|
 |
Odpowiedzi
(1 - 15)
KMA
|
05.09.2012 - 14:36
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Adept OOBE Kurs: 05-19.10.2006
      
Postów: 231
Dołączył: 21.09.2006
Nr użytkownika: 95

|
Zharr - skoro momentalnie zasypiasz przy próbach medytacji, z pobudkami ciężko, nie pamiętasz swoich snów, to może prowadzisz zbyt wycieńczający tryb życia? Może ciągle jesteś zmęczony albo w ciągłym napięciu i kiedy relaksujesz się, to Twój organizm z tego korzysta i od razu zasypiasz? Może masz niski poziom energii, marnujesz ją, źle wykorzystujesz? Ja też łatwo zasypiam przy medytacji, ale mnie zdarza się to głównie kiedy właśnie chce mi się spać albo kiedy jestem w wygodnej pozycji, więc staram się medytować, kiedy jestem wypoczęta, a kiedy czuję, że mogę zasnąć, to decyduję się by siedzieć, a nie leżeć. Wieczór, przed snem wydaje się być fajną porą, bo wtedy jest spokojnie, ale wtedy najłatwiej jest zasnąć, ja raz medytuję wieczorem, a innym razem, szczególnie, kiedy nie miałam okazji pomedytować wieczorem - to rano medytuję, kiedy się obudzę. I popróbuj odblokowywania czakr i ladowania się energią (jeśli chodzi o ładowanie się energią to Bruce Moen podaje fajne techniki w swoim podręczniku eksplorowania obszarów niefizycznych), też postaraj się dobrze wypoczywać i nie przemęczać się w trakcie dnia. Jest szansa, że zaczniesz pamietać sny, właśnie kiedy bardziej wypoczniesz, także jeśli nabierzesz trochę wprawy w medytowaniu, zdaje się, że osoby które medytują częściej mają sny świadome i lepiej pamiętają swoje sny. A co do pozycji przy medytowaniu, to klasyczna pozycja jogina, kiedy siedzisz ze skrzyżowanymi nogami (ale nie do końca skrzyżowanymi, tak żeby jedna noga nie dotykała drugiej), kiedy masz wyprostowane plecy, wypinasz pierś lekko do przodu, a głowę utrzymujesz dokładnie prostopadle do podłoża(broda jak najdalej od klatki piersiowej, a jednocześnie głowa nie może być odchylona do tyłu), ręce oparte na biodrach - ta pozycja jest najlepsza, najtrudniej wtedy zasnąć, a jednocześnie można osiągnąć stan medytacji i pewnej relaksacji.
|
|
|
|
|
|
twistoid
|
05.09.2012 - 14:58
|
http://demotywatory.pl/762
Grupa: OOBE VIP

Postów: 3727
Dołączył: 14.07.2007
Skąd: .
Nr użytkownika: 1525

|
Medytować można nawet czyszcząc kibel, chodzi o przedmiot medytacji i koncentrację na nim całym sobą. Jeżeli uda się zatrzymać strumień myśli z którym mylnie identyfikuje się ja wtedy pojawia się uczucie ekstazy i mądrość. Tylko medytując można być szczęśliwym i mieć dostęp do nieograniczonego pola świadomości, tylko poddając się i stwierdzając że wszystko co jest w głowie to śmieci inaczej medytacja to albo odmóżdżenie albo odtwarzanie myśli w większym stanie relaksacji co oczywiście może prowadzić do nagłego zniknięcia myśli.Kiedy choć raz uda się zerwać z nałogiem fałszywej tożsamości życie zaczyna przypominać film gdzie Ja jest widzem. Co do szybkiego zasypiania stan transu przed wyjściem wymaga pewnego minimalnego skupienia skupienie to stan energetyczny więc właściwy stan umysłu jest wtedy kiedy umysł jest i wypoczęty i senny, skłonny zasnąć, wiadomo że jak uczysz się czy robisz coś potrzebujesz skupienia inaczej rzecz skończy się fiaskiem.Skupienie ejst potrzebne żeby móc być, bawić się z hipnagogami i schodzić coraz głębiej aż do pełnego zaśniecia, obe od zwykłego zasypiania różni się tym że człowiek zasypiając ma zachować minimalną uwagę tego że zasypia musi sobie zdawać z tego sprawę mniej więcej tak jakby na codzień miał zamknięte oczy podczas dnia
|
|
|
|
|
|
twistoid
|
05.09.2012 - 18:44
|
http://demotywatory.pl/762
Grupa: OOBE VIP

Postów: 3727
Dołączył: 14.07.2007
Skąd: .
Nr użytkownika: 1525

|
To tak jak większość ludzi, gdybym powiedział im że medytacja może dać szczęście ale depersonalizację, gdzie właściwie realnego szczęścia nie może dać nic innego to i tak odrzucą tą opcję. Dlatego że umysł to sprytna bestia stosuje sztuczki tylko żeby utrzymać swoją bytność i tożsamość, ale nie jest on ani przyjacielem , ani istotnym narzędziem. W medytacji pojawia się mądrość przerastająca spektakl społeczeństwa i powoduje że człowiek postępuje w swoim życiu mądrze staje się tak jakby opętany przez naturalne prawa, naturalną mądrość, ale to nic z tego świata mamy tu do czynienia z przewyższającą człowieka inteligencją, umysł staje się miałki ze swoimi sądami.Ego nie jest przyjacielem, wszechświat chce żeby człowiek zrealizował się w pełni odrzucił prawa spektaklu i zrealizował się dla większych celów, dla pokoju i miłości, te rzeczy nie są domeną umysłu wszystko co za tym idzie to fałszywe wytwory interpretatora.To żadna ucieczka od człowieczeństwa wręcz przeciwnie, naturalnym stanem człowieka jest poczucie szczęścia, wręcz bijące od niego, ale też mądre życie, ale w jednym masz rację dla społeczeństwa takie życie to jak koszmar bo każdy chce mieć więcej i każdy umysł postępuje irracjonalnie, ale trzeba pamiętać dla umysłu i jego "wartości" pokazanie mu że ma się nad nim kontrolę to jego koniec.
|
|
|
|
|
|
twistoid
|
05.09.2012 - 19:15
|
http://demotywatory.pl/762
Grupa: OOBE VIP

Postów: 3727
Dołączył: 14.07.2007
Skąd: .
Nr użytkownika: 1525

|
Tak dalej jestem.Już sam fakt zastanawiania się nad tym byłby zaprzeczeniem owego stwierdzenia. Tak umysł z sądami staje się miałki, człowiek po raz pierwszy staje się świadomy swojej boskiej natury. Osądzam bo mam punkt odniesienia.Przy pełnej realizacji myśli nie napływają w ogóle, znika osobista historia a ciało wypełnia się nieskończonością.
|
|
|
|
|
|
KMA
|
05.09.2012 - 22:53
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Adept OOBE Kurs: 05-19.10.2006
      
Postów: 231
Dołączył: 21.09.2006
Nr użytkownika: 95

|
Fajnie, fajnie, ale mnie też wydawało się, że kluczem jest "ucieczka" od umysłu, że jedyną drogą rozwoju jest osunąć się w ciszę i w niej pozostać... hm... ale coś ciągle mi mówi, że to nie jest wszystko i że tak jak każda skrajność - nie jest dobre, myślę, że może być dobre dla kogoś kto przerobił już swoją karmę i nie chce i nie potrzebuje być dalej człowiekiem... z drugiej strony może być całkiem inaczej, tego nie wiem, ale wiem, że kiedy korzystam jednocześnie z wyższego, średniego i niższego ja, to daje mi to więcej, niż przebywanie w ciszy, te momenty oczywiście są niezwykłe i tęskni się do nich(tzn. do wyłączenia umysłu czy uczucia nirwany), ale kiedy doświadczam ich, czuję bardziej, że odpoczywam, niż że się rozwijam. Myślę, że wpadamy w pułapki umysłu, bo zostaliśmy wychowani w świecie, który przede wszystkim stawia na materializm i raczkuje w kwestii wykorzystywania niefizycznych zdolności, także naszych wszystkich ja itd. Czy to nie jest dziwne, że większość ludzi czuje przyzwolenie by zająć się swoją psychiką dopiero kiedy są już w tak kiepskiej sytuacji, że muszą iść do psychiatry? Myślę, że zapanowanie nad umysłem jest istotne, nie wyłączenie go. Wciąż obstaję przy tym, że jest on narzędziem, jest integralną częścią nas, która jest nam potrzebna w funkcjonowaniu na świecie. I jednocześnie przyznaję, że ja i mój umysł - wciąż docieramy się ;) a jego sztuczki nastręczają mi wiele problemów, ale mam też z tego dużo niezłej zabawy, będąc w takiej sytuacji tez można mieć dystans, kiedy w ciagu dnia dajesz się ponieść temu, co przedkłada Ci umysł, a wieczorem śmiejesz się z tego całego teakrzyka. A niech sobie będzie. Czemu nie? Moim zdaniem dużo bardziej znaczące jest odczuwanie miłości i medytacje miłości, nie uciszanie umysłu, z resztą im bardziej człowiek kocha siebie(i innych, ale najpierw trzeba zacząć od siebie), tym mniej panuje nad nim jego umysł, tak sądzę ;)
|
|
|
|
|
|
twistoid
|
06.09.2012 - 01:17
|
http://demotywatory.pl/762
Grupa: OOBE VIP

Postów: 3727
Dołączył: 14.07.2007
Skąd: .
Nr użytkownika: 1525

|
I brawo, chociaż sztuczką umysłu są wątpliwości nie można tego osądzać myśleć o tym, nikt nie posiada świata na własność to jest podstawowe ograniczenie, myślenie że zna się coś i podlega to prawom rozumu w stylu jak zapłacę to dostanę, pewnej liniowości, tego się nas uczy od małego, ograniczeń, bezpieczeństwa. W gruncie rzeczy to wszystko polega na upraszczaniu,pozbywania się konceptualności, pustce,myślę że nie ma czegoś takiego jak wyższe średnie itd to tylko zagrabione pojęcia pewnego rodzaju pycha umysłu. Świat pozbawiony konceptów jest jaki jest, a jest niesamowity, już doskonały, przyjazny i piękny :) Umysł w głębokich medytacjach jest trudny do przywołania,ja np. mam trudności z poruszaniem się w sklepie haha, ale przywołany pojawia się. Medytacja to też wyzwanie, przygoda, jest w tym pewne niebezpieczeństwo, w końcu żyjemy w społeczeństwie zdominowanym przez zwyrodnienia duszy, ale to ludzie sami sobie robią krzywdę, nie ma żadnych wrogów, żadnej niepewności,przyszłości i przeszłości, każdy jest już zrealizowany i szczęśliwy, wystarczy wymazać umysł. Miłość do siebie powoduje emanację na zewnątrz dlatego to co mówisz jest prawdziwe, ale prawdziwa miłość nie bierze się z myśli, czy interpretacji,bo jeżeli już się pojawia jest tylko doznaniem, ona po prostu jest głęboko, trzeba do niej najpierw dotrzeć ;) Oczywiście to wszystko to subiektywizm, jak wspomniał zielarz każdy jest inny.
|
|
|
|
|
|
KMA
|
06.09.2012 - 22:38
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Adept OOBE Kurs: 05-19.10.2006
      
Postów: 231
Dołączył: 21.09.2006
Nr użytkownika: 95

|
A znasz teorię dotyczącą średniego, niższego i wyższego ja? Szczególnie teorię, którą proponuje huna? Średnie ja to umysł i ono odpowiada za wolę, wyższe ja to bardziej rozwinięta wersja nas, która wykracza poza wcielenia, a niższe ja odpowiada za uczucia i pamięć zdarzeń i ciągle domaga się uwagi, szczególnie jeśli ktoś próbuje je przytłumić, wg tej teorii kluczową kwestią jest współpraca wszystkich ja dla rozwoju człowieka. Myślę, że podział na różne rodzaje ja ma tyle sensu co oddzielanie uczuć od myśli czy podziały na świat materialny i niematerialny, wszystko na jakimś poziomie jest tylko energią i świadomością, ale przecież gęstości są różne :)
Te trudności z powrotem z medytacji są całkiem śmieszne, ja mam coś takiego, że kiedy wejdę w odpowiedni stan(udaje mi się to jak do tej pory przy pozycji jogina), to poruszenie ciałem, mimo, że nie czuję wibracji, ani nie jestem w stanie paraliżu przysennego, wydaje się być bardzo trudne, występuje jakaś bariera, którą z jedej strony łatwo pokonać, ale podjęcie decyzji by ją pokonać jest w tym wszystkim najtrudniejsze. Mam wrażenie wtedy, że mogłabym tak siedzieć w nieskończoność, czas jakoś całkiem inaczej jest postrzegany, jakby go nie było, no i codzienne sprawy wydają się być całkiem nieważne, jakby tylko istniene się liczyło. Nie próbowałam medytować przy zwykłych czynnościach, wydaje mi się to trochę niebezpieczne, ale świadomie wprowadzałam się w inne stany umysłu, kiedy np. jechałam środkami komunikacji miejskiej, starałam się wtedy wyciszyć umysł i nie zamykać się w sobie, ale właśnie bardziej intensywnie odczuwać to, co jest wokół. Zwykle uzyskiwałam efekty, ale zawsze były dla mnie zaskakujące. Nie towarzyszyło mi całkowite wyciszenie umysłu, ale jakby rozszerzona świadomość, nagle odpowiedzi na ważne egzystencjalne pytania(choć w tamtym momencie wcale o nich nie myślałam) po prostu napływały do mnie, jak oczywistości, coś czego nie można nie rozumieć, a przecież w zwykłym stanie umysłu rozumiałam to całkiem inaczej. Monroe pewnie nazwałby to inteligencją serca, bo nie towarzyszyły temu uczuciu typowe myśli(tzn. gadanina umysłu), tylko bardziej wrażenia, przekazy emocjonalne, które można przełożyć na tysiąc słów(i przekładałam je sobie, by te informacje utrzymały się w mojej świadomości na dłuzej), ale tak czy siak - zwykłymi słowami nie dałoby się wyczerpać tych przekazów.
A jeśli chodzi o miłość, to masz rację, że ona już jest i trzeba do niej dotrzeć, ja ciągle uczę się tego czym jest miłość - tzn. zawsze postrzegałam ją jako bardzo wzniosłe uczucie i oddzielałam je od innych pozytywnych uczuć, ale teraz przekonuję się, że miłość ma w sobie te wszystkie uczucia i że np, kiedy jestem radosna - to nie tylko jestem radosna, ale także odczuwam miłość ;)
|
|
|
|
|
|

|
 |
|