.net
Nr użytkownika: 99




Zgromadziłem relacje WAWEL w jednym miejscu Mamy już kilkanaście wspólnych wypraw, tekstów. Sporo czytania i materiałów pod odważne wnioski.
Dla początkujących to dobry materiał, gotowe wyniki, opisy eksploracji bez zbędnego gadulstwa.Hm, może moje trochę są za bardzo, no wiecie,....., bo się ćwiczę w pisaniu:))
Większość jest do ściągnięcia.
Sporo się pokrywa. Trzęsienie i podroż w głąb ziemi. Nawet siatka wyskoczyła Kornie. Siatka chwytająca kryształ to, fragmenty z filmu, polowanie na niewolników, wywołane muzyka.. Grając w siatkówkę, rozszerzyłem pomieszczenie, ściany mi jakoś zniknęły same.Tak naprawdę to nie wiem z kim grałem, raczej zgadywałem pisząc Herbinia. Zrobiło się wtedy słonce. Kiedyś przyjąłem sobie patrona Sw. Stanisława. Stojaca przy schodkach świadoma postać, przypominała mi anioła z filmu "Miasto aniołów".
Ciekawe czy stojący Paul przy moim barku na budowie będzie do niego podobny.
Pisal o śnie na dworcu z piątko na sobotę. Mialem metro ale w sobotę. Stal jakiś chłopak przy mnie gdy nadjeżdżał pociąg z prawej strony.. Hm ale to było w sobotę .
Conchite widziałem dwa razy świadomie.


http://cialka.net/wawel-przebieg-eksperymentu_294.html/pl/
Profile CardPM
+Quote Post

Go to the top of the page
Start new topic