|
|
03.12.2012 - 12:51
Post
#1
|
|
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Co robić, gdy spowija nas strach? Co robić, gdy tracimy kontrolę nad własnymi myślami? Co robić, gdy nad naszymi myślami zaczynają dominować straszne, niskie wibracyjnie, mdłe, chaotyczne, wiercące, bolące i inne tego typu myśli i odczucia? Co robić, gdy ktoś nas w ten sposób atakuje?
Wiele osób na tym forum już pisało, że miało nieprzyjemne doznania z atakującymi je istotami. Jednak czy to jest ktoś z zewnątrz, czy to nasz umysł? Moim zdaniem jedno i drugie. Jednak to nie ma większego znaczenia tutaj, znaczenie ma to, że to się dzieje i jak się przed tym bronić? Na początek trzeba sobie zdać sprawę, że to nie musi nas dotykać tylko tam, poza. Cały czas składamy się z ciała, umysłu i ducha, co niektórzy stosują jeszcze inny podział, na szereg ciał: astralne, mentalne itd. Wszystkie one działają na nas tu, w świecie fizycznym i mają dużo większy wpływ, niż to czasem na pierwszy rzut oka widać. A więc do rzeczy, jak się bronić? Moim zdaniem trzeba być na tyle świadomym, żeby nie trzeba się bronić. To jedyny skuteczny na wszystko sposób. Tak sądzę. Takie zobrazowanie wykorzystujące film Matrix :p kiedy Neo musiał unikać kul, aby uniknąć szybszych kul musiał mieć jeszcze szybszy refleks, ale na to były jeszcze szybsze kule agentów. Rozwiązaniem było nie musieć już więcej unikać kul ;) A teraz poważnie. Mówi się dużo co robić, albo czego nie robić, co myśleć, o czym myśleć, o czym nie myśleć itd. itp. Sam takie rzeczy mówiłem i teraz to odwołuję. Nie dlatego, że były nieprawdziwe, ale dlatego, że słowa (choć przy najlepszych chęciach) nie tłumaczyły jak to zrobić, a co najwyżej co zrobić i to tylko z grubsza. Nie da się tego wytłumaczyć. Tak jak nikt nie przejdzie za Ciebie tych drzwi, to jednak może na nie Ci wskazać. I to postaram się tutaj zrobić. Po pierwsze nie starać się rozwiązać problemu umysłem. Umysł będzie nas zwodził, zapędzał w ślepe zaułki, nakręcał strach i inne bariery. Poza tym na umysł i emocje ciemne moce mają wpływ. Obejrzyj mocny horror, a masz na dłuższy czas spaczone poczucie bezpieczeństwa, punkt stałego pewnego zaczepienia w rzeczywistości. Umysł tworzy obrazy, emocje dorysowują się do tego same itd. itp. Już jesteśmy wtedy na przegranej pozycji. Nawet jeśli nie obejrzymy horroru, jakaś nieprzychylna nam istota może włożyć nam jakieś obrazy lub uczucia, pojawić się w jakiejś postaci, albo wywołać niepokój, strach itp. Racjonalizowanie i inne formy przeciwdziałania umysłem tylko pogłębiają nas podświadomie w przekonaniu, że problem rzeczywiście istnieje. Wołanie Jezusa i innych o pomoc też nie pomaga, przynajmniej nie od razu, sprawdzałem ;) Podejrzewam, że działa z opóźnieniem, tylko poprzez mocną wiarę, że w końcu musi pomóc. Dlaczego więc lepiej nie zrobić tego od razu świadomie, ze świadomością jak to działa? No właśnie. To co zrobić? Napisałem już, czego nie robić. Teraz co zrobić. Wysyłanie pozytywnych energii i tego typu sprawy nie pomagają. Wysyłając pozytywną energię chcemy przeciwdziałać negatywnej, a więc tylko umacniamy jej rzeczywistość w myślach i znów jesteśmy na straconej pozycji. Agresją na agresję nie zwyciężymy. Jedyne co tu nam potrzeba to świadomość tego kim jesteśmy. Nie myślami, nie konceptami, a szczere określenie się i mocne przekonanie o tym. I tu są te drzwi, o których pisałem. Ile więcej bym słów o tym teraz wylał, to już będzie lanie wody i krążenie wokół tematu różnymi słowami, ale z jednym tym samym przesłaniem. Tak jak nie da się opisać dokładnie, jak utrzymać równowagę, trzeba tego doświadczyć i nauczyć się samemu. Tym różni się sieć neuronowa od programu. W technice rozróżnia się sztuczną sieć neuronową od programu komputerowego, ta pierwsza potrafi rozwiązać problem i uczyć się nawet, gdy nie miała wcześniej zakodowanego rozwiązania, program zaś potrafi rozwiązać tylko wcześniej przewidziane funkcje. Nie jesteśmy programem i wszelkie programowanie poza tym naturalnym, pierwotnym nam szkodzi, przeszkadza się uczyć i rozwijać. Tak więc oto są drzwi. Żeby wiedzieć, jak sobie poradzić, każdy musi sam zagłębić się w te drzwi swoją jaźnią i pobyć tam chwilę. Na początku niektórym, szczególnie tym którzy tego wcześniej nie robili, to może się wydawać nudne, ale z praktyką to jest chyba najprzyjemniejsza rzecz, jaką można robić ;) :))) Polecam to robić nie tylko w momencie ataku. Cały czas mniej lub bardziej jesteśmy atakowani, świadomie bądź nie (i chodzi mi tu nie tylko o świadomość/nieświadomość atakowanego, ale także atakującego), czy to przez istoty z innych wymiarów, czy przez fizycznych ludzi, czy przez utarte schematy myślowe, czy przez cywilizację i jej wymogi. Przy tym rodzi się pytanie, jaki jest sens zawierania czegokolwiek w słowa, podczas gdy kończą się możliwości tego medium, a trzeba przez drzwi przechodzić sercem, czuciem, intuicją, itp. Z czasem wszyscy tutaj na forum osiągną taki stan świadomości, że słowa będą ich tylko ograniczały, a informacje będą zbierać i wykorzystywać już w zupełnie inny sposób. Sądzę, że dziś już jest ten czas, a tutaj trzyma nas tylko przyzwyczajenie do używania słów. Zachęcam, aby w dniu codziennym, kiedy nie musimy ich stosować, zwłaszcza do siebie, porzucić je. Jednak wtedy pojawia się inne pytanie, na co nam forum. Myślę, że jeszcze mimo wszystko przyjdzie nam użyć słów, mniej lub bardziej poradnie, ale z dobrymi zamiarami, by innym wskazywać drzwi :) Nie wydzielajcie z siebie mocy. Niech raczej moc wydzieli Was!!!!!!!!!!!!! ;) :D |
|
|
|
![]() |
03.12.2012 - 13:14
Post
#2
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
No i co tu ja mam dodać:) w rzeczy samej tak jest,widzisz to chyba ewolucja:)
pozdrawiam was serdecznie:) |
|
|
|
03.12.2012 - 14:38
Post
#3
|
|
|
Członek Rodziny ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Ostatniej nocy miałem wspaniałą wizualizację. Leżałem w bezruchu spory czas. Nie próbowałem spać, bo nie chciałem, po prostu leżałem i czuwałem.Świadomie obserwowałem obrazy, podczas stanu hipnagogicznego które się pojawiały i po prostu je podziwiałem. Raz pojawiła się stojąca na wodzie łódź, na niej jakaś postać, męzczyzna z głową okrytą tkaniną, przypominającą chustę o kremowym kolorze, owiniętą wokół jego twarzy. Potem ujrzałem na niej jakąś otwartą księgę, lecz napisy nie były do rozczytania i się rozmyły. Obraz się rozmył całkowicie Byłem całkowicie bierny i jak najdelikatniej próbowałem się zbliżyć do wszystkiego co widziałem.
Po chwili sceneria się zmieniła. Byłem w miejscu, które przypominało wnętrze jakiegoś samolotu, z przodu był kokpit i urządzenia sterownicze, obok mnie ktoś siedział lecz nie zwracał na mnie uwagi, a ja również nie zwracałem szczególnie uwagi na niego i nawet się nie przyjrzałem. Siedziałem przy ścianie na siedzeniu przypominającym skórzaną kanapę, po czym ujrzałem wysokiego dobrze zbudowanego, pulchnego mężczyznę z czarną krótka brodą i czarnymi krótkimi włosami. Przez chwilę rozmawialiśmy o czymś, lecz teraz w głowę zachodzę o czym była ta rozmowa.... za nic nie mogę sobie przypomnieć, a tak dobrze to pamiętałem. Coś w tej rozmowie było dla mnie szczególnego i znaczącego, lecz nie mogę sobie przypomnieć... on mówił do mnie i chyba również o mnie a ja z nim o tym rozmawiałem... tylko taki mam przebłysk świadomości tej rozmowy.. Teraz przejdźmy do sedna sprawy. Bo to kolejny obraz, który był najistotniejszy i wydaje mi się mieć związek z tym tematem, bo zdarzyło się coś, co dało mi sporo bezpieczeństwa i obrony przed kreacjami umysłu i istotami atakującymi moja jaźń. Kontynuuję dalej. Obraz się rozmył, przed oczami miałem totalną czerń i pustkę. Czułem się tak bezpiecznie i tak błogo. Trwałem w tej błogości chwilę, po czym poczułem coś co wydawało się próbować na mnie wpłynąć. To był mój umysł. Czułem jak napływają do mnie myśli typu: "jest tak bezpiecznie i błogo, ale czy nie czai się jakaś zła istota?, na pewno jest bezpiecznie? nikt podejrzany się tu nie czai? otwórz oczy! zobacz.. " otworzyłem oczy i nie było nic, co byłoby niepokojące. Zamknąłem oczy i powróciłem natychmiast w ten stan bezpieczeństwa. Po chwili znów ta nagonka myśli chciała mnie wybić z równowagi.. Ktoś się czai, ktoś ma złe intencje? niee nikogo nie ma, sam sobie odpowiadam. Jednak myśli wpłynęły i wywołały we mnie niepokój ale leciutki. Dla pewności powiedziałem sobie " Boże.... Boziu kochany co ja mam robić? chce czuć się taki bezpieczny, chcę czuć miłość, spokój... wyobrażam sobie Ciebie jako takiego ciepłego ojca, który jest tak kochany.. tak chwilę sobie myślałem, czułem się jak małe niemowlę w objęciach ojca. Natychmiast złe myśli i niepokój zniknęły a ja się uspokoiłem i znów poczułem się bezpiecznie. Leżałem tak do momentu, aż znów umysł próbował rozbić ten spokój swymi myślami... Umysł, lub coś z zewnątrz tym razem, ale to nie ważne.. czułem się tym bardziej, sporo bezpieczniej :) Zaczął się pojawiać obraz przed oczami. Jakaś postać niepokojąca. Szła w moja stronę z dalekiej ciemności i czułem jak próbuje razić mnie niepokojem. Im bliżej, to tym większy niepokój próbował mnie dosięgnąć, lecz ja dalej jak kamień niewzruszony i spokojny. Doszła ta postać tak blisko, że już ją dobrze widziałem. Miała nieprzyjemną i dość niepokojącą twarz. Trochę kojarzyła mi się z Benedyktem XVI, ubrana ta postać była w coś w postaci niebieskiej płachty, takiej mdłej trochę jak była na jego obliczu, istota, bądź kreacja umysłu miała takie pazerne chciwe oczka i widać jak się szyderczo uśmiechała, wyobrażając sobie jak popadam w panikę. Ale nie udało się. Byłem totalnie bez emocji. Pozbawiony jakiejkolwiek reakcji wynikającej z towarzystwa tego czegoś. Zbliżał się coraz bliżej... dwa metry, półtora, metr i pół. Pomyślałem "zaraz się na mnie rzuci" i tak się stało. Szybko otworzyłem oczy i za chwile zamknąłem je z powrotem. Postać była dalej. Znów szła w moją stronę. Nie bałem się i bez emocjonalnie obserwowałem, co zrobi dalej. W tym momencie przydarzyło się coś niesamowitego. Wpadł mi do głowy pomysł, a ja jak natchniony duchem świętym, rozłożyłem ręce, rozpromieniłem się i poczułem jak zza moich pleców lecą gołębie. Piękne gołębie jak na świętych obrazkach. Próbowałem je przywołać tak jakby z nieba spadł mi taki plan, bym tak zrobił. Gołębie, które wyleciały zza moich pleców za moim rozkazem wiernie ruszyły z impetem na tą nieprzyjemną postać :) Co dziwne ta postać się ich przeraziła, skuliła się i wróciła z powrotem w te ciemności, z których przyszła. Próbowała wracać tak kilka razy pod rząd, ale te gołębie ją odstraszały i zaganiały z powrotem w ciemność :) Były takie cudowne, świetliste :) takie symbole pokoju czyste :) istota po jakimś czasie znikła na dobre, a ja w radości i spokoju oddałem się dalej poczuciu bezpieczeństwa i czuwałem dotąd, aż zasnąłem jak małe beztroskie dziecko :) |
|
|
|
03.12.2012 - 16:53
Post
#4
|
|
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Bardzo fajnie się czytało Twoją opowieść :) szczególnie mi się spodobał motyw z gołębiami :)
... Tylko kurczę, jak teraz sobie myślę, to zastosowałeś sposób "być szybszym od kul przeciwnika": tylko to nie zawsze działa, czasem kule przeciwnika są szybsze... i tu Neo kilka uniknął, ale na końcu oberwał :/ Dałeś się wplątać w umysłową grę. Na Twoje szczęście przeciwnik był mało doświadczony. Inny mógłby skontrować Twoje stado gołębi stadem kruków, które zaczęłyby je dziobać. Ty byś sprawił, że Twoje gołębie zamieniłyby się w potężne anioły, które by Cię broniły, zaś wtedy tamte kruki mogłyby się zamienić w potężne demony itd. Zamiast tego, próbuję przedstawić inną taktykę, bardziej uniwersalną i jeśli dobrze opanowaną, sądzę, że zawsze skuteczną (być ponad zasadami przeciwnika, nie wplątywać się w jego grę; tutaj Neo jest już ponad zasadami kul i ich unikania): Chyba że stwierdzisz właśnie, że Twoje gołębie są ponad zasadami i już nic ich nie ruszy ;) Jednak myślę, że lepiej nie upatrywać mocy na zewnątrz, a w sobie - w sumie jest to tylko ograniczenie słowne, gdyż przy odpowiednim rozumieniu, rozumie się, że moc wewnętrzna i zewnętrzna to ta sama, "co wewnątrz to na zewnątrz". Chodzi mi tu też o to, że to nie znaczy, żeby np. nie mieć ufności w Bogu, tylko pełnym pychy polegać na sobie, nie, to nie to. Chodzi mi o to, że jeśli ktoś jest świadomy Boga, to wie, że On jest także w nim i nie musi szukać tej obecności na zewnątrz. Tak jak kiedyś dawno temu na tym forum napisałem coś takiego: Dwóch ludzi staje przeciwko sobie. Jeden z nich to potężny mag, potrafiący władać żywiołami i dużymi energiami, do czego doszedł studiując wiele wiele lat i ucząc się wiedzy przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Drugi z nich to świadomy człowiek (załóżmy oświecony mnich, tak dla skrajności). Jak wyglądałaby "walka" między nimi? Mianowicie tak: mag tworzy przeogromną kulę ognia i wysyła ją w stronę mnicha sądząc, że mnich nie da rady ujść ogniowi z życiem. Mnich na to: "ogień, jaki znowu ogień?:D" i z uśmiechem na twarzy, nawet nie musi mrugnąć okiem, aby cała ta kula ognia zniknęła. Wymyśliłem tą bajkę (która de facto wcale nie musi być nierealna) , ale na potrzebę morału, który sądzę, że jest tutaj widoczny. A propos obrony, podzielę się jeszcze pewnym spostrzeżeniem/doświadczeniem. Mianowicie, kiedy próbując wszelkich wizualizacji, wyobrażeń itd. itp. nie wychodziły mi one i nadal czułem piętno atakującej mnie negatywnej energii, jakby to rzec, w pewnym momencie starając się pomyśleć o pozytywnych stronach mnie, pomyślałem o osobach, na których mi zależy. To był natychmiastowy punkt zwrotny. Tak jak wcześniej np. nie radziłem sobie, to gdy o nich pomyślałem, przestraszyłem się, że ta atakująca istota, może wykryć moje myśli i teraz lub później pójść zaatakować tych bliskich. W tym momencie dostałem taki przyrost mocy i siły, w celu stworzenia ochrony energetycznej dla nich, że już nie miałem problemu z obronieniem i siebie :) W jedności i miłości siła! ;) A propos, może to dziwnie brzmi, ale tym "ciemnym" stworom należą się dzięki, gdyż one pokazały mi większy mrok, niż można zaznać normalnie w naszej cywilizacji, dzięki czemu odkryłem przeciwwagę, potęgę bezwarunkowej miłości, jaką niestety też trudno zaznać w naszej cywilizacji. Każda napotkana przez nas istota, nawet jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy, jest dla nas także nauczycielem :3 I nawet jeśli czyni "zło", to w ostatecznym rozrachunku czyni dobro :) Pozdro:) |
|
|
|
03.12.2012 - 20:27
Post
#5
|
|
|
Członek Rodziny ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Pod tym względem każdy jest nauczycielem...widzę wiele rzeczy w ciągu dnia,one nie dzieją się bez przypadku staram się wychwycić z nich coś dla siebie..znaki przekazu.Wiele można dostrzec.
A po ziemi też chodzić warto. |
|
|
|
04.12.2012 - 12:54
Post
#6
|
|
|
Członek Rodziny ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Dziękuję Pavveł za Twój wpis :) jest wspaniały :)
W pewnym sensie dałem się wciągnąć w umysłową grę, owszem. Ale to była gra stworzona w moim umyśle :) Mając świadomość wszystkiego wiedziałem, że jeżeli to kreacja umysłu, to nie jest w stanie na mnie wpłynąć, ponieważ jestem jej świadomy. Jeżeli był lub byłby to ktoś z zewnątrz, jakiś nieprzychylny byt, istota, demon etc. nie daj boże o większej sile i doświadczeniu, to mogłoby być gorzej ale na szczęście nie było :) W każdym razie walka z kimś o większej mocy byłaby niezwykle ucząca. Impuls płynący do mózgu, który sprawi, że mrugnie powieka, jest szybszy od samego mrugnięcia... jakże mrugnięcie powieką jest szybkim procesem... to i tak jest niczym szybkim w porównaniu do samego impulsu. Skupiając się na wyprzedzeniu mrugnięciem oka samego impulsu, który wprawia je w ten proces podejmujemy się walki z tym... To tak jak w matrixowej koncepcji porównać Neo do Agentów... nie pokonam tego, bo zawsze będzie krok przede mną, bez względu jak bym walczył i co robił. Jedynym zwycięstwem jest przestać walczyć, uciekać. Wtedy wykroczę poza prawa, które panują nad impulsem i mrugnięciem, dobrowolnie i świadomie poddam się temu procesowi i pozwolę mu toczyć się własnym torem, uwalniając się od walki, i idąc dalej :) W pewnym sensie i pod pewnym kątem walka jest ucieczką przed poznaniem i zrozumieniem... Myślę, że koncepcja matrixa ma wiele zastosowań oraz odzwierciedleń we wszystkim i może być niezwykle istotną formą sposobu postrzegania. W moim przypadku umysł był jak impuls, matrixowy agent, a ja byłem jak Neo, świadomość, która walczy z nim, a walka jest bezcelowa. Ujrzałem coś, co chciało wywrzeć na mnie lęk i wyzwolić nisko wibracyjną energię. Brak świadomości, spowodowałby to, że bym uznał to za prawdziwe i bym się bał, lecz jako świadomy widziałem to jedynie jako iluzję, kreację umysłu. Prowokowałem to coś swoją ciszą i niewzruszeniem, zaś gdy przyszedł moment olśnienia oddałem się całkowicie temu, rozkładając ręce rozpromieniłem się całym sercem i wtedy to się stało... te gołębie... pojawiły się gdy zaakceptowałem sytuację całkowicie i oddałem się w ręce najwyższej miłości, tej we mnie i poza mną, mnie przenikającą... one, te gołębie tak jakby były częscią mnie, ze mnie, z mojego wnętrza, lecz przywołane z zewnątrz zrobiły resztę wyganiając wszelki niepokój. Walka się skończyła bo to coś chciało zaatakować mnie gdy byłem w stanie czystej świadomości przy czym zatopiłem się w miłości i zrozumieniu, byłem pełen troski i wybaczenia. Zauważyłem istotną rzecz. Że światło rozświetla mrok i to jest ponad wszelkimi iluzjami a coraz większa świadomość rodzi przebudzenie. Bóg jest w nas, wokół nas i przenika nas. Jest ponadwymiarowy i ponadczasowy. Czuję jakbyśmy byli jedni z nim a on z nami, nierozłączną jednością, nieskończoną. Nasze ciała i światy, wydarzenia i doświadczenia są jedynie programem nauki, byśmy osiągnęli ten stan, stan w którym przestaniemy toczyć wewnątrz i na zewnątrz jakiekolwiek spory i walki, porzucimy to, bo oddamy się światłu... a wtedy już nic nie będzie istotne, bo zrozumiemy całą istotność... wszystkie słowa, wszystkie racje... wszystkie walki o cokolwiek...znikną... będzie tylko światło, które bezkresnie będzie rozświetlać ciemność, spalać ją a wszystkie aspekty będą łączyć się z tym światłem tworząc jedno. :) Pozdrawiam wszystkich :) MIŁOŚĆ I ŚWIATŁOŚĆ PONAD WSZYSTKO!!! <3 |
|
|
|
04.12.2012 - 13:44
Post
#7
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Jako tata jestem nieraz zmuszony do oglądania bajek. Zaskakująco często odnajduje w nich treści skierowane do mnie. Tak np. zupełnie "przez przypadek" oglądałem odcinek Małego Billa pt. "Zaczarowany koc", w którym to Bill strasznie bał się urojonego "czegoś". Pomogła Billowi jego babcia. Powiedziała mu, by myślał o przyjemnych rzeczach, to strachy odejdą, bo strachy żyją tak długo, jak długo się o nich myśli.
Little Bill Guppies/The Magic Quilt Niestety nigdzie nie mogę znaleźć przytoczonego odcinka |
|
|
|
04.12.2012 - 13:51
Post
#8
|
|
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Hashal, i ja Tobie dziękuję :) To, co napisałeś, jest genialne ;)
|
|
|
|
04.12.2012 - 20:00
Post
#9
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Zamiast tego, próbuję przedstawić inną taktykę, bardziej uniwersalną i jeśli dobrze opanowaną, sądzę, że zawsze skuteczną (być ponad zasadami przeciwnika, nie wplątywać się w jego grę; tutaj Neo jest już ponad zasadami kul i ich unikania) Wydaje mi się, że to o czym mówisz to technika szamanów, którą w skrócie nazwano "określaniem granic". Szaman sam decyduje, gdzie zaczyna się jego "ja", a gdzie kończy. To on stara się ustalić reguły gry. Może duchowo stać się jednością z otoczeniem lub nie. Rozszerzyć swoje granice lub je skurczyć. Coś w tym stylu. Więc jeśli jest się w astralu, może trzeba mieć na tyle świadomości siebie i swoich możliwości, aby otoczenie stało się naszym wnętrzem (zespolić się z otoczeniem, stać się otoczeniem, rozszerzyć swoje granice). W tym momencie przeciwnik jest w "naszej grze" rządzonej naszymi regułami. Tak mi się skojarzyło. Ciekawe książki do poczytania o tym: Martine Ashe: Szaman Naszych Czasów (podróż szamańska bardzo kojarzy mi się z obe lub mentalkami) Serge Kahili King: Szaman miejski Arnold Mindell: Psychologia i szamanizm |
|
|
|
04.12.2012 - 20:18
Post
#10
|
|
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Dzięki Tenshin :)
A tak mi się jeszcze pomyślało, nawiązując do tego, co już napisałem o Neo i unikaniu kul. Standardowa wyuczona reakcja naszych umysłów jest mniej więcej taka: kule są szybkie, więc ja muszę być jeszcze szybszy. Próbujemy ciągle być od kogoś/czegoś szybsi, "lepsi", itp. Natomiast często nie przyjdzie nam do głowy coś, co z pozoru wydaje się głupie, że wcale nie muszę być szybszy od kul. Ba, wcale nie muszę się nawet ruszać. Wystarczy czasem mieć pewność, że coś nas nie rusza, nie działa na nas :) Wtedy kule albo zawisną w powietrzu, albo przelecą jak przez powietrze, wcale nie raniąc, albo odbiją się. Czasem wystarczy zastygnąć w bezruchu i nie robić kontrataku, bo nie trzeba. Robiąc kontratak, zezwalamy i otwieramy się na atak. Czasem wystarczy zastygnąć w bezruchu - nie myśleć myślami, co wpływają od zewnątrz, a wiedzieć od wewnątrz ;) ...Myślę, że to, co napisałem ma także szersze, uniwersalne znaczenie. Pozdrawiam :) |
|
|
|
04.12.2012 - 22:48
Post
#11
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Wystarczy czasem mieć pewność, że coś nas nie rusza, nie działa na nas :) Wtedy kule albo zawisną w powietrzu, albo przelecą jak przez powietrze, wcale nie raniąc, albo odbiją się. Czasem wystarczy zastygnąć w bezruchu i nie robić kontrataku, bo nie trzeba. Robiąc kontratak, zezwalamy i otwieramy się na atak. Czasem wystarczy zastygnąć w bezruchu - nie myśleć myślami, co wpływają od zewnątrz, a wiedzieć od wewnątrz ;) ...Myślę, że to, co napisałem ma także szersze, uniwersalne znaczenie. Ciekawe spostrzeżenie Pavveł. Wiąże się ono (wywodzi) z twoimi obserwacjami i dostrzeganiem różnych rzeczy (np. twoje nawiązanie do Matrixa) czy też (również) ma to związek z własnymi, wewnętrznymi doświadczeniami, zastosowaniem w życiu itd.?Mnie to kojarzy się z takim odseparowaniem siebie, poczucia własnej tożsamości, ja, ego, od tego, co stanowi koncepcje samego siebie, własnych obrazów i poczucia ja (ego) poprzez zależności wynikające z tych różnych "programów", wyobrażeń siebie, jako kogoś, kto jest osadzony w jakimś miejscu, czasie, okolicznościach itd. Pamiętam, że będąc dzieckiem bardzo często tak odseparowywałem się od "siebie" (tego z "tu i teraz"). Nie robiłem tego całkiem świadomie, ale świadomie z tego korzystałem, odcinając się od tego, co działo się ze mną w wymiarze fizycznym. Podobnie zachowywałem się w snach, co powodowało, że odzyskiwałem świadomość (oczywiście nie była ona dobrze rozwinięta), dlatego też nie miałem wówczas w pełni świadomego wpływu na to, co się ze mną dzieje, ale umiałem się "wyłączyć", aby odizolować się do tego, co działo się w śnie i robiłem to intuicyjnie. Efekt był taki sam jak w realu, to co się działo nie dotyczyło mnie (jeśli intuicyjnie uznałem to za bardziej właściwe). Kiedy dorastałem, okazało się, że wiąże się to również z pewnymi problemami, gdyż w codziennej prozie życia dorastającego dziecka, chłopaka, a później także mężczyzny, męża, ojca (córka urodziła się, kiedy miałem 20 lat), taka "zdolność" odłączania czy wyłączania się (przez pewien czas nie było to do końca przemyślane i świadome działanie z mojej strony, większa świadomość przyszła dopiero gdzieś ok. 27 roku życia), tworzyła konflikt z tym, co można określić poczuciem odpowiedzialności, bycia w pełni "tu i teraz" (w relacjach rodzinnych, szkolnych, społecznych, zawodowych itd.). Oczywiście, kiedy bardziej uzmysłowiłem sobie, co właściwie oznacza takie "wyłączanie" siebie, ten aspołeczny skutek uboczny przekształcił się (właściwie samoistnie) w zdolność do wykorzystywania go w sytuacjach, gdzie życie stawiało przede maną różne wyzwania czy trudności (np. choroba), ale też w chwilach, które wiązały się uczuciem szczęścia, radości, sukcesu itd. Kiedy przeczytałem to zdanie: "Wystarczy czasem mieć pewność, że coś nas nie rusza, nie działa na nas" to automatycznie odczułem związek z tym, co sam doświadczam w życiu na co dzień (odnoszę się również do "OBE"). Dodam tylko, że o ile w okresie dzieciństwa był to bardziej rodzaj jakiegoś autonomicznego zachowania, ucieczki, to teraz jest to po prostu rodzaj narzędzia, nie tylko pracy ze samym sobą, ale też w relacjach z innymi w różnych sytuacjach w życiu. Oczywiście w dzieciństwie było prościej, ponieważ fizyczna skorupa nie była jeszcze taka gruba i twarda od tych różnych idei, tez, założeń, koncepcji, poglądów, przekonań, wyobrażeń, powiązań, "zależności" itd. Myślę, że każdy z nas, a jeśli nie każdy, to większość, posiada własne doświadczenia i metody pozwalające zachować (odczuć) własną autonomię w tym bardzo osobistym, wewnętrznym wymiarze(?). Jeśli nie, a jednocześnie, gdy można w sobie dostrzec zalążki takiej potrzeby, myślę, że warto świadomie podjąć pracę ze sobą. Świetne jest to, że wystarczy być. :) |
|
|
|
05.12.2012 - 10:46
Post
#12
|
|
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Racja RychuBaco :)
Skądinąd sądzę, że dopowiedziałeś sobie coś do tego, co napisałem i dlatego Ci się nie zgodziło. ;p Nie chodzi mi o to, aby ignorować rzeczywistość wokół nas, ale zdać sobie sprawę z tego, co jest dla nas rzeczywiste, a co nie i że iluzje na nas nie działają. Nie dlatego, że je ignorujemy, bo to byłoby przeciwdziałanie (myślenie o tym, aby o tym nie myśleć ;p), ale dlatego, że nie musimy po prostu o tym myśleć. Nie napisałem określenia "uniwersalne znaczenie" w odniesieniu do tego, że można czy powinno się stosować "olewkę", np. w stosunku do rodziny w sposób, o jakim napisałeś. Napisałem, że to działa, kiedy bronisz się przed czymś "złym", przed czymś, czego nie chcesz doświadczać, czymś, co jest zupełnie inne od Ciebie i nie chcesz, aby wywierało to negatywny wpływ na Ciebie. Napisałem określenie "uniwersalne znaczenie" w odniesieniu do tego, że w różnych sytuacjach życiowych niepotrzebnie dążymy ciągle do tego, aby być "lepsi" od kogoś (cokolwiek to znaczy, bo to względne i niemiarodajne), a zamiast tego, trzeba być właśnie "tu i teraz" - "nie ruszać się". Jednak, aby coś zmienić, najpierw trzeba sobie zdać sprawę, że się ma na to znaczący wpływ. Dlatego nie chodzi mi też, żeby zignorować powiedzmy oponenta, który nas atakuje, bo to może być wyraz arogancji czy wywyższania się nad nim. Raczej chodzi o to, że jesteśmy świadomi swojej drogi i tego kim jesteśmy oraz prawa własnej woli i nie uleganie cudzym wpływom, jeśli chcą nas z tej drogi siłą zawrócić. Pozdrawiam :) |
|
|
|
05.12.2012 - 13:12
Post
#13
|
|
|
Dusza Towarzystwa ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Racja RychuBaco :) Cytuję tylko początek, ale odnoszę się do całości twojej wypowiedzi i na samym początku zaznaczę oraz podkreślę, że wszystko się zgadza. :) To, co napisałem, nie było formą ani próbą oponowania czy wyłuszczania jakichś detali, racji itd. Po prostu po przeczytaniu twojego postu poczułem jakiś impuls w sobie oraz łączność z tym, na co zwróciłeś uwagę. Odniosłem to do swoich osobistych doświadczeń, jakby swojej drogi i w żaden sposób nie imputowałem (przynajmniej świadomie) w jakiejkolwiek formie nieścisłości, pouczeń, punktowania czegoś itd. Pisałem w kontekście własnych przeżyć, ale być może odbiór tego, co i jak napisałem, może do tego prowadzić, ale nie taka była motywacja i nastrój, w którym to pisałem. Oczywiście, to do czego się odniosłeś (w odpowiedzi na mój post), ma jak najbardziej praktyczny wymiar i myślę, że gdybyśmy się spotkali wcześniej w życiu, a miałbyś możliwość dzielić się ze mną swoją wiedzą oraz doświadczeniem, to z pewnością wiele mógłbyś mi pomóc. Dlatego mimo że czasem mogą być kłopoty we wzajemnym odbiorze czy zrozumieniu, to moim zdaniem w tym przypadku fajnie wyszło, ponieważ przy okazji poruszyłeś ważne aspekty, które w zasadzie uzupełniają zarówno twoją, jak i moją wypowiedź.Skądinąd sądzę, że dopowiedziałeś sobie coś do tego, co napisałem i dlatego Ci się nie zgodziło. ;p [...] Jeśli czujesz niedosyt lub potrzebę (np. lepszego zrozumienia w kontekście poruszonych przez cienie zagadnień), mogę odnieść się bardziej szczegółowo do tego, co napisałeś, a co może zwiększyć (choć nie musi) wzajemne zrozumie, a być może także zrozumienie innych? |
|
|
|
05.12.2012 - 20:13
Post
#14
|
|
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Nie no, spoko. Jest OK ;)
|
|
|
|
06.12.2012 - 19:58
Post
#15
|
|
|
Częsty Gość Rodziny ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Wystarczy czasem mieć pewność, że coś nas nie rusza, nie działa na nas :) Wtedy kule albo zawisną w powietrzu, albo przelecą jak przez powietrze, wcale nie raniąc, albo odbiją się. Czasem wystarczy zastygnąć w bezruchu i nie robić kontrataku, bo nie trzeba. Robiąc kontratak, zezwalamy i otwieramy się na atak. Czasem wystarczy zastygnąć w bezruchu - nie myśleć myślami, co wpływają od zewnątrz, a wiedzieć od wewnątrz ;) ...Myślę, że to, co napisałem ma także szersze, uniwersalne znaczenie. Pozdrawiam :) Ciekawe, dla mnie jest to moment zdania sobie sprawy z własnej istoty (choć to zdecydowanie za wielkie słowa), tej nietykalnej - której nie można zagrozić. Myślę, że ten cytat może oddać to bliżej: Niczemu, co rzeczywiste, nie można zagrozić. Nic, co nierzeczywiste - nie istnieje. Jak gdyby właśnie to Ja był tym co Rzeczywiste, a wspomniane kule nierzeczywiste - jedynie iluzją, a więc nie można mi zagrozić. Przechodząc już do tego, co skłoniło mnie do napisania tego posta: otóż mam pewien problem. Gdy próbuję wyjść z ciała bezpośrednio, gdy tylko nastąpi niewielkie "przesunięcie fazy" i ciało ogarnie paraliż tak, że nie mogę nim poruszyć, zaczyna się to... strach. Po prostu czysty strach o naprawdę potężnej sile. Nie da się go uchwycić, gdyż nie znajduje się w pokoju i nie próbuje mnie zaatakować. On jest już we mnie, i jest też na zewnątrz. Nie mogę się przed nim obronić, bo on nie podchodzi do mnie, lecz już jest w środku. Piszę strach, bo widzę to sytuację po prostu jako czystą formę strachu samej w sobie, nie strachu przed czymś, lecz samą jego energię. Poza tym, od razu pojawiają się dziwne i "mroczne" dźwięki i hałasy, szczekanie psów, rozmowy i słowa wypowiadane do mnie, wszystko w atmosferze strachu. Jak z tego wyjść ? Ostatnio jest trochę lepiej, nie tak strasznie, może dzięki medytacji w której staram się być światłem. Jak myślicie czy to może być odpowiednia metoda ? Ja wiem, że to moje doświadczenie i nikt nie rozgryzie tego za mnie :), po prostu pomyślałem, że może macie jakąś radę, która mogła by mi pomóc... Wybaczcie, że nie wniosłem przydatnych informacji do wątku, ale w końcu temat "Ataki, A świadomość Siebie", więc wydał mi się odpowiednim miejscem/czasem na napisanie tego co mnie gryzie... Pozdrawiam |
|
|
|
06.12.2012 - 21:18
Post
#16
|
|
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Czemu sądzisz, że to nieprzydatne informacje, to jest przecież właśnie wątek o tym.
W sumie to już chyba masz wyżej odpowiedź co robić :P albo i czego nie robić :P ale spróbuję coś Ci poradzić, co przynajmniej mnie pomogło. Nie staraj się być światłem, wiedz że nim jesteś. Albo nie światłem, światło to tylko światło, cóż że ludzie sobie z nim kojarzą pozytywne rzeczy, skoro to tylko myśli, wyobrażenia, które względnie słabo oddają prawdziwy stan rzeczy. Zanurz się w swoim wewnętrznym dobru i uzewnętrznij je. Znajdź wewnętrzny spokój. Aby znaleźć ten spokój nie możesz walczyć z tym strachem. Musisz mu się poddać, ze spokojem, tak jakby bez strachu poddać się strachowi ;) Skup się wtedy wyłącznie na tym, co możesz z pewnością stwierdzić - że jesteś i jaki jesteś. I poczuj to, jaki jesteś. Poczuj, że jesteś dobrocią. Nie staraj się jej przywoływać, tworzyć wyobrażenia itp., ona już jest w Tobie, ale po prostu poczuj miłość do siebie, zanurz się w niej, pokontempluj ją. Wtedy wszelki strach powinien minąć :) Albo zastosuj metodę Bielika i powiedz do strachu: kocham cię, ale już odpuść ;) Miłość jest tutaj clue sprawy. Gdy bronisz siebie, to czasem nie ma się silnej woli, ale gdyby przyszło bronić kogoś, na kim nam zależy, o chłopie. Biada strachowi :D Przypomnij więc sobie, poczuj jak kochasz (nie egotycznie, a szczerze, pokornie, naturalnie) siebie, a już będziesz to wiedział, że nic Cię nie może ruszyć i dalej będziesz już tylko czuł błogość :) |
|
|
|
06.12.2012 - 22:13
Post
#17
|
|
|
Częsty Gość Rodziny ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Dziękuję Ci serdecznie za Twoją pomoc ! Tak szczerze, to na początku przebywania na tym forum i czytania Twoich postów oraz Bielika... no cóż nie bardzo rozumiałem/podzielałem Wasze wypowiedzi, w sensie postrzegałem je jako "wszystko pięknie, ale macie jakieś różowe okulary" lub "miłość, dobro, piękno nie ma wrogów sami nauczyciele, no cudownie, ale gadacie tak w kółko, ale w żaden sposób nie przybliżacie mnie do tego". ( Hej ! Nie bierz tego do siebie ! Wyłącznie pokazuje jak ja to odbierałem, by lepiej przedstawić moje spojrzenie). Ja jestem, z tych co to ich obchodzą aspekty techniczne, z tych co chcą wiedzieć jak to działa. Co jak powiesz: miłość - to zacznie myśleć nad tym, co to za szczególny i niesamowity rodzaj energii - spoiwo świadomości -, co będzie chciał to badać i zajrzeć w to ! Zabawne prawda ? Czasami kompletnie omijam to co najważniejsze na rzecz szczegółów technicznych, ale cóż lubię to i traktuje jako wyjątkową część mnie... Lecz teraz, gdy przeczytałem kolejny raz Twoją wypowiedź, w końcu zacząłem to łapać inaczej, nie zauważałem przedtem, że cały czas jednak przybliżacie mnie do tego. Nie zauważyłem, że zamiast to rozgryzać trzeba to poczuć i być w tym. Dziękuję Ci, bo przypomniałeś mi jak należy do pewnych spraw podejść. No i teraz będę już inaczej czytał posty niektórych ;)
PS: dziwne, ale tą całą blokadę strachu, mimo wszystkich jej negatywów, od początku traktowałem jako Wyzwanie. Dosłownie. Pamiętam jak pewnego razu, po przeniesieniu skupienia i zmysłów do wewnątrz, natychmiast w pokoju wyczułem niezwykle wyraźnie dwie złowrogie istoty, było to tak silne, że jedyne co zrobiłem to natychmiast zacząłem krzyczeć, by obudzić ciało fizyczne. Totalna panika. Mimo to ciało nie chciało się obudzić, choć krzyczało na głos, aż brat przybiegł z pokoju obok, zapalił światło i zaczął krzyczeć bym się obudził. Dopiero wtedy podziałało. A ja po 2 minutach odsapnięcia po wszystkim, wyruszyłem z powrotem stawić temu czoła... Trochę to zwariowane... |
|
|
|
07.12.2012 - 11:56
Post
#18
|
|
|
Członek Rodziny ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy |
Znalazłem ciekawy urywek :)
Spróbujcie to sobie zinterpretować jako obraz waszego wnętrza, waszej świadomości w sytuacji, gdy poczujecie "to". Tą świadomość, z którą już nic co nam zagrażało nie jest istotne... :) http://www.youtube.com/watch?v=vv92xr0DTQk |
|
|
|
07.12.2012 - 13:12
Post
#19
|
|
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Grupa: Podróżnicy Notatnik |
Aż mi ciary przeszły ;D
|
|
|
|
![]() ![]() |
| Wersja Lo-Fi OOBE Porady Roberta Monroe Porady Brucea Moena Porady Darka Sugiera Kontakt Park |