"moje Doswiadczenie" |
|
|
Aloha
|
19.11.2009 - 03:48
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: OOBE VIP

Postów: 299
Dołączył: 06.09.2007
Skąd: london
Nr użytkownika: 2007

|
Wrzucilem to do artykulów ale sie nie pokazalo wiéc wklejam jeszcze raz tutaj...przezycie na tyle ciekawe, ze szkoda zeby przepadlo gdzies w notatniku ale jesli ktos uzna, ze tam jego miejsce to niech przenosii. Ponizszy tekst dostalem od osoby, która na przestrzeni wielu lat jest mi jak ojciec...Niedawno poprosilem go o podzielenie sie przezyciem, które najbardziej wplynelo na jego zycie i tak powstal ten krótki opis: CYTAT "Moje doswiadczenie"
Na poczátku lat osiemdziesiátych przezylem bardzo trudny okres w moim zyciu. Rodzina, malzenstwo, ojcostwo, przyjazn, praca, spoleczenstwo byly dla mnie wtedy prawie wylacznie zródlem rozczarowan i bólu. Najbardziej rozczarowany bylem samym sobá. Niejsano zdawalem sobie sprawe, ze przyczyna mojego niezadowolenia tkwi gdzies we mnie. Po mimo tej swiadomosci podejmowalem decyzje, których zródlo na róznych poziomach wydawalo sie rózne. To co myslalem, mówilem, robilem bardzo zadko bylo spójne i konsekwentne. Jedyná pocieszajácá okolicznosciá bylo to, ze zdawalem sobie z tego sprawe, wiéc gdzies wewnátrz mialem przekonanie, ze mogé to kiedys zmienic. Byl to stan tak nieznosny, ze w moim umysle zaczély sié natarczywie pojawiac pytania o sens zycia-istnienia. Na przestrzeni okolo dwóch-trzech lat wykrystalizowalo sié z nich jedno pytanie, które mój umysl stale zadawal: "o co tu chodzi?". Pytanie to towarzyszylo mi przez calá dobé, niezlaznie od wykonywanych czynnosci, w dzien czy w nocy. Brzmialo ono w moim umysle, jakby w tle pozostalych, biezácych mysli. Trwalo to okolo dwóch lat. W tym czasie mój umysl wyczerpal wszystkie mozliwe odpowiedzi i wytlumaczenia-wyjasnienia tej sytuacji. W oparciu o posiadaná wiedze i doswiadczenie doszedl do momentu, w którym jakby sie poddal-zawiesil i musial przyznac, ze nie wie i nic nie wskazuje na to iz moze sié dowiedziec. W konsekwencji pewnej nocy roku 1985 jakas czésc mojego umyslu postanowila przeprowadzic cos w rodzaju ciágu myslowego. Postanowila wyjsc z zalozenia iz pomimo braku logiki i konsekwencji w moim doswiadczeniu rzeczywistosci "wszystko jest w porzádku". Jestem jaki jestem poniewaz jestem czlowiekiem. Czlowiek powstal z maply w wyniku ewolucji, malpa z ssaków, ssaki z gadów, gady z plazów, plazy z...z komórki, komórka z ziemi, ziemia z wszechswiata, wszechswiat z wielkiego wybuchu, wielki wybuch z Boga, Bóg z... w tym momencie mój umsyl byl tak rozpédzony, ze jego ciág myslowy nie zatrzymal sie na wczesniej przyjmowanym poczádku wszystkiego, czyli Bogu, takim jakim go do tej pory rozumialem. Rozpédzony po prostu przeskoczyl tamtego Boga jako kolejny element ciágu. W tym momencie nastápila calkowita utrata swiadomosci ciala. Nastapilo równoczesnie cos co móglbym nazwac przejsciem na druga strone, przejsciem do innej rzeczywistosci. Wyniekiem tego byla eksplozja swiadomosci, której w pierwszej fazie doswiadczylem jako odpowiedzi na wszystkie mozliwe pytania- stan wszechwiedzy. Nastepnie zniknál czas i przestrzen, a w konsekwencji tego doswiadczylem bycia wszédzie i wszystkim bezczasowo-nieskonczenie. Mój umysl gnal rozpédzony w ciagu do czegos; podázal do niewyobrazalnej jasnosci, w tym momencie uswiadamianej jako przerazajáco piekna i pociágajáca. Wchodzil w nia ze swiadomosciá calkowitej utraty-odpadania-znikania jakichkolwiek okreslen siebie. Doswiadczal tego, jako smierci-unicestwienia wszystkiego czym bylem, absolutnego konca mnie. To nie byl jednak koniec. Teraz bylem swiatlem w swietle i jedyne co moglem sobie uswiadomic to, to ze nie zostalem unicestwiony i ze jestem. Zadne okreslenia: czym, gdzie, jak, kiedy nie mialy zadnego znaczenia. Nadal bédác w ciagu stawalem sie swiatlem coraz bardziej i bardziej ze swiadomoscia, ze doswiadczenie to nie ma konca. Mialem równoczesnie swiadomosc chéci powrotu z calkowitá pewnosciá, ze bycie tym swiatlem nie moze byc przeze mnie nigdy utracone. Postanowilem wrócic. Wrócilem do ciala bez leku przed smierciá, zyciem, Bogiem z pewnoscia, ze to swiatlo na zawsze jest moim bez wzglédu na moja dalsza drogé.
RIP A to sam autor:
|
|
|
|
|
|
2 Stron
1 2 >
|
 |
Odpowiedzi
(1 - 20)
GdaJan
|
19.11.2009 - 14:21
|
Członek Rodziny
Grupa: Podróżnicy
     
Postów: 98
Dołączył: 04.03.2009
Skąd: Gdansk
Nr użytkownika: 6922

|
Piękny tekst w sam raz na rozpoczęcie dnia, jakoś rano nie mogłem z siebie nic wykrztusić ;) Dochodzę po raz kolejny do wniosku, jak ważna w życiu jest cierpliwość, tutaj na ziemi gdzie żyjemy w świecie " czasu" . Często jak dzieci, nie możemy się doczekać, chcemy zmian teraz od razu, no dobra jutro, na niektóre rzeczy trzeba pracować latami, tak samo jest z modlitwą. Myślę, że to pewnie przez tą nostalgię za tym jak przebywaliśmy w miejscu bez czasu ;) Po przeczytaniu, czuję jak każda cząsteczka mego ciała na nowo, uśmiecha się, dostrzegając w sobie światło Boga. Wystarczy chcieć. Dzięki Aloha i Twojemu Przyjacielowi, za podzielenie się doświadczeniem.
|
|
|
|
|
|
Dzyeson
|
20.11.2009 - 17:28
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 198
Dołączył: 21.05.2009
Skąd: Zielonka k.Warszawy
Nr użytkownika: 7122

|
wlasnie , ja sam nie jestem za tym zeby palic salvie czy inne dragi , ale bez przesady , wszystko ma swoje plusy i jezeli byłoby to gowno to nie mozna by bylo za jego pomocą nic odkryc , a mozna. Powiedzcie to szamanoma , że to drobne ćpunki , ktore tylko haluny mają. Zreszta faza po np szałwi a faza normalna jloakies dobre oobe zasadniczo się różnią. Dla mnie jest lepsze dobre oobe , takie naprawde dobre , ale nie mowie ze nie bylo warto palic salvi , nie mowie ze nie warto brac psychodelikow , uwazam po prostu ze moze nie tyle powinno , co mozna sobie poprobowac a potem przestac i ewentulnie palic potem trawę.
|
|
|
|
|
|
Aloha
|
20.11.2009 - 17:49
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: OOBE VIP

Postów: 299
Dołączył: 06.09.2007
Skąd: london
Nr użytkownika: 2007

|
Duch jest dosc elastyczny i uzywa róznych metod dla róznych osobników. Jedni potrzebujá chwili ciszy a drudzy kopa chemii a innemu z koleji potrzeba lat medytacji. Z pewnosciá nie kazdy jest gotów na takie przezycie i zmiany w postrzeagniu jakie ze sobá niesie-ego moze calkiem sfiksowac ze strachu i wywinác wielkie glupstwa. Kazdy dostaje to na co jest gotów w swoim czasie. Nie ma to nic wspólnego z biernym czekaniem-wrécz przeciwnie jak to Darek mówil-trzeba wysylac sygnal i walczyc o faze...
|
|
|
|
|
|
GdaJan
|
22.11.2009 - 00:34
|
Członek Rodziny
Grupa: Podróżnicy
     
Postów: 98
Dołączył: 04.03.2009
Skąd: Gdansk
Nr użytkownika: 6922

|
doloreska bycie uprzejmym i miłym i pełnym miłości oraz ciepła, nie oznacza, że nie możesz mieć własnego zdania, i nazwać coś gównem :P Gówno to szerokie pojęcie, i jak dla mnie zależnie od sytuacji wszystkie narkotyki takie są, i super trawa i extra szałwia i wszystko co takie naturalne, wcale nie musi być przyjemne, grzyby rosną na gównie :P Jak dla mnie, to jakikolwiek środek, który muszę wrzucać w siebie, aby czuć się fajnie i lepiej, jest niczym. Chciałbym umieć, świadomie kontrolować własną organiczną chemią, i jak bym potrzebował czegokolwiek, to bym sam to produkował :P Bez smoły w płucach czy trującej psylocybiny w brzuchu. Ani chemii w żarciu, najlepiej na słońcu i wodzie jak roślinki. Ah te marzenia ;p
|
|
|
|
|
|
Majster
|
22.11.2009 - 01:38
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 1095
Dołączył: 13.10.2007
Skąd: Gorzów
Nr użytkownika: 2298

|
Fajna dyskusja się wywiązała, mimo wszystko jest ona na temat bo traktuje o tym czy takie przeżycie jest rzeczywiście osiągalne dla szarego człowieka. No właśnie, jeśli jest osiągalne to albo będzie nas to kosztować zainwestowania kupy czasu (a i tak nie oznacza, że na pewno osiągniemy podobny stan) albo dopisze nam szczęście i któregoś pięknego ranka dopadnie nas oświecająca wizja albo pójdziemy na skróty. Pójście na skróty nie zawsze musi być złe. Rzeczą ludzką jest ciekawość. Po co się zamykać na ciekawe doznania, które co prawda są obciążone pewnym ryzykiem ( np. bad trip i zlasowanie czaszki :P ) gdy mogą tyle wnieść do naszego życia. Ci którzy twierdzą, że doznania te są tylko majakami zatrutego organizmu czy są fałszywe, nierealne, nie mają racji. Przeżycia te dla osoby ich doświadczającej są równie realne co cała reszta doświadczeń, we śnie czy na jawie. Przez ten cały wywód chcę tylko powiedzieć, że nie warto się zamykać na 'inne sposoby dostarczania doświadczeń'. Nigdy nie wiadomo co przyniesie jutro, i gdy dzisiaj mówisz, że to gówno i syf i nigdy tego nie weźmiesz to za kilka lat może się okazać, że na całą sprawę masz zupełnie inny pogląd. Ludzie się zmieniają.
|
|
|
|
|
|
dreamer_the_one
|
22.11.2009 - 11:00
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 827
Dołączył: 12.05.2009
Skąd: Poznań
Nr użytkownika: 7097

|
CYTAT(doloreska @ 21.11.2009 - 19:32)  goowna...no sorki, że urazilam masy ludzi :D nie no...po prostu nie wyobrażam sobie doświadczania po chemii...dla mnie jest to...sztuczne. Tak mi sie kojarzy...nieprawdziwe doświadczanie... przepraszam raz jeszcze jeśli kogoś urazilam :)
Niech każdy robi to, co uważa za sluszne...... :) tutaj trudno Ci przyznać racje, Dolores :-) :* widizsz, chemia krąży w naszym organiźmie- tryptamina, dmt, melatonina, adrenalina, endorfiny itd. itp. Niewykluczone że to one oddziałując na naszą świadomość, tworzą emocje. To nie wyklucza duchowości ;) Myslę że to raczej jakieś powiązanie między spirytualizmem a chemią. Nie wątp w wieczność- wciąż nie potrafią wyjaśnić czym jest informacja(że jest niematerialna to fakt) i jak to jest, że wszystkie organizmy żywe korzystają z niej żeby się rozwijać :-)
|
|
|
|
|
|
VVi
|
22.11.2009 - 16:15
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 583
Dołączył: 11.08.2007
Skąd: Piechowice
Nr użytkownika: 1760

|
Bardzo piękne doświadczenie. Gdy poświęcam chwilę, aby się nad tym zagłębić, to dostrzegam, że w głębi serca/duszy/umysłu wiem od dawna już, od zawsze, że moje życie tu jest maleńką cząstką wszystkiego, że choć przebywam w tym miejsco-czasie (czasoprzestrzeni?) najbardziej świadoma, to wszystko inne nie jest ode mnie oddzielone. Cofając się tak jak w opisanym doświadczeniu, aż do świetlistego źródła, które nie ma początku, dostrzegam jak bardzo jestem wszystkim i niczym. To poczucie ratowało mi życie w bardzo trudnych chwilach. Po to został wymyślony czas (nie przez nas ludzi/społeczeństwo/cywilizację), żeby odwieczne źródło mogło poczuć się czymś i aby to coś mogło przeżyć wszystko i dostrzec jak dobrze jest być niczym, jednocześnie "nic" bez "wszystkiego" nie mogłoby istnieć, ponieważ wszystko to także nic. I kiedy mówię o tym to brakuje mi słów dokładnie określających "stan mego ducha"="stan bycia i stawania się". Patrzę na świat i przyjmuję go takim jakim jest, by w innej chwili zapomnieć o tym i doznawać konkretnych uczuć jak ból i gorycz powodowanych szalejącym na świecie złem, dostrzegając jednocześnie całe jego piękno i dobro, które z kolei wywołują we mnie uczucia radości i spokoju. To tak jak z kolorem białym - ma w sobie wszystkie inne kolory. Dlatego światło jest białe. Dlatego odwieczne źródło jest światłem. Energią rozszczepiającą się na wszelkie kolory. .................
|
|
|
|
|
|
doloreska
|
23.11.2009 - 13:48
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 299
Dołączył: 08.08.2008
Skąd: skoczów
Nr użytkownika: 5005

|
CYTAT(dreamer_the_one @ 22.11.2009 - 12:00)  widizsz, chemia krąży w naszym organiźmie- tryptamina, dmt, melatonina, adrenalina, endorfiny itd. itp. Drimku :* chodzilo mi raczej o...nie wiem...kwasy, amfe, lsd, i inne goowna:D - wytworzone przez ludzi z myślą o napychaniu portfeli, nie myśląc o ich szkodliwości i śmiertelności u osób zażywających w nadmiarze - nie o to, co krąży w naszym organiźmie:) nie popadajmy w skrajność:-) Ja tam zostane przy doświadczaniu bez wspomagaczy, nawet gdybym miała medytować 3 godziny w kupie(czyt. bez przerwy) ;P
|
|
|
|
|
|

2 Stron
1 2 >
|
 |
|