Opisz Trudne Doświadczenie Z Twojego, życia WYWAL to z siebie |
|
|
SORROW
|
14.05.2007 - 20:10
|
Guests

|
Witam .Zapewne każdy z nas przeżył w swoim życiu coś dziwnego/trudnego/niewytłumaczalnego co w nim do dziś dnia siedzi i czasami się odzywa przypominając się , a może i blokując przepływ energii .Jeżeli masz coś takiego to wal śmiało . Poczytamy , pokomentujemy /może i pośmiejemy się ,ale każdemu ulży .Może ktoś komuś w ten sposób pomoże .Nie krępuj się jesteś anonimowy .Może tata Cię bił jak byłeś mały , może stłukłeś bezcenną wazę babci , może bzyknąłeś...no dobra , temat uważam za otwarty :) I jeszcze moja propozycja : wypowiedź zaznaczamy pogrubieniem (lub w inny sposób) komentarze piszemy normalną czcionką .
Oto i Ja: Dobrych kilkanaście (no dobra ponad dwadzieścia kilka) lat temu ,kiedy byłem malutkim bąblem powiedzmy trzy ,lub cztero letnim poszedłem z mamą na zakupy. Kiedy mama zajęta była nabywaniem artykułów spożywczych ja byłem przed sklepem . W pewnym momencie niedaleko sklepu podjechał jakiś samochód i zatrzymał się.Wysiadł z niego jakiś męzczyzna i mówi do mnie: -chodź , wsiadaj pojedziemy na wycieczkę ja z uwagi ,że byłem bardzo nieśmiałym dzieckiem nie zgodziłem się . Odsunąłem się od gościa .On nalegał -próbował być miły .Pamiętam jego twarz , teraz odczytuję z niej sztuczną /pozorną przyjaźń .Wtedy też miałem złe przeczucia . Po chwili mama wyszła ze sklepu i gościu zawinłą się do samochodu i szybko odjechał . Jakoś na dłuższy czas zapomniałem o tym p[ozornie niegroźnym wydarzeniu .Po latach wspomnienie wróciło powiewając lodowatym wiatrem i przynosząc pytanie "co by było gdyby" .Najprawdopodobniej otarłem sie o jakiegoś zwyrodnialca ,albo pedofila .Od dłuższego czasu ostrzegam ludzi w sieci -szczególnie młodzież o niebezpieczeństwach nadciągających w naszych czasach z każdej strony-nawet ze strony tego zaje*istego sprzętu jakim jest komputer podłączony do neta.
|
|
|
|
|
|
|
 |
Odpowiedzi
(1 - 19)
bobek_balinek
|
14.05.2007 - 22:24
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 225
Dołączył: 30.04.2007
Skąd: Wielki Zawór Dolny
Nr użytkownika: 1039

|
JA za młdou byłem bardzo wrażliwym chłopcem :) Przepłakałem całą podstawówkę... ale ciesze sie z tego, bo teraz jestem taki a nie inny. Wrażliwośc robi człowieka bardzo porżądnego. serio :) Ale czasami boli, to że nie byłem taki a nie inny... np. bardziej wysportowany, że nie byłem w centrum zainteresowania. Ale odrzućmy młodośc jak ciuchy stare. Wspominać warto, co złe to nie.
Polska. miałem tam wszystko, piękne widoki za oknem, wspaniałych(podkreślam) przyjaciół, ale jednego nie miałem na tyle, by żyć i spotykać się z nimi - kasy, by wyżyć... Ubolewam nad tym, że politycy są tacy a nie inni, że wręcz wyganiają polaków z kraju. Worząc dupe w ciepłym merolu, gdzie wiele rodaków zamarza, lub głoduje :D Wy sie smiejecie. Ale ne przezyliscie tego co ja. Emigracja trudna jest... szczególnie gdy musisz opuścić wspaniałych ludzi na rzecz pełnego żołądka. Nie wróce tam.. mogę tam przyjeżdżać na wakacje. Nie wróce, póki ceny chleba są wysokie i podatek się zwiększył...
|
|
|
|
|
|
daywalker
|
15.05.2007 - 02:09
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: OOBE VIP

Postów: 661
Dołączył: 03.11.2006
Nr użytkownika: 214

|
SORROW domyslam sie ze w twoim zyciu byly trudniejsze momenty, niz ten opisany przez ciebie... Gdzie w zasadzie udalo ci sie "uniknac" "mozliwie" naprawde ciezkich wspomnien, badz nie wyjsc z tego zywym. Mysle ze temat ogolnie jest ciekawy, ale watpie zeby ludzie zwierzali sie tutaj ze swoich naprawde ciezkich przezyc. Ja naprzyklad jestem taka osoba, ktora woli niektore sprawy zostawic za soba.. tymbardziej nie chce opisywac ich na lamach forum. Jednak jezeli ktos czuje potrzebe zwierzenia sie, zrzucenia z siebie ciezaru, chocby nawet w takiej formie, nie widze problemu.
|
|
|
|
|
|
pieczywo
|
15.05.2007 - 20:11
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: OOBE VIP

Postów: 722
Dołączył: 16.08.2006
Skąd: Piotrków Tryb.
Nr użytkownika: 4

|
Trudne, a zarazem dziwne ale nie dla mnie tylko dla moich rodziców. Historia jest prosta: Poczatek mojego życia, przetransportowano mnie ze szpitala do domu. Jednej z pierwszych nocy (we wlasnym malym lozeczku) ryknalem nagle placzem... ojciec zerwal sie, myslal ze cos mi sie stalo. Okazalo sie, ze potrzebowalem bujania :) Nie przestawalem plakac dopuki minie nie pobujano lub przytulono. Dzien w dzien, noc w noc. Ojciec zrobil mi bieguny do lozka. Oboje zmieniali sie w nocy, ojciec chodzil nie wyspany do pracy. Pewnej nocy, dokaldnie w dzien moich drugich urodzin... jak ręką odjął. Przestalem plakac, a rodzice az wstawali i sprawdzali czy oddycham. Mozna powiedziec, ze od tamtej pory spalem jak normalne dziecko. Do tej pory jest to najdziwniejsza zagadka mojego zycia, ktora znam tylko z opowiesci rodzicow.
|
|
|
|
|
|
SORROW
|
16.05.2007 - 20:28
|
Guests

|
* Day , masz całkowitą rację .W moim dłuuugim ;) życiu były gorsze momenty .Oto i jeden : Kilka lat spędziłem w armii - zaliczałem kontyngenty ,misje pokojowe .W 95 byłem z Bośni .Byliśmy rozjemcami pomiedzy ludnością muzułmańską , a pozostałymi innowiercami Horwacja -Bośnia hercegowina (...) mniejsza o szczegóły poznacie je niedługo w mojej książce ;) .Byłem zwiadowcą i razem z trzema kumplami wykonywaliśmy dosyć ciekawe misje .Osłanialiśmy saperów wspomagając ich w pracy , rozbrajaliśmy posiadających broń mieszkańców ,zwalczaliśmy lokalnych terrorystów ...itd etc .Mieliśmy pewną ścieżkę ,którą przebijaliśmy się pieszo do pobliskiego miasta (Teslic) dzięki temu byliśmy w razie potrzeby szybciej na miejscu ,niż chłopaki jadący dookoła w Honkerach . Po kilkunastu miesiącach przyjechałem do kraju na wymarzony dwutygodniowy urlop .Dwa tygodnie zalany w pień -zero kontaktu ze światem zewnętrznym .O tym ,co wyprawialiśmy z kumplami dowiadywałem się później po powrocie do Teslic z listów ;) (nie powiem , trochę fantazjowali -ale czytało się fajnie ) .No ,ale nie o tym miałem; jak wróciliśmy (bo równorzędnie ze mną pojechali na urlop też moi kompani z plutonu zwiadowczego .Więc jak wróciliśmy dowiedziałem się ,że tą naszą ścieżką przemieszczali się chłopcy którzy nas zastępowali .Pech chciał ,że została ona zaminowana ładunkami przeciwpiechotnymi .Ten sam pech sprawił ,że nie byli wystarczająco czujni i weszli w zasadzkę .Długo nie mogło to do mnie dotrzeć, zżyliśmy się jak konie pociągowe, nie raz wyciągaliśmy się z niesamowitych opresji , można powiedzieć,że ratowaliśmy sobie życie , a tu się dowiaduje ,że dwóch chłopaków zmarło, trzeci po tym jak mina wyrwała mu całe mięso z nogi (zostały tylko kości i część ścięgien uda i łydki-brak stopy) i poszły mu bębenki w uszach , a ostatniemu odjeba*ło . Ciężki był smak porażki ,długo nie dawałem sobie z tym rady uciekając w alkohol i ramiona miejscowych kobiet .Może ktoś z tamtej ekipy jakimś cudem ten temat przeczyta (Harry, Skwaro, Baju !!!!!!!! urwał się kontakt ) , Mógłbym przytoczyć masę przypowieści z lat 1994-2000 .Piękny to był okres mojego życia (a zarazem ciężki ) ale on spowodował ,że jestem jaki jestem .Koniec przynudzania...
|
|
|
|
|
|
SORROW
|
24.05.2007 - 21:55
|
Guests

|
Hehe, Ketrab fajnie,że coś napisałeś, dzięki temu wiem ,że ktoś wogóle czyta ten temat ;) Szkoda ,że się nie przyjął i nikt nie chce się tu wypowiadać .No cóż, ostatni mój post w tym temacie i do zamknięcia : Znowu nie będę oryginalny : kilkanaście lat temu mieszkałem z moimi rodzicami na obrzeżach mojego pięknego miasta ;) Tam gdzie kończyło się miasto zaczynały się pola i piekne sady . Z okna mieszkania było widać na polu jakiegoś zboża okrąg o średnicy (teraz wydaje mi się ,że około 3 metrów , ale wtedy byłem dużo mniejszy i inaczej postrzegałem świat) ten okrąg był kilkanaście metrów od początku jednego z pól .Problem polegał na tym,że była tam praktycznie goła ziemia porośnięta jakimiś nielicznymi trawkami , a dookoła rosło najnormalniej w świecie zboże . Okrąg był idealnym kołem o prawie idealnych krawędziach -szczególnie rzucał się w oczy na tle jasnych zbóż widziany z odległości (i wysokości) Ten okrąg był tam zawsze od kiedy pamiętam . Nieważne, czy pole było świeżo skoszone, czy było max zboża , czy ewentualnie był świeży "przyrost" dopiero wzeszłych nasionek . Często przychodziliśmy tam z kumplami , jakoś dziwnie dobrze tam się czułem już jako kilkuletni chłopiec . Oczywiście okrąg ów działał nieźle na moją wyobraźnię , pojawiał się w snach .Tak ,czy inaczej miał wpływ na moje życie . Minęło kilka lat, a krąg sobie był .Nikt nie interesował się nim .Może w obecnych czasach było by inaczej , ktoś dostrzegł by dziwne zjawisko, może przyjechała by Strefa TVN ;) albo Drzyzga . Po jakimś czasie -na początku lat 90 -tych zaczęły się na tym terenie budowy osiedli domków jednorodzinnych i szeregowców .Niestety któregoś dnia zorientowałem sie ,że na zawsze tracę mój dziecięcy portal . Niedawno sobie o nim przypomniałem ,więc pomyślałem ,że napiszę w tym umierającym temacie ... myślałem czasami ,że jest teleportem prowadzącym albo głęboko w ziemię , albo wysoooko w kosmos ... (przyjąłem też wersję ,że wylądował tam kiedyś statek kosmiczny obcych -kształt by się zgadzał ;) No,nieważne .W każdym razie tak było -przysięgam ! na jedną z moich astralnych kończyn ;) Najważniejsze jest to ,że ów okrąg zayeba*ł mi masę czasu przeznaczoną na przemyślenia . Może w pewnym zakresie uformował moją obecną jaźń ... bez niego był bym inny i nadal bym spał jak większość kochanych przeze mnie ludzi (dlaczego nie są w stanie sami z siebie przebudzić się ...)
|
|
|
|
|
|
OBE Maniak
|
30.08.2007 - 20:52
|
Guests

|
.
|
|
|
|
|
|
...
|
01.09.2007 - 23:05
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 289
Dołączył: 08.08.2007
Nr użytkownika: 1736

|
Darek chcąc nie chcąc - przypadkowo pewnie odświeżył temat. Myślę, że był on dobrym pomysłem. Ja mam wiele takich różnych sytuacji, o których próbowałam zapomnieć. Im dalej lata, tym na odwrót, jestem coraz bardziej nadwrażliwa i żałuję nawet niedawnych spraw. Z tego co mogę opowiedzieć.... Wspomnienia, które bolały, teraz już nie, ale kiedyś. Nie radziłam sobie czasami w szkole, przechodziłam okresy buntu i totalnego zagubienia co do tego kim jestem. W porządku, napiszę to..."i'm speaking it!"
Miałam 7 lat niecałe, gdy poszłam do pierwszej klasy podstawowej. Dla dziecka to duże przeżycie. Zanim poszłam do szkoły - byłam odważnym dzieckiem, śmiałym i trochę butnym. Jednak, pierwsze lata szkoły, zmieniły mnie. Myślę, że możliwe iż właśnie przez nie, miałam potem pewne problemy. Ławki w klasie były zielone, pomalowane farbą, a ławeczki na których siedzieliśmy - połączone z ławkami. Nosiliśmy fartuszki z tarczami. Nie pamiętam całkiem pierwszych dni szkoły, pamiętam za to że zraził mnie dorosły, a ja uważałam jako dziecko, że to moja wina, że rzeczywiście jestem może bardziej niegrzeczna niż inne dzieci (choć wiem już, że wcale tak nie było). Zawsze to Ja byłam w centrum uwagi nauczycielki, ja miałam nieść dzienniczek, bo pośród tłumu rozmawiających siedmio, ośmio i dziewięciolatków - pani słyszała tylko mój głos. Nie chcę opowiadać szczegółów, nie lubię mówić źle, wybaczyłam, nie mam za złe. Ale nie umiałam wybaczyć sobie, w podświadomości zostało, że to ja jestem ta gorsza, ta winna i cokolwiek chcę powiedzieć - mam być cicho. Jak wiadomo czasem gdy czujemy się gorsi, tak też jesteśmy traktowani, więc po zmianie szkoły (4-6) byłam nieśmiała, niepewna swojego zdania i czasami ktoś dokuczał. Kolejna zmiana szkoły (7-8) już inaczej odrobinę, ale...też niepewna siebie, rozczochrana, krótkowłosa chłopczyca. Niepewność siebie, zagubienie w sobie, nierozumienie siebie szło za mną długimi latami, a im niepewniej i dziwniej się czułam, tym gorzej bywało. Liceum. Czasami za tym szło coś od drugiego człowieka, jakieś dokuczenie, ale bardziej bolało poczucie winy, że to ja jestem dziwna. Ktoś inny mógłby pominąć i nie brać pod uwagę wiele akcji, ale nadwrażliwy umysł atakowanego choćby odrobinę - zapamiętywał. Nieśmiała nastolatka, później trochę lepiej. Wiele etapów, wiele reakcji i akcji. Wreszcie później poszłam na studia, wiele się zmieniało, szło naprzód, ale nieufny, samotny wilk pozostał, co zauważyłam rok temu, znów czując się Tą dziwną i Tą obcą....Na studiach zmieniło się wiele, zmieniłam się Ja i bardzo mnie to cieszyło, powoli, etapami, miesiącami. Odzyskałam świadomość tego, kim jestem, co czuję, zrozumiałam, że w życiu nie wszystko musi iść dobrze i nie wszyscy muszą nas lubić. Rok temu nadal odkryłam, że samotny wilk we mnie jest nadal - źle czujący się w dużym towarzystwie. Przez trzy lata studiów i ode mnie sprzed roku wiele się zmieniło. To jest moja historia, mam nadzieję, że ktoś ją przeczyta. Dlaczego tyle napisałam? Proste - żeby pokazać jak czasami jedno wspomnienie, jedno zdarzenie może rzutować na wszystko. Nie mam pewności, czy chodziło o zdarzenie z pierwszej klasy, ale przecież w końcu wcześniej byłam odważniejsza, musiało więc gdzieś zostać. Jeśli zaś nie wzięło się od tego, to jednak opisałam trudne doświadczenia i moje ścieranie się z samą sobą przez lata z powodu tego, że czułam się "obca i dziwna". To siedziało kiedyś we mnie, aż nauczyłam się rozumieć, że jestem tym, kim jestem teraz..... Obnażyłam się, ale może komuś to pomoże, coraz mniej boję się mówić prawdę jaką czuję. Heh, dawniej nawet nie dałabym tu zdjęć (ani tego wpisu, kto wie, może jeszcze z rok temu z hakiem bym się bała dać) z obawy, że ktoś dostrzeże i powie: "heeej to ta dziwna (ew. głupia) dziewczyna, co z nią chodziłem do szkoły". Tamta dziwna dziewczyna jest dziwna, ale teraz jest świadoma i jeśli niecałkiem, to choć trochę umie sobie radzić już. Tamta dziewczyna to dawna ja....zanim wstała wyżej na nogi. Zanim zaszły zmiany na Teraz.
Pozdrawiam
|
|
|
|
|
|
Conchita
|
02.09.2007 - 01:39
|
OBE Maniak 36
Grupa: OOBE VIP

Postów: 644
Dołączył: 28.05.2007
Skąd: kosmos
Nr użytkownika: 1221

|
No skoro weszliśmy na ten poziom szczerości to może i ja opiszę najtrudniejsze doświadczenie mojego życia.
Moja mama była surową nielubianą nauczycielką, która budziła postrach u uczniów. Bali się jej, więc frustracje odreagowywano na mnie:). Uczyłam się w tej samej szkole, w której nauczała. W pierwszych klasach byłam jedynie trochę zaczepiana i czasami obrywałam "przypadkowo" piłką. Ale potem zaczęło się: wszędzie (w szkole i pod blokiem) byłam rozpoznawana i wyszydzana, nabijano się ze mnie dość powszechnie. Naprawdę przejście obok takiej rozbawionej grupki w wieku dojrzewania to był quest. Stałam się odludkiem, z niewielkim gronem znajomych. Nie mówię o poczuciu własnej wartości czy innych powiązanych cechach, bo ich nie było. W szkole średniej byłam społecznym wrakiem, chociaż bezpośrednie ataki już praktycznie ustały, ale psychikę miałam już pokaleczoną. Tylko w samotności byłam sobą (pomagali mi już wtedy NP:). Na studiach dalej nie istniałam społecznie, nawet raz kusiło mnie otwarte okno podczas imprezy, gdy zdałam sobie sprawę, że nikomu na mnie nie zależy i mi na nikim też i nic mnie tu na ziemi nie trzyma. O! To był mój drugi problem. Nie mogłam się wciągnąć w życie na ziemi, bo nic mnie tu nie wciągało, czułam obojętność wobec rozrywek i rozgrywek ziemskich. Razem do kupy nie było po co żyć. Z rodzicami kontakt żaden. Aż stuknęło owe moje 21 lat i wszystko się dla mnie zaczęło. MTJ doświecili mnie, dali mi taką chóralną i bezwarunkową miłość i wsparcie, przypomnieli, kim jestem w stanie rozszerzonej świadomości w OBE, podszkolili w astralu, że zaczęłam się odradzać, tamto straciło znaczenie, stało się problemem, krzyżówką karmiczną do rozwikłania. Dalej nie jestem duszą towarzystwa, ale radzę sobię i nawet lubię być między ludźmi. Jako najgorszy efekt, z którym jeszcze nie dałam sobie rady, to po otwarciu czakramu serca nie potrafię jeszcze się tym dzielić... Ale uczę się.
Właściwie cieszę się, że miałam taką trudną przeszłość - dzięki temu nie startuję w wyścigu szczurów, bo mówcie co chcecie, ale dopiero w cierpieniu człowiek zatrzymuje się i doświadcza jakiejś ostrości istnienia, wzmocnienia świadomości "podniesienia wibracji". I nie mówię tu o mentalnym urojonym cierpiętnictwie, ale jakimś stanie wewnętrznego rozbudzenia wobec rozbicia własnej rzeczywistości, w którym przeciera się oczy w zdumieniu patrząc na bezsens dookoła oraz bezmyślność i egotyzm otoczenia.
|
|
|
|
|
|
Zbyszek
|
02.09.2007 - 07:59
|
cialka.net
Grupa: OOBE VIP

Postów: 2874
Dołączył: 22.09.2006
Skąd: cialka.net
Nr użytkownika: 99

|
Tak mnie zauroczylo,ze rezerwuje miejsce po Konchice. Potem napisze cos strasznego jak wpadnie mi do glowy
|
|
|
|
|
|
silverek84
|
02.09.2007 - 09:21
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 241
Dołączył: 11.09.2006
Skąd: Zabrze
Nr użytkownika: 68

|
Slothia poruszył mnie twój tekst. Jest mi jakoś cholernie bliski. Mimo tego że znajdowali się wokół mnie czasem ludzie to i tak czułem się outsaiderem. Cieszę się że podzieliłaś się tym z nami.
Teraz troszkę o mnie. Nie wiem nawet od czego by tu zacząć. Miałem tyle dziwnych ekscesów w swoim nudnym, smutnym, wesołym życiu. Dobra, teraz o jednym z nich czyli przyjaźni. Nie wierzę już w przyjaźń, taką prawdziwą przyjaźń. Nie chodzi mi tu o związek kobieta i męszczyzna tylko o przyjaźń między kumplami. Zraziłem się już 3 razy ale to nieistotne. Miałem kiedyś takiego kolegę. Znaliśmy się od 5 roku życia, Praktycznie całe dzieciństwo spędziliśmy jako dobrzy kumple. Nasi rodzice również się dobrze się znali. Następnie zaczęła się "przyjaźń" To wszystko tak trwało bodajże do 17 roku życia. Potem koleś się wyprowadził. Mieszka na drugim końcu miasta ale niestety olał wszystko. Mimo że przez te lata często bywał na moim osiedlu to do mnie nie zajrzał ani razu. Kiedyś z 2 lata temu stałem na przystanku i akurat przejeżdżał samochodem. Zatrzymał się łaskawie i spytał podwieźć cię ? <lol> Niestety powiedziałem dzięki ale jadę busem...
Nadeszło liceum. Mieliśmy spoko klasę. Miałem niezły kontakt ze wszystkimi. Wspólne wypady,piwko itd ale to nieważne. Mieliśmy kiedyś z kumplami taką amatorską pierwszą kapelę. (Teraz też gram w kapeli i jest fajnie ale to nieważne) No i tak sobie graliśmy i było całkiem ok. Po pewnym czasie basista stwierdził że to wszystko p****. Kupił sobie koksy i poszedł na siłownię. Z kolei perkusista przerzucił się na hula-hop (czyt. Hip-Hop), potem bakanie, mocniejsze dragi itd wiadomo) Praktycznie przez jeden rok szkolny nie mieliśmy kontaktu ze sobą mimo że siedzieliśmy w jednej ławce. Koleś był wiecznie zawieszony. Po roku coś się zmieniło. Zaczęliśmy gadać i było nawet ok lecz nie tak samo jak kiedyś. Teraz mieszka on gdzieś w centrum Polski lecz kontakt się urwał.
Mijały lata. Przyszło 2 letnie Studium. Poznałem również wielu wspaniałych ludzi. Z niektórymi związałem się bardziej z niektórymi mniej. W klasie poznałem również 2 osoby z którymi związałem się bliżej. No i tak było spoko przez 3 lata. Z jedną tych osób mam do dziś kontakt i jest ok. Ale ta druga to www.żal.pl Powiedziałem sobie jeśli chodzi o prawdziwych kumpli to spróbuję jeszcze raz. I tak obnażaliśmy swoją duszę przez te 3 lata. Było naprawdę spoko. Wiele obietnic (niestety pustych) Wreszcie znalazłem prawdziwego kumpla. Wspólne pasje, poglądy na świat itd. Ale oczywiście nagle coś się zmieniło. Zaczęło się kłamstwo, olewanie. Wiadomo każdy ma w życiu problemy ja również je miałem ale starałem się zdusić je w sobie i z nikim się nimi nie dzielić. Do dziś noszę tę pieprzoną maskę dzięki której widnieje uśmiech na mojej twarzy. Nawet moja matka nie wiem kim jestem, co mnie gryzie w tym cholernym życiu ale nie o tym mowa. No i tak koleś zaczął olewać mnie i inne najbliższe osoby. Wiele razy próbowałem mu pomóc itd ale to i tak było bezskuteczne. Jak ktoś lubi wciskać drugiemu człowiekowi kit a potem wszystko olewać to żadna pomoc mu nie pomoże. Zresztą dużo by o tym pisać, To trzeba przeżyć. Koleś nagle zaczął być strasznie religijny. Taki moherowy katol. Pan Jezus to Pan Jezus tam to. Księża i kościół są najważniejsi itd. Nie napiję się już piwka bo to grzech. Osobiście nie mam nic do kościoła, po prostu już tam nie chodzę. O OOBE, medytacji i reinkarnacji nawet nie chciał słyszeć. Po prostu tak nagle mocno utwierdził się w tym wszystkim oraz biblii że nie szło z nim pogadać a jednocześnie siał kłamstwo. Widocznie było mu dobrze z tym. Mohery chyba takie są ? Powiedziałem sobie. Skoro te 3 lata dla niego nic nie znaczyły to trudno... Narka
Reasumując to wszystko słowo przyjaźń przestało mieć dla mnie jakąkolwiek wartość. Nie pokładam już w tym wszystkim tyle energii, nie obnażam już swojej duszy przed ludźmi. Nie warto. Nie czuję żalu do tych osób. Może początkowo byłem troszkę zawiedziony ale teraz już jest spoko. Nie jest źle. Znam wielu naprawdę fajnych ludzi, mamy dobry kontakt i niech tak zostanie. Aha nie jestem gejem :P :P :P Tak się jakoś złożyło że zacząłem pisać o przyjaźni między facetami. To tak na marginesie. :D :P
|
|
|
|
|
|
...
|
02.09.2007 - 09:23
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 289
Dołączył: 08.08.2007
Nr użytkownika: 1736

|
CYTAT(Conchita @ 02.09.2007 - 02:39)  Naprawdę przejście obok takiej rozbawionej grupki w wieku dojrzewania to był quest. Stałam się odludkiem, z niewielkim gronem znajomych. Nie mówię o poczuciu własnej wartości czy innych powiązanych cechach, bo ich nie było. W szkole średniej byłam społecznym wrakiem, chociaż bezpośrednie ataki już praktycznie ustały, ale psychikę miałam już pokaleczoną. Tylko w samotności byłam sobą (pomagali mi już wtedy NP:). Na studiach dalej nie istniałam społecznie, nawet raz kusiło mnie otwarte okno podczas imprezy, gdy zdałam sobie sprawę, że nikomu na mnie nie zależy i mi na nikim też i nic mnie tu na ziemi nie trzyma. O! To był mój drugi problem. Nie mogłam się wciągnąć w życie na ziemi, bo nic mnie tu nie wciągało, czułam obojętność wobec rozrywek i rozgrywek ziemskich. Razem do kupy nie było po co żyć. Z rodzicami kontakt żaden. Właściwie cieszę się, że miałam taką trudną przeszłość - dzięki temu nie startuję w wyścigu szczurów, bo mówcie co chcecie, ale dopiero w cierpieniu człowiek zatrzymuje się i doświadcza jakiejś ostrości istnienia, wzmocnienia świadomości "podniesienia wibracji". I nie mówię tu o mentalnym urojonym cierpiętnictwie, ale jakimś stanie wewnętrznego rozbudzenia wobec rozbicia własnej rzeczywistości, w którym przeciera się oczy w zdumieniu patrząc na bezsens dookoła oraz bezmyślność i egotyzm otoczenia. Tak Cię czytam i sporo Ciebie we Mnie. Ja też w liceum byłam outsiderką, trzymając się z dwiema odrzuconymi dziewczynami w późniejszych klasach. Może nie do takiego wielkiego stopnia. Wcześniej nie umiałam mówić NIE. Potem uczyłam się, ale zrobiłam się zbuntowana. Także czułam się niepotrzebna i miałam różne myśli. Właściwie to 150 na minutę i każdego dnia coś smutnego. Często bywałam chodzącym smutkiem, choć na zewnątrz bywało, że nie chciałam dawać tego poznać po sobie. Nie lubiłam pytań - "A Czemu się smucisz" , bo wiedziałam że i tak nie wyjaśnię właściwie tego, a pytania są niekiedy retoryczne. Czasami długimi wywodami komuś wyjaśniałam na komunikatorze, raz kogoś straciłam z listy, przez ten mój żal i pewien wybuch (miałam 17 lat). Chodziłam na wagary czasami z powodu matematyki, nie żałuję, bo tak jej nie rozumiałam, że gdybym chodziła, to byłoby gorzej. Chodziłam też na nie z powodu tego odczucia, jakim była dla mnie szkoła. Wszystko zatajałam głęboko w sobie. Mama się domyślała, że nie chodzę (tak mi powiedziała po latach), ale...nie opowiadałam też o zebraniach, trochę oszukiwałam, czasami w dzisiejszych czasach, żałuję tego. Teraz na studiach jest lepiej. Też mam jak ty Conchita, że za bardzo nie interesują mnie imprezy, dyskoteki, nie chodzi o to, iż to coś złego, ale nie czuję by było to dla mnie. W towarzystwie większym, dalej włącza mi się czasami: "ach co nie powiem i tak nikt nie słucha." Zmieniło się dużo, ale dużo jeszcze przede mną. Ja mam 21 lat Teraz, za prawie równe dwa miesiące 22. Uczę się siebie każdego dnia, choć czasami nadal dopadnie coś wielkiego z czego ciężko się udźwignąć - i bywają różne myśli. Czekam na zmiany, staram się je wprowadzać, walczę ze starymi przekonaniami. Jednak często jestem bardzo nerwowa, wystarczy drobna sprawa, a ciśnienie skacze do zenitu i serce uderza 122 na minutę, płonę...piszczy i szumi w uszach. Ciężko się czasami z tym żyje, gdy byle telefon, do kogoś nowo-poznanego lub w jakieś miejsce - powoduje takie akcje dodatkowo z drżeniem dłoni. Między innymi dlatego, gdy dowiedziałam się o zlocie od razu postawiłam się na przegranej pozycji, że Nie pojadę. Czekam na następny. Chciałabym poznać niektóre osoby. Niektóre zauroczyły mnie swoją osobowością, inne polubiłam. Szkoda, że Ciebie nie poznam - Conchita. Przede mną jeszcze te schody, które muszę pokonać, aż mi stanęły nie wiedzieć czemu łzy w oczach. Wiersz stary w poezji "Nikt nie nauczył" pokazuje wszystko. Nie ma tego złego, masz rację. Teraz już nie żałuję nawet niektórych akcji - które zrobiły mnie taką, jaka jestem. Interesuje mnie rozwój duchowy i też chciałabym poznać te MTJ-y o których piszesz m.in. Ty, Darek i Zbyszek (pozdrawiam Cię Zbyszku). Ale czasami jakoś zdaje mi się, że oni wcale nie chcą mnie poznać, nawet gdy ich wołałam kiedyś tyle czasu, będąc na jakichś skrajach smutnych humorów i nie tylko. Czekam więc, ostatnio staram się więcej, od dwóch dni. Wylecę do Egiptu za 9 dni, to pokombinuję jeszcze więcej. Wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija. Pozrawiam Was, moi drodzy Pomysł chwycił, udało się odświeżyć go na nowo. Każdy z nas ma wiele przeżyć, o których chciałby zapomnieć, a które potrafią śnić się lub przypominać. Jednocześnie Wszyscy jesteście wyjątkowi i podziwiam Was za to, że odważyliście się wpleść trochę bólu i napisać go tak otwarcie. Znamy się dzięki temu lepiej? Nie, znamy po prostu lepiej to, kim byliśmy, bo teraz można zobaczyć po Was kim się staliście. Jesteście ciepłymi i w pewnym sensie odważnymi osobami, świecicie takim wielkim blaskiem, bo udało się Wam, a jeśli nie, to uda się zrobić tak, by wszystko było lepiej. Podziwiam to, że zdołaliście przełknąć to i spróbować tutaj opisać. Pozdrawiam Was bardzo ciepło i serdecznie. Jednocześnie apeluję o nie poddawanie się, trzymajmy się, by móc się łatwiej podnosić razem, pokonujmy stare przeszkody i przekonania. Stawajmy na nogi! Pozdrawiam Was ciepło, najcieplej jak potrafię...
|
|
|
|
|
|
Conchita
|
02.09.2007 - 23:07
|
OBE Maniak 36
Grupa: OOBE VIP

Postów: 644
Dołączył: 28.05.2007
Skąd: kosmos
Nr użytkownika: 1221

|
Slothia: Mamy wyraźnie duużo wspólnego. Chorobliwą nerwowość też:).
Samotność w tłumie osób dookoła też widzę, że raczej powszechna:(.
A tak w ogóle jesteście niesamowici!:)
Złamiemy ten cholerny system - wcale nie musi być tak, jak nas nauczono wychowano, pokierowano, albo że tak robią tzw. wszyscy... Mam to wszystko gdzieś. Ci "wszyscy" sami nie wiedzą, dlaczego tak działają i myślą jak myślą, jak maszyna raz puszczona w ruch, zboczyła to poszło już tak dalej...
Kiedyś oglądałam spektakl o Paulu Verlaine i Arturze Rimbaud - była tam taka scena: wchodzi Rimbaud do saloniku mieszczańskiego, podnosi palcami jakieś badziewia z półek jakby trzymał robala w ręce i zaczyna się śmiać do upadłego. No widząc to wtedy (może z 10 lat temu) coś we mnie pękło... :):):):) Śmiech Mozarta z wilka stepowego, no nie?
|
|
|
|
|
|
...
|
02.09.2007 - 23:33
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 289
Dołączył: 08.08.2007
Nr użytkownika: 1736

|
Tak mam taką nadzieję, że coś kiedyś się zmieni, że będzie można wybrać. Nikt nie będzie pchał w objęcia czegoś, co czujemy, iż nie jest dla nas i nie jesteśmy na to gotowi. Jeśli nie chcę iść daną drogą, nie chcę jakiegoś stylu życia i nikomu tym nie szkodzę, chcę mieć do tego prawo. Napisałam dłuższą wypowiedź, ale zmieniłam na krótszą, bo w tym zawiera się prawie to samo. Pozdrawiam Cię Conchita. Nerwowość? Ach, nie jestem sama, teraz siedzę czerwona jak buraczek z nadciśnieniem :) Pozdrawiam Cię i Dobranoc, śpij dobrze
|
|
|
|
|
|

|
 |
|